W minionym tygodniu pojawiły się w mediach alarmujące informacje o skutkach używania tzw. dopalaczy (perfidna nazwa handlowa „produkty kolekcjonerskie”). Otóż mamy już ofiary śmiertelne, bardzo agresywne zachowania nawet wobec swoich rodziców, mamy kolejne koszty leczenia w ośrodkach MONARU dzieci uzależnione od dopalaczy i nadal mamy dziwne prawo pozwalające na legalne rozprowadzanie dopalaczy, które z tego powodu są łatwo dostępne dla dzieci i młodzieży. Nie mogę zrozumieć prawnego paradoksu, z którym nasi parlamentarzyści nie mogą się uporać. Kolejny raz stawiam publicznie pytanie: kto lub co przeszkadza by zakazać sprzedaży tychże środków? Czyje wpływy polityczne stoją na straży łatwych zysków i ogromnych strat społecznych? Wreszcie pytam jak jest moralność osób zajmujących się handlem tego rodzaju? Czy dzieci właścicieli tych sklepów są obdarowywani „dopalaczami” przez swoich rodziców? Rozpoczął się rok szkolny i wielu uczniów przeżywających takie czy inne kłopoty może, idąc za „życzliwą poradą wyedukowanych rówieśników” sięgnąć po dopalacze. Apeluję o czujność a właścicieli tych sklepów proszę o zmianę branży i zaprzestania ułatwiania dzieciom i młodzieży dostępu do trucizny. Parawanik legalności w tym przypadku należy powiesić na trwałym haku i sięgnąć do zdrowego rozsądku. Rozumiem konieczność zarabiania, ale nie wolno tego czynić kosztem drugiego człowieka a w tym przypadku dziecka, które nie bierze w pełni odpowiedzialności za swoje postępowanie. My dorośli jesteśmy odpowiedzialni za dobro dziecka tak przed Bogiem jak i przed swoim sumieniem i przed społeczeństwem.