Zdaniem Proboszcza

Epidemia coraz bardziej daje się nam we znaki. Obserwuje się zjawisko przyzwyczajenia się do obecnej sytuacji, a ktoś nawet stwierdził, że Polacy nie boją się koronawirusa. Tymczasem żniwo tego wirusa jest nadal bardzo wysokie tak jak wysokie są również koszty społeczne i ekonomiczne. Rząd stara się jak może zaradzić tej sytuacji, ale ma problem z nami, którzy lekceważymy wskazania epidemiczne. Ostatnio zaostrzono sposób przysłanianie ust i nosa. Koniec z szalikami, kominami i plastikowymi osłonami. Majmy używać maseczek i to porządnych, zapewniających rzeczywistą osłonę przed ewentualną emisją zarazków. Taka sytuacja potrwa jeszcze kilka miesięcy, ale jak się okazuje ten sposób walki z rozprzestrzenianiem się wirusa jest potrzebny. Poluzowanie pewnych obostrzeń zaowocowało zupełnym  pozbyciem się wskazówek epidemicznych. Byliśmy świadkami organizowania wielu imprez rozrywkowych, gdzie „zapomniano”  o sytuacji w jakiej żyjemy. Mam wrażenie, że część naszych rodaków żyje tylko dla rozrywki, tak jakby bez niej nie można się skutecznie zrelaksować. Świadczy to o ubóstwie duchowym, które tylko w zewnętrznych doznaniach upatruje sensu. Dlatego warto sobie zadać pytanie – czym wypełniam mojego ducha? Katolicy nie powinni mieć z tym trudności ponieważ wiara i płynące z niej wartości są mocą, która daje siłę i nadaje sens w tak trudnej sytuacji jaką jest epidemia. Wielki Post to nie tylko czas liturgiczny i posypanie głowy popiołem lecz przede wszystkim zastanowienie się nad sobą w kontekście przyjętych wartości. W tym czasie musimy zdobyć się na rzetelną ocenę naszego postępowania i jakby na nowo skonfrontować je z wymogami stawianymi przez Chrystusa. W ten sposób nabieramy mocy tak bardzo potrzebnej człowiekowi w codzienności a zwłaszcza kiedy musimy jakoś przeżyć ten trudny czas epidemii.

Poluzowano nieco obostrzenia epidemiczne i oto do społeczeństwa dotarł bardzo bolesny przekaz. W stolicy Tatr pojawiło się mnóstwo turystów, ale niestety wielu z nich na to miano nie zasługuje gdyż oblegli Krupówki i dali pokaz wydolności alkoholowej awanturując się przy tym tak mocno, że policja miała pełne ręce roboty. Jeżeli relaks ma polegać na piciu alkoholu i awanturnictwie to świadczy o bardzo niskim poziomie kultury i etyki. Przecież do Zakopanego nie pojechali ludzie wiążący koniec z końcem lecz bardziej zasobni materialnie i jak się okazuje oni nie umieją odpoczywać inaczej jak tylko w oparach alkoholu. Smutny obraz i tym smutniejszy – bo jak podają statystyki – wzrosła zamożność rodzin, ale w strukturze wydatków na pierwszym miejscu znalazł się alkohol. Świadczy to też o pustce duchowej zabijanej właśnie alkoholem. Młodzi ludzie porzucają wiarę demonstracyjnie wypisując się z katechezy ponieważ nie umieją i nie chcą pracować na sobą, nie chcą kształtować siebie według naturalnych potrzeb, nie chcą by Bóg coś im przypominał lecz wolą oddawać się konsumpcji i płytkiej rozrywce a to niestety często kończy się paliwem alkoholowym. Ponadto pojawia się problem szacunku dla porządku prawnego w naszym kraju. Policjant interweniujący przeżywa zazwyczaj mocny stres i jest tylko człowiekiem. Zaś awanturujący się oczekują że powinien zrozumieć awanturnika i broń Boże go nawet nie dotknąć a nawet podziękować za to, że dzięki nim mają pracę i nie muszą siedzieć na komisariatach. Absurd, który w cywilizowanych krajach nie ma miejsca. W Polsce on jest i ma dobrze.

