Zdaniem Proboszcza

Dzisiejszy styl życia zmienił podejście do Adwentu. Dawniej okres ten wiązał się właściwie tylko z udziałem w duchowym przygotowaniu do świąt Bożego Narodzenia poprzez rekolekcje adwentowe, dni skupienia czy przez udział w roratach. Wszechobecna komercja zachodnia wdarła się i do tego spokojnego kraju nad Wisłą. Może i dobrze jest, że mamy dostatek towarów świątecznych, że nie musimy polować czy wystawać w kolejkach po lampki na choinkę czy pomarańcze dla dzieci (zdziwionych informuję, że pomarańcze kiedyś były rarytasem). Natomiast niepokoi mnie fakt, powtórzę fakt gubienia istoty Świąt Bożego Narodzenia na rzecz konsumpcji. Zbyt często w skumulowanych dobrach materialnych upatrujemy szczęśliwych i wesołych świąt. Jako chrześcijanie nie możemy zapominać o istocie tego wydarzenia – Bożym wcieleniu. Pozostawmy chociaż na chwile bombki, świecidełka, gadżety, piękne buty, kolorowe szopki i pomyślmy o Bożym Narodzeniu, o rodzeniu się Boga w moim sercu, o miłości nie tylko tej Maleńkiej, ale tej codziennej rodzącej się we mnie wobec każdego napotkanego człowieka. Wtedy Adwent z pewnością będzie Adwentem.

Wybory samorządowe – jak to zwykle bywa – podgrzewają atmosferę społeczną. Rozmaite ugrupowania wyborcze pragnęły osiągnąć jak najlepszy wynik i to jest zrozumiałe. Mnie zawsze zraża negatywna kampania, gdyż często niestety opiera się na półprawdach czy też kłamstwie, które w takim czasie trudno sprostować a wyrządzają krzywdę moralną. Mam wrażenie, że mimo iż jesteśmy wierzącymi to jednak stosujemy etykę sytuacyjną. Uważamy, że wybory mogą toczyć się swoimi torami i tam już nie obowiązuje prawo Boże. Przypominam jednak, że w jakiejkolwiek znajdujemy się sytuacji i potrzebie, zawsze obowiązuje nas ta sama moralność. Gratuluję wszystkim wybranym naszego miasta, powiatu i gminy. Musicie jednak pamiętać o zobowiązaniach jakie przyjęliście na siebie. Umiejcie współpracować  dla nas wszystkich, bo po to was wybrano. Nasza „mała ojczyzna” potrzebuje wspólnego wysiłku, by pokonać wiele problemów – emigracja zarobkowa, trudny start młodych małżeństw, opieka zdrowotna zwłaszcza dotycząca osób starszych, dobre miejsca pracy, bieda wielu rodzin, tworzenie warunków, by w Dębicy żyło się spokojnie i przyjemnie. To wymaga współdziałania i dlatego przypominam naukę Kościoła Katolickiego o konieczności troski o wspólne dobro jako powinność tych, którzy zostali uznani za godnych kierowania życiem społecznym naszego miasta, powiatu i gminy. Wszystkim samorządowcom, katolikom, innych wyznań i niewierzącym życzę, by „swoich pożytków zapomniawszy mogli służyć uczciwie” (Ks. P. Skarga)

Dwa tygodnie temu informowaliśmy o rozpoczynającym się kursie dla aspirantów (nie policji) lecz kandydatów na ministrantów. Zgłosiło się zaledwie trzech chłopców. Zdumiałem się bardzo, gdyż zwykle rozpoczynało przygotowanie 10-15 chłopców. Pomyślałem co się dzieje w naszej parafii? Dlaczego taka niechęć ogarnęła młode rodziny? Próbowałem zasięgnąć języka i zapytałem co niektórych rodziców o zaangażowanie swojego dziecka w posługę w Kościele. Najpierw spotkałem się ze zdziwieniem, że coś takiego jest a na pytanie czy nie posłaliby jednak swojego chłopca na taki kurs odpowiadali – a to zastanowimy się, a nie wiem czy dziecko będzie chciało, a co się  z tym wiąże? Miałem wrażenie, że rozmawiam z ludźmi, którzy co dopiero znaleźli się we wspólnocie parafialnej i nie bardzo rozumieją czym jest posługa ministranta. Kochani młodzi rodzice. Jaki będzie Kościół to od Was zależy! Wychowanie dziecka w wierze to nie tylko chrzest, pierwsza komunia i bierzmowanie – to także żywy udział w rozmaitych wspólnotach parafialnych a jedną z niech, bardzo starą jest grono ministrantów. Dawniej dumą rodziny było to, że syn jest ministrantem. Odrzucam myśl, że wstydzicie się wiary – byłoby to swojego rodzaju zaparcie się Chrystusa – ale skąd bierze się ten brak aktywności we wspólnocie parafialnej. Spróbujcie jeszcze raz przeanalizować ten problem i ponownie zapraszam do włączenia swojego dziecka nie tylko w posługę na rzecz wspólnoty lecz także w dobrą formację duchową. Być może problemem jest obowiązek podjęcia dyżurów (obudzenie dziecka, podwiezienie do kościoła) lecz nie traktujmy tego jako uciążliwość lecz jako mój wkład ofiarny w dobro wspólnoty. Poza tym jest to doskonała forma uczenia dziecka obowiązkowości, a  z tym mamy przecież tak wiele problemów. Apeluję też do dziadków, zachęćcie swoich wnuków do tej posługi, a przecież macie swoje sposoby. Mając więcej wolnego czasu podwieźcie  ukochanych wnuków do kościoła a i przy tym sami skorzystacie z Eucharystii.

