Zdaniem Proboszcza

Nasze miasto posiada znakomitą Patronkę Świętą Jadwigę Śląską. Piszę to zdanie mając świadomość bardzo lichej percepcji przeszłości tego faktu. Niestety, wielu katolików traktuje patronat świętego jako pewien archaizm, który można co najwyżej radośnie obejść i odłożyć ad actam. Nie wiem ilu dębiczan rzeczywiście traktuje poważnie patronat świętej, która nie tylko jest orędowniczką przed Bogiem jak stwierdziła Stolica Apostolska, lecz jest także znakomitym wzorem, z którego obecne pokolenie może czerpać całymi garściami. Ktoś powie, że jej styl życia to zupełnie inna epoka i mentalność. Owszem, jest to prawda, ale w jej postawie moralnej, jej wrażliwości na biedę i potrzeby drugiego człowieka, jej wierze pełnej zaufania Bogu, jej cierpliwości dla porywczego i brutalnego męża odnajdujemy styl życia chrześcijańskiego potrzebnego i dzisiejszemu człowiekowi. Szukamy wzorców, szukamy sposobów rozwiązywania tak wielu problemów życia a zapominamy o postaciach bardzo tak wyrazistych w swoim człowieczeństwie jak i postawie chrześcijańskiej jaką jest Święta Jadwiga Śląska Patronka Dębicy. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy promują wielką postać Kościoła i na różny sposób pragną ukazać zwłaszcza młodemu pokoleniu potrzebę posiadania w historii tak znakomitej kobiety.

Wychowanie katolickie staje się coraz trudniejsze w dzisiejszej rzeczywistości. Mamy powszechną katechizację w szkołach, która jednak nie daje oczekiwanego efektu. Katechizacja nie może być jedynie przekazaniem wiedzy, ona musi być przeżyciem wnoszącym trwałe potrzeby duchowe. Tymczasem katecheza traktowana jest tylko jako zdobywanie pewnego zasobu wiedzy, którą uczniowie bardzo szybko gubią. Oczywiście wiary nie da się nauczyć, wiarę trzeba posiąść a to jest wielowątkowym procesem rozciągniętym w czasie. Tutaj należy zapytać co tak właściwie czynimy, by wiara była czymś żywym w życiu dziecka, by stała się potrzebą jego serca. Spotykamy uczniów, którzy nie doświadczywszy głębi i piękna wiary twierdzą, że są niewierzący. Jest to dramat młodego człowieka, który nie tylko nie rozwija duchowej sfery lecz nawet nie potrafi uzasadnić swojej niewiary i w takim stanie dorasta skazując się na wiele trudności. Przed rodzicami stoi więc bardzo ważne zadanie – pokazać swoim dzieciom żywą wiarę, co jak wiemy nie jest łatwe, a z jakiego powodu, to można sobie dopowiedzieć. Wprawdzie są tacy, którzy twierdzą, że niewierzący są bardziej szczęśliwi od wierzących lecz to twierdzenie, jak mi się wydaje, jest oparte na jakimś zewnętrznym oglądzie. Taki człowiek musi doświadczać duchowej pustki posiadając nawet wiele dóbr materialnych czy intelektualnych. Ducha trzeba „karmić” duchowymi wartościami a takie dają w pełnym zakresie przeżycia religijne. Wiara sięga tam gdzie wiedza i pieniądz sięgnąć nie mogą. Toteż drodzy rodzice, ważne jest dodatkowe uczenie języka, muzyki, jeździectwa i pływania ale nie powinno braknąć czasu na duchowe przeżycia młodego człowieka w grupie apostolskiej, maryjnej, ministranckiej, lektorskiej, charytatywnej czy wreszcie brania udziału w coniedzielnej mszy a także w rozmaitych nabożeństwach uczących modlitwy, chociażby w nabożeństwie różańcowym.

