Zdaniem Proboszcza

Tydzień temu świętowano 90–lecie działalności Polskiego Czerwonego Krzyża w Dębicy. Piękna uroczystość z dziękczynieniem Bogu i ludziom skłoniła mnie do pewnych refleksji. Najpierw podbudowała mnie istniejąca jeszcze w społeczeństwie bezinteresowność, gdyż członkowie PCK to wolontariusze, poświęcający swój czas w różnych akcjach niosących pomoc innym ludziom, najczęściej nieznanym. Z podziwem słuchałem też o krwiodawcach oddających dziesiątki litrów życiodajnego płynu, a już z pokorą pochyliłem czoło przed człowiekiem, który oddał ponad 100 litrów krwi! I to wszystko bezinteresownie, krew – na szczęście  - nie może być przedmiotem handlu. Jakież to budujące, że są ludzie potrafiący regularnie oddawać krew, by w ten sposób ratować innym życie. Jest to na wskroś chrześcijańska postawa, którą trzeba pokazywać zwłaszcza ludziom młodym, którzy posiadając wszystko dzięki przepracowanym rodzicom nie zdają sobie sprawy, że mleko daje krowa a nie supermarket  a krwi nie da się wyprodukować tylko musi być oddana przez zdrowego człowieka. Dlatego szanujcie młodzi przyjaciele swoje zdrowie i może spróbujcie dołączyć do grona prawdziwych lecz cichych bohaterów, którzy rozumieją wartość życia i dzielą się tym co mają najcenniejsze w swoim organizmie.

Katolik to ten, kto żyje sakramentami. Zazwyczaj kryzys wiary bierze początek w braku rozumienia sakramentów Kościoła a także w pojawiających się trudnościach  w korzystaniu z nich. Ideałem życia katolika jest ciągły stan łaski uświęcającej, czyli  wolność od grzechu ciężkiego. Niestety wielu uważa, że takiego grzechu nie popełnia i w związku z tym nie ma się z czego spowiadać. Staram się zrozumieć taką osobę, ale już nie rozumiem dlaczego więc nie przystępuje do  Komunii św. chociażby tylko w niedzielę. Kiedy pytam o częstszą Komunię św. wtedy zazwyczaj słyszę – no, tak bez spowiedzi to chyba nie można. Jest to smutny obraz katolika, który stał się formalistą i stosuje zasadę jedna spowiedź, jedna Komunia św. i brak poczucia grzechu. Tymczasem życie katolika powinno być oparte o szczególnie o dwa sakramenty: Pokutę i Eucharystię. Pokuta sprawia nam sporo trudności, wielu nie potrafi dobrze się wyspowiadać. Wielu boi się lub wstydzi spowiednika. Wielu nie rozumie czym jest wyznanie grzechów (swoich a nie cudzych). Dlatego nieco przypomnienia. Spowiedź to przede wszystkim stanięcie w prawdzie o własnych grzechach przed Bożym majestatem polegające na szczerym wyznaniu wszystkich grzechów, które się  pamięta , a w szczególności grzechów ciężkich. Aby móc to uczynić nie wystarczy krótki błysk myśli lecz trzeba zrobić dokładny rachunek sumienia – czyli poświęcić przynajmniej 15 min na zastanowienie się na tym, a pomocą mogą służyć pytania do rachunku sumienia. One wiele przypominają i porządkują. I jeszcze jedno – wyznajemy swoje grzechy, nazywając je po imieniu, bez wybielania, zbędnych opisów czy usprawiedliwień.  Spowiednik nie jest sędzią, tylko narzędziem Boga, w którego imię wykonuje znak sakramentalny. To co kapłan mówi jest pouczeniem duszpasterskim i zachętą do nawrócenia. Druga ważna sprawa to nawrócenie. Dokonuje się ono poprzez duchowy wysiłek zmierzający do takiego kształtowania woli, by w sprawach moralnych zawsze dokonywała dobrego wyboru. Czas bezpośrednio po spowiedzi jest temu poświęcony i w codziennym rachunku sumienia powinniśmy stawiać sobie pytanie – jak wypełniamy nasze postanowienie poprawy?  Tak przeżywana spowiedź nie będzie torturą, lecz drogą szczęśliwego życia, chyba, że ktoś szuka szczęścia poza Bogiem, lecz tam trwa ono tylko chwilę.

