Zdaniem Proboszcza

W jednej z gazet wyczytałem informację jakoby w USA wszczęto dyskusję na temat, czy w mediach można używać niecenzuralnych słów i od razu poddano w wątpliwość jakikolwiek zakaz gdyż byłoby to pogwałceniem wolności słowa. Językoznawca uniwersytecki zapytany o to odpowiedział jasno: jeżeli wolnością jest naruszanie godności i intymności drugiego człowieka, to rzeczywiście mamy tu do czynienia z ograniczeniem wolności słowa.  W naszej kulturze używanie wulgaryzmów jest nieetyczne lub przynajmniej nieeleganckie. Natomiast w moralności katolickiej wulgaryzmy uważamy za grzech, gdyż naruszają one właśnie naszą wolność i obrażają naszą godność. Narażanie zaś dzieci na przejęcie słownictwa wulgarnego jest grzechem demoralizacji, gdyż uczymy je zachowań sprzeciwiających się godności człowieka. Rodzice często narzekają na wpływ mediów, które są bardzo często normotwórcze. I rzeczywiście możemy obserwować wzrost używania wulgaryzmów przez różnego rodzaju twórców, ulegających presji komercji nastawionej na zysk. Gdzież te czasy, kiedy media były wzorem pięknego języka i dobrych przykładów. Znawcy tej dziedziny uważają, że agresja dobrze się sprzedaje, toteż zwiększanie podaży jest czymś oczywistym. I mamy efekt eskalacji wulgaryzmów do tego stopnia, że wielu już nie uważa ich używanie za coś niewłaściwego – wręcz przeciwnie jest to bardzo normalne i nienormalni są ci, którzy ulegają zgorszeniu. Otóż właśnie ja należę do tych nienormalnych. Czy może się ktoś jeszcze do mnie przyłączyć?

Próbuję zrozumieć i jakoś nie mogę, postawy młodych ludzi, którzy nie mając przeszkód nie chcą zawrzeć sakramentalnego związku małżeńskiego lub odsuwają go najczęściej mimo deklaracji w nieokreśloną przyszłość. Oczywiste jest to, że sakrament łączy na stałe i należy bardzo odpowiedzialnie podejść do decyzji o jego przyjęciu a wielu boi się tego. Natomiast nie boją się powoływania nowego życia, które tez jest związane z odpowiedzialnością? W rozmowach próbuje tłumaczyć niewłaściwość takiej postawy, lecz moje zachęty zbywane są krótkim nie lub stwierdzeniem, że jestem nienormalny. Jak ocenić postawę niby katolika, który świadomie pozbawia się życia sakramentalnego tj. sakramentu pokuty i Komunii Świętej! Myślę, że jest to postawa wynikająca ze słabej wiary i nieznajomości jej zasad. Tacy ludzie przychodzą natomiast i proszą o sakrament chrztu dla swojego dziecka. Czy oni mogą właściwie kształtować wiarę tego dziecka, kiedy ich wiara jest znikoma a sami tkwią w grzechu i na własne życzenie nie chcą z niego zrezygnować! Bądźmy konsekwentni w naszych postawach. Jeżeli ktoś obrał inny świat wartości to niech nie oczekuje od Kościoła czegoś, czego nie potrafi nawet uszanować. Rozumiem lęk przed związaniem się z daną osobą, ale nasi przodkowie wymyślili instytucję narzeczeństwa, które powinno przygotować do podjęcia odpowiedzialnej decyzji. No , ale dzisiaj zamieniono piękną ideę narzeczeństwa na stwierdzenie: mam chłopaka, (mam dziewczynę) jesteśmy ze sobą  i mamy dziecko. Czy wiesz co to jest sakrament małżeństwa?

