Zdaniem Proboszcza

Emigracja zarobkowa niestety nadal wpisuje się w życiorys naszego Narodu. Pomimo dosyć dobrych wskaźników wzrostu gospodarczego czy spadku bezrobocia wyjazd „za chlebem” jest bardzo kuszący da wielu młodych Polek i Polaków. Argumentacja jest dosyć prosta – tam o wiele szybciej dorobię się jakiegoś majątku pozwalającego mi godnie żyć. Jest to tylko część prawdy, która jest bardziej złożona. Godne życie to nie tylko dach nad głową i pełna miska. To także wymiar duchowy na który składa się poczucie tożsamości, kultura, język, mentalność czy wreszcie religia. Zaspokojenie potrzeb w tych wymiarach jest bardzo trudne w obcym kraju. Młodzi rodzice muszą mieć świadomość, że nie da się wychować dzieci po polsku. Idąc do szkoły przykładowo w Anglii, dzieci bardzo szybko przyswajają sobie nie tylko język lecz także i mentalność tamtego społeczeństwa. Rodzice z przykrością doświadczają odmiennego spojrzenia swoich dzieci na wiele spraw a jakiekolwiek próby przeciwdziałania kończą się fiaskiem. Spotkałem w Anglii starszą już osobę, która wyjechała z Polski tuż po wojnie mając kilkanaście lat. Ze smutkiem powiedziała; nie znam Polski a słowa „usatysfakcjonowana” uczyłam się pół godziny. Źle się dzieje także z wiarą, która wobec odmiennego stylu życia tamtych społeczeństw przegrywa. Szacuje się, że tylko 10% Polaków ma jakiś związek z parafiami katolickimi a co za tym idzie prowadzą jakieś życie duchowe wynikające z wiary. Pozostali żyją niestety jak poganie przypominając sobie o związku z Kościołem katolickim tylko przy okazji odwiedzin ich rodziców (przecież mama chce iści w niedzielę do kościoła)  w Anglii lub gdy przyjeżdżają na święta do Polski. Poranionych duchowo rodaków poza granicami kraju jest coraz więcej i jest to wielkim wyzwaniem dla nas wszystkich. Rządzący muszą czynić wszystko by Polacy wyjeżdżali za granicę tylko na wycieczki lub wypoczynek. Tutaj w kraju muszą być stworzone takie warunki pracy by, młodzi i zdolni nie jechali do Anglii i stali na tzw. „zmywaku” czy byli opiekunami ludzi starszych. Młodzi zaś też muszą się zastanowić: czy dla lepszych warunków materialnych warto poświęcić to, co o wiele ważniejsze – polskość, rodzinę, mentalność czy wiarę.

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki poruszyła niemal wszystkich Polaków. Oczekiwanie formułowane przez media wydają się być spełnione: prezydent w swoim przemówieniu był przyjazny, przygotowany i kilka konkretów zawarł w swoistym przesłaniu do Narodu Polskiego. Ktoś na twitterze napisał: Trump wyjechał a Polska pozostała w Europie. Przecież nikt się nie spodziewał, że będziemy kolejnym stanem Ameryki a systemy przeciwlotnicze wcale nas nie obronią. Jednak ta wizyta jest ważna, gdyż Polska znalazła się na ustach całego świata a to może pomoże biednemu Macronowi zrozumieć, że Polski nie można obrażać i lekceważyć. Może teraz i sami Polacy przestaną się obrażać i wspólnie zawalczą o polskie interesy, gdzie tylko się da, nawet i na Marsie.

