Zdaniem Proboszcza

Spotykam młodych ludzi, którzy twierdzą, że utracili wiarę. Pytam o przyczynę i tutaj ukazuje mi się zatrważający obraz – ten człowiek nigdy nie miał wiary. Owszem był ochrzczony, przyjął sakramenty i nawet jak był młodszy to chodził do kościoła, ale gdy dorósł to stwierdził (raczej uczciwie), że właściwie to on nic nie ma wspólnego z Bogiem. Takich sytuacji, jak sadzę, jest wiele. Przyczyny są złożone: najpierw rodzice, którzy sami borykając się z własną wiara nie zdołali lub nie umieli przekazać wiary dzieciom a przecież to jest ich obowiązek wynikający ze sakramentu małżeństwa oraz z prośby o chrzest swojego dziecka. Tak więc rodzi się pytanie o naszą wiarę, czy ona jest wystarczająco rozumna, czy mamy odpowiedni dla naszej wiary zasób wiedzy na jej temat. Kościół często obwinia się o zanik wiary u wiernych. Otóż w Kościele mamy depozyt wiary czyli nauczanie o niej oraz sakramenty, które mają za zadanie uświęcanie naszego życia. To wszystko Kościół realizuje; problemem może być jedynie nasza otwartość i posłuszeństwo Urzędowi Nauczycielskiemu, który obecnie często jest konstatowany.

Rodzino! Jaka jesteś? Powiedz coś o sobie! Te słowa cisną mi się do głowy ponieważ obserwuję ogromne zmiany w funkcjonowaniu rodziny. Rodzina w rozumieniu tradycyjnym a zarazem chrześcijańskim rozpada się na naszych oczach. Młodzi zawierając związek małżeński nie bardzo rozumieją czym on ma być. Najczęściej koncentrują się na sobie i to w wymiarze doznaniowym – jest nam dobrze, przecież się kochamy a życie to ciąg przyjemności, na które to musimy mieć dużo kasy. Kiedy po dłuższym okresie cieszenia się sobą pojawia się dziecko wtedy niemal oboje doznają szoku sytuacyjnego: trzeba zająć się dzieckiem, jak to robić, co z pracą, a nasze imprezy, znajomi wyjazdy? Mamy tutaj do czynienia z brakiem ciągłości pokoleniowej. Młodzi układają swoje życie często na opak, bez odnoszenia się do  wypracowanych wzorców, które w przypadku rodziny wcale się nie starzeją. Jakże  często słyszymy o braku elementarnej wiedzy o wychowaniu dziecka u młodych i wykształconych małżonków. Wprawdzie czytają różne podręczniki o wychowaniu, ale stosują tę wiedzę jako instrukcję obsługi dziecka. Takie coś nigdy nie zafunkcjonuje, bo człowiek to nie urządzenie lecz istota, którą trzeba traktować z miłością bezwzględną, całkowitą, ofiarną i czasami bardzo wymagającą. Tego, niestety nie da się pogodzić z miłością konsumpcyjną i dlatego tak ważną sprawą jest duchowość, która potrafi  doskonale odpowiadać na potrzeby tak małżeństwa jak i rodziny. Gdzie się jej uczyć? U Boga, u Świętej Rodziny – ten wzorzec stał się podporą naturalnego małżeństwa i rodziny, stał się wzorcem chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny. Rodzice przekazujecie swoim dzieciom właśnie ten wzorzec a Wy drodzy młodzi małżonkowie – dajcie się porwać takiej miłości jaką daje Wam Chrystus a o której to słyszeliście być może w czasie swojego ślubu słuchając hymn o miłości św. Pawła (1 Kor 12,31-13,8a).

Boże Narodzenie stało się faktem historycznym. Ludzie próbują zrozumieć Bożą logikę jak również Jego wielką pokorę. Święta dla wielu współczesnych chrześcijan są jedynie jakimś emocjonalnym przeżyciem pozbawionym głębszej treści. I nie ma sensu dywagowanie nad datą narodzin Chrystusa czy redukowaniu Jego osoby jedynie do wybitnej dla tamtych czasów jednostki. Dla nas Jezus Chrystus jest oczekiwanym Mesjaszem, który przyszedł w historii, jest obecny w sakramentach Kościoła i przyjdzie na końcu czasów. Aby to wszystko pojąć potrzeba wiedzy i wiary – których to wszystkim w obfitości życzę.


                                               Składając świąteczne życzenia prosimy Zbawcę o dar mocnej wiary dla wszystkich parafian, o umiejętność rozróżniania prawdy od fałszu, o dar wytrwałości wśród zamętu współczesnego świata. Życzymy także umocnienia więzi rodzinnych, dobrego realizowania Waszych zamierzeń i ludzkiej życzliwości a dla trapionych chorobami zdrowia i potrzebnych sił.

