Zdaniem Proboszcza

Rozpoczyna się V Synod Diecezji Tarnowskiej, który ma wypracować sposób działania Kościoła w Diecezji Tarnowskiej. Synod diecezjalny nie zajmuje się doktryną czy moralnością, ale sprawami duszpasterskimi oraz pewnego rodzaju dyscypliną o której nie mówi Prawo Kanoniczne. Rzeczywistość zmienia się tak szybko, że pewne formy duszpasterskie już nie wystarczają lub są po prostu archaiczne. W Synodzie bierze udział szeroka rzesza wiernych, których głos i oczekiwania – moim zdaniem – są najważniejsze. Jeżeli dzisiaj młodzi dystansują się wobec Kościoła, to niech powiedzą szczerze dlaczego, co ich odpycha, w czym widzą trudności czy wreszcie czego oczekują. Życie rodzinne nastręcza coraz większych trudności i dlatego należy je zdiagnozować i zastosować takie środki, by rzeczywiście były miejscem uświęcania swojego życia wg Ewangelii. Pewnej oceny i korekty wymaga też posługa i życie kapłanów, przewodników w wierze, aby pociągali ludzi do Boga a nie byli powodem zgorszenia czy odejścia od wiary. To są sprawy, którymi będzie zajmował się Synod. Czy będzie on owocny to zależy tylko i wyłącznie od nas, naszego zaangażowania, otwartości i szczerości. Dziękuję wszystkim członkom Parafialnego Zespołu Synodalnego za włączenie się w prace synodalne. Będą one wymagały poświęcania trochę swojego czasu na przedyskutowanie czy przedstawienie problemów. Wszystkich parafian proszę o przekazywanie swoich uwag czy propozycji członkom zespołu synodalnego (lista członków została podana trzy tygodnie temu) lub bezpośrednio w kancelarii – osobiście lub mailowo.

Nie wiem dlaczego komentarze polityczne dotyczące Kościoła Katolickiego są złośliwe, ironiczne, zawierające tezy o upadku Kościoła i ich uzasadnienia a kuriozalnym przypadkiem jest teza, że biskupi  nie zajmują się religią tylko władzą i seksem takie treści można było wyczytać tuż po świętach na jednym z portali internetowych. Autor tychże wynurzeń politycznych zapewne dostrzega procesy cywilizacyjne, które naturalnie osłabiają wiarę człowieka i z tym się zgadzam lecz zestawienie tego z obecną rolą Kościoła jest nieudolne i pokazujące brak wiedzy chociażby o doktrynie wiary. Kościół nikogo nie rozgrzesza – jak chciałby ten Pan – bo nie ma takiej władzy. Grzechy odpuszcza sam Bóg na mocy zasług Chrystusa i to powinien wiedzieć każdy katolik i także ten, kto próbuje o katolicyzmie napisać choć jedno zdanie. Kościół nie jest państwem w państwie i chociaż jego struktury są na wskroś ludzkie to jednak jego natura i cel są zupełnie inne. Kościół kiedyś był blisko związany z władzą lecz to wymuszała ówczesna sytuacja: parafie były fundowane i utrzymywane przez mających władzę na danym terenie. To się na szczęście skończyło i właściwie od stu lat kościół jest wolny od tego typu uzależnień. Kościół to wspólnota wierzących realizujących w swoim życiu ideał ewangeliczny. Jakieś środki materialne i umocowanie prawne są do tego potrzebne, toteż trudno dziwić się pewnym poczynaniom prowadzonym przez Kościół. Natomiast seksualność jest integralną częścią życia ludzkiego bardzo ważną, potrzebną i świętą stąd najwyższa rangą norma moralna zawarta w Dekalogu – nie cudzołóż! Stąd Kościół Katolicki w swoim nauczaniu musi ukazywać moralność  w dziedzinie życia seksualnego. Wolność seksualna jest przeciwna nawet ludzkiej naturze, gdyż człowiek w tym obszarze pragnie wyłączności i wierności. Rozpad małżeństw, co wiąże się z krzywdą dzieci jak i poranieniem duchowym i psychicznym samych małżonków, dokonuje się bardzo często wskutek braku moralności w dziedzinie seksu. Z braku miejsca muszę jednak kończyć swoje poświąteczne dywagacje. Na koniec jeszcze jedno zdanie: jeśli ktoś chce być katolikiem – nikt nie jest do tego zmuszany – niech zastanowi się nad podstawową prawdą: czy wierzę w Zmartwychwstanie Chrystusa a także kiedyś i moje zmartwychwstanie? 

