Zdaniem Proboszcza

Niedawno na jednym z portali internetowych pojawiły się bodajże dwa  artykuły dotyczące spowiedzi świętej. Ktoś opisuje treść spowiedzi i poddaje w wątpliwość zachowanie spowiednika a raczej jego dodatkowe pytanie. Później stwierdza, że do spowiedzi tak właściwie poszedł tylko po kartkę gdyż został poproszony o bycie chrzestnym. Mam wątpliwości co do prawdziwości faktów tam przedstawianych, ale mimo wszystko musze zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu tego ważnego sakramentu Kościoła i rozpisywanie się na ten temat dziennikarza, który zapomniał o etyce. Otóż spowiedź jest objęta tajemnicą i nikomu nie wolno ujawniać jej treści, nawet penitentowi. Spowiednik może zadać pytanie jeżeli wymagają tego niezrozumiałe okoliczności popełnionego grzechu i w takim przypadku chodzi tylko i wyłącznie o dobro spowiedzi czyli pełne wyznanie grzechów, które jest warunkiem nawet ważności spowiedzi. I tak na marginesie: szanujmy tajemnicę spowiedzi, gdyż jej naruszenie jest grzechem. Natomiast jeżeli, ktoś poprosi cię o bycie chrzestnym to się zastanów czy możesz nim być, jeżeli spowiedź ma być dla ciebie jedynie farsą.

Czym będzie tegoroczny Adwent? U większości katolików zatarła się nawet już sama nazwa adwent i zastąpiono ją innym terminem – przygotowania przedświąteczne lub gorączka przedświąteczna. Górę wzięły zakupy, prezenty  wszelkie możliwe sposoby wydawania pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. Reklamy prześcigają się już w propozycjach szczęśliwych świąt. I niestety, temu wszystkiemu ulegamy zapominając o istocie tych świąt. To są święta upamiętniające Boże Narodzenie czyli nie narodziny Boga jak niedawno usłyszałem, ale narodziny Syna Bożego przychodzącego na ten świat, aby dokonać zbawienia. W tym zdaniu zawarłem istotę tych świąt. Oczywiście, te święta mają być radosne nie tyle z powodu obfitości jedzenia i gości lecz z uświadomienia sobie faktu: jestem włączony w program zbawienia i jedynie ode mnie zależy jak z tego skorzystam. Czy taka refleksja będzie na towarzyszyła? Pytanie banalne lecz musimy coś zrobić, by w katolickich rodzinach przetrwał przekaz wiary. Przeżywanie religijne świąt jest ze wszech miar najlepszą okazja do rozwijania wiary zwłaszcza u dzieci. Ale cóż z tego kiedy biedny tatuś uważa, że zakupy świąteczne czy usportowienie świąt to najlepszy podarunek dla rodziny. Owszem stara się o pieniążki, ale ich wydawanie już nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka i rodziny. Mówi się o kryzysie życia katolickiego i jako przyczynę podaje się głównie grzechy biskupów i kapłanów, dotyczące wiadomo czego i wałkuje się zwłaszcza w mediach na wszelakie sposoby. Tymczasem kryzys podsycamy sami stylem życia, gdzie przykładowo Boże Narodzenie to takie słodziutkie święta podczas których nie padnie ani jedno zdanie o ich znaczeniu. Przykładów takiego podejścia do spraw wiary można mnożyć wiele, ale nie o to chodzi. Wobec naporu pustki konsumpcyjnej musimy sobie uzmysłowić naszą odpowiedzialność za siebie i za drugiego człowieka. Święta mają ożywić naszego ducha wiary, by móc lepiej realizować nasze chrześcijańskie powołanie. Tak wiec rozpoczynając Adwent pomyślmy o takim wykorzystaniu tego okresu, by w święta Bożego Narodzenia wejść z właściwą treścią i emocjami.

