Zdaniem Proboszcza

Wakacje rozpoczęte! Zewsząd sypią się pomysły na wypoczynek, jeden lepszy od drugiego. Trzeba wypocząć, trzeba dać odetchnienie organizmowi i to jest ważne. Niemniej jednak warto się zastanowić nad sensownym wypoczynkiem zwłaszcza dzieci i młodzieży. Jeżeli to ma być imprezowanie połączone z używkami to raczej jest to destrukcyjne. W noc z czwartku na piątek trudno było zasnąć, gdyż raz po raz aż do trzeciej po północy rozbawione grupki młodzieży przetaczały się wrzaskliwie obok kościoła – tylko nie wiem czy to było już po imprezie czy też mieli na celu zmianę adresu imprezowania. Owszem, zabawa jest potrzebna lecz musimy pamiętać o jakichś sensownych granicach a także i o tym, że inni w nocy odpoczywają i nie należy im przeszkadzać. Podczas wakacji obserwuję mniejszą frekwencję na niedzielnej mszy. Może to być wynik wakacyjnych wyjazdów, ale czy czasami nie jest tak, że w upalne dni po prostu nie chce nam się iść do kościoła. Upał upałem ale obowiązek obowiązkiem. Skoro jesteśmy przy obowiązkach to taka mała propozycja: wyznaczyć swoim pociechom jakieś wakacyjne obowiązki - pomoc w domu, odwiedziny rodziny, sprzątanie w swoim pokoju, przeczytanie dobrej książki, uzupełnienie braków edukacyjnych itp. Taki styl jest dobrym sposobem na wypełnienie wakacyjnej nudy, która w przypadku „nic nie robienia”, bardzo szybko się pojawia i niestety często pcha młodych do złych zajęć. Młodzi, o ile czytają te moje wakacyjne refleksje, pomyślą sobie co też ten stary proboszcz wypisuje? Otóż młodzi przyjaciele, życie biegnie szybko i każdy czas nawet wakacyjny należy sensownie wykorzystać, dla swojego dobra. Życie nie jest wypoczynkiem lecz trudem, a jeżeli czegoś więcej się nauczymy czy nabędziemy pewnych umiejętności to wtedy łatwiej można będzie sobie radzić w życiu. Pamiętajcie też o Bogu, którego możecie spotkać na wakacyjnych ścieżkach. Kończąc moją refleksję apeluję do odwiedzania kościołów pamiętając o zamieszkiwaniu w nich Boga (Najświętszy Sakrament) a także o zadbaniu o odpowiedni strój w czasie nabożeństw czy zwiedzania świątyń.

Boże Ciało rok rocznie przeżywamy jako manifestację naszej wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Czy to jest potrzebne? Myślę, że tak, tym bardziej teraz, kiedy w naszym katolickim kraju (tak, katolickim gdyż 80-90% obywateli deklaruje się katolikami) ktoś profanuje Najświętszy Sakrament. Nie wiem ilu katolików oburzyły ekscesy homoseksualistów (Parada Równości to przecież lobby homoseksualne i proszę mi nie tłumaczyć, że to jest walka o równe prawa „dziwnych mniejszości”), i nie dostrzegłem jakiegoś zdecydowanego sprzeciwu społecznego czy nawet państwowego, gdyż państwo ma chronić uczucia religijne swoich obywateli. Dlatego udział w procesji Bożego Ciała niech będzie wyrazem naszej wiary w obecność Chrystusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

W minionym tygodniu odbyły się egzaminy przed bierzmowaniem. Młodzież z klas siódmych musiała wykazać się pewną wiedzą religijną, by móc dalej przygotowywać się do otrzymania bierzmowania. Słuchając odpowiedzi można było ocenić wiedzę tej młodzieży i to raczej pozytywnie. Niemniej jednak wyczuwałem, że ta wiedza jest u wielu osób tylko wyuczona i „doniesiona” na egzamin. Zapewne taki mechanizm działa u wielu uczniów, zwłaszcza w przedmiotach, które ja to się mówi im „nie leżą”. W przypadku wiedzy religijnej chodzi nie tyle o jej jakość ile raczej o stosowanie jej w praktyce. Przykładowo: uczeń zapytany gdzie słyszy słowa „Bierzcie i jedzcie ….” wydawał się być mocno zagubiony w odpowiedzi, co może świadczyć o tym, że niedzielna Msza św. nie jest dla niego czymś bliskim, znanym i lubianym. Rozumienie sakramentów przez młodzież też pozostawia wiele do życzenia. Bardzo często nie praktykują życia sakramentalnego i Komunię św. czy spowiedź traktują okazjonalnie, być może tak jak rodzice. Taka postawa prowadzi do zaniku wiary i młody człowiek już w wieku kiedy ma podjąć odpowiedzialność za drugiego, jest już praktycznym agnostykiem, który zatracił życie duchowe. Rodzi się wiec pytanie: jak Możne być szczęśliwym odrzucając Tego, który jedynie może wypełnić szczęściem pełnym duszę ludzką.

