Zdaniem Proboszcza

Początek roku wprowadził mnie, niestety, w smętne myśli o przyszłości. Otóż prasa doniosła, że wg GUS-u do 2035 roku liczba ludności Polski zmaleje o 3 miliony. Zagłębiłem się w lekturę szukając powodów takiej prognozy i doczytałem się co następuje: pierwszym czynnikiem jest malejący przyrost naturalny a drugim znacznie mniejszym jest zagraniczna emigracja zarobkowa. Socjologowie zwracają uwagę na krótkowzroczność elit, nie dostrzegających problemu. Na pierwszy plan powinna wysunąć się długofalowa polityka demograficzna a nie jakieś doraźne działania zmieniające się po kolejnych wyborach. Zdaję sobie sprawę z wielu trudności w określeniu tejże polityki, ale brakuje mi czegoś bardzo prostego i podstawowego: pozytywnego spojrzenia na rodzinę i to przekraczającą ulubioną przez konsumpcję   liczbę 2+1 czyli rodzice i dziecko. Jeżeli myślimy o prostej zastępowalności to musi być przynajmniej 2+2, a jeżeli chcemy się rozwijać jako naród to konieczny jest model przynajmniej 2+2+. Jak to osiągnąć skoro młode małżeństwa coraz później decydują się na urodzenie dziecka a liczba dwa jest jakąś magiczną pozą która boją się wychylić i argumentują ekonomicznie: na więcej nas nie stać. Trudno polemizować z takim stanowiskiem uznającym ekonomię za jedyne kryterium miłości i odpowiedzialności chociażby za te jedno urodzone i tak bardzo kochane dziecko. Mamy przed sobą 24 lata to czas wychowania jednego pokolenia. Może jeszcze nie jest nie jest za późno by otworzyć się na życie. Przekazanie życia wymaga poświęcenia i ofiary, ale to jest cena za rodzinną radość i większą pewność, że odchodząc z tej ziemi nie będziemy osamotnieni i przed Panem nie staniemy z rumieńcem egoizmu.

Rozpoczęliśmy Nowy Rok – kalendarzowy. Ta miara czasu jak się okazuje jest ważna dla nas wszystkich, gdyż ten rytm odmierza czas naszego życia. Wczoraj posypały się liczne życzenia i czegóż tak najbardziej Polacy życzyli – jak to modnie się powiada – sobie i drugim? Zdrówka, pieniążków i szczęścia. Owszem wszystko to jest ważne i dobre. Ja natomiast chcę życzyć wszystkim „komunii z Bogiem”. Powie ktoś – no to proboszcz wymyślił jakieś dziwactwo. To nie dziwactwo, lecz potrzeba uświadomienia sobie stylu naszego życia, które jak przypomina nam hasło roku liturgicznego ma być „W komunii z Bogiem”. Co to takiego jest ta komunia? Pomyśl i wsłuchuj się w nauczanie Kościoła mówiącego nieustannie o potrzebie tejże komunii. Życie wierzącego nie może być oparte tylko o świadomość istnienia Boga lecz o komunię z Bogiem, zapoczątkowaną wejściem Boga w ludzkie życie poprzez narodzenie Jezusa Chrystusa. Mówiąc prościej za św. Pawłem: czy jecie czy pijecie czy cokolwiek czynicie wszystko na chwalę Pana czyńcie. A to takie trudne.

Jakie będą te święta ? Pytanie padające w ostatnich dniach bardzo często. I oto najczęstsze odpowiedzi: świetne bo choinka, śnieżne, mroźne, spokojne, bogate w wydatki, za krótkie, męczące z powodu spotkań w rodzinie, nudne bo znowu to samo, fajne bo pośpiewamy kolędy, smutne z powodu samotności itd.  Niestety wśród chrześcijan brakło odpowiedzi najważniejszej: będą to Boże święta! Przecież świętujemy pamiątkę Bożego Narodzenia! Niestety i ta pamiątka stała się dla bardzo wielu naszych rodaków jedynie marką określającą szał wydatków (najczęściej bzdurnych) i spotkania z bliskimi. Zapomnieliśmy o randze wydarzenia zbawczego jakim jest fakt Wcielenia Syna Bożego. Istota naszej wiary dotyczy właśnie tego faktu. Przypominam więc, o religijnym charakterze tych świąt, a dobre przygotowanie to wizyta w boutiku „K”, w którym otrzymasz nie wydając żadnej złotówki najpiękniejszy strój świąteczny. Zapraszam.

Nowy Rok to kolejna okazja do złożenia życzeń wszystkim parafianom. Niech ten czas postrzegany często jako wielka niewiadoma będzie czasem jasnym i odkrytym poprzez „komunię z Bogiem” rodzącą świadomość właściwych wyborów i pewności stawianych kroków, a błogosławieństwo Boże zrodzone z wierności niech obejmuje wszystkie dziedziny waszego życia ze zdrowiem waszym i waszych rodzin.

Kapłani Parafii Św. Jadwigi

Jako ludzie wierzący bardzo często pozbywamy się „sacrum” czyli pewnych zachowań, postaw czy gestów mających głęboki związek z wyznawaną przez nas wiarą. Przykładowo znak krzyża czyniony przy modlitwie ograniczamy do czegoś (ruch ręki przypominający zapinanie guzika) co jest niezauważalne dla otoczenia; przyklęknięcie przed Najświętszym Sakramentem to niemal jakaś figura rodem z tańca współczesnego; pozdrowienia chrześcijańskie wyszły z użycia (dziecko wychodząc do szkoły mówi mamie „cześć” lub „pa”); obrazy religijne w domach młodych rodzin zastąpione zostają zdjęciem kota lub motocykla. I tak powoli tworzymy otoczenie, które jest również wyrazem naszej wewnętrznej pustki duchowej zastępowanej przez konsumpcję. Podobnie sprawa ma się z opłatkami, które kupujemy jako jedynie produkt a tymczasem mają one wymiar głęboko religijny. Dziecko już często nie odróżnia opłatka wigilijnego od Komunii świętej, gdyż zakupiony z mamą w sklepie opłatek jest tylko rodzajem chleba, takim samym jak w sklepie, na stole wigilijnym i podawanym w kościele jako Ciało Pańskie. Dlatego dobra tradycja nakazywała pobieranie opłatków wigilijnych, błogosławionych z kościoła, jako „sacrum”. Związana z tym świadomość znaczenia tego symbolu pozwala na głębsze, szczere i odpowiedzialne łamanie się tym szczególnym rodzajem chleba. Modlitwa wspólnoty nad tym chlebem wyraża więź wierzących z Chrystusem i miedzy sobą.