Zdaniem Proboszcza

Nie wiem, ilu ludzi tak naprawdę interesuje się wyborami prezydenckimi. W jakim stopniu znamy kandydatów oraz ich programy? Czy wiemy jakimi wartościami kierują się kandydaci? Wreszcie co wiemy o urzędzie prezydenta? Słuchając bardzo wielu wypowiedzi można wysnuć wniosek, że prezydent Polski ma taką samą władzę jak amerykański czy francuski. Otóż w zasadzie prezydent w naszym kraju nie ma tak wielkiej władzy, gdyż tę posiada sejm i rząd. Jest natomiast gwarantem ciągłości władzy, czuwa nad Konstytucją i jest zwierzchnikiem sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony. Praktycznie reprezentuje on nasze Państwo i to jest raczej najistotniejsze w jego funkcji. Obietnice składane przez wielu kandydatów to przysłowiowe „gruszki na wierzbie”. Mocny prezydent to ten, kto ma oparcie przede wszystkim w sejmie, gdyż senat nie odgrywa tutaj żadnej roli. Model niezależnego i skutecznego prezydenta jest jedynie pobożnym życzeniem a musimy jednak przyjąć realizm polityczny. I tutaj powstaje pytanie jaki typ człowieka, z jaką osobowością, z jakim talentem i powierzchownością będzie reprezentował nasz naród. Przypomnę, że Polacy to Naród doświadczany, obecnie nieco rozbity i pogubiony, ale pragnący dobra wspólnej Ojczyzny, w której  jest miejsce dla każdego i nikt nie może być wykluczony. Nie może być jednak tak, że każdy chce budować ład tego domu w oparciu o swoje czy jakiejś grupy zapatrywania. Jak na razie większość Polaków uznaje wartości chrześcijańskie i one są fundamentem prawodawstwa państwowego. Chrześcijaństwo nie zabrania nikomu realizowania siebie według swoich kryteriów moralnych. Jako ludzie wierzący musimy zabiegać o to, by „dekalog” był odniesieniem w życiu społecznym a co idzie także w ustawodawstwie dotyczącym życia, rodziny i szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach.

Przeżywamy Oktawę Bożego Ciała. Wielokrotnie słyszeliśmy, że Uroczystość Bożego Ciała wraz z procesją ulicami miasta jest manifestacją naszej wiary w obecność Chrystusa pod postaciami Chleba i Wina. Korzenie tego kultu sięgają połowy wieku XIII i soboru laterańskiego IV (1215). Wierni Kościoła domagali się zewnętrznego kultu poświęconego realnej obecności Chrystusa. Do tego dołączyły się objawienia św. Julianny, które ona interpretowała jako brak osobnej uroczystości w Kościele dotyczącej eucharystycznej obecności. Ta uroczystość jest bardzo ważna z punktu widzenia naszej wiary. Jeżeli uznajemy tę tajemniczą obecność Jezusa Chrystusa to naszym obowiązkiem jest ukazywanie tej wiary publicznie. Publicznym wyznaniem wiary jest również pobożne uczestnictwo we Mszy św. i godne przyjęcie Komunii św. Dzisiaj często słyszymy, że wiara to jedynie obręb kościoła (tak słyszałem z ust kandydata na prezydenta), krzyż zakłóca przestrzeń publiczną a Najświętszy Sakrament to religijne kuriozum, którego człowiekowi oświeconemu wypada się wystrzegać. Dlatego publiczne pójście za Najświętszym Sakramentem, oddanie należnej czci i bronienie tej świętości jest obowiązkiem katolika. Jeżeli wstydzisz się wziąć udział w procesji to znaczy, że twoja wiara jest słaba lub jej wcale nie posiadasz. Kościół jest stróżem sakramentów w tym tego największego – Eucharystii. Ostatnio pojawiają się szczególni czciciele Pana Jezusa, którzy próbują wskazywać kapłanom co mają robić z Eucharystycznymi postaciami. Kościół już dawno wypracował szacunek dla Eucharystii i w tej materii nie ma czego szukać. Czasami słyszę jak to bardzo Kościół w Polsce jest zacofany bo nie udziela komunii na rękę. Otóż śpieszę z wyjaśnieniem: są dwie formy przyjmowania Komunii św. – do ust i na rękę. I jedna i druga wymaga pewnej liturgicznej postawy. Pierwsza forma jest mocno zakorzeniona w tradycji, kulturze, praktyczności i dostojeństwie, a w czasie epidemii jest najbardziej higieniczna. Druga forma też jest dobra, ale wymaga więcej uwagi co do sposobu przyjmowania, trudniejsza dla osób starszych i raczej mniej higieniczna ze względu na styczność ręki z wieloma przedmiotami.

