Zdaniem Proboszcza

Obserwując wielu przyjmujących Komunię Świętą mam wątpliwości co do świadomości tego wydarzenia. Pomijam stan duszy, gdyż nie mam do niego dostępu, lecz to co mogę zobaczyć oczami rodzi we mnie wątpliwości co do wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa. Najpierw rzuca się w oczy byle jakość w postawie zewnętrznej: tworzenie tłumu zamiast pięknych szpalerów, wyciąganie głowy zza pleców sąsiada tak jakby za chwilę miało braknąć Komunii, tkwienie w ławkach i zmuszanie kapłana do uprawiania ekwilibrystyki liturgicznej, ręce byle jak złożone, brak wyraźnej odpowiedzi na słowa oznajmiające „Ciało Chrystusa” i wreszcie brak dziękczynienia – wielu „łyka” opłatek jak tabletkę i tyle. Proszę wybaczyć ten rachunek sumienia, lecz jest on potrzebny, by pomyśleć o mojej wierze w obecność Boga w tym skromnym chlebie. Dzieci coraz częściej mówią przyjąłem opłatek zamiast przyjąłem Pana Jezusa!  Jest to skutek wiary rodziców, którzy niestety już sami nie wierzą w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Komunię przyjmują formalnie, gdyż tak wypada, by inni sobie coś negatywnego nie pomyśleli, ot tak z przyzwyczajenia. Tymczasem w Komunii Świętej przyjmuje Ciało Chrystusa i to żywego, nie martwego; Chrystusa jako osobę i zarazem Gościa mojego serca. Wymaga to odpowiedniego przygotowania tak mojej duszy jak i mojego ciała. Przyjęcie musi być piękne, reflektowane, pełne szacunku i uwielbienia. To wydarzenie jest o nieporównywalnie większe i ważniejsze niż spotkanie chociażby z papieżem czy prezydentem. Odwiedzamy chorych i niesiemy im Chrystusa w Komunii Świętej. Jakże często domownicy nie pamiętają o tym, że w ich domu gości Chrystus. Zajęci gotowaniem, praca domową i byle jak ubrani nie zwracają uwagi na tę niezwykła obecność. W tych postawach wyraża się nasza wiara; albo ją mamy albo jej nie mamy. Pokorna obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest niestety niedoceniana i nie rozumiana do tego stopnia, że  niby wiemy , że to jest Ciało Chrystusa a w naszym zachowaniu raczej traktujemy tę tajemnice jako symbol. Boże Narodzenie to przede wszystkim pytanie o to czy w moim sercu jest wiara w Boga, który stał się człowiekiem. Rozróżnijmy opłatek wigilijny od Ciała Chrystusa i powiedzmy o tym bardzo wyraźnie wszystkim a zwłaszcza dzieciom.

W minionych dniach natknąłem się na dosyć obszerną relację z uroczystości pogrzebowych George`a Busha seniora, 41 prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wielu gości i dosyć ciekawy przebieg uroczystości w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie. Można było zobaczyć styl ostatniego pożegnania zmarłego bardzo pogodny, pełen wspomnień, wzruszeń i uśmiechów – typowo amerykański. Najbardziej zainteresował mnie wątek związany z wiarą zmarłego – należał do kościoła episkopalnego wywodzącego się z anglikanizmu. Liturgia tego obrządku podkreśla mocno fakt zmartwychwstania po śmierci i to została jasno ukazane w postawie i wierze zmarłego prezydenta. Podobno rodzina Bushów jest najbardziej zaangażowana politycznie w USA i ma w swoim rodzie prezydentów, senatorów czy gubernatorów a jednak nie wstydzi się swojej wiary, jak ukazał to w swoim kazaniu pastor będący opiekunem duchowym rodziny Bushów. Amerykanie nie wstydzą się swojej wiary, jakąkolwiek ona jest a tymczasem europejczycy zmierzają do zatarcia wszelkich śladów chrześcijaństwa. Wszelkie odniesienia do Boga są nie do przyjęcia w polityce czy życiu społecznym. Poddajemy się dosyć łatwo tej narracji uważając, że Kościół Katolicki jest wrogiem postępu czy dobrego stylu życia człowieka. Nieraz zastanawiam się dlaczego katolicy są tak często atakowani przez liberałów. Odpowiedź na to jest właściwie jedna – Kościół stawia wysokie wymagania moralne a to nie jest w stylu życia nowoczesnego europejczyka, to nie jest na rękę gremiom rządzącym. Człowiek ma być wolny będąc powolnym wobec demokracji liberalnej, on ma stanowić dla siebie prawo moralne, on ma być posłuszny tym, którzy rządzą, on ma być konsumentem tego co aktualnie wymyślą gremia niby demokratyczne. Smutny obraz starzejącej się Europy, którą inni chcą zawładnąć. Jedność Europy jest trudna do osiągnięcia, kiedy brakuje wspólnego fundamentu  - dodam wartości. Chrześcijaństwo nie starzeje się, trzeba je na nowo odkryć i uznać za duchowy fundament życia człowieka. Pytanie jak to uczynić skoro człowiek nie chce słuchać Bożego słowa! Na pogrzebie Busha odczytano m.in. takie słowa Biblii: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Dzisiejszy styl życia zmienił podejście do Adwentu. Dawniej okres ten wiązał się właściwie tylko z udziałem w duchowym przygotowaniu do świąt Bożego Narodzenia poprzez rekolekcje adwentowe, dni skupienia czy przez udział w roratach. Wszechobecna komercja zachodnia wdarła się i do tego spokojnego kraju nad Wisłą. Może i dobrze jest, że mamy dostatek towarów świątecznych, że nie musimy polować czy wystawać w kolejkach po lampki na choinkę czy pomarańcze dla dzieci (zdziwionych informuję, że pomarańcze kiedyś były rarytasem). Natomiast niepokoi mnie fakt, powtórzę fakt gubienia istoty Świąt Bożego Narodzenia na rzecz konsumpcji. Zbyt często w skumulowanych dobrach materialnych upatrujemy szczęśliwych i wesołych świąt. Jako chrześcijanie nie możemy zapominać o istocie tego wydarzenia – Bożym wcieleniu. Pozostawmy chociaż na chwile bombki, świecidełka, gadżety, piękne buty, kolorowe szopki i pomyślmy o Bożym Narodzeniu, o rodzeniu się Boga w moim sercu, o miłości nie tylko tej Maleńkiej, ale tej codziennej rodzącej się we mnie wobec każdego napotkanego człowieka. Wtedy Adwent z pewnością będzie Adwentem.

