Zdaniem Proboszcza

Miło zostaliśmy zaskoczeni informacją o niezwykłym ślubie między stwerdessą a stewardem na pokładzie samolotu, której świadkiem był papież Franciszek. Można powiedzieć, że sprytnie wykorzystali okazję by papież ich pobłogosławił, bo – jak twierdzili - nie mogli wziąć ślubu gdyż zawalił się kościół, w którym mieli już zamówiony ślub. Media oczywiście stworzyły pewnego rodzaju otoczkę, która wprawdzie dodaje smaku odbiorcom, ale może również co niektórym może zamącić w głowie. Odebrana informacja stwarza wrażenie jakoby Papież bez problemu asystuje przy małżeństwie w samolocie na ledwo co wyrażoną prośbę a w naszych parafiach trzeba przechodzić przez całą procedurę prawną. Otóż z pewnością ten zdawałoby się spontaniczny moment ślubu został poprzedzony rozeznaniem prawnym czy młodzi mogą zawrzeć związek małżeński – a więc czy są ochrzczeni i bierzmowani, czy są stanu wolnego, jaką mają świadomość przyjmowanego sakramentu. To ostatnie rozpoznał sam papież gdyż, jak podano, zadał im kilka pytań. Forma tego ślubu była niezwykła,  ale to co poprzedza przyjęcie sakramentu małżeństwa zostało – jak sądzę – dokładnie spełnione. Samo potwierdzenie sakramentu na zwykłej kartce z podpisem papieża jest ważne i wyjątkowo cenne i będzie dla nowożeńców pamiątką przechowywaną przez pokolenia. Przy tej okazji muszę przypomnieć że, małżeństwo sakramentalne dla człowieka wierzącego jest bardzo ważne, gdyż sakramenty są źródłami łask Bożych. Jak można ocenić postawę człowieka niby wierzącego, który świadomie odrzuca sakrament małżeństwa lub wprost nim gardzi. Życie  w związku małżeńskim nie jest ani proste ani łatwe. Wymaga rezygnacji z wielu spraw, którymi chciałoby się zajmować. Wymaga też umiejętności ofiarowania siebie drugiemu prawie bezwarunkowo. Pomijanie tych aspektów życia małżeńskiego i skupianie się jedynie na początkowym gorącym uczuciu i związku cielesnym prowadzi do szybkiego rozpadu małżeństwa. Oparcie małżeństwa o Boży autorytet powinno pomóc w wypełnieniu obowiązków wynikających tak z przysięgi małżeńskiej jak i ze  zobowiązań wobec dzieci. Trudności należy pokonywać nie w egoistycznej kalkulacji lecz w całościowym spojrzeniu na małżeństwo a szczególnie na los dzieci, które najczęściej jednakowo kochają skłóconych rodziców.

Oto na naszych oczach umiera w Polsce chrześcijaństwo – pisze w swoim artykule zamieszczonym w „Tygodniku Powszechnym” dominikanin, o. Ludwik Wiśniewski. Przy okazji oskarża wiele osób i środowisk za ten stan rzeczy min. duchownych i najgorliwszych członków Kościoła, którzy ponoć wprowadzili w religijność wrogość i niechęć m.in. do imigrantów. Oczywiście media liberalne taki temat podchwyciły i szybko zaproszono do TVN24 Ks. Alfreda Wierzbickiego, etyka z KUL-u, by ten swoją profesorską powagą skomentował słowa oskarżeń o. Wiśniewskiego. Ks. Profesor bardzo radośnie solidaryzował się z o. Ludwikiem a nawet w pewnym momencie miał ochotę ukochać prowadzącą z nim rozmowę dziennikarkę, która mu wtórowała. Jestem zażenowany taką postawą i wypowiedziami ludzi wykształconych i kapłanów, którzy tak słabo diagnozują problem wiary u współczesnego człowieka. Owszem czasami są przegięcia w wykorzystywaniu wiary przez polityków, lecz to nie jest przyczyna dystansowania się od Kościoła młodych ludzi, gdyż ten problem dotyczy przede wszystkim młodego pokolenia. Żadne miesięcznice, żaden o. Rydzyk, żadne popieranie PIS-u (o ile takie było, gdyż nie bardzo to dostrzegam) żaden sprzeciw wobec imigrantów islamskich nie są przyczynami coraz słabszej wiary u Polaków! Problem „leży” zupełnie gdzie indziej. Materializm praktyczny, konsumpcyjny styl życia, niechęć do obiektywnych norm moralnych, brak właściwych więzi w rodzinie, odrzucanie Ewangelii jako zbyt trudnej drogi i w konsekwencji brak wiary w Boga. To są moim zdaniem przyczyny, które widać nie z katedry profesorskiej czy zakonnej celi, ale z bycia i rozmawiania z ludźmi, z parafianami, których spotykam codziennie i próbuję im towarzyszyć w ich życiowych problemach. PS. Proponuję tym „zatrwożonym” kapłanom spotkanie z gorliwymi katolikami i duszpasterzami.

