Zdaniem Proboszcza

Młodzi ludzie coraz częściej bez żadnych zahamowań łamią zasady moralne i związane z nimi zachowania kulturowe. Dotyczy to m.in. okresu narzeczeństwa, które dzisiaj zatraca swoje znaczenie i wymiar etyczny. Młodzi zamieszkują razem bez ślubu  na wzór życia małżeńskiego pozbywając się ważnego okresu jakim jest narzeczeństwo. Nawet zdarzają się sytuacje, gdy syn lub córka sprowadza do domu rodziców swoje „kochanie” i bez żadnego pytania rodziców i wbrew ich zasadom zamieszkują wspólnie. Rodzice często są bezradni i nie chcąc utracić „ukochane dziecko”,  stające się z tego powodu swego rodzaju terrorystą, milczą i bardzo cierpią a pseudo kochający synek czy córcia zażywają swojej wolności depcząc nie tylko miłość rodziców, ale także własną nie mówiąc już o sumieniu i Bożych nakazach. Rodzice  przeżywający kiedyś podobną sytuacje zapytali mnie o radę: odpowiedziałem krótko – jeżeli dziecko nie chce szanować zasad panujących w domu rodziców to niech się czym prędzej wyprowadzi. Tak też się stało. Po kilku miesiącach zbuntowane dziecko zrozumiało swój błąd i jak syn marnotrawny powróciło do domu przyznając rodzicom rację. Nie można pozwalać na degradację moralną tylko dlatego, że jest to moje dziecko. Miłość wobec dziecka to także twarde wypowiedzenie słów: nie wolno tak postępować, a jeżeli chcesz grzeszyć to nie pod moim dachem. Wybieraj i ponoś konsekwencje swojego wyboru.

Rozgorzała dyskusja o tzw. języku nienawiści spowodowana wyrokiem sądu, który zakwalifikował wyrażenie „zabicie dziecka” do tej kategorii. Wydaje mi się, że każdy kto choć trochę myśli, potrafi rozróżnić słowa nienawiści od słów prawdy. Okazuje się jednak, że w Polsce tworzy się pojęcia na użytek jakiejś ideologii i smutne jest to, że niezawisłe sądy przyczyniają się do tego swoimi sprawiedliwymi wyrokami.

Rozpoczynamy Wielki Post. W polskiej tradycji okres ten związany był z wieloma wyrzeczeniami mającymi nawet publiczny charakter. Dzisiaj niestety często ograniczamy się do szczypty popiołu pozostawionego na głowie, którym bardzo szybko powracamy do codzienności. Po drodze wstąpimy na kurczaka, którego trzeba czymś popić, zrobimy w domu kolejną awanturę a w najbliższy piątek trzeba się rozerwać na dyskotece. Ktoś powie, że te sprawy może nie są jakieś istotne, ale zazwyczaj bywa tak, że postawa zewnętrzna wypływa niejako z wnętrza człowieka. Jeżeli podejmuję pokutę to również rezygnuje z czegoś, co nie przystoi duchowi pokuty. Czy stać Cię na podjęcie świadomej przemiany swojego wnętrza? Rozdzierać szaty czy sypać popiół na głowę jest łatwo a jakże trudno wykorzenić zło, które dociąża twoje serce.

„Niech pozwoli mi żyć” – takie zdanie ofiar przemocy wielokrotnie powielały media w przedstawianych dramatach rodzinnych. Przemoc w rodzinie jest obecna również i w naszym mieście, i w naszej parafii. Kiedy media nagłaśniają czyjś dramat wtedy sypią się pytania: dlaczego tak się stało, dlaczego nikt nie reagował, gdzie policja, urzędy samorządowe, szkoła czy parafia. Pytanie pewno potrzebne, ale czy w każdym przypadku zasadne – tutaj mam wątpliwości. Przemoc rodzi się w konkretnym środowisku, w konkretnym miejscu, wśród konkretnych osób. Pierwsze sygnały o przemocy muszą płynąć z tychże miejsc. Zdaję sobie sprawę, że jest to niejednokrotnie bardzo trudne dla ofiar gdyż często boją się odwetu, obawiają się nagłośnienia, brakuje im wsparcia ze strony najbliższych, którzy wolą trzymać się z daleka. Ponadto, o ile dobrze wiem, brakuje skutecznej ochrony prawnej dla tych osób, ale takiej, która natychmiast powstrzymałaby stosowanie przemocy. Jednam pomimo tego musimy by wrażliwi na stosowanie przemocy w rodzinie. Nie wolno milczeć, by później rozczytywać się w opisach maltretowania żony czy dziecka przez zwyrodniałych mężów i ojców. Milczenie jest grzechem należącym do kategorii grzechów cudzych – „milczeć, gdy ktoś grzeszy”. Dlatego apeluję o wrażliwość na ten narastający problem i sygnalizowanie sytuacji, w których może dochodzić do przemocy. 

Katolicka Agencja Informacyjna podała, że ponad 62 proc. mieszkańców największych polskich miast ufa Kościołowi. Dla porównania: związkom zawodowym ufa 34,9% a partiom politycznym jedynie 13,5%. Można by dąć w trąby z radości, że Kościół jest tak postrzegany przez obywateli. Można by też zapytać, dlaczego Kościołowi nie ufa 95% obywateli identyfikujących się z tą wspólnotą. Nie wiem jak rzeczywiście wygląda ten problem, ale z mojego doświadczenie mogę powiedzieć, że 20 lat temu to zaufanie było namacalnie widoczne i nie trzeba było nawet robić żadnych badań, aby się o tym przekonać. Przyczyn – jak sądzę obniżonego zaufania – jest wiele. Wiele negatywnych postaw ludzi Kościoła jest jakąś z przyczyn. Wydaje mi się jednak, że medialny bełkot o Kościele i afirmacja liberalnego podejścia do własnego życia co skutkuje odrzucaniem wymogów jakie stawia nam Kościół  jest główną przyczyną.