Myśli na niedzielę

Od nas zależy do kogo będziemy chcieli się upodobnić w historii męki Chrystusa: czy do Cyrenejczyka, który idzie by wspólnie nieść ciężar krzyża, czy do płaczących niewiast czy setnika lub do Maryi stojącej milcząco pod krzyżem. A może będziemy tymi,  którzy jedynie przypatrywali się z daleka.

Mogłoby się wydawać, że relacje z Bogiem są obrazem sielanki. Tymczasem tak nie jest: wszystkim wypowiedziom dotyczącym przymierza towarzyszy w Biblii nuta smutku i dramatyzmu. Przymierze jest w nieustannym kryzysie z powodu niewierności jednego z kontrahentów – lud nie dotrzymuje Bogu kroku i idzie utykając jak pisał już prorok Eliasz. Przeżywamy to również dzisiaj.

Świat sprawia, że coraz trudniej jest uwierzyć w miłość. Obowiązkiem chrześcijanina jest świadectwo dawane prawdziwej miłości. Jest to jego powołania. Może tego dokonać gdyż tej miłości nie wymyślił on sam dzięki swej inteligencji; ona została rozlana w jego sercu na Chrzcie św. Musi jedynie ją odkryć w sobie aby świadczyć o niej przed światem.

Dekalog jest sposobem na życie proponowanym człowiekowi przez Boga: Kładę dziś przed tobą życie i śmierć, szczęście i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci wypełniać przykazania abyś żył.

Sens dzisiejszych czytań ukazuje nam, ze Jezus doszedł do chwały przez cierpienie, przemierzając jako pierwszy wąską drogę, która prowadzi do życia. Chwała przemienienia  łączy się z trudem cierpienia i to jest wskazówką dla każdego z nas.