Zdaniem Proboszcza

Narodowa kwarantanna wywołała wiele rozczarowań; co z naszym wypoczynkiem, co z zabawą sylwestrową. Epidemia pokazuje jak krucha jest nasza egzystencja i dlatego musimy skupić się nie na tym co przyjemne, lecz na tym co konieczne, by chronić nasze życie i zdrowie. Trudność organizacji czasu świątecznego bierze się z faktu, że dotychczas tym nie zajmowaliśmy gdyż kupowaliśmy wypoczynek u fachowców. Może to wyzwanie czasu pozwoli nam odkryć wartość rodzinnego wypoczynku. Czym go wypełnić? Możliwości jest wiele, trzeba tylko pomyśleć i włożyć nieco wysiłku. A jak tego nie potrafisz to zapytaj babci, jak się świątecznie radowano bez ekranu i bez stoku.

Coraz częściej padają pytania o święta – jakie one będą może bez rodziny, bez spotkań, z trwającymi ograniczeniami. W sytuacji epidemii napawa nas to smutkiem i pesymizmem. Przy tej okazji zauważamy jak bardzo potrzebujemy kontaktów, pełnych miłości z najbliższymi. Brak kontaktów z innymi to tak jak brak powietrza przy koronawirusie, który trzeba sztucznie uzupełniać. Epidemia uzmysłowiła nam wszystkim prawdę, że człowiek nie żyje dla siebie. Bynajmniej nie jest to nowe odkrycie, gdyż właśnie chrześcijaństwo, tak bardzo dzisiaj poniewieranie i atakowane przez liberałów i wszelkiej maści lewicę, od czasu pojawienia się Zbawiciela świata Jezusa Chrystusa, głosi tę prawdę. Problem polega jedynie na tym, że człowiek zachwycił się samym sobą i nie chce realizować tej drogi swojego życia. Chce być niezależny i samowystarczalny a to jest niemożliwe, by mógł przetrwać i normalnie funkcjonować. Nauka przecież jasno potwierdza, że człowieka nie da się wyprodukować w złotej klatce przy pomocy odżywek i programów stymulujących jego rozwój umysłowy. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka, potrzebuje jego spojrzenia słowa, czułości, bliskości, potrzebuje duchowej siły. Tylko wtedy następuje prawidłowy rozwój i poczucie szczęścia. Chrześcijaństwo atakuje się dzisiaj za grzech, za nieliczne przejawy zła czynionego przez niektóre osoby. Natomiast nie mówi się co daje ludzkości chrześcijaństwo głosząc chociażby fundamentalne zasady moralne zgodne z naturą człowieka. Nie mówi się o zasadzie miłości, o przebaczeniu, o miłosierdziu. Media właściwie zajmują się Kościołem wtedy gdy jakiegoś duchownego o coś posądzą albo gdy prowadzona jest kolejna akcja pomocy biednym czyli rozdawanie paczek. Pomija się całą sferę duchowego życia człowieka, któremu służy Kościół wskazując na głębię relacji z Bogiem, sobą i bliźnimi. Nie można tego pomijać jeżeli człowiek chce osiągnąć wewnętrzną harmonię i pokój. Święta Bożego Narodzenia nie będą smutne, jeżeli mamy wiarę, która ożywia codzienna modlitwa i przekonanie iż napotykany trud jest próbą naszej wierności Bogu. Adwent wykorzystajmy do dobrego przygotowania na prawdziwe spotkanie z Panem. To warunkuje dobre przeżycie świąt pomimo ograniczeń.

