Zdaniem Proboszcza

Bardzo zasmuciła mnie informacja o nieposłuszeństwie Zgromadzenia Braci Miłosierdzia z Belgii wobec Papieża Franciszka. Papież wezwał ich do zaprzestania stosowania eutanazji wobec podopiecznych przebywających w prowadzonych przez nich domach opieki nad ludźmi starszymi. Bracia sprzeciwili się upomnieniu papieża twierdząc że eutanazja jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Nie wiem na nauce jakiego kościoła opierają się bracia, natomiast wiem, że w nauce Kościoła Katolickiego podstawą wszelkich ocen moralnych jest Dekalog, który jasno mówi – nie zabijaj! Zapewne postępowi bracia próbują odwoływać się do miłości wobec bliźniego i  po prostu skrócić cierpienia poprzez zaaplikowanie śmierci. Niestety taka jest logika postępowych społeczeństw, które nie potrafią prawdziwie kochać tylko kalkulują co się opłaca a co nie, co jest wygodne a co nie. Owszem, ludzie proszą o śmierć w trudnej sytuacji zdrowotnej – jak to często określamy bez wyjścia. Z punktu widzenia biologii nie ma w takich sytuacjach wyjścia jak tylko śmierć. W przypadku człowieka musi ona być zawsze naturalna, a potrzebne w tej sytuacji są: towarzyszenie nie tylko opiekunów lecz i najbliższych, uśmierzanie bólu bez kalkulacji ile to kosztuje, umiejętność przyjmowania cierpienia. To ostatnie jest najtrudniejsze i tego ostatniego uczy prawdziwa wiara w Chrystusa, który właśnie przez cierpienie wysłużył zbawienie wszystkim a więc i temu „niepotrzebnemu” staremu człowiekowi.

Jesień już zagląda do naszych domostw i bardzo szybko przenosi myśl ku innej jesieni, tej długiej po której już nie będzie ziemskiej wiosny. To starość, która jest zacna i godna lecz często też bardzo trudna. Wbrew pozorom, dzisiaj ludziom starszym żyje się trudniej, gdyż my aktywni nie mamy dla nich czasu. Coraz rzadziej młodzi pomieszkują ze swoimi rodzicami, którzy mając nawet „złotą klatkę” czują się boleśnie samotni. Pomyślmy jak temu zaradzić – nie wystarczy telefon dziennie i zakupy raz na tydzień. Może częściej odwiedzić, bardziej zainteresować się sprawami matki czy ojca, może zorganizować jakiś wyjazd i może dopuścić kochających wciąż rodziców do swojego życia a nie kwitować bardzo bolesnym zdaniem chociaż może wypowiedzianym z uśmiechem: to są moje sprawy mamo i nimi się nie zajmuj!

Wstydzimy się wiary. Rzadko bowiem  można dostrzec zachowania, które ukazywałyby  związek z wiarą. Publiczne przyznawanie się do wiary staje się (czy już się  stało), jak to młodzi określają – obciachem. Nie tak dawno podróżowałem samolotem i przy starcie mało kto się przeżegnał. W minionym tygodniu byłem zupełnie przypadkowo w domu młodych ludzi i nie zobaczyłem żadnego znaku religijnego, nawet małej figurki aniołka. Kiedyś, w czasach realnego socjalizmu, gdy ruszał autobus prawie wszyscy czynili znak krzyża. Pozdrowienie chrześcijańskie było obecne w większości rodzin a obrazy religijne czy krzyże wisiały na ścianach naszych mieszkań. Ktoś powie, czasy się zmieniły i może ważniejsze jest to, co się ma w swoim sercu niż to co na ścianie. Zgadzam się z tym, ale otoczenie też jest wyrazem czegoś. Powiedzenie pokaż mi swój pokój a powiem ci kim jesteś zawiera jakąś prawdę o człowieku. Przecież na ścianie wieszam to co jest dla mnie ważne, odpowiada moim potrzebom tak estetycznym jak i duchowym. Innym obszarem wstydzenia się wiary są nasze rozmowy, w których prawie nigdy nie poruszamy zagadnień religijnych. Jeżeli już mówimy o wierze, to zazwyczaj o negatywach w życiu duchownych zaczerpniętych z mediów i chętnie przez nas powielanych. Publiczne wyznanie wiary jest naszym obowiązkiem i o tym nie zapominajmy. Europa wstydzi się swoich chrześcijańskich korzeni, ale musimy wiedzieć, że panowanie nad tym światem było, jest i będzie w gestii doczesnych, materialnych interesów. Wiarę uznaje się jako coś zupełnie osobistego i nie mogącego mieć żadnego wpływu na społeczeństwo. Sumienie człowieka nie jest ostoją naturalnego dobra lecz staje się przedmiotem manipulacji – to jest dobrem co stanowi prawo europejskie. I ludzie temu wierzą odsuwając Boga, który w takim rozumieniu dobra po, prostu przeszkadza. A Chrystus wyraźnie powiedział: Do każdego kto przyzna się do mnie przed ludźmi,  przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest  w niebie; a każdego kto się mnie wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32).

