Zdaniem Proboszcza

Stan epidemii nie został odwołany. Zostały poluzowane pewne rygory, aby ułatwić nam codzienne funkcjonowanie. Władze nadal zalecają zachowanie odległości, noszenie maseczek i częste mycie rąk. Obserwuję zachowania ludzi i widzę jak wiele osób zupełnie nie zważa na to, że epidemia jeszcze trwa. Widać to na ulicy, w sklepach a nawet w kościele gdzie za wszelką cenę wciskamy się do ławki mimo, że już tam jest optymalna liczba osób a obok czy na przodzie są wolne miejsca. Ostatnio w kilku parafiach doszło do zakażeń wirusem i kościoły zostały zamknięte. Podobny los spotkał klasztor w Tuchowie. Tak więc zachowanie bezpieczeństwa epidemicznego będzie jeszcze długo nas obowiązywało. Możliwość uczestniczenia w nabożeństwach zachęciła nas też do korzystania ze sakramentu pokuty. Spowiadamy już normalnie, tylko z prośbą o zdezynfekowanie po swojej spowiedzi kratek konfesjonału. Natomiast wiele osób ma pewien problem moralny z nie uczestniczeniem we mszy niedzielnej w czasie epidemii. Otóż na czas od początku epidemii aż do poprzedniej niedzieli tj. 31 maja, biskup dał dyspensę tzn. że wierni byli zwolnienie z obowiązku uczestnictwa we mszy obowiązkowej w tym czasie i nie ma grzechu. Od dzisiaj ten obowiązek powrócił i musimy go wypełnić zgodnie z przykazaniem Kościoła.

Powracamy w życiu naszej wspólnoty parafialnej do „normalności” chociaż jeszcze pewne ograniczenia pozostaną. Jak obserwowałem wielu parafian włączało się w modlitwę niedzielną poprzez internetowe transmisje i było to spora grupa – ok. 60% uczestniczących w niedzielnej mszy w kościele. Inni korzystali z ogólnopolskich transmisji telewizyjnych czy radiowych. Obecnie musimy ożywić nasze praktyki, gdyż być może wielu przyzwyczaiło do pewnej wygody – mamy dyspensę to pozostajemy w domu i co najwyżej zerkniemy w ekran. Ponowne przyjście na Mszę do kościoła, wymaga też pewnej refleksji: dlaczego udaję się na to spotkanie, czym ono dla mnie jest, co wynoszę z tego spotkania. Po tygodniach absencji trzeba ożywić naszą wiarę w realną obecność Chrystusa w sprawowanej Eucharystii i starać się jak najczęściej przyjmować Komunię św.. Wykorzystajmy również najbliższe dni do przyjęcia tzw. Komunii wielkanocnej.

„Nie ma wolności mediów bez oglądalności reklam” – taki tekst pojawia się na portalach internetowych. Owszem reklamy pozwalają na finansowanie mediów, ale czy są one gwarancją ich wolności? I tutaj zaczyna się problem, ponieważ goły okiem widać jak media są uzależnione ideowo. Wielu twierdzi, że publiczne media są w ręku jednej opcji politycznej i mają rację gdyż tak było zawsze, kto miał władzę ten wpływał na ich program. Dlatego dziwię się, że obecnie politycy opozycji płaczą nad mediami a jeden z panów kandydatów na prezydenta mówi o ich likwidacji. Ciekaw jestem co zrobi jeżeli wygra wybory. W przypadku mediów publicznych problem jest nadal nie rozwiązany i należy dążyć do stworzenia rzeczywistej ich niezależności. Media publiczne mają rzetelnie informować, prowadzić publicystykę zrównoważoną, promować to co polskie, ukazywać piękno kultury i języka, uczyć historii i wprowadzać spokój informacyjny. Aby tak było trzeba odpowiedniego ustawodawstwa oraz wysokiej etyki zawodowej dziennikarzy. Z tym bywa bardzo różnie, gdyż dziennikarz jest bardzo zależny finansowo od swojego pracodawcy i musi się liczyć z jego oczekiwaniami. Media prywatne, zazwyczaj bardzo liberalne też uzależniają swoich dziennikarzy i jasno dają im do zrozumienie czego mają unikać a na czym skupić swoją uwagę. Przykładów można podawać mnóstwo, ot chociażby kolejny film o pedofilii duchownych, który na jednym z portali uzyskał cztery miejsca w skrótach informacyjnych a jest ich zwykle około czternastu. Nadmiar tej informacji to nic innego jak tendencyjne nastawienie do Kościoła, o którym wydawca pozwolił sobie napisać w tytule „Kościół już nigdy się nie podniesie”. Pedofilia, o czym już wielokrotnie pisałem jest zbrodnią dokonana na dziecku. Tylko, że tej zbrodni dopuszczają się zboczeńcy nie tylko w sutannach (proporcjonalnie jest ich niewielu) lecz wywodzący się ze wszystkich grup zawodowych i społecznych w tym dziennikarzy, celebrytów i artystów. Tej prawdy jednak wielu dziennikarzy i decydentów medialnych nie chce przyjąć, bo to grozi kosztownymi konsekwencjami. Natomiast duchownego i Kościół można sponiewierać bezkarnie. I jeżeli to ma być treścią wolności mediów to ja z tym się nie zgadzam i nie włączę reklam, a jeszcze potrafię korzystać z rozumu.

