Zdaniem Proboszcza

Różne formy pozdrowień i powitań znane są nam wszystkim. Kiedyś obowiązywały pewne konwenanse pozdrawiania się czy powitania i pożegnania. Pauperyzacja zdaje się świętować i właściwie najczęstszym powitaniem i pożegnaniem jest słowo „cześć” i dwa anglojęzyczne. Tymczasem bogactwo języka polskiego w tym zakresie jest ogromne. Trzeba tylko wydobyć z tego skarbca to co piękne i stosowne dla danej sytuacji i korzystać z tego. Do tego bogactwa należy również chrześcijańskie pozdrowienie „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Niestety coraz rzadziej je stosujemy, bo  - no właśnie dlaczego? Odpowiedź jest prosta: wstydzimy się naszej religijności. Religia, wiara jest obciachem dla nowoczesnego człowieka. Mam więc pytanie czy Bóg jest nowoczesny?

Rozpoczęcie roku szkolnego u nas dorosłych wywołuje wspomnienie tego co najpiękniejsze było w naszym życiu. Czasy szkolne to beztroskość oparta o fundament rodziny. To, jak ważną rolę do spełnienia mają rodzice nie podlega dyskusji. Przecież każdy rodzic pragnie dobra swojego dziecka a więc jego rozwoju. Pamiętam jak matka zawsze przypominała o nauce, jakim szacunkiem obdarzała nauczycieli. Nigdy nie usłyszałem żadnego krytycznego zdania pod adresem uczących. Oni zawsze mieli rację, oni byli autorytetem. Jak dzisiaj zmieniły się postawy, to raczej nad tym  nie potrzeba się rozwodzić. Dlatego apeluję do rodziców o współpracę z nauczycielem a czasami gdy zdarzą się trudne sprawy omawiać je bez udziału dziecka. Zaangażowanie rodzica jest wystarczające a dziecko niech pozostanie w poczuciu bezpieczeństwa tak ze strony nauczyciela jak i rodziców. Nie burzmy autorytetów nauczycielskich zaś nauczyciele muszą pamiętać o tym, że na swój autorytet trzeba pracować wszystkim – wiedzą, kulturą, wrażliwością, poczuciem odpowiedzialności i dobrocią. Szkoła ma być wyjątkowym miejscem pokoju i troski o małego obywatela naszego kraju. Rozpoczynając rok szkolny nabożeństwem w kościele odniosłem wrażenie, że większa liczba dzieci i młodzieży wzięła w nim udział. Trudno ocenić w pełni z czego to wynikało, niemniej jednak dobrze gdy rodzice katolicy uświadamiają sobie „że bez Boga ani do proga”. Musicie jednak pamiętać, ze jednorazowy udział we Mszy św. nie załatwi potrzeb duchowych całego roku. Toteż pilnujcie niedzielnego udziału we Eucharystii, pilnujcie systematycznego korzystania ze sakramentu pokuty, pilnujcie też udziału waszych dzieci w katechezie. Mamy już, przypadki (wprawdzie jednostkowe) gdzie młody człowiek, ponoć katolik tuż po bierzmowaniu z beztroską deklaruje, że niestety on już nie będzie uczęszczał na katechezę. Nie wiem czy o tej deklaracji wiedzą rodzice i jak reagują na taki wybór swojego dziecka. Laicyzacja, również w takiej formie wdziera się do serca młodego człowieka siejąc duchowe spustoszenie. Rzeczywistość konsumpcyjna łatwiej przemawia do młodego człowieka niż stosowanie zasad moralnych, którego źródłem jest Bóg.

Dotąd myślałem, że rola ambasadora jest rolą służebną wobec kraju, który reprezentują. Również po zakończeniu misji byli ambasadorowie starają się o dobre imię swojego kraju, chociażby z tego powodu, że przecież zostali dobrze wynagrodzeni za swoją służbę. List otwarty 23 byłych ambasadorów Polski do prezydenta USA Donalda Trumpa mówiący o tym, że przybywa do kraju, który nie jest praworządny, któremu to krajowi grozi katastrofa, gdyż jest otoczony nieprzyjaciółmi a na dodatek skonfliktowany ze sąsiadami odebrałem z wielkim zażenowaniem i wstydem. Polityka przewraca w głowach nawet tym, którzy powinni doskonale wiedzieć na czym polega dyplomacja nawet wtedy, gdy się już nie pełni zaszczytnej funkcji ambasadora. List sugeruje, że Polska to zupełne bezprawie a co za tym idzie dobry kąsek dla mocarnych sąsiadów czyli Rosji i Niemiec. Rozumiem, że zbliża się czas kolejnych wyborów, ale to nie powód, by wysyłać kłamliwie dramatyczny list z błaganiem o pomoc. Prezydent Trump nie jest naiwny i ma doskonałych doradców, którzy wiedzą jak mają się sprawy w Polsce. A do Panów Ambasadorów apeluję o szacunek dla tego kraju, w którym żyją; apeluję o poczucie dumy narodowej gdyż nie jesteśmy ogonem świata; apeluję o przyzwoitość wobec domu, w którym jest demokracja, w którym należy szanować wolę większości. Apeluję także o pamięć wobec historii, która pokazuje, że skłócenie Polaków może kończyć się źle tak dla Narodu jak i Państwa. Polska to nasza Matka – jak mówił św. Jan Paweł II – i o tym nie może zapomnieć nikt, kto mieni się Polakiem!

