Zdaniem Proboszcza

Wizyty duszpasterskie, które tradycyjne się rozpoczęły w katolickich parafiach, spotkały się z negatywną narracją w mediach internetowych. Zdjęcie księdza w komży z kopertą w ręku, dywagacje czy należy dawać, a jeżeli tak to ile, określenia „facet w czarnej sukience”  czy przywoływanie oczekiwań kulinarnych księdza to niektóre przykłady deprecjacji wizyt duszpasterskich, które są nie tylko tradycją, ale też nakazem Prawa Kanonicznego. Wizyty duszpasterskie wyglądają bardzo różnie; w naszej diecezji jest to okres Bożego Narodzenia i kapłani idą „od domu do domu”, gdyż to ułatwia kolędę. Przyjęcie duszpasterza nie jest obowiązkiem i z tego tytułu nikt nie popełnia grzechu, ale zlekceważenie takiej wizyty rodzi pytanie o więź parafialną, stosunek do duszpasterza czy może nawet do wiary. Nie ulegajmy naciskom medialnym a swoje wątpliwości do rzeczywistości wizyt duszpasterskich, chociażby w naszej parafii łatwo możemy rozwiać. Owszem, czasem są trudne tematy do omówienia, ale tego nie należy się obawiać, gdyż ksiądz to nie słoń w składzie porcelany.

Przemija wszystko a Boże Narodzenie trwa, nie tylko w świątecznym wspomnieniu, lecz w zbawczym wydarzeniu, które ciągle dotyka naszego życia. Pełni radości składamy wszystkim Parafianom świąteczne życzenia. Niech ożyje Wasza wiara, abyście mocni wewnętrznie radzili sobie z trudną codziennością.  Pan niech obdarza Was potrzebnymi łaskami – wszelką pomyślnością i zdrowiem a wspomnienie narodzin Zbawiciela nadaje sens waszemu życiu.

 

                                                         Duszpasterze Parafii Świętej Jadwigi

Znowu święta! Taki okrzyk według mediów, zwłaszcza internetowych wznosi coraz więcej ludzi. Święta spędzę z moim psem – wyznaje ponoć bohaterka jakiegoś tekstu, mając dość spotkań z rodziną. Inni mówią o „kłamstewku” kierowanym do rodziców – w święta znowu muszą pracować, a są i tacy, którzy żyjąc niemoralnie nie chcą narażać się na rodzinne pytania i stresy. Wobec takich zamiarów święta te tracą wymiar rodzinny. Czym właściwie są Święta Bożego Narodzenia? Laicyzacja spowodowała, że świętowanie wypełnione zostaje konsumpcją. Dekoracje, dobre jedzenie, prezenty stały się istotną treścią świąt. Starszemu pokoleniu do głowy nie przyszło, by Święta Bożego Narodzenia wiązać z prezentami. Dzisiaj bez prezentu i to po choinkę ani rusz.  Coraz częściej święta związane są też z turystyką czy wyjazdami do kurortów. Religijny charakter zanika przez świecki styl życia katolików. Nie tak dawno przysłuchiwałem się dyskusji poświęconej przeżywaniu świąt i jeden z dyskutantów wysunął tezę, że tych świąt nie da się już uratować ze szponów konsumpcyjnych i należałoby przenieść je na zupełnie inny termin. Nie podzielam pomysłu przeniesienia świąt na inny termin ale przyznaję rację, że uwolnienie się od konsumpcji jest raczej niemożliwe. Dobrami materialnymi koimy bałagan duchowy, nasze niepowodzenia, braki w relacjach rodzinnych. Powstaje więc pytanie, czy czasami nie są to oznaki degradacji człowieka? Wychowanie przez obsypywanie dziecka prezentami prowadzi właściwie donikąd. W miniony czwartek usłyszałem w radiu relację małego chłopca, który mówił o wspaniałych bajkach opowiadanych mu przez ojca i o jego marzeniu by tato te bajki zapisał w formie książki; tak też się stało. Drogi ojcze, katoliku; czy opowiadałeś swojemu dziecku nie tylko bajki, ale prawdę o Świętach Bożego Narodzenia? Może przyjechałeś z pracy zarobkowej na święta – czy powiedziałeś swoim dzieciom jakie to jest ważne spotkanie, gdyż Bóg się narodził, stał się człowiekiem, byśmy byli szczęśliwi i dlatego razem, w rodzinie przeżywamy pamiątkę tego wydarzenia. Unia Europejska chce świąt, ale nie Bożego Narodzenia i to jest hipokryzja unijnych biurokratów w stosunku do prawdy i tradycji. Nie dajmy się zwieść i świętujmy Boże Narodzenie w autentycznej miłości Boga i miłości naszej rodziny.