Niepodległość, jak to pięknie brzmi, zwłaszcza w sercach tych Polek i Polaków, którzy już nie pamiętają 123 letniej niewoli trzech zaborców lecz czasy II Wojny Światowej czy okres powojenny, kiedy istniała Polska zwana Ludową, uznawana przez cały świat, ale jako państwo zależne od ZSSR. To pokolenie doświadczyło czym jest brak suwerenności. Entuzjazm naszego pokolenia z czerwca 1989 roku był chyba podobny do tego co przeżywali nasi ojcowie i dziadowie w 1918 roku, którzy czynili własnymi rękami Państwo Polskie, wolne i niepodległe. Bieda i toczące się potyczki na granicach ledwo nowonarodzonej Rzeczpospolitej, spory polityczne i naciski zewnętrzne nie przeszkadzały w radości i nie przeszkadzały zapałowi, by wszystko oddać dla umocnienia i obrony Ojczyzny. Pragnienie posiadania własnego państwa było czymś nadrzędnym w planach życiowych Polaków. Udało się w krótkim czasie stworzyć państwowość i budować to wszystko co jest potrzebne społeczeństwu. Jestem dumny z takich przodków i apeluję do obecnego pokolenia: budujmy nasz dom, nie dzielmy się, szanujmy naszą Ojczyznę i nie mówmy o niej źle. Bóg, Honor Ojczyzna to słowa ważne i święte. Historia je zweryfikowała pozytywnie, problem jest właściwie jeden: czy prawda tych słów jest widoczna w naszym życiu tak osobistym jak i społecznym.

Pogoda sprawiła nam miły prezent na Uroczystość Wszystkich Świętych – było ciepło, słonecznie i przyjemnie. Bardzo wiele osób przewinęło się przez cmentarze wyrażając w ten sposób pamięć o swoich przodkach. Katolicy, wierzący w życie wieczne modlą się o zbawienie dla swoich bliskich. Kościół poprzez liturgię, modli się za wszystkich wiernych zmarłych. Na cmentarzach odprawiano msze św. i procesje różańcowe. Nikogo nie dziwi ta tradycja, lecz wielu zachowuje się tak jakby ich to zupełnie nie obchodziło. Przykłady ze Starego Cmentarza w Dębicy: odprawiana jest msza św., ludzie stoją przed polowym ołtarzem w skupieniu a tutaj ktoś raz po raz przeciska się i defilując ze stukotem obcasów przed ołtarzem idzie do jakiegoś miejsca; procesja idzie wąskimi alejkami a jakaś grupka idzie „pod prąd” zakłócając modlitwę. Pytam tych przysłowiowych „zapalaczy” - czy nie można dojść do grobu jakąś inną drogą? czy nie można poczekać trzy minuty, by procesja przeszła a wtedy już bez przeciskania się i przeszkadzania innym można udać się tam, gdzie potrzebujemy? Można, ale trzeba mieć wiarę lub kulturę. Pomijam wiarę, gdyż może są to osoby niewierzące, ale pytam o kulturę? Zanik zachowań cechujących kulturalnego człowieka niestety jest coraz częściej obecny. Nie wstydzimy się braku kultury a nawet jest nam z tym dobrze. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kultura, ta codzienna i ta wysoka, jest w odwrocie? Otóż – jak mi się wydaje – stoi za tym fałszywe rozumienie swojej wolności a także wzorce płynące z mediów, gdzie brakuje kultury w języku, zachowaniach czy nawet w prezentowanych treściach. Wiara i związane z nią przeżycia wymagają ogromnej delikatności i szacunku. Uszanowanie tego jest wyrazem naszego humanizmu, europejskości i właściwie rozumianej kultury. Uczmy młode pokolenie dobrej kultury  a najlepiej to uczynimy pokazując własną kulturę w każdej sytuacji. Dodatkowo - z wiary powinna wynikać wysoka kultura.