Zmartwychwstanie Chrystusa to największa nadzieja ludzkości i stąd wypływa ogrom radości ogarniającej wierzących. Pełni tejże radości pragniemy złożyć wszystkim Parafianom i Gościom świąteczne życzenia. Niech wiara w zmartwychwstanie będzie oparciem w Waszym codziennym życiu; pokonując rozmaite trudności bądźcie przekonani o senesie każdego wysiłku a w ludzkiej życzliwości dostrzegajcie pełne miłości działanie naszego Pana.

                                       Duszpasterze Parafii Św. Jadwigi w Dębicy

W co wierzysz? Czy jeszcze w cokolwiek wierzysz? Jaki jest kierunek twojego życia? Co jest tą istotną wartością w twoim sercu? Postawiłem kilka fundamentalnych pytań ważnych dla każdego z nas. Zazwyczaj w biegu życia nie odpowiadamy na nie, gdyż nie mamy czasu ani nastroju do tego typu przemyśleń. Kościół wyznacza nam w ciągu roku czas liturgiczny zwany Wielkim Postem, by człowiek mógł się nieco pochylić nad sobą i wiele spraw przemyśleć. Niestety niewielu podejmuje trud czterdziestodniowej duchowej wyprawy na pustynię by nieco poukładać swoje  życie wewnętrzne. Dlatego Kościół proponuje znacznie krótszą wyprawę duchową jaką są rekolekcje wielkopostne w każdej parafii. Czym są rekolekcje? Czasem zamyślenia przed Bogiem nad samym sobą, którego owocem ma być pojednanie – z Bogiem, bliźnimi i samym sobą. Lekceważenie rekolekcji to tak jakbym lekceważył swoje zdrowie: coś mi dolega a ja nie idę do lekarza. Choroba duszy – niestety coraz częstsza – jest istotna tak z punktu życia doczesnego jak i z perspektywy wieczności. Spróbuj zdobyć się na terapię duchową. Nie obiecuję ci, że po jednej czy dwóch konferencjach rekolekcyjnych staniesz się mocny, ale na pewno uczynisz dobry krok w leczeniu swoich duchowych schorzeń. Mówisz, że ich nie masz! Przeczytaj na koniec taką anegdotkę. Spotykają się dwie starsze panie, długo się nie widziały i odważniejsza próbuje nawiązać rozmowę pytając: jak tam twoja choroba? Druga pani nawet się nie zastanawiając odpowiada: a która?  Podobnie jest i twoimi chorobami duszy.

Popularny i ciekawy program TVP „Sprawa dla reportera” ukazuje przeróżne ludzkie sytuacje życiowe i dramaty. W ostatni czwartek pokazano jak wyglądają rodzinne relacje gdzie niezrozumiała dla mnie niechęć a może nawet już nienawiść miesza się ze świętością. Mało, ludzie nie wstydzą się prać brudów swojego rodzinnego życia przed całą Polską. Co się stało z intymnością życia rodzinnego i osobistego? Przed Bogiem wstydzimy się przyznać do błędów i dokonać autentycznego wewnętrznego nawrócenia a przed publiką i kamerami czynimy z siebie „gigantów” poprawności moralnej. Wydaje mi się, że jest to pewnego rodzaju pustka oparta na wyniszczającym egoizmie gdzie nie ma miejsca na autentyzm tylko pewnego rodzaju pozór. I to jest łatwo dostrzegalne patrząc chociażby na twarze „bohaterów” niby godzonych przez mecenasa w ostatnim programie Pani Jaworowicz. Takich sytuacji mamy tysiące i dlatego Kościół wzywa nas do opamiętania się i nawrócenia nie w świetle kamer, lecz przed obliczem Boga. Tak łatwo dzisiaj zapominamy o Bogu, po prostu nie tylko się nie wstydzimy przed Nim lecz Go lekceważymy. W niemal każdym sporze motywacja – czy Bóg tego chce – nie istnieje. Co mi tam Bóg mówi wielu ochrzczonych, przyjdzie czas to się z Nim rozliczę. I niestety najczęściej ten czas nie przychodzi, gdyż skała naszych serc już jest tak twarda, że nawet łzy dziecka nie są w stanie jej naruszyć. Pomyślcie o tym skłóceni małżonkowie, rodzice…