Tłusty czwartek dosyć szumnie przetoczył się przez nasz kraj. Media zajmowały się kaloriami zawartymi w pączku i rekordami w ich spożywaniu. Rozpiętość cen też zajmowała dziennikarzy gdyż ten prosty wyrób cukierniczy ponoć wyceniano od złotówki aż do jedenastu złotówek. Tradycja ładna i niech ona pozostanie, ale ona poprzedza jednak wydarzenie religijne, katolickie jakim jest Wielki Post. Nie będę się rozwodził nad etnograficznymi tradycjami poprzedzającymi ten ważny okres liturgiczny ale chciałbym zwrócić uwagę na dzisiejszy sposób przeżywania okresu pokutnego przez katolików. Obserwując życie muszę stwierdzić, że w zewnętrznym wymiarze  ten czas niewiele różni się od pozostałych dni w roku kalendarzowym. Początek postu raczej gremialnie podkreślamy przychodząc w Środę Popielcową  by otrzymać szczyptę popiołu. Zawsze zdumiewa mnie liczba osób, które w tym dniu są w kościele. W niedziele ich raczej nie ma, eucharystia jest dla nich mało ważna ale popiół urasta do rangi największego sakramentu. I właściwie ten gest staje się znakiem i całą treścią Wielkiego Postu. Tymczasem znak posypania popiołem jest początkiem naszego nawrócenia. Przyjmując go rozpoczynamy czas zastanawiania się nad sobą – jacy jesteśmy wobec siebie, bliźnich i Boga; jak realizujemy nasze chrześcijańskie powołanie, co jest wadą moralną naszego życia, czy rzeczywiście uznajemy naszą grzeszność i chcemy się nawrócić. To są podstawowe kwestie, których nie można pomijać jeżeli się chce poważnie traktować Boga i swoją wiarę. Tradycja katolicka wykształciła wiele sposobów przeżywania Wielkiego Postu. Najpierw jest to czas wyciszenia, czyli przełożenia akcentu ze spraw zewnętrznych na wewnętrzne potrzeby. Tutaj przychodzi nam z pomocą modlitwa, której trzeba poświęcić nieco więcej czasu. Modlitwa powinna być dialogiem z Bogiem o moim życiu a nie tylko wypowiadaniem pamięciowych tekstów. Wyciszenie to również ograniczenie rozrywki czy też nałożenie sobie pewnych ograniczeń mających na celu sprawdzenie naszego panowania nad sobą – raczej być niż mieć. Posty piątkowe są przez większość katolików lekceważone i może dobrze będzie jeżeli wartość i znaczenie tego postu na nowo odkryję i będę go stosował. Katolicy są dzisiaj mocno atakowani i niestety wielu wstydzi się swojej wiary nie z powodu jej wymogów lecz raczej z nieznajomości Boga i Jego wymogów zapisanych w Biblii. Dlatego może w tym czasie zamiast pustej rozrywki sięgnąć do katechizmu czy rozmaitych opracowań podnoszących naszą świadomość i wiedzę religijną. Atakujący katolików wcale nie mają większej wiedzy tylko są bardziej krzykliwi i agresywni. Mając oparcie w rzetelnej wiedzy chociażby na poziomie katechizmu możemy bez obaw podjąć dialog i z politykami liberalnymi i z paniami protestującymi pod znakiem błyskawicy. Rzewne nabożeństwa pasyjne – Gorzkie Żale i Droga Krzyżowa - są często niezrozumiałe zwłaszcza dla młodych. Owszem, może trudnością jest język , czy opisy cierpień Jezusa, ale mamy rozum i możemy się przebić przez warstwę językową, by odkryć głębię treści zawartej w tych przepięknych nabożeństwach. Spróbujmy odkryć Wielki Post, by nie pozostał on dla nas pączkiem posypanym popiołem.

