Zdaniem Proboszcza

W poniedziałek 30 maja wydarzyło się coś niezwykłego. Otóż na osiem zamówionych intencji Mszy św. pięć dotyczyło potrzeb osób żyjących a tylko trzy dotyczyły zmarłych a zazwyczaj to zmarli dominują w zamawianych intencjach. Dlaczego to mnie zainteresowało? Najczęściej Msza św. kojarzy się nam jako modlitwa za zmarłych i jest to poważny błąd. Owoce Mszy św. są dostępne dla wszelkich potrzeb wiernych. Przykładowo: kiedyś rodzice dzieci i młodzieży kończących rok szkolny zamawiali Mszę dziękczynną, a dzisiaj młodzi rodzice już tego nie wiedzą. Ważne rocznice małżeńskie, z racji urodzin czy jakiegoś innego wydarzenia wiązano z dziękczynieniem Bogu poprzez sprawowaną Mszę św.. W chorobie czy jakimś innym nieszczęściu zwracano się o odprawienie Mszy św.. Dzisiaj człowiek, niby wierzący, liczy tylko na siebie; owoce Ofiary Chrystusa są mu niepotrzebne. Pójdziemy za Chrystusem w procesji Bożego Ciała, dlatego pomyśl o znaczeniu Eucharystii dla Ciebie.

Na stronach internetowych można znaleźć zapisy video rozmaitych kazań i wypowiedzi księży. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyż wykorzystywanie mediów do ewangelizowania jest ze wszech miar dobre i potrzebne ale rzecz w tym, że większość tych zapisów dotyczy księży, którzy z różnych powodów zerwali z Kościołem katolickim a obecnie tworzą wokół siebie grupki odbiorców, których karmią swoją „prawdą”. Ostatnio natknąłem się na wypowiedź młodego kapłana, który twierdzi, że podczas studiów w seminarium został oszukany i m.in. dlatego odszedł z Kościoła. Gratuluję takiego naiwnego wywodu, człowieka, który jawi się jako raczej inteligentny człowiek i nie odkrył, że go oszukują. Problemy duchowe takich ludzi a także potrzeba zaistnienia, być może są wytłumaczeniem ich krytyki Kościoła i zerwania z nim. Celebryci w sutannach też istnieją i bądźmy ostrożni w przyjmowaniu ich nauczania. Czas pokazuje jaka jest ich prawda a kiedyś Ks. Tischner dosyć dosadnie napisał o tego rodzaju prawdzie w ujęciu góralskim.

Na egzaminie przed bierzmowaniem w ostatni czwartek zapytałem młodzież o najlepsze dni tygodnia i usłyszałem gremialną odpowiedź: weekend! Zgodziłem się z młodzieżą i zaraz zapytałem; a czy jakoś planujecie te dni? Odpowiedź również była pozytywna i wtedy zapytałem, a w których rodzinach planuje się udział we Mszy św.? Połowa uczniów podniosła rękę a połowa wyrażała zaskoczenie takim pytaniem. Przeszedłem do przypomnienia nie tylko kandydatom ale również ich rodzicom. Trzecie przykazanie brzmi: pamiętaj abyś dzień święty święcił, czyli Bóg, nie ktoś inny domaga się, aby dzień święty świętować. Dzień święty u muzułmanów to piątek, u Żydów to sobota a u chrześcijan to niedziela. Jak świętują wyznawcy innych religii to może wiemy, ale jak my mamy świętować to, jak się okazuje nie wiemy, lub nie chcemy wiedzieć. Można zapytać katolika jak wypełnia trzecie przykazanie i nie bardzo będzie wiedział co trzeba w takim dniu czynić. Kościół wyraźnie naucza, ze niedziela jest pamiątką Zmartwychwstania Pańskiego i należy w tym dniu uczestniczyć w Eucharystii – czyli spotkać się ze Zmartwychwstałym w tajemnicy tego sakramentu. I to jest kluczowy punkt niedzieli katolika! Dawniej Msza św. była pierwszym i najważniejszym punktem niedzieli a dzisiaj niestety jest ostatnim, jeżeli w ogóle jest brana pod uwagę. Planując niedzielę wiele katolickich rodzin wszystko inne stawia wyżej niż Eucharystię. Praca, sport, wycieczka, odwiedziny, sprzątanie, majsterkowanie, imprezowanie są ważniejsze od Eucharystii! To jest wynik braku wiary i dlatego może lepiej będzie jeżeli powiesz sobie i najbliższym, że już przestałeś wierzyć i dasz sobie spokój z Panem Bogiem, bo i tak Go lekceważysz gardząc Jego przykazaniami. Napisz więc w testamencie, by nie stawiano na twoim grobie krzyża, gdyż Ukrzyżowany i Zmartwychwstały nie był dla ciebie Zbawicielem, lecz kimś obcym.