Stan epidemii nie został odwołany. Zostały poluzowane pewne rygory, aby ułatwić nam codzienne funkcjonowanie. Władze nadal zalecają zachowanie odległości, noszenie maseczek i częste mycie rąk. Obserwuję zachowania ludzi i widzę jak wiele osób zupełnie nie zważa na to, że epidemia jeszcze trwa. Widać to na ulicy, w sklepach a nawet w kościele gdzie za wszelką cenę wciskamy się do ławki mimo, że już tam jest optymalna liczba osób a obok czy na przodzie są wolne miejsca. Ostatnio w kilku parafiach doszło do zakażeń wirusem i kościoły zostały zamknięte. Podobny los spotkał klasztor w Tuchowie. Tak więc zachowanie bezpieczeństwa epidemicznego będzie jeszcze długo nas obowiązywało. Możliwość uczestniczenia w nabożeństwach zachęciła nas też do korzystania ze sakramentu pokuty. Spowiadamy już normalnie, tylko z prośbą o zdezynfekowanie po swojej spowiedzi kratek konfesjonału. Natomiast wiele osób ma pewien problem moralny z nie uczestniczeniem we mszy niedzielnej w czasie epidemii. Otóż na czas od początku epidemii aż do poprzedniej niedzieli tj. 31 maja, biskup dał dyspensę tzn. że wierni byli zwolnienie z obowiązku uczestnictwa we mszy obowiązkowej w tym czasie i nie ma grzechu. Od dzisiaj ten obowiązek powrócił i musimy go wypełnić zgodnie z przykazaniem Kościoła.

Powracamy w życiu naszej wspólnoty parafialnej do „normalności” chociaż jeszcze pewne ograniczenia pozostaną. Jak obserwowałem wielu parafian włączało się w modlitwę niedzielną poprzez internetowe transmisje i było to spora grupa – ok. 60% uczestniczących w niedzielnej mszy w kościele. Inni korzystali z ogólnopolskich transmisji telewizyjnych czy radiowych. Obecnie musimy ożywić nasze praktyki, gdyż być może wielu przyzwyczaiło do pewnej wygody – mamy dyspensę to pozostajemy w domu i co najwyżej zerkniemy w ekran. Ponowne przyjście na Mszę do kościoła, wymaga też pewnej refleksji: dlaczego udaję się na to spotkanie, czym ono dla mnie jest, co wynoszę z tego spotkania. Po tygodniach absencji trzeba ożywić naszą wiarę w realną obecność Chrystusa w sprawowanej Eucharystii i starać się jak najczęściej przyjmować Komunię św.. Wykorzystajmy również najbliższe dni do przyjęcia tzw. Komunii wielkanocnej.

„Nie ma wolności mediów bez oglądalności reklam” – taki tekst pojawia się na portalach internetowych. Owszem reklamy pozwalają na finansowanie mediów, ale czy są one gwarancją ich wolności? I tutaj zaczyna się problem, ponieważ goły okiem widać jak media są uzależnione ideowo. Wielu twierdzi, że publiczne media są w ręku jednej opcji politycznej i mają rację gdyż tak było zawsze, kto miał władzę ten wpływał na ich program. Dlatego dziwię się, że obecnie politycy opozycji płaczą nad mediami a jeden z panów kandydatów na prezydenta mówi o ich likwidacji. Ciekaw jestem co zrobi jeżeli wygra wybory. W przypadku mediów publicznych problem jest nadal nie rozwiązany i należy dążyć do stworzenia rzeczywistej ich niezależności. Media publiczne mają rzetelnie informować, prowadzić publicystykę zrównoważoną, promować to co polskie, ukazywać piękno kultury i języka, uczyć historii i wprowadzać spokój informacyjny. Aby tak było trzeba odpowiedniego ustawodawstwa oraz wysokiej etyki zawodowej dziennikarzy. Z tym bywa bardzo różnie, gdyż dziennikarz jest bardzo zależny finansowo od swojego pracodawcy i musi się liczyć z jego oczekiwaniami. Media prywatne, zazwyczaj bardzo liberalne też uzależniają swoich dziennikarzy i jasno dają im do zrozumienie czego mają unikać a na czym skupić swoją uwagę. Przykładów można podawać mnóstwo, ot chociażby kolejny film o pedofilii duchownych, który na jednym z portali uzyskał cztery miejsca w skrótach informacyjnych a jest ich zwykle około czternastu. Nadmiar tej informacji to nic innego jak tendencyjne nastawienie do Kościoła, o którym wydawca pozwolił sobie napisać w tytule „Kościół już nigdy się nie podniesie”. Pedofilia, o czym już wielokrotnie pisałem jest zbrodnią dokonana na dziecku. Tylko, że tej zbrodni dopuszczają się zboczeńcy nie tylko w sutannach (proporcjonalnie jest ich niewielu) lecz wywodzący się ze wszystkich grup zawodowych i społecznych w tym dziennikarzy, celebrytów i artystów. Tej prawdy jednak wielu dziennikarzy i decydentów medialnych nie chce przyjąć, bo to grozi kosztownymi konsekwencjami. Natomiast duchownego i Kościół można sponiewierać bezkarnie. I jeżeli to ma być treścią wolności mediów to ja z tym się nie zgadzam i nie włączę reklam, a jeszcze potrafię korzystać z rozumu.