Zdaniem Proboszcza

Wulgaryzmy niestety weszły na dobre do naszego słownictwa. Przeklinające dzieci i kobiety i szacowni panowie to codzienność, którą spotykamy wszędzie. Nawet zdarzyło się komuś na spowiedzi głośno przekląć gdy zapomniał sobie jakiegoś grzechu. Przyzwolenie na wulgaryzmy są niestety przyczyną szalonego wkraczania tego sposobu wyrażania się do niemal wszelkich dziedzin ludzkiego życia. W rodzinach rodzice przeklinają, w pracy się przeklina a lekcje i korytarze szkolne też nie są wolne od wypełnionego wulgaryzmami słownictwa. Internet zaś stał się jakby miejscem szczególnego przyzwolenia na wulgarność. Co się stało, że dzisiaj wulgaryzmy świętują sukces w opanowaniu ludzkiego języka. Jak to zwykle bywa, przyczyny są chyba bardzo złożone. Najpierw widziałbym problem tożsamości człowieka w kontekście jego wolności. Wielu nie potrafi określić siebie – kim jestem i ku czemu zmierzam. Porzucając głos sumienia i obiektywne normy moralne człowiek próbuje definiować siebie jako istotę, która jawi się otoczeniu w taki sposób jaki uważa za słuszny. Mnie się to podoba i nie jest ważne czy to ciebie drażni, obraża lub poniża. Drugą sprawą są normy kultury, które wolny człowieczek śmiało podważa. Dzisiaj te normy kulturowe zostały złamane i w zasadzie niewielu zastanawia się nad osobistą kulturą. Spotykam się z tym, że nawet szanujący się obywatele używają wulgaryzmów jako nowych pojęć, którymi dzisiejsze czasy podobno ubogaciły nasz „prymitywny” język. Mało tego, chełpią się swoją postępowością w tym zakresie. Poziom kultury osobistej niestety, obniżył się bardzo. Osobną sprawą są media, które powinny promować zachowania podnoszące poziom kultury, zwłaszcza języka. W czasach tzw. komunizmu w mediach było kłamstwo lecz nie było wulgaryzmów. Po 1989 roku mamy i jedno i drugie. Niektóre środowiska krzyczą o wolne media, które nie tylko, że nadal przekłamują lecz także są nośnikami wulgarności. A przecież dzisiaj kulturę języka kształtują w dużym stopniu właśnie media. Dla praktykujących katolików żyjących w takiej rzeczywistości istnieje problem: czy wulgaryzm jest grzechem? Otóż należy odróżnić wulgaryzm od przekleństwa, gdyż te pojęcia często mieszamy i stosujemy zamiennie. Otóż przekleństwo rzucone na kogoś jest zawsze grzechem. Wulgaryzm jest grzechem jeżeli kogoś obraża, poniża, sprawia przykrość, demoralizuje. Ponadto musimy pamiętać o własnej godności, którą przez wulgaryzmy poniżamy i w ten sposób również grzeszymy nie szanując swojej godności człowieka i to ochrzczonego. Staropolskie powiedzenie jak cię słyszą tak cię piszą wyraża znakomicie powyższe stwierdzenie. Prof. Miodek kilka lat temu w jednym z wywiadów ubolewał nad tak powszechną wulgaryzacją języka polskiego i dał prosty przykład: „Jak w mojej młodości człowiekowi wyrwało się w obecności dziewczyny słowo ….. to trzeba ją było pół roku przepraszać. Dzisiaj każdy nauczyciel powie, że dziewczyny są gorsze od chłopców, ja to zresztą widzę”.  Od siebie zaś dodam: chłopak sponiewiera dziewczynę wulgaryzmami a ona potrafi mu powiedzieć, że go kocha. Świat staną na głowie a kiedy wróci do równowagi to może nie będzie już na czym stanąć.