W jednej z audycji radiowych (ja jeszcze słucham radia) rozmawiano na temat przemocy w szkole. Rozmówczynie wskazały na narastający problem przemocy stosowej przez uczniów. Przemoc ta, to nie tylko fizyczne znęcanie się nad słabszym lecz również dokuczliwe czy wyśmiewające osobę teksty w komunikatorach społecznych. Kilka lat temu – jak sobie przypominam – z tego powodu dziewczynka odebrała sobie życie. Okazuje się również, że to dziewczęta częściej dopuszczają się tego rodzaju zachowań. Oczywiście panie przed mikrofonem próbowały sformułować wnioski przeciwstawiające się tego typu zachowaniom. Wnioski jak wnioski – pełne dobrych propozycji, poparte zdobyczami psychologii rozwojowej i pełne życzeń nie do zrealizowania. Niestety w tejże rozmowie brakło mi zwrócenia uwagi na wychowanie etyczne. Rozumiem trudność tego tematu ponieważ ciągle pozostaje bez odpowiedzi pytanie – na czym opierać wychowanie etyczne i kto ma to czynić? Uważny czytelnik odpowie krótko – katecheci, gdyż wiara daje obiektywny system etyczny, zweryfikowany i co najważniejsze - trwały. Zgadzam się z tym zupełnie, tylko jest jedno „ale”, etyka wyrastająca z wiary musi mieć poparcie – najpierw rodziców a później społeczeństwa. Niestety, porażka wysiłków katechetycznych jest wynikiem lekceważenia Boga i Jego zasad. Dzieci i młodzież doświadczają w domu, życiu szkolnym, środowisku czegoś co jest bardzo dalekie od miłości, którą głosił Chrystus. Ponadto wyzbyliśmy się kar w imię nowoczesnego wychowania i dlatego, m. innymi, dzieci nie bojąc się nikogo podejmują działania, od których jeży nam się włos na głowie.

Słyszałem bardzo wiele pięknych wypowiedzi Polaków o naszej Ojczyźnie. Często odwołują się one do historii, gdzie nie brakowało patriotyzmu, poświęcenia i krwi. Przyszły czasy pokoju i raczej dobrobytu na tej naszej polskiej ziemi. Świętujemy Niepodległość w przeróżny sposób i to jest dobry znak. Niepokoją mnie jednak relacje międzyludzkie, gdzie dostrzegam coraz bardziej wzajemną niechęć między rodakami a nawet wrogość. Lekcje patriotyzmu to nie tylko historia, kultura, śpiew pieśni, symbole narodowe lecz przede wszystkim więzi społeczne, które nie powinny rozrywać nawet pewne różnice poglądów. Dom, któremu na imion Polska jest naszym domem i Naród 38 milionowy potrafi sam, dobrze go umeblować i wyposażyć w sprzęty i rozwiązania znane na tej ziemi od ponad tysiąca lat.

W tych dniach zastanawiamy się nieco więcej nad życiem a właściwie nad jego celem. Wielu ludzi młodych odrzuca wieczność widząc w doczesności spełnienie siebie a więc i swój cel życia. Jednakże tak nie jest, gdyż śmierć i cierpienie nie znajdują się na liście pożądanych „dóbr” tego świata a dotykają każdego i wtedy rodzi się smutek, apatia czy nawet depresja ponieważ nie można tej trudności pokonać siłami doczesnymi. Trzeba nam wiary i trzeba tą wiarą żyć, wtedy rozpacz nie zaglądnie nam w oczy a życie ludzkie nie jest jedynie „smutną lista umarłych”, o jakiej pisze Wisława Szymborska. Lęk przed śmiercią towarzyszy każdemu normalnemu człowiekowi lecz w przypadku osoby wierzącej nadzieja wieczności jest swoistego rodzaju katalizatorem łączącym ten świat z wiecznością. Poza tym warto spojrzeć na naukę, która coraz bardziej zgłębiając tajniki wszechświata a także ludzkiego organizmu staje ciągle przed odwiecznym pytaniem o „praprzyczynę” różnego rodzaju zjawisk i procesów. I co ciekawe odkrycie czegoś nowego pozostawia nadal aktualnym pytanie o przyczynę. Ludzie wierzący niezmiennie odpowiadają – jest Bóg, który wszystko stworzył i wszystkim kieruje i czeka na człowieka. Słynny „zakład Pascala” jest bardzo logiczny; jeżeli wierzysz w Boga to nic nie tracisz a jeżeli nie wierzysz to możesz stracić wieczność. Wiara nie niesie żadnego ryzyka w przeciwieństwie do odrzucenia istnienia Boga, które może skończyć się dla człowieka bardzo źle. Ponadto wiara daje moralne oparcie w życiu.