Zdaniem Proboszcza

Zobowiązania są czymś bardzo powszechnym: mamy zobowiązanie wobec państwa, pracodawców, pracowników, szkoły, rodziny, sąsiadów itd. Na ogół staramy się wywiązywać z tychże zobowiązań, gdyż mogą nam grozić dotkliwe kary czy inne przykrości. Wielu ludzi stosuje zobowiązanie jako pewnego rodzaju wymiar kultury osobistej: wypada elegancko się ubrać gdy udajemy się z wizytą do kogoś, wypada złożyć kondolencje, wypada ukłonić się swojemu nauczycielowi itd. Jak wyglądają więc nasze zobowiązania wobec Boga? Tutaj jako wierzący mamy zapewne wiele do zarzucenia sobie, gdyż nasze obietnice składane Bogu przy różnych okazjach bardzo często lądują w koszu zapomnienia czy nawet stają się lekceważeniem zobowiązań wobec Najwyższej Osoby. W pośpiechu życia zapominamy, że mamy być świadkami wiary, że mamy stosować Boże zasady moralne. Rodzice zapominają, że przy okazji ślubu kościelnego, chrztu dziecka czy pierwszej Komunii św. zobowiązywali się wobec Boga do wychowania dzieci w wierze katolickiej! Często lekceważymy postanowienie poprawy przy okazji spowiedzi św. sprowadzając je jedynie do werbalnej deklaracji. Owszem Pan Bóg jest cierpliwy i zapewne nie porazi nas piorunem z tego powodu, że zlekceważyliśmy zobowiązania wobec Niego. Musimy jednak pamiętać o Bożej sprawiedliwości; przyjdzie czas, kiedy zostaniemy ocenieni i odpowiednio wynagrodzeni, również za lekceważenie naszych zobowiązań wobec Boga.

Bierzmowanie młodzieży gimnazjalnej w dniu 24 kwietnia przebiegło dobrze. Młodzież skupiona (czy może nieco wystraszona) przeżywała to wydarzenie już bardziej świadomie niż poprzednie sakramenty. To co dało się zauważyć, wszyscy byli stosownie i elegancko ubrani a zachowanie było wzorowe. Po uroczystości wszyscy wrócili do domu a nazajutrz poszli do szkoły i co się zmieniło w ich życiu? Czy oni teraz potrafią otworzyć się na działanie Ducha Świętego? Czy ich wiara przez ten fakt stała się  dojrzalsza? Jakimi jawią się teraz w swoim środowisku? To są pytania na które musimy odnajdywać odpowiedzi jeżeli serio traktujemy swoją wiarę i Pana Boga. Patrząc z boku niewiele zmian dostrzegamy u tych młodych ludzi, ale jednak myślę, że bierzmowanie stało się dla tej młodzieży jakimś momentem zastanowienia się nieco nad sobą, swoim postępowaniem czy postawą wobec drugiego człowieka. Próbuję optymistycznie patrzeć na tych, skądinąd miłych ludzi, ale równocześnie mam wiele wątpliwości co do ich zdolności do wyrażania postawy zgodnej z wiarą.  Na pewno wśród nich znajdują się tacy, którzy poważnie traktują to wydarzenie, gdyż środowisko, rodzina im w tym pomaga. W większości przypadków jednak, bierzmowanie jest koleją rzeczy przez, które należy przejść i tyle. Stąd bierze się moja wątpliwość czy w dzisiejszych czasach nie należałoby bierzmować osoby dorosłe, przynajmniej takie, które ukończyły 18 lat?. Młodzież osiemnastoletnia dosyć mocno podkreśla swoją dorosłość czyli umiejętność wyboru. Tak więc wybór przyjęcia pełni Ducha Świętego byłby bardziej świadomy i odpowiedzialny. Kandydaci do bierzmowania byliby przygotowywani poprzez specjalny program formacyjno-modlitewny realizowany na spotkaniach w parafii. Owszem, wiązałoby się to z jakimś trudem i poświęceniem ale jeżeli dla kogoś sakrament jest wartością to nie byłoby problemu. Warto o tym pomyśleć, gdyż przybywa nam katolików formalnych, którzy legitymując się bierzmowaniem twierdzą, że są katolikami pomimo, że uczestniczą w Eucharystii raz do roku a przyjmują Ją przy okazji śmierci babci.