Nie wiem co myśleć o ludziach powtarzających jak mantrę zdanie „ że Kościół rządzi państwem”. Kiedy zapytałem jednego z moich rozmówców co ma na myśli mówiąc takie słowa zastanowił się i powiedział: Kościół wtrąca się do „in vitro” a przecież to takie dobrodziejstwo; Kościół nie płaci podatków jak wszyscy, Kościół jest obecny w szkole bo księża uczą religii - i już wtedy brakło mu kolejnych przykładów „rządzenia” Kościoła. Bardzo łatwo przedstawiłem kontrargumenty i wykazałem, że to, o czym mówi wcale nie jest rządzeniem. I ponownie zapytałem o przykłady rządzenia, wtedy ów rozpalony krytykant Kościoła zamilkł. Otóż mam wrażenie że, podobnie myśli wielu naszych gorliwych katolików. Krytykanctwo Kościoła w swojej treści jest żałosne zaś w wydźwięku społecznym bardzo groźne. Dlatego mam propozycję: aby uchronić się od krytykanctwa i podjąć rzeczową krytykę Kościoła wcześniej zapytaj lepiej zorientowanych jak jakaś sprawa naprawdę wygląda. Następnie zapytaj o to samo kogoś innego i spróbuj wtedy wyrobić sobie właściwe zdanie. Nie ulegaj głosom rozmaitej maści znawców Kościoła, lecz posiadaj swoje zdanie, gdyż Ty też jesteś członkiem tego Kościoła. I dbaj o dobre imię Kościoła, dbając o swoje dobre imię jako chrześcijanina.
Ps. Tych wszystkich, którzy nie znają i nie rozumieją Kościoła proszę o zajęcie się  lepiej znanymi sobie tematami.

Księża są jak zwykle obiektem zainteresowania różnych ludzi i chyba nic w tym dziwnego, gdyż mają być jak to określił Benedykt XVI „specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem”. Człowiek jest „głodny” Boga i mimo, że o Bogu słyszy niemal codziennie to w dzisiejszej rzeczywistości jest coraz bardziej zagubiony. Dlatego potrzebuje wyraźnego znaku obecności Boga, a tym znakiem ma być kapłan. Kapłan nie może upodobnić się do świata, lecz musi być wyraźnym i czytelnym świadkiem działania Boga. Toteż wymagania, które stawia sobie i innym muszą być zakorzenione w prawdzie Bożej. Ubolewamy, nad przypadkami sprzeniewierzania się księży swojemu powołaniu, że nie są wierni Chrystusowi i podążają z mętnym nurtem świata. Mamy jednak wielu wspaniałych kapłanów, którzy wnieśli w naszą formacje ludzką i religijna tak wiele dobra. Módlmy się, o kapłanów mocnych wiarą i świętych, gdyż takich potrzebuje świat. Zaś dla upadłych prośmy o Boże miłosierdzie, łaskę nawrócenia. A co do nas: nie oceniajmy wiary i Kościoła poprzez pryzmat grzechu jego sług nawet tych, którzy trzymają pastorał.

Jakie zdanie może mieć proboszcz w dniu wyborów prezydenckich? Tylko takie – należy wziąć udział w głosowaniu. Ktoś powie, że to kolejny banał, gdyż wybory i tak nic nie zmienią, tyle razy dokonywaliśmy wyborów i nic nowego się nie dzieje. Otóż liczny udział w wyborach jest wyrazem odpowiedzialności za państwo, za kolejny etap rozwoju i nie jest prawdą, że wybory nic nie zmieniają. Zmieniają się ludzie sprawujący władzę to i w jakimś stopniu zmienia się rzeczywistość. Ideałem byłoby gdyby jedne wybory załatwiły wszystkie problemy państwa. Doskonale wiemy, że jest to niemożliwe, gdyż z pustego to i Salomon nie naleje jak mówi powiedzenie. Dobrobyt materialny wymaga w przypadku naszego kraju sporo jeszcze czasu. Natomiast już dzisiaj możemy posiąść kulturę polityczną, odpowiedzialność społeczną której ciągle jeszcze brakuje. Demokracja opiera się na większości a jeżeli w wyborach bierze udział mniejszość to oznacza, że wybrańcy nie są reprezentatywnie wybrani. Słyszałem, że w Belgii istnieje obowiązek brania udziału w wyborach. Przydałoby się to i w naszym pięknym kraju, gdyż przyjmujemy postawę bardzo bierną – zwykle do wyborów idzie 50% uprawnionych do głosowania. Natomiast w dyskusjach wykazujemy się taką znajomością rzeczy, że wystarczyłoby oddać głos na Kowalskiego a wszystko byłoby pięknie ułożone i wszyscy byliby zadowoleni. Otóż sprawowanie jakiejkolwiek władzy jest trudne i wymaga wielkiej roztropności. Historia wielokrotnie to potwierdzała. Toteż zachęcam do wzięcia udziału w wyborach – okażmy nasza odpowiedzialność obywatelską za nasze państwo.