Zdaniem Proboszcza

Za 40 lat Polska będzie miała o 6 milionów mniej mieszkańców. W tym samym czasie Wielka Brytania będzie miała o 15 milionów więcej obywateli dzięki imigrantom Taka informacja pojawiła się w prasie. W związku z tym pojawiają się postulaty otwarcia Polski dla emigrantów głównie ze wschodu. Taka informacja nie jest zaskoczeniem, gdyż od wielu już lat demografowie w Polsce biją na alarm, lecz tego głosu nie słyszy społeczeństwo. Nastawieni jesteśmy bardzo konsumpcyjnie i to nie pozwala na odpowiedzialność za przyszłe pokolenia. Mała ilość dzieci w rodzinach ma wiele przyczyn, którym łatwo ulegamy: warunki materialne, brak odpowiednio dużego mieszkania, praca zawodowa matek, brak odpowiednich zabezpieczeń społecznych itd. Pewno jest w tym dużo prawdy, ale zrodzenie dziecka i wychowanie powinno w społeczeństwie spotykać się z powszechnym uznaniem i pomocą. Często rozmawiam z narzeczonymi o dzieciach w ich przyszłej rodzinie i słyszę o planowanej przynajmniej dwójce a dobrze byłoby gdyby była trójka lub nawet czwórka. Jest to pocieszające, ale powstaje pytanie: czy ich szlachetny zapał nie zostanie ostudzony przez trudności, przez głupie opinie nawet własnych rodziców?

Początek roku szkolnego jest ważny dla większości rodzin. Dzieci rozpoczynają kolejny etap pobierania wiedzy i wychowania. Oczywiście – pierwszymi wychowawcami są rodzice i nikt ich nie może zastąpić. Szkoła jednak również pełni funkcje wychowawczą a w tej szkole jest ważny element tego działania – katechizacja. Katechizacja to nie indoktrynacja, to wychowanie oparte o spójny system wartości oparty o autorytet Boga. A więc o wartości obiektywne, nie podlegające żadnym słabościom ludzkiego wyboru i humoru, wartości odpowiadające naturze człowieka, jego sumieniu i prawdzie o życiu. Katechizacja to rozwijanie wychowania zapoczątkowanego przez chrześcijańskich rodziców, którzy w momencie chrztu dziecka zobowiązali się przed Bogiem do wychowania dziecka wg wartości wynikających z wiary. Pytanie o zasadność katechizacji w szkole, do której uczęszcza 98% dzieci wierzących jest niepotrzebne w demokratycznym państwie.

Czas wakacji to czas pielgrzymek do różnych wyjątkowych miejsc. Wspólna cecha pielgrzymujących jest m.in. śpiew. I rzeczywiście ludzie podejmujący pielgrzymi trud znakomicie śpiewają. Mam wrażenie, że to są zupełnie inni ludzie niż ci, którzy biorą udział w parafialnych nabożeństwach. Śpiew  podczas mszy jakże często jest anemiczny. Owszem niektórzy próbują podtrzymać zaintonowaną pieśń, ale brakuje im mocy, brakuje wsparcia, brakuje zaangażowania. Wyświetlane teksty nie przyczyniły się do zdecydowanego ożywienia śpiewu. Bierność w modlitwie wspólnotowej szczególnie ujawnia się podczas ślubów: przykładowo celebrans intonuje pozdrowienie skierowane do wszystkich „Pan z wami„ i słyszy jedynie odpowiedź organisty „I z duchem twoim” , a pomiędzy ołtarzem a chórem znajduje się setka milczących wiernych. Śpiew wspólnotowy jest doskonalą formą modlitwy. Dajmy Bogu z siebie to, co najpiękniejsze. Owszem nie wszyscy mogą śpiewać poprawnie, ale ci co mogą niech otworzą w modlitewnym nastroju swoje serca i usta. Niech śpiew brzmi swoim pięknem i mocą jako modlitwa uwielbienia samego Boga. Nie żałujmy głosu dla tworzenia poprzez śpiew wspaniałego klimatu modlitwy porywającej nasze serca ku niebu. W końcu po co przychodzisz na niedzielną Eucharystię?

