Europa, ta szczególnie oświecona sterowanym euro, odnawialną energią (po co więc jej nowa rura?) dwutlenkiem węgla, wyborem płci, narkotyczną i seksualną swobodą zdaje się zaprzeczać naturalnej rodzinie – jej istnieniu, trwałości, prokreacji. Zastanawiam się dokąd Europejczycy będą pozwalać na harce różnej maści liberałom i socjaldemokratom. Kiedy wreszcie skończy się ten niemożliwy już do zniesienie anty naturze i zarazem antychrześcijański jazgot. Ktoś powie, że trzeba mieć swój rozum i umiejętnie wybierać. Dobrze, ale to mogą uczynić ludzie z doświadczeniem a co ma zrobić młode pokolenie, które zostaje odrywane od naturalnych wartości? Młodzi bardzo łatwo ulegają brukselskim powiewom, gdyż ich przyszły sukces sprowadzony jest w zasadzie do pieniądza: będziesz je miał to będziesz szczęśliwy. Skutki deprecjacji rodziny już są widoczne i przyszłość Europy jest zagrożona. Za jakiś czas cywilizacji tego starego kontynentu  po prostu już nie będzie. Kościół wpatrzony w Świętą Rodzinę z Nazaretu niezmiennie powtarza Bożą prawdę o mężczyźnie i kobiecie, o małżeństwie i rodzinie i o prawdziwym szczęściu człowieka.