Nowego ministra zdrowia zdążyły już wyśmiać  liberalne media bawiąc się, nieraz w niewybredny sposób, podpisaniem przez niego bodajże w 2014 roku deklaracji katolickich lekarzy o sprzeciwie wobec aborcji i eutanazji. Nie bardzo rozumiem tychże dziennikarzy, dlaczego uważają, za coś niewłaściwego u człowieka, który jako lekarz chce bronić życia ludzkiego? Przecież jest katolikiem i taka deklaracja jest czymś normalnym u porządnego człowieka, który wierząc w Boga nie wstydzi się o tym mówić publicznie. Niestety standardem staje się wyśmiewanie wiary, podważanie jej zasadności i spychanie jej do niszowego obszaru życia człowieka. Wiara ma być żywa i widoczna nie tyle w niedzielnych obrzędach lecz przede wszystkim w codziennym życiu tak osobistym jak i społecznym.

Wstrząśnięty zostałem informacją o śmierci pięciorga młodych ludzi w Boże Narodzenie w Tryńczy na Podkarpaciu. Współczuję rodzinom, przyjaciołom i pewno długo jeszcze będziemy się zastanawiali jak to się stało. Powstaną hipotezy, które będą miały większy lub mniejszy stopień prawdopodobieństwa, a to, jak to się stało, młodzi zabrali ze sobą. Mnie natomiast zastanawiają dwa fakty. Pierwszy: młodzi opuszczają rodzinę w Boże Narodzenie, w wyjątkowy dzień w roku, w święta, które zwiemy rodzinnymi, w porze, która raczej powinna przenosić zmęczonych ku odpoczynkowi. Co takiego kierowało młodymi dziewczętami, by bez wiedzy rodziców czmychnąć z domu? Czy tak powinno wyglądać rodzinne świętowanie? Drugi fakt to trasa na której doszło do tragedii – licho utwardzona droga wiodąca wzdłuż rzeki dokąd ich miała zaprowadzić? Nie sugeruję żadnych odpowiedzi, ale takie pytania się nasuwają i wymagają odpowiedzi od Was młodzi chrześcijanie. Czasami zapominacie o wielu ważnych sprawach kierując się jakimś własnym spojrzeniem i buntem wobec rodziców. Takich tragedii niestety jest bardzo wiele w naszym kraju, kiedy to młodzi szalejący nocą, nad ranem już nie żyją. Pomódl się młody przyjacielu za te nieszczęsne ofiary i może zastanów, by czasami i ciebie coś takiego nie spotkało.

Jaka jesteś rodzino? Takie pytanie pojawiło się podczas jednego ze Światowych Kongresów Rodziny. To pytanie musi stawiać sobie każda rodzina, bez względu na staż małżeński. Wzorzec rodziny właściwie jest zawarty w katolickiej przysiędze małżeńskiej - a więc miłość, wierność, uczciwość małżeńska i dozgonność. Małżonkowie powinni często powracać do tychże zobowiązań i według nich korygować swoje nieraz bardzo trudne życie. Często niestety zapominają o przysiędze a rozwiązań poszukują poza Bogiem. Neoliberalne siły czynią wszystko by rozbić model tak jak oni to nazywają tradycyjnej rodziny. Nowoczesność ma polegać na dowolnych związkach, nawet tej samej płci, bez żadnych praktycznie zobowiązań o dowolnym czasie trwanie a jedynie z prawami takimi jakimi dotychczas otaczano związki małżeńskie. Kościół sprzeciwia się i będzie się sprzeciwiał takiej wizji małżeństwa, gdyż ona wynaturza to co jest fundamentem istnienia ludzkości. Święta Rodzina z Nazaretu jest przypomnieniem o właściwym modelu rodziny.