Zdaniem Proboszcza

Święta Wielkanocne to nie tylko pamiątka Zmartwychwstania. One przypominają nam również o początkach Kościoła jako wspólnoty. Kiedy czytamy dzieje Apostolskie, jesteśmy zachwyceni relacjami międzyludzkimi panującymi we wspólnotach: gromadzili się na Eucharystii, dzielili się z potrzebującymi, wspomagali się wzajemnie, byli pełni radości i życzliwości. Zapewne wiązało się to ze świadomością rychłego powrotu Chrystusa, którego z wielką tęsknotą oczekiwali. Nie rozumieli jednak, że czas Boga nie jest czasem ludzi, toteż jako chrześcijanie nadal oczekujemy powtórnego przyjścia Pana. Określenie Kościoła jako wspólnoty nadal istnieje, lecz wskutek masowości pierwotne relacje nieco się zmieniły. Żyjąc w świecie zinstytucjonalizowanym również taką miarę przykładamy do Kościoła i poczucie wspólnoty jest bardzo słabe. Traktujemy Kościół jako jedną z instytucji współczesnego świata, mającą swoich pracowników. Przekłada się to na bardzo prozaiczne sytuacje: idziemy do kancelarii parafii by to lub tamto załatwić, a kiedy otrzymamy upragniony papier to pytamy ile się należy. Kiedy duszpasterz dotyka jakichś spraw związanych z wiarą czy jej praktykowaniem to się oburzamy, myśląc co go to obchodzi skoro jestem ochrzczony, płacę i mi się należy. Innym przykładem jest troska o pewne dobra natury materialnej, jak kościół, cmentarz czy budynek parafialny, która właściwie spoczywa na barkach proboszcza: za to mu płacą to niech się troszczy, a ja rzucam coś na tacę to niech on już to załatwi. Owszem, doświadczam od wielu parafian poczucia wspólnoty a co za tym idzie pomocy i życzliwości, ale w wymiarze całej parafii jest to naprawdę za mało. Pomyślmy wiec o  odbudowywaniu  relacji wspólnotowych tak jak czynili to pierwsi chrześcijanie mocno wierząc w Chrystusa!

Kolejne Święta Wielkanocne musimy przeżyć. Świadomie używam tego określenia, ponieważ wydaje mi się, że wiele osób nie ma pomysłu na świętowanie i raczej tęskni do rytmu codzienności – szybkie wstawanie, praca, jakieś zakupy, dom, jakieś zajęcie i odpoczynek i tak wkoło. Wolna sobota i niedziela to nadrabianie domowych zaległości lub po prostu leniuchowanie. A tu mamy święta, podobno największe w chrześcijaństwie i co wtedy mamy robić? Nic nadzwyczajnego, trzeba tylko nieco pomysłu i chęci a wszystko się ułoży. Pierwsza sprawa to świadoma Eucharystia. Osobiście mnie denerwuje określenie – trzeba iść do kościoła. Pytam po co? Oglądnąć znane już malowidła czy żyrandole? Trochę pocisnąć się w tłumie i dać na ofiarę?  A może popatrzyć jak ktoś jest ubrany? Słuchać to właściwie nie ma czego – wciąż ta sama Ewangelia i podobne kazanie. Może już tego wystarczy i dobrze będzie, abym nie mówił idę do kościoła, tylko idę na spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym obecnym w Eucharystii. Idę, by przez chwilę spojrzeć na siebie – jakim tak naprawdę jestem i dokąd zmierzam w swoim działaniu? Trzeba także założyć, że wychodzę umocniony z eucharystycznego spotkania z moim Panem. Jak to odczuć? Bardzo prosto, ze spotkania z Bogiem, jeżeli tak to traktuję, muszę być mocniejszy duchowo gdyż jako słaby człowiek składam wszystko i to co radosne i to co trudne u stóp mojego Pana ufając Jego Opatrzności. Jest to możliwe, jeśli ufasz!