Dzisiejsza data wpisuje się w historię siły modlitwy różańcowej a to za przyczyną Pauliny Jaricot (1799-1862), która dopiero dzisiaj została beatyfikowana w Lyonie. Dzieło jej życia zaczęło się od pomocy charytatywnej biedakom w Lyonie. To nie wystarczyło Paulinie, w której sercu tkwiła potrzeba rozwijania misji czyli krzewienia wiary. Nie mogąc wyjechać na misje zaczęła zbierać fundusze wspierające misje Kościoła, tworząc tzw. „dziesiątki” składające się  z chętnych do wspierania tego dzieł poprzez symboliczne „sou” (20gr). Szybko doszła do wniosku, że pomoc materialna to nie wszystko co można zrobić dla misji. Trzeba modlitwy, a będąc czcicielką Matki Bożej  sięgnęła po różaniec organizując go jako ciągłą modlitwę czyli odmawianie wszystkich tajemnic w każdym dniu. Aby to było praktyczne i możliwe do kontynuowania utworzyła Żywy Różaniec gromadzący piętnaście osób modlących się dziesiątkiem różańca w każdym dniu. Troszczyła się o dobór odpowiednich członków do żywego różańca, ale była świadoma ludzkiej słabości i pisała aby: „w każdej piętnastce znalazł się ktoś dobry, średni i taki, który ma tylko dobrą wole. Wystarczy, aby na piętnaście węgielków jeden był rozżarzony, to wnet powstanie żar ze wszystkich”. Żywy Różaniec istnieje do dzisiaj i przynajmniej w Polsce nie ma parafii, w której nie modliłaby się wspólnota różańcowa. W naszej parafii istnieje dwadzieścia siedem Róż Żywego Różańca, z tym, że w kilku brakuje osób do kompletu, a obecnie róża musi liczyć dwadzieścia osób ponieważ mamy cztery części różańca i każda zawiera pięć tajemnic. Potęga modlitwy różańcowej powinna zachęcać do włączenia się w dzieło Żywego Różańca, wsparte dzisiejszą beatyfikacją jego założycielki.

Kilka dni temu zauważyłem w naszym kościele młodą kobietę, która podeszła do jednego z konfesjonałów pochyliła się jakby w modlitwie i go ucałowała. Zdumiałem się tą sceną i próbowałem zrozumieć sens tego gestu. Trudno odkryć intencje tej osoby, można też sprowadzić to do dziwacznego zachowania, ale jakby nie było, to ucałowanie konfesjonału wyraża raczej wdzięczność Bogu za dar miłosierdzia, za dar przebaczenia ludzkiej winy. Poczucie winy towarzyszy nam niezależnie od wiary. Nieraz słyszę zdanie, że wiara wpędza człowieka w poczucie winy wobec każdego i wszystkiego. Apostaci często to wykorzystują jako argument za wypisaniem się z Kościoła, by uzyskać, jak twierdzą, wewnętrzny pokój. Takie myślenie jest błędne, gdyż sumienia nie da się uspokoić jednym podpisem. Człowiek jest tak „skonstruowany”, że sumienie nawet po latach upomni się o wyrządzone zło. Chrystus pozostawił ludzkości Miłosierdzie Boże, szczególnie w sakramencie pokuty. Ten sakrament jest kluczowy w osiągnięciu wewnętrznego ładu a co za tym idzie, również wewnętrznego pokoju. Odejście od wiary i coraz większe plątanie się w moralności zaczyna się zazwyczaj od lekceważenia spowiedzi świętej. Dzieje się to poprzez świętokradzkie spowiedzi (czyli nieważne), ignorowanie tego sakramentu czyli uważanie go za coś zbędnego w życiu człowieka. W takim razie jak pozbyć się poczucia winy zaciągniętej wskutek niemoralnego postepowania? Terapia psychologiczna, owszem jest pewną pomocą w prostowaniu ludzkich ścieżek, ale nie uwalnia od poczucia winy, gdyż do tego potrzebny jest twórca prawa moralnego czyli Bóg. Refleksję snuję w kontekście pierwszej Komunii św., jej rocznicy czy też sakramentu bierzmowania. Otóż wielu rodziców nie czuje potrzeby wdrażania swojego dziecka do praktyki uznania swojej winy, oczyszczenia się z niej i wynagrodzenia. Ba, nawet poczucie winy uważa się za coś niewłaściwego w kształtowaniu charakteru dziecka. Stąd nie powinno dziwić rodziców, kiedy dzieci ich nie słuchają, kiedy kłócą się z nimi, kiedy rzucają na nich przekleństwa, kiedy nie szanują ich pracy, kiedy ukazują postawę roszczeniową. Moralność jest zakodowana w sumieniu a wolna wola człowieka może ją odrzucać. I tak niestety często się dzieje, gdyż pycha człowieka jest siła napędową, by powiedzieć Bogu tak jak kiedyś pierwsi rodzice – nie będę Tobie służył. Ucałowanie konfesjonału to akt wiary w siłę Bożego przebaczenia i uznania Boga za naszego Pana.