Koniec roku szkolnego jest bardzo wyczekiwany tak przez dzieci i młodzież jak i przez nauczycieli. Dokonujemy wtedy podsumowania naszych wysiłków – uczniowie otrzymują świadectwa, z których niestety najczęściej nie są zadowoleni a uczący piszą liczne sprawozdania oddychając jednocześni z ulgą, że zakończył się koszmar ostatnich dni. W minionym tygodniu w Polskim Radiu potoczyła się dyskusja nad problemem kończenia roku; wcześniejsza klasyfikacja powoduje, zwłaszcza w szkołach średnich masową absencję, tak, że nauczyciel przychodzi do klasy, gdyż ma obowiązek pracy i pilnuje powietrza. Jest to jakiś absurd, który powinien zostać jakoś rozwiązany tak dla dobra ucznia jak i powagi pracy nauczyciela. Zresztą dyscyplina związana z uczęszczanie ucznia do szkoły jest mocno poluzowana do tego stopnia, że właściwe można nie chodzić do szkoły długie okresy czasu i praktycznie nie ma żadnych konsekwencji oprócz problemów stwarzanych nauczycielowi, który musi wagarowicza jakoś sklasyfikować. Myślę, że tym problemem powinny się zająż jak najszybciej władze oświatowe.

Najlepiej sprzedają się gazety plotkarskie a i nowe nośniki informacji, czyli portale internetowe są pełne tego rodzaju treści tak, że nieraz trudno odnaleźć wartościową informację. Dlaczego tak jest? Odpowiedź jest prosta – takie jest zapotrzebowanie, gdyż uwielbiamy żyć cudzym „wyczynem”. Oczywiście plotki i ploteczki, są potrzebne lecz niestety najczęściej przybierają one postać obmowy czyli wyciąganie cudzych grzechów i grzeszków satysfakcjonując się przy tym, tak jak ewangeliczny faryzeusz: dobrze Panie, że nie jestem taki jak on (czyli grzeszny celnik). Katolicyzm zalicza obmowę do grzechu (tak lekkiego jak i ciężkiego a zależy to od materii i skutków). Spróbujmy  w naszych rozmowach mówić dobrze o drugim człowieku, gdyż jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boże, jest wezwany do zbawienia i z pewnością jego życie w zdecydowanej większości wypełnia dobro. Zło jest obecne w naszym życiu, to musimy uznać gdyż nawet Chrystus powiedział, że kto mówi iż jest bez grzechu jest kłamcą. Nie możemy jednak promować zła, czyli po prostu nie ma się czym chwalić jak i też nie można drugiego człowieka poniżać wywlekając jego grzechy. To zostawmy Panu Bogu a wszyscy razem wzięci starajmy się po prostu nie grzeszyć!

„Nie mamy czasu dla Pana Boga” to stwierdzenie niestety ma bardzo wyraziste potwierdzenie. Wprawdzie w procesjach Bożego Ciała w naszym mieście wzięły udział tłumy mieszkańców, to jednak codzienna rzeczywistość jest zdecydowanie inna. Oto przykład: wieczorem w Boże Ciało została odprawiona ostatnia w tym dniu Msza Święta. Połowa uczestników zajęła miejsce poza kościołem. Msza zakończyła się o 19.45 i celebrans poprosił o pozostanie jeszcze na krótkim nabożeństwie ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wszyscy, który znajdowali się poza kościołem odeszli a także kilka osób z kościoła. Smutny obrazek, kiedy wierzący w Chrystusa w Boże Ciało wieczorem nie mogą pozostać jeszcze przez 10 minut na wspólnej modlitwie!  Co takiego wymusza pośpieszne odejście ze wspólnotowej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem i to w dniu kiedy Kościół zachęca nas do publicznego świadectwa wiary w eucharystyczną obecność Chrystusa. Podobnie ma się rzecz z samą mszą, na która spóźnia się wiele i wielu wychodzi przed zakończeniem. Owszem, czasami ktoś musi wyjść z powodu osłabnięcia czy innej obiektywnej potrzeby. Sądzę jednak, że dla tej wychodzącej większości Msza ma wyłącznie formalne znaczenie (tzn. byłem, zaliczyłem) zamiast  przeżycia spotkania z Chrystusem jednak obecnym w Eucharystii. Spróbujmy jednak zbilansować swój czas i szczerze odpowiedzieć na pytanie – mam czy nie mam czasu dla Pana Boga!