Dosyć często obserwuję niepokojące zjawisko, porzucania wiary ze względu na sytuację życiową. Najpierw praca, która staje się głównym celem człowieka młodego. Wciągnięty w styl korporacji czy jakiejś firmy poświęca temu działaniu wszystkie siły, a zatroskani rodzice często powtarzają: proszę księdza jaki ten syn zapracowany, na nic nie ma czasu, nawet na święta nie przyjedzie bo musi pracować. Przecież praca nie jest celem sama w sobie lecz środkiem do osiągania innych celów takich jak  rodzina, funkcjonowanie w gronie przyjaciół, realizacja swoich pasji, rozwój intelektualny i duchowy. Oczywiście tak „zaharowany” człowiek szybko porzuca wiarę a zarazem tak „ciężkie” obowiązki jak Msza niedzielna, jak rozwijanie wiedzy religijnej, jak stosowanie w życiu zasad Dekalogu. Drugą sytuacją życiową jest nowe środowisko zamieszkania, często duże miasto z  anonimowością. Styl życia w nowym miejscu, oddalenie od rodziny są pokusą, by dać sobie spokój z jakimiś wymaganiami religijnymi, tym bardziej, że inni żyją tak jakby Pana Boga nie było i wcale nie jest im źle.   Kolejną sytuacją jest zawieranie małżeństw gdzie jedna strona jest słabo wierząca lub zupełnie niewierząca. Uczucie miłości często jest ślepe na dalsze lata życia. Młodzi zakochują się bezkrytycznie i nie biorą pod uwagę przyszłości, w której trzeba będzie zdefiniować wartości i styl życia całej rodziny. Wychowanie dzieci też musi być jasno określone. Wielkim dramatem jest to, że w związku małżeńskim zazwyczaj osoba o słabej wierze lub niewierząca przeciąga na swoją stronę osobę niby wierzącą i praktykującą. Dzieje się to zazwyczaj niezauważalnie, poprzez zwykłe lenistwo i lekceważenie wiary. Zewnętrzne formy pobożności są powodem pewnego wstydu wobec strony lekceważącej wiarę. I jakoś nie słyszę, by osoby wierzące zapalały swoją wiarą współmałżonka. Świadczy to o bardzo słabej kondycji religijnej wyniesionej z domu. Brakuje argumentów za wiarą i dlatego tak łatwo młodzi rezygnują z życia religijnego stając się osobami o bliżej nieokreślonym spojrzeniu na życie, jego sens. Z czasem przychodzą wyrzuty sumienia, brak odwagi w uporządkowaniu spraw moralnych życiowe zgorzknienie. Radzę młodym z kwitnącym uczuciem, by dopuścili rozum do głosu i zastanowili się nie tylko nad młodzieńczymi emocjami często zabarwionymi erotyką ale nad przyszłością: jak będziemy prowadzić swoje życie w małżeństwie, na czym będziemy się opierać w naszych wyborach moralnych, jakie miejsce zajmą praktyki religijne i co będziemy przekazywać potomstwu. To jest sprawa zasadnicza dla dobra i przetrwania związku małżeńskiego. Ponadto musimy pamiętać jakie są nasze korzenie. Wychowanie idzie za nami w myśl powiedzenia „czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”. Często starość po byle jakim życiu staje się udręką z ogromnym niepokojem spowodowanym wyrzutem sumienia. Spotykam się z tymi problemami i niestety nieraz nie można temu zaradzić jak tylko liczyć na Miłosierdzie Boże. Musimy jednak pamiętać, że ono mimo wszystko jest powiązane ze sprawiedliwością. Młody człowieku bądź dumny ze swojej wiary i nie oglądaj się w lewo czy prawo lecz idź do przodu z Bogiem.

