Jestem niewierzący chociaż ochrzczony – takie zdania słyszymy coraz częściej. Kiedy pytam o przyczyny niewiary najczęściej pada odpowiedź nie wiem lub zraziłem się do Kościoła (w domyśle  do jakiegoś księdza). Zjawisko to dotyczy szczególnie młodych ludzi, rzuconych w wir obecnych czasów, często zagubionych w określeniu samego siebie. Wielu z nich oczekuje jakiejś pomocy w odzyskaniu chrześcijańskiego spojrzenia na siebie i swoje życie. Czują swoją duszę i jej potrzeby, ale przyjęty styl życia a często i środowisko, w którym się obracają nie pozwalają na zajęcie się tą istotną stroną życia ludzkiego. Prowadzę wiele rozmów na ten temat i widzę potrzebę podawania przede wszystkim argumentów za wiarą w Boga. Wiara dziecięca i młodzieńcza nie wystarczają by zmierzyć się z drwiną wobec Boga szerzoną przez liberalne środowiska. Ostatnio wpadła mi w ręce książka „Bóg - mała historia Największego” niemieckiego autora Manfreda Lutza. Napisana prostym językiem, pełna ironii i mądrości jest polemiką ze współczesnym ateizmem. Autor stawia jasne pytanie o istnienie Boga w kontekście współczesnego świata. Polecam gorąco tę książkę wszystkim mającym trudności w wierze a jednocześnie zdystansowanym do duchowieństwa. Polecam ją szczególnie młodym, zbuntowanym, poszukującym swojego miejsca na tym świecie. I jedno zdanie z owej książki „Gdyby Boga nie było, nie można by w sposób sensowny powiedzieć zdania: coś musiało istnieć.