Katolik w konfrontacji z dzisiejszym światem stoi właściwie na pozycji przegranej. W wielu dyskusjach dotyczących wiary, Boga czy Kościoła woli nie zabierać głosu i cichaczem wycofuje się dając przeciwnikom pole do popisu. Dyskusja rzeczowa na temat wiary nie jest łatwa, ale też nie jest niemożliwa dla przeciętnego katolika. Przecież jeżeli jestem człowiekiem wierzącym to wiem dlaczego wierzę i potrafię to uzasadnić. I nie potrzeba tutaj jakiejś wielkiej wiedzy wystarczy ta wiedza, którą katolik powinien posiadać na poziomie człowieka dorosłego. Jeżeli zatrzymałeś się na poziomie dziecka z podstawówki to się nie dziwię, że masz trudności i wielu spraw związanych z wiarą nie rozumiesz. Dlatego czytaj i pogłębiaj swoją wiedzę religijną przynajmniej tak abyś nie musiał się wstydzić przed własnym dzieckiem. Zachęcam do systematycznej lektury tygodników katolickich. Uważam, że w każdej rodzinie powinno się czytać tak książki jak prasę katolicką, gdyż to pozwoli w dużym stopniu poukładać sobie sprawy związane z wiarą. Czy w twoim domu jest prasa katolicka?

Wyrzucanie chleba do śmieci staje się coraz powszechniejszym zjawiskiem. Czynią to niemal wszyscy: dzieci wyrzucają kanapki w obawie przed rodzicami, dorośli ułatwiają sobie życie wyrzucając do odpadów a nadmiar chleba w marketach też trzeba jakoś usunąć, by nie naruszyć przepisów. Być może, że przyjdzie taki czas, że będzie brakowało chleba a tęsknota za kromką nawet suchego chleba przerodzi się w udrękę nie do zniesienia. Dzieje się tak dzisiaj w wielu miejscach na świecie, gdyż głodem można bardzo łatwo zniewolić człowieka. Dlatego szanując naszą wolność szanujmy i ten dar, który tak bardzo szanowali nasi dziadowie, gdyż wiedzieli co to głód. Brak roztropności w zakupach żywności jest często powodem niszczenia żywności, a łatwy do niej dostęp powoduje brak szacunku dla tego daru. Spróbujmy wszyscy zwrócić uwagę na poszanowanie chleba a przez to będziemy bogatsi tak kulturowo jak i materialnie.