Stan epidemii nadal trwa. Władze zdejmują kolejne ograniczenia, ponieważ życie musi się toczyć a zaufanie do obywateli roztropnie się zachowujących raczej wzrasta. Część młodzieży jednak lekceważy wskazania dotyczące noszenia masek i zachowywania odległości. Można zaobserwować małe grupki, zachowujące się tak jakby nic im nie groziło. Próbuję rozumieć młodzieńczy entuzjazm, zwłaszcza wiosną ale apeluję o ostrożność. Smuci mnie bardzo brak młodzieży na Mszach niedzielnych. Owszem dyspensa biskupa od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii nadal obowiązuje, to jednak wasza nieobecność budzi niepokój: czy aby nie jest to wam na rękę - skoro nie muszę to nie idę. Uczestnictwo we Mszy niedzielnej to jest przecież jakieś świadectwo wiary w obecność Chrystusa. Ja idę na spotkanie z Chrystusem – taki jest sens tego wydarzenia. Nasuwa mi się także nieco szerszy problem: ilu ludzi wróci do praktyk po ustaniu epidemii. Już teraz można zaobserwować przykładowo, że z sakramentu pokuty korzystają osoby, które regularnie to czynią w odstępach miesięcznych, dwu lub trzymiesięcznych. Brakuje tych, którzy raz do roku się spowiadają na Wielkanoc. Widocznie uznali, że skoro w tym roku nie musieli stać w kolejkach wielkotygodniowych to może jakoś „wytrwają” następny rok w swoich grzechach. Pytam więc o poczucie winy wobec Boga i troskę o swoją duszę. Tego bardzo wielu katolikom brakuje a wirus bardzo łatwo zwolnił ich od troski o swoje zbawienie. Nieco zdziwiony jestem zbyt powolnym zdejmowaniem ograniczeń w nabożeństwach. Ostatnio premier otworzył bary, kawiarnie i restauracje ze wskazaniem - jedna osoba na cztery metry kwadratowe a w kościołach ten wskaźnik wynosi jedna osoba na dziesięć metrów kwadratowych. Tego nie bardzo mogę pojąć, tym bardziej, że w restauracji trzeba zdjąć maseczkę na cały czas konsumpcji, która może trwać godzinę albo i dwie, pomieszczenia są o małej kubaturze a w kościele o znacznej ilości powietrza trzeba mieć maseczkę i najwyżej ją zsunąć na moment przyjmowania Komunii św.. Takich paradoksów można byłoby wymienić więcej, ale sytuacja jest bardzo zmienna i raczej nie da się wszystkiego dokładnie przeanalizować i stąd zapewne takie dziwne sytuacje. Uważam jednak, że kościół jest szczególnym miejscem duchowego umacniania się człowieka toteż dostęp powinien być łatwiejszy.

Ostatnio media doniosły o zamieszaniu z Pierwszą  Komunią bodajże w Łodzi - Widzewie, gdzie proboszcz zaproponował podzielenie klas na małe grupy, by zgodnie z przepisami epidemicznymi można było udzielić Pierwszej Komunii. Część rodziców zaprotestowała i biskup wydał nakaz, by to wszystko odbyło się na jesieni. Nie popieram rozwiązania tego księdza, ale przy tej okazji przyszło mi do głowy pytanie: co jest istotą Pierwszej Komunii Świętej? Wielu nie ma wątpliwości i odpowie - przyjęcie Ciała Pana Jezusa! Tak też i ja rozumiem, ale obserwując obecny czas jak i mając ogromne doświadczenie przeszłości muszę ze smutkiem powiedzieć: dla wielu rodziców jest to wydarzenie towarzyskie a nie religijne. Epidemia pokazała to bardzo dobitnie. Zapewne wielu łódzkim rodzicom nie chodziło o duchowe dobro dziecka, które było przygotowywanie do majowej uroczystości tylko o imprezę komunijną, której obecnie nie można zorganizować w restauracjach. Rodzic wierzący i rozumiejący co to znaczy Komunia Święta, w sytuacji epidemii jest w stanie zrezygnować z towarzystwa nawet rodzinnego dla priorytetu dobra duchowego. To Jezus jest najważniejszy w tym wydarzeniu i dziecko, które przyjmuje Go do swego serca na swój dziecięcy sposób. Ten ideał zabiliśmy przemieniając uroczystość w konsumpcje i mnóstwo negatywnych emocji, których tam nigdy być nie powinno. Każda parafia w tym i nasza stanęła wobec koniczności przesuniecie Komunii na późniejsze terminy. Musimy to uczynić troszcząc się o nasze bezpieczeństwo. Epidemia przeminie i Pierwsza Komunia będzie, ale chciałbym by nasze dzieci rzeczywiście przeżyły to wydarzenie jako spotkanie z Jezusem. To zależy od Was drodzy rodzice!