Zdaniem Proboszcza

Pierwsza Komunia Święta dzieci coraz częściej wywołuje u mnie mieszane uczucia. Pamiętam lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, kiedy ta uroczystość była najważniejszym wydarzeniem roku w życiu parafii. Zaangażowanie dzieci i rodziców w przygotowanie siebie do tego wydarzenia widoczne było przez cały rok poprzedzający Pierwsza Komunię Świętą. Sam dzień był przeżyciem, tak jakby sam Pan Jezus zapukał do drzwi każdego domu. Dzieci wiedziały, że Jezus jest najważniejszy i zaraz po uroczystym obiedzie przybywały do kościoła na nabożeństwo majowe. Rodzina tworzyła atmosferę szczególnie religijną w tym dniu, stąd dziecko od pierwszego momentu wiedziało o ważności tego wydarzenie i o obecności Pana Jezusa w Komunii Świętej. Po trzydziestu kilku latach jak wiele się zmieniło. Są rodziny, a więc i dzieci,  dla których to wydarzenie jest rzeczywiście głębokim przeżyciem religijnym. Niestety jest też wiele rodzin traktujących ten dzień jako okazję do spotkania towarzyskiego bez najmniejszego odniesienia do treści religijnych. Neopogaństwo zawitało do naszych rodzin przejawiające się nie w duchu spotkania dziecka z Bogiem, ale w duchu materializmu i pustego imprezowania. Przyjęcie restauracyjne i wartość prezentów stanowią w wielu rodzinach główny temat przygotowań a biedne dziecko nie ma nawet czasu na zapytanie tatusia – jak Pan Jezus zamieszka w moim sercu? Może to i lepiej, bo ten tatuś już nie umie odpowiedzieć na tak proste i potrzebne zapytanie swojego dziecka! Może lepiej będzie jeżeli powiesz swojemu dziecku prawdę o swojej wierze!

Jak zmieniło się społeczeństwo polskie, niby jeszcze w 80% katolickie to można dobrze zobaczyć na przykładzie młodzieży maturalnej. W takich środowiskach jak Dębica jeszcze 30 lat temu, w nabożeństwach kończących naukę w liceum, czyli młodzież maturalna, brało udział niemal 100% młodzieży. W miniony piątek z dwóch szkół średnich z klasami maturalnymi we Mszy św. na zakończenie nauki w szkole średniej wzięło udział już tylko 23% maturzystów. W następnym roku może będzie ich ok. 20%. Smutna rzeczywistość tak wiele mówiąca o wierze współczesnych rodzin, gdyż wiara pielęgnowana w rodzinie daje widzialne owoce. Pan Bóg jest zbędny dla życia współczesnego człowieka, a tym bardziej już dla maturzysty, który wszystko wie a więc i to że Pana Boga nie ma, nie ma duszy, nie ma moralności. Jestem tylko ja, liczy się tylko moje zdanie, a rodzice skoro mnie spłodzili to mają dać kasę i milczeć wobec moich wyborów.

Kilka dni temu zobaczyłem krótką informację telewizyjną o sytuacji podopiecznych w domu opieki dla starszych osób w Gródku Podolskim na Ukrainie. Pewna staruszka mówiła z troską o leżących i wymagających ciągłej opieki kobietach i ich zagrożeniu toczącą się wojną. Za chwilę na ekranie ukazała się postać znanej mi z widzenie Siostry Służebniczki, która z wielką nadzieją i wiarą te zmówiła o ich trudnym położeniu. Ta migawka skłoniła mnie do głębszej refleksji. Kapłani i Siostry Zakonne pozostali z ludźmi na Ukrainie mimo zagrożenie nie tylko bytu ale przede wszystkim życia. Bogaci i mający jakie takie możliwości pouciekali a oni zostali, by być z tymi którzy nigdzie uciec nie mogą. I to jest Kościół Chrystusowy, tak bardzo poniewierany w ostatnim czasie w naszym kraju. Ileż pomyj wylewane jest na głowy kapłanów i sióstr? Czynią to nie tylko wrogowie Chrystusa, ale także katolicy, którzy w Wielki Piątek ucałowali Krzyż Chrystusowy a w niedzielę przy rodzinnym spotkaniu dokładali kolejną porcję pomyj Kościołowi (czytaj: duchowieństwu)  uważając przy tym siebie za wzorowe członki Kościoła; i w tym miejscu pytam jakiego?

Wreszcie wróciła normalność po zdjęciu maseczek i można zobaczyć twarze, piękne ludzkie twarze, które tak wiele mówią, tak wiele można wyczytać z ludzkiej twarzy. Cieszy to raczej wszystkich, ale czy w tych twarzach jest odbicie Chrystusowego oblicza? Świętujemy Zmartwychwstanie Pana i pytamy czy to zmartwychwstanie pozwoli na nasze zmartwychwstanie i spotkanie tych, których tu na ziemi tak bardzo kochaliśmy? Myślę, że tak o ile użyczymy naszej twarzy Jezusowi.

Najważniejsze święta w roku liturgicznym, covid minął, a czy wierni katolicy powrócą na Eucharystię? Mam wątpliwości, gdyż lenistwo duchowe weszło dzięki covidowi mocno w naszą świadomość i nadal absencję tłumaczymy lękiem. Staram się zrozumieć ten lęk, ale stawiam też pytanie o lęk przed odejściem od Boga! Ten lęk jakoś nam nie towarzyszy na co dzień, gdyż uważamy, że miłosierdzie Boże wszystko za nas załatwi. Obawiam się, że jest to złudne oczekiwanie, zaś nawrócenie oparte o Eucharystię daje pewność opartą o zapewnienie Jezusa – „kto spożywa moje ciało będzie miał życie wieczne”.