Ponoć zakończył się spór w Sejmie. Słuchałem nieco wypowiedzi liderów czy aktywniejszych posłów. Kłamstwo goniło kłamstwo a pomysłowość argumentacji sięgała księżyca. Ile trzeba mieć tupetu i braku szacunku do wyborców, aby opowiadać przed kamerami totalne bzdury. No, cóż polityka tak wciąga, że zapomina się o elementarnej przyzwoitości. Bardzo mi przykro, że polscy posłowie nie szanują Polaków a także ich pieniędzy. Zamiast pracować to toczyli jałowe spory za pieniądze podatnika. Gdyby mieli poczucie honoru to powinni wszyscy solidarnie, obojętnie z jakiej opcji przekazać jedną trzecią swojego uposażenia z miesiąca stycznia na organizacje zajmujące się dziećmi niepełnosprawnymi a szczególnie na Stowarzyszenie „Radość” działające w Dębicy na Podkarpaciu. Dlaczego? Otóż w minionym tygodniu, gdy posłowie się kłócili, odbyło się spotkanie opłatkowe tegoż Stowarzyszenia, które zostało zapoczątkowane przez troskę Kościoła o te dzieci a konkretnie przez nieżyjącego już Ks. Stanisława Fiołka, proboszcza Parafii Św. Jadwigi, który zainicjował spotkania tych dzieci oraz ich rodziców i opiekunów. Celem było umacnianie tych rodzin, jakaś forma katechizacji, wspólnej modlitwy a przede wszystkim spotkanie w grupie integracyjnej z licznymi wolontariuszami wywodzącymi się z Miejskiego Gimnazjum Nr 1. Comiesięczne spotkania (każdy trzeci poniedziałek) zrodziły pomysł i potrzebę stowarzyszenia się, by móc skuteczniej pomagać tak dzieciom jak i rodzinom. Dzisiaj Stowarzyszenie działa prężnie, prowadząc nawet warsztaty terapii zajęciowej i wspomagając rodziców w dziedzinie wszelkiej potrzebnej pomocy. Wiemy jednak doskonale, że zawsze będzie brakowało środków, gdyż potrzeb jest bardzo wiele a większości tych rodzin powodzi się raczej przeciętnie a nawet ubogo. Biorę udział w spotkaniach z tymi dziećmi i rodzicami stąd wiem jak wygląda to ogromne poświęcenie. Przecież dla dziecka niepełnosprawnego należy przeorganizować niemal wszystko: pracę, czas, umiejętności, cierpliwość, wypoczynek a nawet życiowe plany - po prostu trzeba dawać całego siebie od rana do wieczora przez 365 dni w roku! Rodzice tych dzieci to bohaterowie codzienności, o których nie trzeba mówić w mediach, lecz którym trzeba ustawicznie pomagać i to bardzo konkretnie. Wprawdzie w ustawodawstwie pojawiły się pewne „jaskółki” zauważające sytuacje tych rodzin, lecz to jest niewystarczające. Wiemy, że nasz kraj nie jest mocarstwem ekonomicznym i wszędzie są braki. Toteż jałowy protest, w którym rolę odgrywały tylko ambicje a nie merytoryczne i odpowiedzialne podejście do problemów (nie wiem czy one nawet były) skłania mnie do powyższego apelu. Panie i Panowie Posłowie, proszę, przekażcie to co się wam nie należy, dzieciom ze Stowarzyszenia „Radość” w Dębicy. Będzie to dobre świadectwo.

Dzisiejsza niedziela zamyka liturgiczny Okres Bożego Narodzenia. Pozostaje jednak ciągle żywa tradycja śpiewania kolęd aż do Matki Bożej Gromnicznej czyli 2 lutego. Oczywiście ten śpiew wykonywany jest w zasadzie tylko podczas nabożeństw w kościołach, w domach raczej tego śpiewania już nie ma, gdyż zanikł zwyczaj śpiewu domowego, chociaż tradycja była bardzo bogata. Tworzono nawet kantyczki czy śpiewniki domowe – najsławniejsze Moniuszki – aby można było rodzinnie śpiewać. Nawet podczas Wigilii w wielu rodzinach już się nie śpiewa tylko włącza telewizor i wysłuchuje się wszelkich wykonawców, nawet takich, dla których treści kolęd są jedynie tekstem do wyśpiewania a nie przyczynkiem do głębszej refleksji. Tradycja, nasza katolicka i zarazem polska powoli ginie pod naporem – właściwie czego? Przecież ona zależy tak naprawdę jedynie od nas, od naszej woli, od naszej organizacji, no i od naszych być może skromnych umiejętności. W mojej świadomości choinki ubierane były zawsze w Wigilię, niejako poprzedzały wieczorną wieczerzę. Tworzono w ten sposób również klimat wyjątkowości tego dnia. Ponadto, choinkę ubierała cała rodzina, by w ten sposób mieć udział w kreowaniu nastroju. Obecnie choinki ubiera się zwykle znacznie wcześniej i czyni to raczej mama bo innym domownikom po prostu się nie chce. A gdy tylko miną święta choinka znika z domowego krajobrazu i ląduje na śmietniku – jak to z żalem opowiadała w minioną środę słuchaczka programu I Polskiego Radia. Podobnie ma się z innymi zwyczajami związanymi z Bożym Narodzeniem. Kiedy zamykamy ten okres to może dobrze będzie dokonać jakiegoś podsumowania i już dzisiaj poczynić postanowienia by, następne święta były lepsze, lepiej przygotowane i oparte o szlachetną i pełną głębokiej treści tradycję.