Zdaniem Proboszcza

„Niech pozwoli mi żyć” – takie zdanie ofiar przemocy wielokrotnie powielały media w przedstawianych dramatach rodzinnych. Przemoc w rodzinie jest obecna również i w naszym mieście, i w naszej parafii. Kiedy media nagłaśniają czyjś dramat wtedy sypią się pytania: dlaczego tak się stało, dlaczego nikt nie reagował, gdzie policja, urzędy samorządowe, szkoła czy parafia. Pytanie pewno potrzebne, ale czy w każdym przypadku zasadne – tutaj mam wątpliwości. Przemoc rodzi się w konkretnym środowisku, w konkretnym miejscu, wśród konkretnych osób. Pierwsze sygnały o przemocy muszą płynąć z tychże miejsc. Zdaję sobie sprawę, że jest to niejednokrotnie bardzo trudne dla ofiar gdyż często boją się odwetu, obawiają się nagłośnienia, brakuje im wsparcia ze strony najbliższych, którzy wolą trzymać się z daleka. Ponadto, o ile dobrze wiem, brakuje skutecznej ochrony prawnej dla tych osób, ale takiej, która natychmiast powstrzymałaby stosowanie przemocy. Jednam pomimo tego musimy by wrażliwi na stosowanie przemocy w rodzinie. Nie wolno milczeć, by później rozczytywać się w opisach maltretowania żony czy dziecka przez zwyrodniałych mężów i ojców. Milczenie jest grzechem należącym do kategorii grzechów cudzych – „milczeć, gdy ktoś grzeszy”. Dlatego apeluję o wrażliwość na ten narastający problem i sygnalizowanie sytuacji, w których może dochodzić do przemocy. 

Katolicka Agencja Informacyjna podała, że ponad 62 proc. mieszkańców największych polskich miast ufa Kościołowi. Dla porównania: związkom zawodowym ufa 34,9% a partiom politycznym jedynie 13,5%. Można by dąć w trąby z radości, że Kościół jest tak postrzegany przez obywateli. Można by też zapytać, dlaczego Kościołowi nie ufa 95% obywateli identyfikujących się z tą wspólnotą. Nie wiem jak rzeczywiście wygląda ten problem, ale z mojego doświadczenie mogę powiedzieć, że 20 lat temu to zaufanie było namacalnie widoczne i nie trzeba było nawet robić żadnych badań, aby się o tym przekonać. Przyczyn – jak sądzę obniżonego zaufania – jest wiele. Wiele negatywnych postaw ludzi Kościoła jest jakąś z przyczyn. Wydaje mi się jednak, że medialny bełkot o Kościele i afirmacja liberalnego podejścia do własnego życia co skutkuje odrzucaniem wymogów jakie stawia nam Kościół  jest główną przyczyną.

Dotarła do mnie informacja o wprowadzeniu przez Irlandię ustawy o ochronie przed bluźnierstwem świętości związanych z jakąkolwiek religią. Podobno komentatorzy stwierdzili, że jest to powrót do średniowiecza zwłaszcza, że Wielka Brytania i Szwecja zniosły istniejące dotychczas tam takie prawo. Wprowadzanie prawa o ochronie czegoś lub kogoś związane jest z negatywnymi zjawiskami w danej dziedzinie życia. Skoro nasilają się przypadki wyszydzania religii i świętości to może jednak Irlandczycy maja rację. Pomyślałem o naszym kraju, w którym są ustawowe zapisy dotyczące szacunku dla religii. Niestety spotykamy coraz częściej przykłady kpienia sobie z religii. Spójrzmy chociażby na portale internetowe gdzie aż roi się od bluźnierczych wpisów na temat Boga czy różnych aspektów życia religijnego. Moderatorzy tych stron uznają bluźniercze wypowiedzi za przejaw wolności słowa i bezproblemowo zamieszczają wszystko co nieraz bardzo nieodpowiedzialni ludzie piszą. No cóż, jaki pan, taki kram – mówi przysłowie.  

W minionym tygodniu zobaczyłem z okna kancelarii następujący widok: dziewczynka może z czwartej lub piątej klasy szkoły podstawowej zatrzymała się i stanęła nieruchomo na środku ulicy przed kościołem. Przyglądając się zauważyłem, że dziewczynka porusza ustami wypowiadając jakieś słowa. Trwało to może minutę a kiedy wykonała znak krzyża nie miałem żadnych wątpliwości: ona się modliła. Niestety nie jest to częsty widok przy naszym kościele. Wielu ludzi przechodzi przez dziedziniec kościelny i nawet nie uczyni znaku krzyża nie mówiąc o jakiejkolwiek dłuższej modlitwie. Owszem jesteśmy zabiegani, ale nie możemy zapominać o modlitwie i być może bliskość kościoła powinna nas mobilizować do chwili modlitwy. Może jednak zamiast przyśpieszonego kroku dobrze byłoby wstąpić do kościoła i przed Najświętszym Sakramentem odetchnąć nieco. Pewna parafianka często odwiedzająca nasz kościół powiedziała mi niedawno, że Pan Jezus jest taki samotny w naszym kościele. To prawda! Przechodząc przez „Boże podwórko” czyli przez dziedziniec kościelny może wypadałoby wstąpić do kościoła i pozdrowić Gospodarza!

Cieszy mnie fakt, że są ludzie młodzi pragnący ochrzcić swoje dziecko zrodzone w związku partnerskim a po wyjaśnieniu, czym jest chrzest decydują się na uregulowanie swojego związku przed Bogiem i przed własnym sumieniem. Różne sytuacje życiowe, a przede wszystkim emigracja zarobkowa są przyczyną budowania wspólnoty małżeńskiej niejako od tyłu. Najpierw błysk uczucia od razu połączony z seksem a dopiero potem zastanawianie się nad tym czy on (ona) jest właśnie tą osobą,  z która mogę iść przez życie. Zastanawiają się dopiero nad swoim związkiem w sytuacji, gdy rodzi się dziecko, które staje się niejako pewna presją do podjęcia decyzji. Otóż przypominam o prawidłowej drodze młodych zmierzających do trwałego związku małżeńskiego. Narzeczeństwo to czas poznania siebie w różnych sytuacjach życiowych, które serwować będzie wam życie. Imprezowe spotkania nie dają wiedzy o drugim człowieku. Podobnie seks przedmałżeński, który staje się wielkim różowym parawanem przesłaniającym właściwe spojrzenie na drugą osobę.