„Niedziela dzieli Polaków” taki tytuł można było zobaczyć w jednym z wydań dziennika „Rzeczpospolita”. W ten sposób gazeta próbuje spojrzeć na spór dotyczący handlu w niedzielę posługując się oczywiście badaniem, z którego wynika, że 50% Polaków chce handlu w niedzielę zaś 46% chce jego zakazania. Większość kobiet 50% chce handlu w niedzielę, przeciwnych jest 47%. I co ciekawe w grupach wiekowych najwięcej zwolenników handlu jest w grupie 18-24 lat -83% oraz w grupie wiekowej ponad 65 lat – ponad 53%. Zaciekawiło mnie to badanie zwłaszcza że kobiety i osoby starsze jednak optują za niedzielnym handlem. Pojawiły się rozmaite głosy za i przeciw handlowi z czego najbardziej dramatycznie brzmią te mówiące o bankructwach małych sklepów. Nie bardzo to rozumiem gdyż taki sklep jest odwiedzany raczej przez stałą klientelę (weźmy wioski, małe miasteczka) i jeżeli w niedzielę czegoś nie kupią to uczynią to w poniedziałek lub w sobotę. Nie znam się na ekonomii zwłaszcza we współczesnym wydaniu, ale dla mnie dwa dodać dwa jest cztery a nie pięć czyli klienci wydadzą tyle samo pieniędzy w ciągu sześciu dni co i siedmiu. Przecież nie mają dodatkowego dochodu na siódmy dzień tygodnia. A tym, którzy twierdzą, że jest to jedyny dzień na zakupy odpowiadam: trzeba czynić zakupy przemyślane, zorganizowane i potrzebne (badania mówią, że kupujemy za dużo). Zastanawiam się jednak nad tym problemem i trochę racji mają ci, którzy przekornie mówią: jeżeli katolicy nie chcą kupować w niedzielę to niech nie kupują i będzie po sprawie. Ale czy to jest postulat tylko środowisk katolickich? Przecież projekt ustawy przygotował Związek Zawodowy Solidarność biorąc pod uwagę rozmaite przyczyny, być może i nasz katolicki wymóg szanowania Dnia Pańskiego. Jakoś w krajach gdzie jest jeszcze większa pogoń za zyskiem wielkie markety i oraz inne placówki handlowe są zamknięte i nic złego się nie dzieje. Nauczmy się szanować  i wykorzystywać niedzielę na rodzinne i przyjacielskie spotkania. Dajmy odetchnąć naszej duszy w prawdziwej świątyni Pana a nie w galeriach i supermarketach. Uczmy młode pokolenie, że jako chrześcijanie od 1050 lat powinniśmy z klasą zorganizować sobie ten dzień, o który upomina się Bóg: „pamiętaj abyś, dzień święty święcił”.

„Czarny poniedziałek” przetoczył się nie tyle przez ulice niektórych miast co raczej przez media i wypowiedzi różnych osób w tym sporej grupy celebrytów. Pytanie o zaostrzanie prawa zawsze jest zasadne w przypadku najwyższych wartości a takimi są zdrowie i życie człowieka. Ktoś powie – przecież nikt nikogo nie zmusza do przerywania ciąży to dlaczego nie można ustanowić takiego prawa by dawało ono możliwość dokonywania tego rodzaju zabiegów przez tych, którzy tego chcą? Otóż mamy bardzo słaby kręgosłup moralny i w zasadzie jeżeli czegoś prawo nie zabrania to znaczy, że to możemy czynić. Niestety, częściej bierzemy pod uwagę własną wygodę niż prawo moralne: to związane z sumieniem i to wynikające z Dekalogu. Dlatego w przypadku ochrony życia prawo stanowione musi współbrzmieć z prawem moralnym, gdyż tylko wtedy będzie możliwy ład w życiu tak osobistym jak i społecznym.

Kościół uczy nas, że Msza Święta jest najdoskonalszą formą modlitwy z tej prostej przyczyny, że jest obecny Chrystus, z którym wespół się modlimy. Kiedyś Msza Święta była wielką tajemnicą i zarazem wartością. Tajemnicą pozostała, niezależnie od naszych zachowań, ale czy pozostała wartością? Wprawdzie przyjął się zwyczaj, że zamiast kwiatów czy wieńców za 50 czy 100 zł zamawiamy Mszę św. za zmarłą osobę i to jest godne pochwały. Natomiast smuci mnie fakt, że w tym zdarzeniu wielu osobom bardziej chodzi o podkreślenie ofiarodawcy niż o duchowe dobro wypraszane dla zmarłego. Msza św. jest ofiarowana za zmarłego wtedy, gdy ksiądz wzbudza  sobie intencję ofiarowania jej właśnie za tę osobę, Czyni to wewnętrznym aktem woli – taki jest przepis Kościoła. Dlatego wymienianie imienia zmarłego na rozpoczęcie Mszy, w modlitwie wiernych czy w kanonie nie ma istotnego znaczenia dla ważności ofiarowania tej modlitwy a jest jedynie zwyczajowym dodatkiem, który pasuje do całości prowadzonej modlitwy. Wymienianie zaś ofiarodawców z imienia jest moim zdaniem czymś wielce niestosownym: należy tutaj jasno zapytać czemu to ma służyć. Na pewno nie ważności czy powadze celebrowanej Eucharystii i właściwie to my chcemy się „zareklamować” – tylko komu i po co?