Coraz większy zamęt panuje w umysłach katolików. Często spotykam się ze zdaniem, zwłaszcza ludzi młodych „przestałem chodzić do kościoła bo ten biskup tuszował pedofilię a tamten ksiądz grzesznie zabawiał się z dziećmi”. Najpierw dostrzegam u takiego człowieka słabość wiary, która w zasadzie oparta jest o autorytet człowieka. Mają oni trochę racji, gdyż od głosiciela Dobrej Nowiny wymaga się odpowiedniego świadectwa. Przy tym musimy jednak pamiętać, że grzech wciska się wszędzie, nawet do życia biskupa. Chrystus to przewidział i już o żydowskich kapłanach powiedział jasno – słuchajcie co mówią ale czynów ich nie naśladujcie – mając na myśli zapewne ich złe czyny. Jak ważną sprawą jest moja osobista wiara, która się nie chwieje nawet wtedy gdy powalają kardynała czy kwestionują świętość Jana Pawła II. Pytanie „kim jest dla mnie Jezus” jest kluczowe, a dając pełną i pozytywną odpowiedź nie odcinam się od Kościoła lecz wiem, że w tej wspólnocie ludzi grzesznych zmierzam ku osobistej świętości. Dla mnie kontestacja Kościoła jako niepotrzebnej instytucji to nic innego jak zasłona dymna dla swojej słabej wiary i być może wielkiej grzeszności.  Wszelkie ataki na Kościół mają na celu zniszczenie ostatniego autorytetu moralnego w cywilizacji zachodniej, by móc sprowadzić społeczeństwo jedynie do poziomu przydatności produkcyjnej i odbiorcy dóbr konsumpcyjnych.

Adwent to czas oczekiwania na pamiątkę Bożego Narodzenia. Czym zazwyczaj był wypełniony? Pewnym wyhamowaniem w codziennym zaangażowaniu, modlitwą i w przypadku rodziców dialogiem z dziećmi, którym tłumaczono o wielkości Bożego Narodzenia. Owszem, były też przygotowania materialne – porządki, choinka, szopka, jakieś zakupy, ale to nie dominowało. Dzisiaj właściwie pozostały zakupy, gdyż w sprawieniu sobie czy komuś prezentu dostrzegamy jedynie radość. Zredukowaliśmy Adwent i święta do konsumpcji, do której zachęcają nas reklamy. Rodzice wcale nie tłumaczą dzieciom o co tutaj chodzi, czym jest Adwent, dlaczego jest taki ważny. Wiara to nie tylko moje przeświadczenie lecz także styl życia. Kościół wypracował pewne formy, by w ten sposób  pomóc nam wszystkim przeżywać tajemnice wiary. Kiedy spojrzymy na Adwent to dostrzeżemy z łatwością przenikające się wzajemnie duchowe elementy i zupełnie przyziemne radości. To przenikanie ubogaca człowieka i odpowiednio przygotowuje go do przeżycia Bożego Narodzenia, tak aby święta nie skończyły się na jednej kolędzie i haśle: no to się może nieco położymy bo jesteśmy zmęczeni.

Ciężar epidemii przygniata nie tylko chorych, ale każdego odpowiedzialnego człowieka. Liczne ograniczenia i trudności ale nade wszystko strach wpływają negatywnie na nasze samopoczucie a także na patrzenie przyszłość. Jak, my ludzie wierzący powinniśmy odnosić się do wyzwań obecnej sytuacji. Najpierw korzystajmy z rozumu i uznajmy, że jest wirus, że należy się chronić przed nim zgodnie ze zdobyczami nauki, że nie należy lekceważyć wskazań służb sanitarnych kraju. Następnie musimy odciąć się od doniesień mediów, które wykorzystują sytuację do straszenia ludzi posługując się kłamstwem, manipulacją czy subiektywną interpretacją wydarzeń. Zmuszeni do spędzania większości czasu w domach znajdźmy w sobie nie ruszane od dawna pokłady miłości. Wreszcie mając więcej czasu sięgnijmy w głębię naszego ducha i zapytajmy o stan wiary, o modlitwę, o zrozumienie tego krzyża chociażby w kontekście słów Pana Jezusa – „Kto chce pójść za mną niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”.