Katyń staje się symbolem polskiej martyrologii. Chociaż po 70 latach wydawało się, że tamta tragedia powoli odejdzie do historii wraz odchodzeniem do wieczności członków rodzin katyńskich, to historia dopisała kolejny niesamowity rozdział.  Trzeba było do tamtej ofiary dołożyć drugą, oby ostatnią. Na zrozumienie tego wydarzenia przyjdzie nam jeszcze poczekać, gdyż jak powiadamy „nieodgadnione są drogi Opatrzności Bożej”. Katastrofa z 10 kwietnia 2010 roku spowodowała niesamowite nagłośnienie w całym świecie krwawiącej od wielu lat rany Polaków a także historyczne utrwalenie wydarzeń i miejsca chociażby przez pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Dla mnie miejsce spoczynku właśnie w tym miejscu jest uhonorowaniem bohatera, jakim jest elita społeczeństwa polskiego z lat 1940 i 2010. Ból tragedii przeszył serca większości Polaków i jest odczuciem autentycznym. Łączymy się w poczuciu solidarności i patriotyzmu. Nasz sposób wyrażania więzi z ofiarami tragedii nie ma nic wspólnego – jak się próbuje określać - z histerią po śmierci z przedawkowania jakiegoś celebryty czy znanego sportowca. Korzenie naszego bólu tkwią w chrześcijaństwie, może często na co dzień skrywanym, a jednak w chwilach dramatycznych uzewnętrznianym w sposób jaki obserwujemy. Modlitwy, świece, gesty, wyciszenie – to wszystko służy podkreśleniu rze-czywistej więzi i bólu. Mam tylko pewne wątpliwości co do „łez” tych którzy kpili z etosu Golgoty Wschodu i osób, które poświęcały wszelkie siły na to, by prawda historyczna nie była przeinaczana. Mam jednak nadzieję, że te kolejne narodowe rekolekcje zakończą się trwałymi postanowieniami przede wszystkim dla politycznych grzeszników. Naród zdał znakomicie kolejny trudny egzamin z naszej historii.