Ożywiłem się mocno, kiedy kilka dni temu zobaczyłem na ekranie telewizora panią prof. Magdalenę Środę. Zapytana przez dziennikarza czy wie kiedy rozpoczyna się życie zdecydowanie odparła, że nie wie i próbowała to zagadnienie włożyć w rozważania filozoficzne na seminarium naukowym. Współczuję tym seminarzystom takiego autorytetu intelektualnego i moralnego. Początek ludzkiego życia jest jasno zdefiniowany przez naukę i każdy uczeń opuszczający szkołę podstawową powinien to wiedzieć. Natomiast inną sprawą jest nurt liberalny, który dla wygody człowieka zapisuje w prawie cywilnym możliwość zabijania bezbronnego dziecka. Pani Profesor daje takie prawo kobiecie zaś dziecku poczętemu odmawia prawa do życia. I to jest ta postępowa nowoczesność w wydaniu lewicowych pań, które wykrzykują okrutne hasła. Pani Środa zapytana czy przystoi dzieciom wykrzykiwać hasło hej, hej, hej aborcja jest okey odpowiedziała, że przystoi, że jest to w porządku. Włosy stają na głowie, kiedy słucha się tego rodzaju wypowiedzi. Cale szczęście, ze czerwone błyskawice tracą impet a nawet stają się problemem dla wielu polityków, którzy je popierali. W kontekście tego wszystkiego każdy myślący musi jasno wyrażać się o życiu nie tylko poczętym ale i tym dobiegającym kresu egzystencji na tej ziemi. Pewne sprawy nie mogą być uchwalane demokratycznie, gdyż są one wpisane w naturę człowieka. Człowiek posiada swoja godność od początku swego istnienia, już w łonie matki. Ma prawo do życia, ma prawo do wolności i sprawiedliwego podziału dóbr, by móc godnie żyć. Ma prawo do spokojnej starości i opieki w sytuacji swojej bezradności. Tego wszystkiego uczy nas wiara chrześcijańska i dlatego jest tak mocno zwalczana nawet w katolickiej Polsce. Ubolewam, nad młodym pokoleniem, pozbawionym często wartości duchowych, karmionych jedynie sukcesem i konsumpcją. Odchodzenie od Bożych zasad uzasadniają tym co liberalna propaganda im wciska: Kościół jest niepotrzebny, to średniowiecze, wylęgarnia pedofilów, zachłanność materialna. To im wystarcza by zrezygnować z obiektywnych moralnych wymogów i realizować siebie, łamiąc naturalne sumienia i gubiąc sens życia. Taka postawa zazwyczaj smakuje, lecz w trudnych sytuacjach poprzez swoją pustkę prowadzi do życiowej beznadziei, którą próbuje się ukryć wmawiając sobie i otoczeniu, że wszystko jest dobrze.

Często spotykamy się ze stereotypem dobrego katolika. Tak postrzegany jest ktoś kogo często widzimy w kościele, kto przyjmuje systematycznie Komunię św., kto wyróżnia się zewnętrzną pobożnością. Trudno nie zgodzić się z takim spojrzeniem na życie katolika. Musimy jednak pamiętać, że sakramenty czy modlitwa nie są celem samym w sobie. To są środki prowadzące do autentycznego związku z Bogiem czyli prowadzenia codziennego życia zgodnego z Jego wolą. I tutaj pojawiają się paradoksy – pobożność zewnętrza jak najbardziej pozytywna zaś życie codzienne dalekie od bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi. Ostatnio zauważyłem zdziwienie dziennikarzy pewnego portalu, którzy zaszokowani zostali oświadczeniem jakiego zażądał proboszcz  od trzech uczniów przygotowujących się do bierzmowania, co do których miał wątpliwości czy są świadkami Chrystusa. Drodzy dziennikarze. Jeżeli nie będziecie pisali w klimacie swojego pracodawcy to was po prostu zwolni i będziecie musieli szukać pracy. Natomiast sakramenty stawiają pewne wymagania związane nie z chlebem powszednim lecz ze zbawieniem. Do tego jednak potrzeba wiary i to katolickiej o którą upomniał się sponiewierany przez was duszpasterz.