Zdaniem Proboszcza

Kiedyś na początku wakacji słyszeliśmy od naszych katechetów dosyć proste słowa: wakacji u Pana Boga nie ma. Jak rozumieliśmy te słowa? Zwyczajnie, czyli udział we mszy niedzielnej i codzienna modlitwa to były nasze „powinności” wobec Pana Boga. Nikt z tym nie dyskutował i nikomu to nie sprawiało dyskomfortu wakacyjnego. Nawet na wyjeździe szukanie kościoła i godzin mszy sprawiało pewną frajdę a nowe otoczenie raczej zachęcało do modlitwy. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Obowiązek niedzielnej mszy jest trudem nie tylko wakacyjnym lecz również i w ciągu roku. Uważamy, że ta praktyka religijna stoi w sprzeczności z wypoczynkiem czy wolnością człowieka. Wtedy rodzi się podstawowe pytanie: w takim razie w co wierzysz,  kim dla ciebie jest Chrystus, który nie zawiesza swojego zainteresowania tobą? Wiara rodzi pewne obowiązki służące twojemu duchowemu rozwojowi. Spróbuj o tym pomyśleć zanim jeszcze wyjedziesz na przepiękne wakacje. 

Mam wrażenie, że wielu katolików korzysta z sakramentów w sposób bardzo formalny: pogrzeb babci to trzeba „iść” do Komunii a więc wcześniej trzeba „iść” do spowiedzi. Idzie wiec taki nieszczęśnik do spowiedzi wyrzucając bez zastanowienia grzechy jakie przyjdą mu na myśl a później na pogrzebie przyjmuje raz Komunię i na kilka miesięcy zapomina o tym wydarzeniu. Sakramenty są życiem wierzącego, musimy więc pozwolić na współdziałanie z Bożą Łaską. Spowiedź to nawrócenie wymagające wysiłku i uwagi z naszej strony. Komunia to wyjątkowa obecność  Chrystusa dająca siłę w codziennym zmaganiu się z trudnościami duchowymi. Spróbujmy na nowo odkryć w sakramentach niewymierną wartość i pozbywajmy się formalizmu, który jest ośmieszaniem tak Boga jak i siebie.

Postawa rodziców a zwłaszcza ojca jest dla dziecka w jego rozwoju wiary czymś niezastąpionym. Przykład modlących się rodziców to najlepsza katecheza. Świadectwa wielkich świętych chociażby św. Jana Pawła II pokazują jak silnie oddziałuje ojciec, którego dziecko widzi jak się modli. Dla wielu młodych ojców modlitwa jest wyrazem jakiejś słabości, inni po prostu nie mają takiej potrzeby gdyż w rozwoju swojej wiary zatrzymali się już dawno. Nie wiem jak ci ojcowie traktują swoją odpowiedzialność przed Bogiem z racji swojego powołania. Przy ślubie i przy chrzcie dziecka zobowiązywali się do dawanie temu dziecku przykładu „żywej wiary”. Co się stało z przyrzeczeniem złożonym Bogu? Trzeba się nad tym problemem zastanowić i zmienić swoją postawę. Dobrym krokiem będzie regularne uczestniczenie z dzieckiem w niedzielnej mszy. Może ty ojcze przejmiesz inicjatywę spędzania niedzieli jako „Dnia Pańskiego” proponując coś więcej niż gadżety i próżność konsumpcyjna.

W minionym tygodniu słuchając Jedynki Polskiego Radia dowiedziałem się nieco o modzie obowiązującej kulturalnego człowieka w dzisiejszych czasach. Okazuje się, że moda stawia dosyć wysokie wymagania. Szanująca się kobieta nie wybierze się do pracy w błyszczących ubraniach a krótkie spodnie u panów są możliwe tylko w przypadku pracy na basenie, plaży itp. W rozmowie nie było nic wspomniane o „modzie kościelnej” toteż trochę zażenowany obserwacjami muszę przypomnieć o jej wymogach. Przede wszystkim musimy mieć w świadomości jakim miejscem jest kościół – świątynia. Jest to miejsce sakralne, poświęcone Bogu, w katolickich kościołach jest obecny Chrystus w Najświętszym Sakramencie. Tak więc wchodząc do kościoła wchodzimy w obszar sacrum a to stawia wymogi ubioru podkreślającego skromność i szacunek. Dotyczy to zarówno pań, które powinny delikatnie osłonić piękno swojego ciała a wyeksponować wspaniałość zadumy swojej duszy jak również i panów osłaniających swoją muskulaturę piękna koszulką i długimi spodniami. Klapki i t-shirt to dobre do wypoczynku, domowych zajęć a nie na niedzielne spotkanie z Bogiem. Ciepła aura skłania nas niestety do bylejakości w ubiorze. Przy odrobinie wysiłku i szacunku dla siebie możemy również kształtować kulturę szacunku dla naszej wiary.

Komórki dzwonią już wszędzie, nawet przy spowiedzi spowiadający się przerywa wyznanie grzechów, gdyż melodyjka wytrąca go ze skupienia przed Bogiem i musi ją wyłączyć a często czyniąc to pośpiesznie za chwilę słyszy znów swój ulubiony dźwięk. Staliśmy się niewolnikami smartfonów i nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Rozumiem to dobrodziejstwo personalnej łączności, ale nie można dać się zniewolić do tego stopnia, że nawet nie możemy się spokojnie wyspowiadać. Ktoś dociekliwy powie – no to przypadek przez zapomnienie. Owszem, może i tak się zdarzyć, ale musimy wypracować w sobie właściwe nawyki. Wchodząc do kościoła wyłączamy lub wyciszamy telefon. Będąc w towarzystwie staramy się nie korzystać z telefonu tylko oddajemy się żywej rozmowie. Uczymy dzieci, że na lekcjach nie ma możliwości a także i potrzeby korzystania z telefonu. Nie rozmawiamy przez telefon bez urządzenia głośnomówiącego prowadząc samochód. Nie zerkamy na smartfona spożywając rodzinny obiad. I można wymieniać jeszcze mnóstwo okoliczności w których telefon powinien być odłożony na bok. Dosyć śmiesznie wyglądają osoby idące ulicą i wpatrujące się w trzymany z wielkim pietyzmem w dłoni smartfon (chyba, że nawigują do kolejnego sklepu z ciuchami). Nie dajmy się zwariować i zniewolić, gdyż przez niewłaściwe korzystanie ze zdobyczy techniki dehumanizujemy się i zatracamy wrażliwość na drugiego człowieka i na kulturę.