Początek roku szkolnego jest zawsze piękny i wzruszający. Uśmiechnięte dzieci i dumni rodzice, tornistry pełne kolorowych zeszytów, tabletów i smartfonów obok kanapeczki i soczki. To wszystko jest może i ważne lecz akcent w pracy szkoły powinien przenieść się na obszar współpracy rodziców z nauczycielami gdzie autorytet nauczyciela jest niepodważalny. Tylko wtedy można mówić o rzeczywistej edukacji dziecka i jego ludzkim wychowaniu. Apeluję do rodziców o zdroworozsądkowe podejście do wszelkich problemów jakie być może pojawią się w rozpoczętym nowym roku szkolnym. Nie wolno lekceważyć szkoły chociażby przez absencję dzieci na lekcjach, które później tak łatwo rodzice usprawiedliwiają – jedno zdanie usprawiedliwiające 30 opuszczonych dni lekcyjnych to przykład totalnego lekceważenia szkoły! W Wielkiej Brytanii rodzice płacą kary za nieobecność dzieci na lekcjach, bez ściśle określonego usprawiedliwienia. Swoboda z jaką wielu rodziców podchodzi do edukacji swoich dzieci jest przerażająca. Postawy rodziców wobec nauczycieli dzieci szybko przenoszą na teren szkoły i nie słuchają uwag a nawet słownie i swoim zachowaniem obrażają nauczycieli wiedząc, że żadna kara im nie grozi. W minionym tygodniu w radiu podnoszono temat jednakowych mundurków dla dzieci szkolnych. Ktoś z nostalgią wspominał granatowe fartuszki z pięknymi białymi kołnierzykami. Pewno wielu rodziców w tym miejscu dostanie czkawki: co ten proboszcz wymyśla, jakie mundurki, już to przerabialiśmy a my chcemy ubierać dzieci tak jak nam się podoba bo wtedy dziecko najlepiej się czuje. I znów powrócę do „zacofanej” Wielkiej Brytanii gdzie dzieci chodzą do szkoły właśnie w jednolitych ubraniach. Każdy wie, że to jest uczeń, i zwraca się na niego szczególna uwagę. Kiedyś były jeszcze tarcze identyfikujące dziecko z daną szkołą – dzisiaj mamy głupie napisy na ubraniach i to najczęściej w obcym języku. Pochylmy się z rzeczywistą troską na polską  szkołą i odpowiedzialnie pomagajmy w dobrej edukacji i pełnego wychowanie młodego pokolenia.

Co to jest Komunia Święta? Stawiam to pytanie, zdając sobie sprawę z zaskoczenia wielu moich parafian: jak to proboszcz tego nie wie? Pewno wiem, chociaż wydaje mi się, że ten tajemniczy pokarm dany nam na życie wieczne ciągle ukazuje nowe obszary tego niezwykłego zjednoczenia z Bogiem. I właściwie tutaj jest źródło postawionego pytania: co to jest Komunia Święta? Wielu wierzących posiada świadomość tego wielkiego daru. Z podziwem i uznaniem obserwuję życie eucharystyczne sporej grupy parafian. Niemal codziennie przyjmują Komunię Świętą a czynią to z wielkim namaszczeniem i nie wyobrażają sobie dnia bez takiego spotkania z Chrystusem. Nie wszyscy mają możliwość codziennej obecności w kościele, toteż równie głęboko przeżywają przyjęcie Komunii podczas niedzielnej Eucharystii. Życie eucharystyczne jest drogą wierzącego katolika i ta świadomość powinna być motywacją do częstego przyjmowania Komunii Świętej. Niestety jest spora grupa wierzących, którzy Komunię Świętą traktują bardzo formalnie. Przecież wypada być do Komunii na pogrzebie czy ślubie no i raz do roku bo tak każe Kościół, toteż błyskawiczna spowiedź (podobno jest to potrzebne) i spożycie Komunii Świętej załatwia sprawę. Przyjęcie Komunii to nie spożycie, tak jak spożywamy posiłek, ale jest to moment duchowego zjednoczenia z Chrystusem. Mam mieć świadomość tajemniczej obecności Boga i muszę tę chwilę odpowiednio przeżyć. Tak więc najpierw przygotowanie czyli sprawdzenie stanu duszy, następnie wzbudzenie pragnienia przyjęcia, później powitanie czyli wyzwolenie duchowej radości i wreszcie pójście w codzienne życie umocnieni duchowo, by czynić dobro. Tak powinno wyglądać nasze spotkanie a Chrystusem w Komunii Świętej. Jak to jest w naszej praktyce sami dobrze wiemy i zróbmy wszystko, by poważnie traktować dar Eucharystii, abyśmy kiedyś nie byli winni Ciała i Krwi Pańskiej.