Sprawa Alfiego Evansa poruszyła niemal całą Europę. Przypomnę – jest to chłopiec u którego wystąpiła, jak podają media, niezdiagnozowana  choroba neurologiczna, która zdaniem brytyjskich lekarzy pozbawiła chłopca zmysłu wzroku, słuchu, czucia i nie ma nadziei na dalszą terapię, gdyż byłaby ona daremna i nieludzka. Sądy brytyjskie wypowiedziały się w tej sprawie przyznając rację lekarzom a pozbawiając rodziców prawa decydowania o dalszym losie ich dziecka. Nie znam się na medycynie, ale zastanawiający jest fakt, że dwie kliniki w Rzymie i Monachium – jak podało Polskie Radio - są gotowe przyjąć małego Alfiego dysponując doświadczeniem w leczeniu tego rodzaju schorzeń. Powstaje więc proste pytanie: czy medycyna brytyjska jest doskonalsza od niemieckiej czy włoskiej? Czy nauki medyczne mają ograniczenie narodowościowe czy państwowe? Raczej nie, gdyż wiedza medyczna, tak jak zresztą inne, w dzisiejszym świecie łatwo przekracza wszelkie granice. W tym przypadku, skoro w grę nie wchodzą jakieś astronomiczne koszty, a jest ktoś gotowy pomóc to co stoi na przeszkodzie by skorzystać z tej pomocy może w finale nieskutecznej, ale czyniącej wszystko co w ludzkiej mocy. Obawiam się, że przypadek Alfiego to krok w kierunku eutanazji. Jeśli ludzkie życie jest zbyt uciążliwe to można je unicestwić. Takie podejście niestety jest nie do przyjęcia, gdyż wskazuje, że to człowiek decyduje o życiu drugiego człowieka. Katolicy wiedzą, że przykazanie „nie zabijaj” zabrania wszelkich działań pozbawiających życia drugiego człowieka. Terapię powinno się prowadzić aż do wyczerpania ludzkich możliwości tak w zakresie wiedzy jak i pieniądza. Ponadto, czymś nieludzkim wydaje się pozbawiania rodziców prawa do ratowania swojego dziecka na wszelki dostępny im sposób. Niestety, „wysoka demokracja” sprawia, że rodzice są jedynie „dostawcami” dzieci nad, którymi władzę sprawują różne organizacje i państwo, które z błahych powodów są w stanie nawet odebrać dzieci rodzicom o czym przekonało się już wiele polskich matek   mieszkających w Norwegii czy Niemczech. Na marginesie tego wydarzenia smutna refleksja: przybywa dzieci z rozmaitymi wadami. Dlaczego tak się dzieje? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że dbanie o własne zdrowie rodziców jest czymś kluczowym w przekazywaniu zdrowego życia nowemu pokoleniu.

Sakrament bierzmowania udzielany młodzieży jeszcze gimnazjalnej wywołuje u mnie sprzeczne uczucia gdyż z jednej strony jest to sakrament z mocą ponieważ  działa w nim sam Duch Święty i to powinno być skuteczną pomocą w opieraniu się złu z drugiej strony widzę beztroskę wielu młodych ludzi, którzy po prostu zaliczają fakt przyjęcia sakramentu, by mieć to w „papierach katolika”, bez głębszego przeżycia i wiary. Kilka lat temu pewna osoba tuż po bierzmowaniu oświadczyła księdzu, że nie wierzy, a na pytanie dlaczego więc przystąpiła do bierzmowania odpowiedziała z uśmiechem no bo może się to kiedyś przydać. Nie dziwie się takiej odpowiedzi, gdyż kalkulacja co się opłaci jest dosyć powszechna. Szkoda tylko, że nie dotyczy uczciwości wobec Boga i patrzeniu w przyszłość gdzie jest wieczność. Bierzmowany to świadek wiary – czy tak będzie po tegorocznym bierzmowaniu?

Rozpoczyna się V Synod Diecezji Tarnowskiej, który ma wypracować sposób działania Kościoła w Diecezji Tarnowskiej. Synod diecezjalny nie zajmuje się doktryną czy moralnością, ale sprawami duszpasterskimi oraz pewnego rodzaju dyscypliną o której nie mówi Prawo Kanoniczne. Rzeczywistość zmienia się tak szybko, że pewne formy duszpasterskie już nie wystarczają lub są po prostu archaiczne. W Synodzie bierze udział szeroka rzesza wiernych, których głos i oczekiwania – moim zdaniem – są najważniejsze. Jeżeli dzisiaj młodzi dystansują się wobec Kościoła, to niech powiedzą szczerze dlaczego, co ich odpycha, w czym widzą trudności czy wreszcie czego oczekują. Życie rodzinne nastręcza coraz większych trudności i dlatego należy je zdiagnozować i zastosować takie środki, by rzeczywiście były miejscem uświęcania swojego życia wg Ewangelii. Pewnej oceny i korekty wymaga też posługa i życie kapłanów, przewodników w wierze, aby pociągali ludzi do Boga a nie byli powodem zgorszenia czy odejścia od wiary. To są sprawy, którymi będzie zajmował się Synod. Czy będzie on owocny to zależy tylko i wyłącznie od nas, naszego zaangażowania, otwartości i szczerości. Dziękuję wszystkim członkom Parafialnego Zespołu Synodalnego za włączenie się w prace synodalne. Będą one wymagały poświęcania trochę swojego czasu na przedyskutowanie czy przedstawienie problemów. Wszystkich parafian proszę o przekazywanie swoich uwag czy propozycji członkom zespołu synodalnego (lista członków została podana trzy tygodnie temu) lub bezpośrednio w kancelarii – osobiście lub mailowo.