Wybory samorządowe – jak to zwykle bywa – podgrzewają atmosferę społeczną. Rozmaite ugrupowania wyborcze pragnęły osiągnąć jak najlepszy wynik i to jest zrozumiałe. Mnie zawsze zraża negatywna kampania, gdyż często niestety opiera się na półprawdach czy też kłamstwie, które w takim czasie trudno sprostować a wyrządzają krzywdę moralną. Mam wrażenie, że mimo iż jesteśmy wierzącymi to jednak stosujemy etykę sytuacyjną. Uważamy, że wybory mogą toczyć się swoimi torami i tam już nie obowiązuje prawo Boże. Przypominam jednak, że w jakiejkolwiek znajdujemy się sytuacji i potrzebie, zawsze obowiązuje nas ta sama moralność. Gratuluję wszystkim wybranym naszego miasta, powiatu i gminy. Musicie jednak pamiętać o zobowiązaniach jakie przyjęliście na siebie. Umiejcie współpracować  dla nas wszystkich, bo po to was wybrano. Nasza „mała ojczyzna” potrzebuje wspólnego wysiłku, by pokonać wiele problemów – emigracja zarobkowa, trudny start młodych małżeństw, opieka zdrowotna zwłaszcza dotycząca osób starszych, dobre miejsca pracy, bieda wielu rodzin, tworzenie warunków, by w Dębicy żyło się spokojnie i przyjemnie. To wymaga współdziałania i dlatego przypominam naukę Kościoła Katolickiego o konieczności troski o wspólne dobro jako powinność tych, którzy zostali uznani za godnych kierowania życiem społecznym naszego miasta, powiatu i gminy. Wszystkim samorządowcom, katolikom, innych wyznań i niewierzącym życzę, by „swoich pożytków zapomniawszy mogli służyć uczciwie” (Ks. P. Skarga)

Dwa tygodnie temu informowaliśmy o rozpoczynającym się kursie dla aspirantów (nie policji) lecz kandydatów na ministrantów. Zgłosiło się zaledwie trzech chłopców. Zdumiałem się bardzo, gdyż zwykle rozpoczynało przygotowanie 10-15 chłopców. Pomyślałem co się dzieje w naszej parafii? Dlaczego taka niechęć ogarnęła młode rodziny? Próbowałem zasięgnąć języka i zapytałem co niektórych rodziców o zaangażowanie swojego dziecka w posługę w Kościele. Najpierw spotkałem się ze zdziwieniem, że coś takiego jest a na pytanie czy nie posłaliby jednak swojego chłopca na taki kurs odpowiadali – a to zastanowimy się, a nie wiem czy dziecko będzie chciało, a co się  z tym wiąże? Miałem wrażenie, że rozmawiam z ludźmi, którzy co dopiero znaleźli się we wspólnocie parafialnej i nie bardzo rozumieją czym jest posługa ministranta. Kochani młodzi rodzice. Jaki będzie Kościół to od Was zależy! Wychowanie dziecka w wierze to nie tylko chrzest, pierwsza komunia i bierzmowanie – to także żywy udział w rozmaitych wspólnotach parafialnych a jedną z niech, bardzo starą jest grono ministrantów. Dawniej dumą rodziny było to, że syn jest ministrantem. Odrzucam myśl, że wstydzicie się wiary – byłoby to swojego rodzaju zaparcie się Chrystusa – ale skąd bierze się ten brak aktywności we wspólnocie parafialnej. Spróbujcie jeszcze raz przeanalizować ten problem i ponownie zapraszam do włączenia swojego dziecka nie tylko w posługę na rzecz wspólnoty lecz także w dobrą formację duchową. Być może problemem jest obowiązek podjęcia dyżurów (obudzenie dziecka, podwiezienie do kościoła) lecz nie traktujmy tego jako uciążliwość lecz jako mój wkład ofiarny w dobro wspólnoty. Poza tym jest to doskonała forma uczenia dziecka obowiązkowości, a  z tym mamy przecież tak wiele problemów. Apeluję też do dziadków, zachęćcie swoich wnuków do tej posługi, a przecież macie swoje sposoby. Mając więcej wolnego czasu podwieźcie  ukochanych wnuków do kościoła a i przy tym sami skorzystacie z Eucharystii.