Zdaniem Proboszcza

Więcej osób uczestniczy w Nabożeństwie Różańcowym i być może jest to efekt 100-lecia Objawień Matki Bożej w Fatimie. Ale Maryja zapewne nie myślała, by różaniec brać do ręki tylko z okazji jakichś wydarzeń. Do dzieci kierowała usilną prośbę, by ludzie odmawiali tę modlitwę zawsze – czyli codziennie, gdziekolwiek i w jakiejkolwiek sytuacji. Zdumiewa mnie czasami sytuacja, kiedy przed pogrzebem jest zwyczaj odmawiania różańca za zmarłego a rodzina pyta mnie, kto ma prowadzić tę modlitwę. Odpowiadam krótko – wy, przecież jesteście rodziną i prowadzenie różańca w tej sytuacji jest jak najbardziej na miejscu. Wtedy widzę w oczach przerażenie i chyba takie myśli snujące się przez głowę: jak, to ja mam za mamę odmawiać różaniec i to publicznie? A kto twoim zdaniem powinien to czynić?

Pojawiła się moda na wypisywanie się z lekcji religii młodzieży szkół średnich. Świadomie użyłem terminu „moda”, gdyż właściwie nie wiadomo co jest tego powodem.  Młodzi ludzie, dotąd niby praktykujący, nagle dystansują się od poznawania Boga. Bóg objawia się człowiekowi przez całe jego życie, musimy tylko umieć Go dostrzec i tego w jakiś sposób uczy katecheza. Młodzi właściwie nie mają żadnych argumentów przeciw istnieniu Boga oprócz pewnej przekory oraz zwykłego duchowego lenistwa polegającego na zaniechaniu poznawania jednej z największych tajemnic jaką jest Bóg. Sposób objawienie się Boga człowiekowi uważają za „bajeczny” i nie warto tym się zajmować. Świat proponuje im szczęście w konsumpcji i sukcesie a sferę całości egzystencji z trudem istnienia i towarzyszącym cierpieniem przesuwają do niebytu i tym sposobem okłamują zwłaszcza młodego człowieka. Przyczyna rezygnacji z lekcji religii może również tkwić w zwykły lenistwie – skoro mogę nie uczestniczyć w tego typu zajęciach to czemu z tego nie skorzystać. Taka postawa to nic innego jak lekceważenie swojej wiary a więc i Pana Boga. Skoro nie chcę go poznawać to znaczy, że jest On nieważny w moim życiu. Z takiej postawy wynikają  pewne konsekwencje w dalszym życiu, ale o tym przy innej okazji.

Polskie Państwo Podziemne było wyrazem wielkiego patriotyzmu. Ci Polacy nie mieli najmniejszych wątpliwości co do konieczności utrzymania państwowości i  kolejnej walki o niepodległość. Wtedy prywatne sprawy zostały odłożone na bok, gdyż Naród był ważniejszy. Podziwiamy ich jako bohaterów i patriotów. Dzisiaj tez trzeba pytać o patriotyzm, co nim tak właściwie jest skoro posiadamy niepodległość. Otóż patriotyzm ma niejedno imię. Patriotyzmem jest przede wszystkim szacunek dla Ojczyzny, jest nim praca dla dobra wspólnego, jest nim troska o nowe pokolenia dobrze wychowane, jest nim dobra znajomość historii, języka i kultury, jest nim również trzeźwość, gdyż alkohol niszczy wszystko – człowieka, rodzinę i naród. Dzisiaj kończy się Kongres Trzeźwości w Warszawie i może warto sięgnąć do konkluzji tegoż wydarzenia, które uczy rzeczywistego patriotyzmu.

Bardzo zasmuciła mnie informacja o nieposłuszeństwie Zgromadzenia Braci Miłosierdzia z Belgii wobec Papieża Franciszka. Papież wezwał ich do zaprzestania stosowania eutanazji wobec podopiecznych przebywających w prowadzonych przez nich domach opieki nad ludźmi starszymi. Bracia sprzeciwili się upomnieniu papieża twierdząc że eutanazja jest zgodna z nauczaniem Kościoła. Nie wiem na nauce jakiego kościoła opierają się bracia, natomiast wiem, że w nauce Kościoła Katolickiego podstawą wszelkich ocen moralnych jest Dekalog, który jasno mówi – nie zabijaj! Zapewne postępowi bracia próbują odwoływać się do miłości wobec bliźniego i  po prostu skrócić cierpienia poprzez zaaplikowanie śmierci. Niestety taka jest logika postępowych społeczeństw, które nie potrafią prawdziwie kochać tylko kalkulują co się opłaca a co nie, co jest wygodne a co nie. Owszem, ludzie proszą o śmierć w trudnej sytuacji zdrowotnej – jak to często określamy bez wyjścia. Z punktu widzenia biologii nie ma w takich sytuacjach wyjścia jak tylko śmierć. W przypadku człowieka musi ona być zawsze naturalna, a potrzebne w tej sytuacji są: towarzyszenie nie tylko opiekunów lecz i najbliższych, uśmierzanie bólu bez kalkulacji ile to kosztuje, umiejętność przyjmowania cierpienia. To ostatnie jest najtrudniejsze i tego ostatniego uczy prawdziwa wiara w Chrystusa, który właśnie przez cierpienie wysłużył zbawienie wszystkim a więc i temu „niepotrzebnemu” staremu człowiekowi.

Jesień już zagląda do naszych domostw i bardzo szybko przenosi myśl ku innej jesieni, tej długiej po której już nie będzie ziemskiej wiosny. To starość, która jest zacna i godna lecz często też bardzo trudna. Wbrew pozorom, dzisiaj ludziom starszym żyje się trudniej, gdyż my aktywni nie mamy dla nich czasu. Coraz rzadziej młodzi pomieszkują ze swoimi rodzicami, którzy mając nawet „złotą klatkę” czują się boleśnie samotni. Pomyślmy jak temu zaradzić – nie wystarczy telefon dziennie i zakupy raz na tydzień. Może częściej odwiedzić, bardziej zainteresować się sprawami matki czy ojca, może zorganizować jakiś wyjazd i może dopuścić kochających wciąż rodziców do swojego życia a nie kwitować bardzo bolesnym zdaniem chociaż może wypowiedzianym z uśmiechem: to są moje sprawy mamo i nimi się nie zajmuj!