Wiele osób pyta mnie o zdanie na temat krzyża postawionego przez harcerzy pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Otóż sprawa tak prosta przybrała nieoczekiwany obrót wskutek braku wyczucia potrzeb społeczeństwa oraz upolitycznienia dramatu smoleńskiego. Oczywistą sprawą było od chwili spontanicznego postawienia tego krzyża, że należy upamiętnić w godny sposób ofiary tragedii właśnie w tym miejscu. Tam jest miejsce pracy prezydenta RP, tam spontanicznie gromadziły się dziesiątki jak nie setki tysięcy Polaków i Polek, tam trwała narodowa modlitwa za wszystkie ofiary, tam oddawano hołd parze prezydenckiej i nic nie stoi na przeszkodzie, aby tam upamiętnić ofiary katastrofy. Rzucone hasło - należy usunąć krzyż oraz opinia konserwatora (zasłona dymna), że tam nie można postawić czegoś takiego - spowodowały zryw w obronie krzyża i dyskusja błyskawicznie rozciągnęła się na wiele aspektów obecności krzyża w przestrzeni publicznej. Doszło do tego, że najwięcej o krzyżu mają do powiedzenie ci, którzy w zasadzie nie powinni publicznie wypowiadać się na temat najdroższego dla chrześcijan znaku zbawienia. Kpiny z krzyża i ludzi uprawiają politycy, publicyści i dzien-nikarze a wszystko to w kraju, w którym wolność odzyskaliśmy właśnie pod znakiem krzyża. Pycha polityczna sprawiła, że pobożni ludzie nazywani są fanatykami a krzyż stał się przedmiotem, który powinien trafić do muzeum jak powiedział mieniący się politykiem, polityk.   

Dwa tygodnie temu pewien człowiek przyszedł do mnie mocno poirytowany z informacją o nowo otwieranym sklepie z tzw. dopalaczami niedaleko kościoła św. Jadwigi. Rozumiem oburzenie tego pana i zdumiony zacząłem się zastanawiać, któż to z dębiczan pragnie zarabiać na „skromne życie” sprzedając wprawdzie legalnie, lecz nieuczciwie towar, który tak naprawdę jest narkotykiem. Nie wiem, komu w Polsce zależy na tym interesie do tego stopnia, że nie dopuszcza się do zmiany istniejących przepisów, aby uniemożliwić funkcjonowanie tego rodzaju sprzedaży. Słuchałem na ten temat wielu wypowiedzi osób zajmujących się handlem i nie mogłem nadziwić się zakłamaniu, gdy mówili, że to są produkty kolekcjonerskie! Nie słyszałem, żeby mieszanina środków odurzających była powszechnym przedmiotem kolekcjonowania – chyba, że przez osoby korzystające z tych środków. Niedawno pojawiła się informacja o śmierci młodego człowieka właśnie wskutek przedawkowania dopalaczy. Natomiast w programie I PR usłyszałem wypowiedź jakiejś pani, która przedstawiała skład dopalaczy i stwierdziła jednoznacznie, że występują w nich substancje takie same jak w silnych środkach narkotycznych. Tak więc, dopalacze są pierwszym krokiem do sięgnięcia po mocniejsze środki narkotyczne – na szczęście jeszcze w Polsce zakazane. Co zrobić by uchronić młodych, żądnych coraz mocniejszych wrażeń ? Najpierw trzeba im uświadomić zagrożenie ze strony dopalaczy: jest to wstęp prowadzący do uzależnienia a połączony dodatkowo z alkoholem niezwykle groźny dla życia. A po wtóre proponuję zmienić stosowne zapisy poprzez mobilizację posłów: przekażmy im kilka okazów „kolekcjonerskich” i zachęćmy do spróbowania zwłaszcza z alkoholem. Myślę, że po takiej próbie nie będzie już wątpliwości co do legalności rozprowadzania tego rodzaju „uszczęśliwiaczy”.
Ps. Jedno opakowanie w zależności od planowanych „rozkoszy” kosztuje 13-66 zł. To dopiero interes!