Ministerstwo Obrony Narodowej zainicjowało dzień szacunku dla munduru w połączeniu ze świętem Niepodległości. Zastanowiłem się przez chwilę czy to jest potrzebne Polakom. Błyskawiczna refleksja dotycząca zwłaszcza ostatnich dni a także i innych wydarzeń skłania mnie do poparcia tego pomysły jak i do smutnych wniosków. Kilku polityków pozwoliło sobie na zdumiewające zdania oceniające polskie służby mundurowe. Funkcjonariusze policji, wojska, straży granicznej zostali porównani do watahy psów otaczających biednych ludzi i do śmieci. W sukurs politykom przyszli niektórzy aktorzy wypowiadając się bardzo obraźliwie o żołnierzach. To, że są w naszym społeczeństwie są osoby o takim poziomie kultury politycznej i wiedzy o rzeczywistości to wszyscy wiedzą. Nagłaśnianie zaś tak głupich wypowiedzi uważam już za działanie destrukcyjne zwłaszcza wobec młodych umysłów. Młodzi ludzie, stojący na straży bezpieczeństwa naszego państwa i Narodu, przeżywający lęk o swoje zdrowie a nawet życie, o los najbliższych są w tak prostacki sposób poniżani. To jest wielka niesprawiedliwość, za którą powinno ponosić się odpowiedzialność nie tylko polityczną ale i karną. Śmieszą mnie sytuacje, gdy ktoś świadomie wypowiada nieodpowiedzialne zdania a później zaraz przeprasza gdyż uświadomił sobie ile może stracić na pieniądzach i sławie. Jeżeli nie ma się wiele do powiedzenia to lepiej milczeć i adresuję to do tzw. celebrytów sceny jak i polityki.  Szanujmy polski mundur gdyż jest on symbolem związanym z wolnością naszego kraju. Pamiętam jak w czasach komunizmu, mimo że nasza armia była w Układzie Warszawskim i pod komendą sowiecką, z podziwem patrzyliśmy na żołnierzy będących na przepustkach z dumą paradujących w wojskowych mundurach. Nie kojarzyliśmy tego munduru z żadną ideologią tylko z poczuciem bezpieczeństwa, które w tamtych niełatwych czasach jednak było.

Mamy demokrację i mamy służby działające w oparciu o demokratycznie ustanowione prawo. Szanujmy mundur i tych ludzi, którzy podejmując służbę, nawet dobrze płatną mają świadomość obowiązku wykonania rozkazu, nawet wtedy gdy grozi im utrata życia. Nawoływanie do odmowy wykonania rozkazu (który przecież nie polega na strzelaniu do wdzierających się imigrantów) jest niczym innym jak destabilizacją struktur państwa. Granica państwa jest bardzo ważna i nie mnie pouczać jak bardzo bo tego dowiadują się już uczniowie w szkole podstawowej. A jeżeli, ktoś tego jeszcze nie rozumie lub ma inne pojęcie to niech zapisze się na modne dzisiaj i płatne korepetycje z historii czy wiedzy o społeczeństwie. A tak na koniec – brońmy naszej ziemi i naszego porządku, bo o to walczyli żołnierze, których prochy skrywa ta ziemia.

Przy okazji kolejnego święta Niepodległości stawiamy ponownie pytanie o patriotyzm. Nie wiem jak szkoły zwłaszcza średnie uczą patriotyzmu, ale zainteresowanie młodych sprawami Ojczyzny jest bardzo małe. Wielu traktuje Ojczyznę jako wygodne miejsce dla życia bez żadnych zobowiązań. Chętnie korzystają ze wszelkich dobrodziejstw ale także narzekają: brakuje tego czy tamtego. Tymczasem Ojczyzna wymaga ciągłych poświęceń, zwłaszcza nasza niszczona praktycznie przez cały dwudziesty wiek. Odrobieni zaległości cywilizacyjnych jest trudne a bogate kraje europejskie wcale nam tego nie ułatwiają. Wolą traktować Polskę jako rynek zbytu i zabiegają o to wszelkimi sposobami: a to Turów wysusza teren, a to za dwutlenek trzeba płacić horrendalne kwoty, a to kwestionowanie praworządności, by móc szantażować ekonomią itd., itd. Z pustego i Salomon nie naleje, dlatego musimy cierpliwie budować Ojczyznę. Kochać tą ziemię, kulturę i ludzi. Rozwijać wartości służące budowaniu siły Narodu. Ale do tego trzeba mieć serce i otwarta głowę.