„PiS i Kościół są nierozerwalnie związani. Jak jeden utonie to drugi też” - taki tytuł pojawił się w jednym z tygodników uchodzących za opiniotwórczych. Tym razem uśmiechnąłem się i pomyślałem: liberałowie i wrogowie Kościoła posuwają się do absurdu, głosząc nieprawdziwe tezy. Narracja o związku Kościoła z tronem (z rządzącymi) jest wszechobecna i skutkuje zamętem w umysłach wielu ludzi i to bogobojnych. Czemu ona służy? Jednemu celowi – zredukowania roli Kościoła w życiu społecznym do skansenu gdzie ogląda się jedynie starocie. Świat liberalizmu i nieumiarkowanej konsumpcji widzi w Kościele ostatni bastion jakiejś moralności związanej z obiektywnymi normami. To przeszkadza w zawładnięciu człowiekiem siłom, które potrzebują człowieka jako niewolnika realizującego konsumpcyjny styl życia. Kościół niezmiennie naucza o pochodzeniu człowieka i jego ostatecznym celu, o normach moralnych naturalnego sumienia i Dekalogu. I to się nie podoba, gdyż konsumpcjonizm właściwie wmawia człowiekowi, że to on jest bogiem, on może stanowić swoje prawa moralne i według nich postępować. Właściwie spośród kościołów chrześcijańskich jedynie Kościół katolicki jest atakowany i niszczony szczególnie przy pomocy mediów, gdyż pozostałe mają już niewielki wpływ na moralność swoich wyznawców z powodu „rozmiękczania” nauki Chrystusa. Media, zwłaszcza internetowe uderzają w Kościół opisując z lubością zachowania księży czy biskupów. Oczywiście skandale seksualne to najbardziej pikantny temat a pedofilia weszła już do „ubogiej klasyki” mediów. Dlaczego? Bo jeżeli w ciągu kwartału opisuje się pięć razy ten sam temat, to chyba można to już uznać za klasykę! Ludzie widząc nowy tytuł nie zagłębiają się na ogół w tekst tylko sobie prosto myślą – znowu pedofil? I tak mnoży się pozorny grzech w świadomości społecznej a tym samym osłabia wiarę zaufanie  do Kościoła. Kilku drani w sutannach to jeszcze nie jakiś wielki problem a rozwiązanie jest znane i proste. Powiązanie Kościoła z polityką to kolejny dyżurny temat. Żyję już na tym świecie sporo lat i nie zauważyłem, żeby Kościół hierarchiczny rządził  w państwie. Owszem, Kościół wypowiada się w kwestiach moralnych dotyczących ustawodawstwa związanego z życiem nienarodzonych czy pojmowaniem rodziny bo to jest jego obowiązek!  Kościół nie może milczeć jeżeli naruszane jest prawo naturalne lub pozytywne Boże. A to nie jest polityka, tylko misja zgodna z nakazem Chrystusa.

Rozpoczęliśmy Adwent. Czym ten okres jest dla przeciętnego katolika? Obserwując życie można powiedzieć – niczym się nie różni od  innych dni i tygodni. I może dlatego należałoby zwrócić uwagę na mój osobisty adwent i zapytać siebie na co ja oczekuję? Na lepsze jutro, na podwyżkę, na węgiel, na ukochanego męża, na powrót do zdrowia, na dyplom, na sukces itd. – to wszystko jest ważne, ale ważniejsze jest oczekiwanie na to,  bym był człowiekiem po myśli Bożej. Wszystko inne minie bezpowrotnie i to nawet jeszcze w tym ziemskim życiu a wieczność, ta szczęśliwa czeka na człowieka,  który żył adwentem i swoje oczekiwanie wypełniał dobrem zrodzonym z prawdziwej wiary i autentycznego przyjęcia Chrystusa do swojego życia. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że to wymaga poddania swojej woli, woli, kogoś innego – Jezusa Chrystusa.