Tu i ówdzie, coraz częściej można usłyszeć zdanie, że tak właściwie to do wiary nie jest potrzebny Kościół, wystarczy sama świadomość, że wierzę w Boga. Celują w tym przede wszystkim różnego rodzaju celebryci, którzy nie wiadomo dlaczego poruszają w swych wypowiedziach temat wiary a skądinąd wiemy, że właściwie ich wiara katolicka zakończyła się na bierzmowaniu. Pewno można mieć różną wiarę lecz wiara katolicka wymaga więzi ze wspólnotą ustanowioną przez Chrystusa a jest nią właśnie Kościół. Owszem, wspólnota Kościoła bardzo ewoluowała, lecz w dzisiejszej instytucji jest to samo nauczanie i te same sakramenty co w Kościele pierwszych chrześcijan, tych bezpośrednio pochodzących od Apostołów. Jakiś czas temu, ktoś prosił o chrzest swojego dziecka. Wystąpiły pewne trudności w związku z sytuacją moralną rodziców i wtedy usłyszałem parę zdań na temat Kościoła a jedno zabrzmiało dosyć groźnie: Kościół jest mi tak naprawdę niepotrzebny. Wtedy odpowiedziałem krótko: w takim razie proszę sobie samemu ochrzcić dziecko skoro uważacie, że jest chore – macie takie prawo. Wtedy zaskoczona matka mówi jak to będzie wyglądało, przecież to ksiądz musi ochrzcić. Czyli jednak Kościół jest potrzebny. Jest potrzebny, gdyż nasza wiara byłaby tylko naszą a nie wiarą w Boga, który pragnie zbawić człowieka we wspólnocie Kościoła. Rekolekcje to czas zastanowienia się na swoim zbawieniem – właściwie gdzie ono się toczy - w Kościele czy poza nim?

Faktem jest, że w rekolekcjach wielkopostnych bierze udział tylko 30% parafian. Owszem w niedzielę jest ich ponad 50% ale to wynika z obowiązku udziału w niedzielnej mszy i jeżeli ktoś tłumaczy, że wziął udział w rekolekcjach w niedzielę  to po prostu mija się z prawdą. Udział w rekolekcjach to codzienna porcja Słowa Bożego, udział w nabożeństwie pasyjnym, większa dawka modlitwy i na zakończenie dobra spowiedź. Program rekolekcji jest przykrojony do minimum czasowego, tak aby ułatwić niemal każdemu udział. Niestety, wielu zaproszonych na ucztę wymawia się tak jak w Ewangelii: kupiłem pole, pojąłem żonę … mam pilne sprawy biznesowe. Staram się to zrozumieć, ale musisz pamiętać że najważniejszy biznes twojego całego życia możesz zrobić tylko z Panem Bogiem. Dlatego zapraszam do udziału w najlepszych targach – Targach Zbawienia Ludzkiej Duszy.

Sacrum to - najkrócej mówiąc - sfera świętości. To pojęcie odnosi się do miejsca świętego jakim jest świątynia, czyli dla nas katolików budynek kościoła. Sacrum wymaga odpowiedniego traktowania i zachowania się w takim miejscu. Tradycja katolicka wypracowała kanon zachowań w kościele, zwłaszcza dlatego, że przechowywany jest tam Najświętszy Sakrament. Tak więc wchodząc do kościoła przestajemy rozmawiać, jeść i pić, wyłączamy komórki, mężczyźni zdejmują nakrycia głowy. Po wejściu klękamy i po prostu przez chwilę modlimy się, niejako witając się z Panem Jezusem. Jeżeli nie ma nabożeństwa to odwiedzając kościół mamy zapewne za cel modlitwę lub pobożne zamyślenia chociażby nad problemami własnego życia. Natomiast oczekując na rozpoczęcie nabożeństwa dobrze jest włączyć jakiś poziom aktywności, by nie być staczem tylko aktywnym uczestnikiem nabożeństwa. Przypomnienia te zrodziły się z obserwacji zachowań wiernych, zwłaszcza ludzi młodych, którzy wchodzą do kościoła jak do sali widowiskowej często żując gumę, radośnie rozmawiając między sobą i spoglądając na ekran smartfona. Uczymy sacrum także dzieci i niewłaściwą postawą rodziców jest przyzwolenie na zabawę dziecka w kościele. Dziecko już musi wiedzieć, że w tym miejscu nie można biegać, jeść czy popijać z buteleczki soczek. Poprzez szacunek do sacrum wyrażamy poziom naszej wiary i uczymy młode pokolenie szacunku dla samych siebie.