Zdaniem Proboszcza

Trochę mniejszy wysyp kalendarzy można zaobserwować w obecnym roku. Być może firmy oszczędzają nie wydając pieniędzy na gadżety, które w większości i tak lądowały w koszu. Zresztą każdy mógł się zaopatrzyć w kalendarz odpowiadający jego potrzebom i gustowi. Zaintrygowała mnie jednak informacja o pojawieniu się niezwykłego kalendarza wydanego przez Komisję Europejską a skierowanego do uczniów szkół średnich. Otóż 51 stronicowy kalendarz wydany w trzymilionowym nakładzie pomija wielkie święta chrześcijańskie takie jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Najpierw myślałem, że to jakaś pomyłka, ale kiedy wyczytałem, że są tam umieszczone święta muzułmańskie, żydowskie a nawet hinduskie, zrozumiałem perfidię autorów i decydentów unijnych. To nic innego jak kolejny krok do rugowania ze świadomości Europejczyków ich chrześcijańskich korzeni. Unijnym komisarzom nie podoba się chrześcijaństwo, które przeciwstawia się konsumpcyjnemu podejściu do życia i upomina się o duchowy wymiar człowieka. Wprawdzie zamieszczają święta innych religii, ale jest to tylko kamuflaż potrzebny do pokazania oblicza unijnego tak bardzo otwartego na wszystko i wszystkich. Bez korzeni drzewo usycha, podobnie będzie i z Unią – rozpadnie się, gdy odetnie się od korzeni chrześcijańskich a przyłączanie się do innych „rurociągów” jest bardzo niebezpieczne.

Ostatnio otrzymałem wiele sygnałów o dziwnych rzeczach dziejących się na Starym Cmentarzu: a to grupa młodzieńców zapala sztuczne wiązanki na grobach, a to urządzają sobie zabawę petardową, a to rzucają na przechodzącym osoby wieńce, a to jeżdżą po cmentarzu rowerami, a to dopuszczają się czynów, o których wstyd pisać. Niektóre osoby próbowały zwracać niesfornym młodzieńcom uwagę, ale spotkało się to z obraźliwą reakcją koleżków uważających, że stare osoby nie powinny chodzić po tym świecie. Zastanawiam się na tym niesłychanym zjawiskiem i próbuję dociec przyczyn takiego zachowania. Zacznijmy od młodzieńczej głupoty, ale i ona ma swoje granice. Może to wynik frustracji jak się coraz częściej odnosi to do młodzieży, ale znam wiele młodych osób bez śladu frustracji, posiadających ogromny szacunek dla osób starszych a cmentarz jest dla nich po prostu świętym miejscem. Celowe działanie raczej wykluczam, gdyż ta młodzież pochodzi na ogół z katolickich rodzin, ba nawet przynależy do naszej parafii. Przez cmentarz przecież nie przechodzą osoby zamieszkałe na Rynku tylko raczej z północnej części parafii. Składam to na głupotę i apeluję o szacunek dla cmentarza. Apeluję też o zaprzestanie skracania sobie drogi poprzez cmentarz. Cmentarz nie jest częścią ulic i dróg w naszym mieście lecz nekropolią kryjącą szczątki ludzi, którzy domagają się od nas  spokoju. Uszanujmy to miejsce i zmieńmy „złe” nawyki. Was drodzy młodzi proszę o szacunek dla starszych. Jeżeli ktoś zwraca tobie uwagę odnośnie zachowania bądź pewien, że przekraczasz pewną granicę i podziękuj za uwagę. Być może przyjdzie taki czas, że będziesz gorzko żałował zlekceważonej uwagi.