Kościół głosem Przewodniczącego Wychowania Katolickiego KEP, biskupa Marka Mędryka apeluje do rodziców ws. deprawacji w szkołach. Otóż sprawa ma swój początek w zamiarze finansowania przez niektóre samorządy dodatkowych zajęć zwanych pięknie edukacją antydyskryminacyjną, pod którą to nazwą kryje się edukacji seksualna małych dzieci w szkołach a nawet w przedszkolach. Takie działanie jest kolejnym przykładem mocy środowisk LGBT, które za wszelką cenę chcą zdyskryminować katolickie spojrzenie na seksualność człowieka, by młodzi ludzie nie byli związani żadnymi normami w dziedzinie seksu. Pomyślałem sobie toż Sodoma i Gomora już były i wiemy co przyniosły? Dlaczego wiec mamy powtarzać taki błąd? Czy seksualność człowieka nie zasługuje na szacunek, intymność i pewne uporządkowanie? Właściwie to rodzice powinni edukować swoje pociechy odpowiednio do wieku. Oddawanie tej dziedziny edukacji w ręce ludzi, którzy pod przeróżnymi pięknymi i wzniosłymi hasłami głoszą swobodę seksualną jest wyrazem braku odpowiedzialności za swoje dziecko a co za tym idzie jest to również grzech rodzicielski. Rodzice katoliccy – przypomnę – dwukrotnie zobowiązywali się do wychowania swoich dzieci wg. wiary katolickiej: pierwszy raz przy zawieraniu małżeństwa a drugim razem przy chrzcie swojego dziecka. Wobec tego rodzi się moralna odpowiedzialność za to jak dziecko będzie wychowywane w różnych obszarach życia w tym również w tak ważnej dziedzinie jaką jest seksualność człowieka. Seksualność jest wielkim darem dla człowieka i niesie ze sobą wielkie dobro o ile jest uporządkowana wg. zamysłu Boga. Człowiek, prawie zawsze próbował „poluzować sobie” w tej dziedzinie i zawsze kończyło się to źle. Właściwie ukształtowana seksualność daje człowiekowi radość, sensowność i poczucie spełnienia dobra. To wszystko jest możliwe jedynie w związku prawdziwej miłości małżeńskiej – wyłącznej aż do śmierci.

Rok rocznie w zgromadzeniu Sióstr Służebniczek przeżywany jest czas składania ślubów – czasowych i wieczystych. Co to są śluby zakonne? Najkrócej można powiedzieć, że jest to dobrowolne zobowiązanie do życia we wspólnocie, opartego na ubóstwie, czystości i posłuszeństwie celem realizacji określonego charyzmatu np. służba ubogim, posługa miłosierdzia, opieka nad dziećmi, głoszenie orędzia o zbawieniu itp. W miniony czwartek cztery siostry złożyły śluby wieczyste to znaczy, że do końca życia będą realizować swoje zobowiązania w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek. Bardzo wymowna była formuła ślubowania, napisana własnoręcznie, odczytana publicznie i podpisana na ołtarzu. Cztery młode kobiety, i jak zauważył biskup piękne kobiety, ofiarują swoje życie na wyłączną służbę Bogu realizując jego polecenie miłowania każdego bez względu na to kim on jest. Ludzie dzisiejsi często nie rozumieją sensu takiego poświęcenia, takiego stylu życia. Ileż to matek i ojców, katolików, drży na myśl, że córka mogłaby wybrać życie zakonne. Uważają takie życie za stracone, gdyż nie powiększą rodziny, nie pozostawią potomka i będą już nieco obcymi wobec rodziny. Taki sposób myślenia jest charakterystyczny dla obecnych czasów nieokiełznanej konsumpcji. Zapominamy, że naszym celem jest inny świat, ten wieczny ten na wskroś Boży. Te młode kobiety właśnie takiemu celowi poświęcają całe swoje życie i muszę powiedzieć, że są szczęśliwe a biorąc pod uwagę poziom szczęścia, to jest on zdecydowanie wyższy niż u kobiet, które ofiarowały swoje serce miłości małżeńskiej, chociaż pięknej lecz bardzo często źle realizowanej. Fundamentem szczęścia zakonnicy jest wyłączna miłość oblubieńcza do Chrystusa. W przypadku człowieka świeckiego jest to o wiele trudniejsze, gdyż na drodze takiej miłości staje też inny człowiek.