Zdaniem Proboszcza

Wigilia Bożego Narodzenia zazwyczaj ekscytuje domowników. Niestety dotyczy to raczej przygotowań do wieczerzy wigilijnej; ile trzeba przygotować potraw, jak nakryć stół, kogo zaprosić, jakie przygotować prezenty itd. Zapewne te rzeczy są ważne, lecz są sprawy o wiele ważniejsze. Zasiąść do stołu wigilijnego to znaczy zasiąść we wspólnocie miłości. Niestety bardzo często mamy z tym wielki kłopot, gdyż jesteśmy wzajemnie poranieni złem, które trzeba jasno nazwać: grzechem i to nieraz bardzo poważnym. Dlatego Kościół nawołuje nas do wcześniejszego pojednania tak aby znacznie wcześniej przygotować klimat dla wieczerzy wigilijnej. Nie można uzyskać pełnego pokoju bez pojednania się z Bogiem, toteż pomyśl o dobrej spowiedzi, nie takiej odbębnionej lecz o takiej, która rzeczywiście dosięgła twojej rany i ją uleczyła. Dobra wieczerza wigilijna poprzedzona jest stosowną modlitwą w tak niezwykłej chwili.

Środowiska związane z opozycją w latach osiemdziesiątych, poruszyła informacja o podejrzeniu o korupcję jednego z czołowych działaczy tamtego okresu. Mnie też ogarnął smutek, gdyż dobrze pamiętam tamte czasy i to, że opozycjoniści to ludzie ideowi, którym na sercu leżała tylko wolna i godna Polska. Wiem jednak, że słabość jest ludzkim nieszczęściem, toteż stawiam pytanie o zasady moralne. Dzisiaj mamy bardzo wielu głośno krzyczących polityków, którzy – sądząc po ich wypowiedziach - są bez skazy, niemal święci. I nie trzeba, zbyt wielu dni by zobaczyć jak potrafią kłamać i oszukiwać. Korupcja – o ile jest - w wydaniu biednego działacza jest kropelką wobec zagarnianych milionów przez innych. Chociażby przesłuchania komisji sejmowej w sprawie Amber Gold już pokazały jak to się robi. Dziwi mnie osobiście amnezja prokuratorów, a jeżeli ktoś ma problemy z pamięcią to nie powinien pracować tam gdzie pamięć jest potrzebna. I tutaj stawiam kropkę nad przytaczaniem faktów, stawiając jednocześnie pytanie o moralność. Większość parlamentarzystów i członków rządu to katolicy, czyli ludzie dla których sumienie i przykazania nie mogą być czymś obojętnym, czymś co mogę postawić na szali z milionami złotych. Mam wrażenie, że jednak pieniądz wygrywa ze wszystkim nawet z Panem Bogiem, któremu kłaniamy się  w kościele i tylko tam Go pozostawiamy. Tymczasem zapominamy o przestrodze: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej głowy.

Przed komercją adwentową zapewne się nie uchronimy. Kilka lat temu na Piazza Navona w Rzymie już przy końcu listopada zobaczyłem targi świąteczne skądinąd  piękne, gdyż można było nabyć mnóstwo ciekawych ozdób na choinkę, no i cudowne włoskie szopki. Tydzień temu we Wrocławiu również ruszył kiermasz świąteczny i też można było spotkać ozdoby choinkowe, chociaż już nie w takim wyborze i gatunku jak w Rzymie. Dominowały stoiska typowo konsumpcyjne z rozmaitymi przysmakami a nalewek i grzańców też nie brakowało. Mimo deszczowej pogody miedzy stoiskami przetaczały się tłumy. Nie mam nic przeciwko takim kiermaszom gdyż są one elementem i tradycji i kultury, natomiast martwię się tym czy czasami już nie sprowadziliśmy Świąt Bożego Narodzenia do poziomu przyjemności zmysłowych. Tradycja katolicka rozpływa się w szumie popkultury i nikogo już nie dziwi że w listopadzie słyszy się w centach handlowych kolędę „Dzisiaj w Betlejem” czy „Cicha noc”. Może dobrze byłoby, by kierownicy placówek handlowych zadbali o repertuar muzyczny i nie pozwalali na odtwarzanie kolęd, które są ściśle związane z Bożym Narodzeniem a ono – jak dobrze wiemy - rozpoczyna się dopiero w wigilię i to wieczorem. Osobną sprawą jest przygotowanie do świąt w rodzinach katolickich. Myślę, że od początku Adwentu warto położyć nacisk na relacje rodzinne; więcej czasu przeznaczyć na rozmowy, wspólne działania, leczenie wzajemnych urazów, wspólne przygotowywanie świąt i to nie tylko w zakresie porządków i potraw lecz zaplanowanie wieczoru wigilijnego i następnych dni, śpiewu kolęd czy rozmów o tajemnicy  przyjścia Syna Bożego na świat. Dobrze też będzie wziąć udział w roratach, które znakomicie wprowadzają nas w klimat świąt. Pomyśl już dzisiaj o twoich świętach.