Tym razem mamy dobrą wiadomość na początku nowego roku. Kardynałowie i biskupi z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznali cud za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Pawła II a dotyczącego francuskiej zakonnicy dotkniętej chorobą Parkinsona. Papież Benedykt XVI w piątek podpisał dekret o cudzie i możemy z radością oczekiwać na beatyfikację ustaloną na 1 maja 2011 r. Radujemy tym wielkim wydarzeniem i chyba mamy trochę wyrzuty sumienia: nie tylko zapominamy powoli o wskazaniach Sługi Bożego lecz także nie modlimy się za jego wstawiennictwem. Jakoś dziwnie szybko przyzwyczailiśmy się do tego, że nie ma go już w Watykanie a myśl o Domu Ojca gdzieś nam odleciała. Wprawdzie dostrzegam sporą grupę dębiczan przystających na chwilę modlitwy przed pomnikiem Jana Pawła II, ale jest to raczej skromna grupa. W obliczu tak wielkiego wydarzeni spróbujmy ożywić naszą wiarę we wstawiennictwo świętych i błogosławionych. Wprawdzie Jan Paweł II jeszcze nie jest ogłoszony błogosławionym to jednak tytuł „sługi bożego” jest wskazaniem Kościoła by polecać się wstawiennictwu tej osoby. Tak więc czy modliłeś się chociaż polecając swoje potrzeby wstawiennictwu Sługi Bożego Jana Pawła II?

Początek roku wprowadził mnie, niestety, w smętne myśli o przyszłości. Otóż prasa doniosła, że wg GUS-u do 2035 roku liczba ludności Polski zmaleje o 3 miliony. Zagłębiłem się w lekturę szukając powodów takiej prognozy i doczytałem się co następuje: pierwszym czynnikiem jest malejący przyrost naturalny a drugim znacznie mniejszym jest zagraniczna emigracja zarobkowa. Socjologowie zwracają uwagę na krótkowzroczność elit, nie dostrzegających problemu. Na pierwszy plan powinna wysunąć się długofalowa polityka demograficzna a nie jakieś doraźne działania zmieniające się po kolejnych wyborach. Zdaję sobie sprawę z wielu trudności w określeniu tejże polityki, ale brakuje mi czegoś bardzo prostego i podstawowego: pozytywnego spojrzenia na rodzinę i to przekraczającą ulubioną przez konsumpcję   liczbę 2+1 czyli rodzice i dziecko. Jeżeli myślimy o prostej zastępowalności to musi być przynajmniej 2+2, a jeżeli chcemy się rozwijać jako naród to konieczny jest model przynajmniej 2+2+. Jak to osiągnąć skoro młode małżeństwa coraz później decydują się na urodzenie dziecka a liczba dwa jest jakąś magiczną pozą która boją się wychylić i argumentują ekonomicznie: na więcej nas nie stać. Trudno polemizować z takim stanowiskiem uznającym ekonomię za jedyne kryterium miłości i odpowiedzialności chociażby za te jedno urodzone i tak bardzo kochane dziecko. Mamy przed sobą 24 lata to czas wychowania jednego pokolenia. Może jeszcze nie jest nie jest za późno by otworzyć się na życie. Przekazanie życia wymaga poświęcenia i ofiary, ale to jest cena za rodzinną radość i większą pewność, że odchodząc z tej ziemi nie będziemy osamotnieni i przed Panem nie staniemy z rumieńcem egoizmu.

Rozpoczęliśmy Nowy Rok – kalendarzowy. Ta miara czasu jak się okazuje jest ważna dla nas wszystkich, gdyż ten rytm odmierza czas naszego życia. Wczoraj posypały się liczne życzenia i czegóż tak najbardziej Polacy życzyli – jak to modnie się powiada – sobie i drugim? Zdrówka, pieniążków i szczęścia. Owszem wszystko to jest ważne i dobre. Ja natomiast chcę życzyć wszystkim „komunii z Bogiem”. Powie ktoś – no to proboszcz wymyślił jakieś dziwactwo. To nie dziwactwo, lecz potrzeba uświadomienia sobie stylu naszego życia, które jak przypomina nam hasło roku liturgicznego ma być „W komunii z Bogiem”. Co to takiego jest ta komunia? Pomyśl i wsłuchuj się w nauczanie Kościoła mówiącego nieustannie o potrzebie tejże komunii. Życie wierzącego nie może być oparte tylko o świadomość istnienia Boga lecz o komunię z Bogiem, zapoczątkowaną wejściem Boga w ludzkie życie poprzez narodzenie Jezusa Chrystusa. Mówiąc prościej za św. Pawłem: czy jecie czy pijecie czy cokolwiek czynicie wszystko na chwalę Pana czyńcie. A to takie trudne.