Niemcy już dawno usunęli paradę równości z ateistycznego Berlina a Polacy raz po raz ją organizują. Pytam po co? Co takiego jest w tej paradzie co powinno służyć ludziom? Jaki cel mają organizatorzy tej imprezy i wszyscy, którzy w niej uczestniczą? Z doniesień medialnych wynika właściwie jedno: jest to walka z moralnością chrześcijańską i okazja do wynaturzonych zachowań. Tak się złożyło, że kilka pań, dębiczanek znalazło się w Gdańsku i miało okazję zobaczyć na dworcu przyjeżdżających uczestników parady. Pierwsze co się rzuciło w oczy to wyzywające stroje a drugie to wykonanie tych strojów noszące znamiona profesjonalizmu a więc i znaczne koszty, które raczej nie ponosili uczestnicy. Jak słyszałem, w gdańskiej paradzie wzięło udział sporo obcokrajowców w tym wielu Niemców. Widać w tym całym przedsięwzięciu zaangażowane spore pieniądze - pytanie czyje? Staram się choć trochę zrozumieć „bunt” młodych, przecież co jakiś czas pojawiają się takie wydarzenia chociażby hippisi w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale to co wydarzyło siew Gdańsku, mieście Solidarności przekroczyło wszelkie granice. Parodia religijnej procesji z obrazą Chrystusa i poniżeniem kobiety nie mieści się w mojej głowie i jak sądzę w wielu normalnych głowach. Reakcja polityków i samorządowców była nijaka a pani prezydent biorąc w niej udział, niejako poprowadziła tę procesję osobiście. Owszem, tłumaczyła potem o swojej niewiedzy o tym, że została oszukana, że czuje głęboki dyskomfort i czuje się tym urażona. Pytam to gdzie ta pani ma rozum, czy nie wiedziała czym pachnie taka parada? Niestety, jesteśmy często bezkrytyczni i bierni, czego skutkiem jest obrażanie tego co Najświętsze w wierze katolika. Walka z Kościołem w Polsce trwa i nabiera coraz większego tempa. Niestety demokracja na to pozwala, ale to obywatele są stróżami tego, czemu ta demokracja ma służyć. Czy rozwalaniu zasad moralnych, rodziny, wiary, tradycji czy raczej budowaniu wspólnoty dobrze funkcjonującej w oparciu o humanizm, i ten chrześcijański, gdzie dobrze się czuje i wierzący, i niewierzący, i obcokrajowiec, i człowiek innej rasy, i mniejszości wszelkiego typu bo jest ich wiele.

Słyszę coraz częściej, nawet z ust hierarchii o kryzysie Kościoła i zastanawiam się skąd to się bierze. Kościół nie może przeżywać kryzysu, gdyż wartości, na których się opiera są zaczerpnięte z Biblii a więc z Objawienia Bożego. Prawdy będące w depozycie Kościoła są trwałe i niezmienne. Możemy je przyjmować lub nie i wtedy to my przeżywamy kryzys ducha, gdyż duch ludzki musi oprzeć się na boskim fundamencie, zgodnie ze swoja naturą. Natomiast kryzys dotyczy ludzi będących członkami Kościoła; tych w modnych strojach i tych w koloratkach, którzy odrzucają prawdę i próbują kroczyć swoją drogą, niestety najczęściej grzeszną. Nieco zażenowałem się, gdy usłyszałem, że znani hierarchowie mojego Kościoła dziękują twórcom filmu o pedofilach w sutannach. Pojawiło mi się w głowie bardzo proste pytanie; to dopiero oni musieli biskupom przypomnieć o krzywdzie wyrządzonej człowiekowi? Czy biskupi nie wiedzieli, że z każdym grzechem wiąże się wina i kara adekwatna do winy? Że taki grzech jak pedofilia powinien być szczególnie napiętnowany?  Próbuję to wszystko jakoś zrozumieć i poukładać. Być może tą sytuację spowodowały jakaś bezradność i brak odwagi u niektórych biskupów wywołując słuszny gniew u wielu wiernych. Myślę jednak, że ta cała sytuacja wyjdzie na dobre hierarchii i wreszcie przestaną się bać a poważne krzywdy wyrządzone przez duchownych spotkają się ze stanowczością i odpowiednim potraktowaniem. Duchowni, tak biskupi jak i szeregowi księża muszą pamiętać o odwadze głoszenia prawdy i życia tą samą prawdą. Pedofilia nie ogarnęła wszystkich duchownych, a statystyki mówią o znikomej liczbie, lecz nie można zapominać o słowach „komu więcej dano od tego więcej wymagać będą”, które w szczególny sposób odnoszą się do duchownych. Niechętnym Kościołowi i jego wrogom radzę dać sobie spokój z „oczyszczaniem Kościoła”, gdyż wasze wysiłki wcale nie mają na celu oczyszczanie, gdyż „brudnymi rękami” się nie oczyszcza, a wasz cel jest zupełnie inny, o którym dobrze wiecie. Kościół jest Chrystusa a nie jakiegoś tam papieża czy biskupa i musi, to prawda, dokonać oczyszczenia opierającego się nie tyle na winie i karze, ale na głębokiej odnowie duchowej i wierności Chrystusowi. Kościół próbowano zniszczyć i to na różne sposoby i nie udało się tego dokonać ani intelektualnie, ani mieczem, ani rozdmuchiwanymi skandalami. Świat dzisiejszy uprawia hipokryzję; nie chce moralności, promuje rozwiązłość a jednocześnie próbuje okazać się stróżem moralności i to dalece wysublimowanej. Ale to już było.