Tradycyjnie Święta Bożego Narodzenia łączymy ze spowiedzią świętą. Przepiękne kolejki do spowiedzi urozmaicają pejzaż przedświątecznej bieganiny. I licytujemy się: gdzie najszybciej można się wyspowiadać, gdzie zadają pokuty, gdzie spowiednik jest wyjątkowo sympatyczny i o nic nie pyta … . Ktoś powie a co w tym jest złego? Złe są nadmierne kolejki, które zmuszają do powierzchownej spowiedzi. Złe jest kalkulowanie i szukanie lekkostrawnej pokuty. Złe jest traktowanie spowiedzi jako prześlizgnięcia się przez kratki konfesjonału. Ale największym złem jest brak przygotowanie do spowiedzi poprzez zaniechanie dokładnego rachunku sumienia, skutkiem czego jest spowiedź niekompletna, bez zamiaru poprawy a w konsekwencji jest nieważna!!! Takie spowiedzi niestety często się zdarzają i powodują ogromne szkody duchowe. Przyzwyczajamy się do byle jakości w wyznaniu grzechów (które przecież Bóg doskonale zna) i w krótkim czasie uznajemy, że właściwie nie mamy się z czego spowiadać, gdyż jesteśmy bezgrzeszni. Chrystus takich przestrzega zdecydowanym i krótkim pytaniem „Kto z was jest bez grzechu … ?”.

Wszelkie wielkie budowle fascynują ludzi próbujących zrozumieć co poprzednie pokolenia myślały wznosząc ponadprzeciętne monumenty np. piramidy, stelle, posągi. W czasie trwania Olimpiady w Rio de Janeiro najczęściej pokazywanym obrazem w przekazie telewizyjnym był posąg Chrystusa górujący nad miastem. Podobny posąg jest w Lizbonie a także w polskim Świebodzinie. Przy budowie w Świebodzinie posypały się pytania komu potrzebne są takie pomniki i zaraz dodawano chyba nie Panu Bogu. Oczywiście, że nie Panu Bogu, ale są potrzebne nam zwykłym ludziom, którzy między innymi patrząc na takie budowle powinniśmy snuć refleksję: kim jest dla mnie Chrystus. Te ogromne posągi Chrystusa nieodparcie skłaniają do podstawowej konkluzji: Chrystus jest Panem nad całą ziemią. Ta prawda zawarta jest na kartach Ewangelii - Chrystus jest Królem i Panem i to nie z ludzkiego obwołania, gdyż ono byłoby bardzo egoistyczne (przecież Żydzi chcieli widzieć mesjasza jako własnego króla) tylko z własnej proklamacji: „Tak, jestem Królem, lecz królestwo moje nie jest z tego świata”. Jako chrześcijanie od chwili Chrztu świętego weszliśmy pod panowanie tego, który obdarzył nas łaską wiary. Słabość ludzka została przewidziana przez Chrystusa, toteż pozostawił nam środki pozwalające trwać w Jego Królestwie a są nimi Sakramenty pozostawione w Kościele. Potrzeba także i innych działań by ludzka wola szła za wezwaniem Chrystusa. Upamiętnieniem 1050 Rocznicy Chrztu Polski a także na zakończenie nadzwyczajnego Roku Miłosierdzia w całym Kościele biskupi polscy zawierzają na nowo wszystkich wierzących Chrystusowi Królowi i Panu. Co to oznacza? Biskup Andrzej Czaja krótko i zwięźle wyjaśnił: „nie trzeba ogłaszać Chrystusa Królem, bo nim już jest, lecz uznać Go Królem i poddać się Jego prawu”. I tutaj tkwi największy problem współczesnego człowieka nawet wierzącego – jak pogodzić osobistą wolność z poddaniem się jakiemuś prawu, nawet i pochodzenia boskiego. Styl życia nie pozwala na „uniżenie się” człowieka nawet przed Bogiem i to jeszcze nazywanym Królem i Panem! Niestety, wolimy poddawać się innym królom i bożkom, dlatego, że oni nie stawiają wielkich wymagań: żyj przyjemnie i nie martw się o jutro a gdy masz niepokój wewnętrzny to weź tabletkę albo kup sobie prezent. Chrystus przygarniając nas pod swoje panowanie daje nam prawdziwą wolność, nadaje sens wszystkiemu: radościom, trudnościom i wieczności. Króluj nam Chryste, zawsze i wszędzie!