Duszpasterze Parafii Św. Jadwigi w Dębicy.

Niedawno dotarłem do wiadomości, że 109 dyrektorów warszawskich szkół zwróciło się do Kardynała Nycza i Biskupa Kamińskiego o wyrażenie zgody na zmniejszenie tygodniowego wymiaru godzin religii. Powodem jest ponoć brak finansów i sal lekcyjnych. Próbuję to jakoś zrozumieć i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy oprócz jednego: religia a więc i system wartości chrześcijańskich, a więc i wychowanie moralne człowieka nie są potrzebne Państwu. Neoliberalizm lub coś bardzo nieokreślonego ma zastąpić  wszelkie wartości a człowiek ma być wolny od moralnych wymogów, ale za to zniewolony ekonomicznie, poddany presji społecznej, zmuszany do przyjęcia modnych ideologii wymyślonych prze współczesnych luminarzy, poddawany praniu mózgów przez media, wyznający idee biurokratów przebranych w garnitury marki „liberte, egalite, fraternite” i otwierający ręce na przyjęcie imigrantów, by w wysoko rozwiniętych krajach  stanowili tanią siłę roboczą. Europa budowana przez setki lat w oparciu o wartości chrześcijaństwa, dokonuje na naszych oczach samozagłady, gdyż oprócz konsumpcjonizmu nie promuje się żadnych wartości sięgających głębi duszy ludzkiej. Historia pokazała, że narody bez duchowego spoiwa giną. Dlatego bardzo mnie niepokoi trend samorządowy do ograniczania wychowania moralnego i zarazem chrześcijańskiego. Problemy finansowe są jedynie przykrywką dla lekceważenia religii. Jeżeli w Warszawie brakuje pieniędzy na moralność to dlaczego wydaje się, jak wyczytałem, 8 milionów złotych na wspieranie LGBT? Zapewne niektórzy biskupi ulegną i zgodzą się na zredukowanie lekcji religii, by zachować jakieś relacje ze samorządami i nie wywoływać napięć. Tylko czy przypodobanie się gremiom politycznym przystoi biskupowi? Owszem, może należałoby zastanowić się nad problemem katechizacji w całym kraju i może trzeba go nieco  zmodyfikować. Obserwując katechizację mogę stwierdzić, że istnieje pilna potrzeba doboru osób do prowadzenia katechez. Nie każdy ksiądz, nie każda siostra, nie każda osoba świecka  jest dobrym katechetą. Tak jak mamy nietrafionych nauczycieli tak też brakuje prawdziwych katechetów. W diecezjach musi istnieć polityka kadrowa, by należycie zaradzać potrzebom. Różnice w katechizacji, różnice w stawianiu pewnych wymagań chociażby przy udzielaniu sakramentów  powodują, że wierni gubią się i podejrzewają nas zwykłych księży o jakieś manipulacje, za którymi na pewno kryje się kasa. Biskupi, mając na uwadze autonomię diecezji muszą pamiętać o obliczu Kościoła w całym Państwie.

Powoli przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia. Katolik te czas wykorzystuje przede wszystkim dla odnowy ducha. Pamiątka przyjścia na świat Boga w osobie Jezusa (młodym wyjaśniam: Bóg prawdziwie a nie pozornie stał się człowiekiem) jest okazją do spojrzenia na swoją wiarę. Pomocą w tym spojrzeniu jest Sakrament Pokuty, gdyż tam wierzący spotyka się z Bogiem miłosiernym, który umacnia grzesznego i słabego moralnie człowieka. Aby ten sakrament zadziałał trzeba naszej współpracy z Bogiem. Na czym ma ona polegać? Na szczerym wyznaniu swoich grzechów (a nie cudzych), szczerym żalu i postanowieniu poprawy. Wyznanie grzechów coraz częściej sprawia wielu osobom kłopot – doszli do wniosku, że nie mają grzechu, nawet wtedy kiedy ostatnią spowiedź odbyli wiele miesięcy czy nawet lat wcześniej. Otóż, problem leży nie w tym, że człowiek nie ma grzechu nawet lekkiego lecz w tym, że my już nie uznajemy grzechu jako odejścia od wierności Bogu. Kościół wprowadził w tym względzie pomoc w postaci rachunku sumienia, którego nie czynimy. Ilu czyta odpowiedni dla swojego wieku i stanu rachunek w postaci konkretnych pytań? Te pytania to znakomita pomoc w rozeznaniu swojego duchowego stanu. Zanim klękniesz do spowiedzi zrób uczciwy rachunek sumienia!