Zdaniem Proboszcza

„Nie mamy czasu dla Pana Boga” to stwierdzenie niestety ma bardzo wyraziste potwierdzenie. Wprawdzie w procesjach Bożego Ciała w naszym mieście wzięły udział tłumy mieszkańców, to jednak codzienna rzeczywistość jest zdecydowanie inna. Oto przykład: wieczorem w Boże Ciało została odprawiona ostatnia w tym dniu Msza Święta. Połowa uczestników zajęła miejsce poza kościołem. Msza zakończyła się o 19.45 i celebrans poprosił o pozostanie jeszcze na krótkim nabożeństwie ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wszyscy, który znajdowali się poza kościołem odeszli a także kilka osób z kościoła. Smutny obrazek, kiedy wierzący w Chrystusa w Boże Ciało wieczorem nie mogą pozostać jeszcze przez 10 minut na wspólnej modlitwie!  Co takiego wymusza pośpieszne odejście ze wspólnotowej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem i to w dniu kiedy Kościół zachęca nas do publicznego świadectwa wiary w eucharystyczną obecność Chrystusa. Podobnie ma się rzecz z samą mszą, na która spóźnia się wiele i wielu wychodzi przed zakończeniem. Owszem, czasami ktoś musi wyjść z powodu osłabnięcia czy innej obiektywnej potrzeby. Sądzę jednak, że dla tej wychodzącej większości Msza ma wyłącznie formalne znaczenie (tzn. byłem, zaliczyłem) zamiast  przeżycia spotkania z Chrystusem jednak obecnym w Eucharystii. Spróbujmy jednak zbilansować swój czas i szczerze odpowiedzieć na pytanie – mam czy nie mam czasu dla Pana Boga!

Powoli odczuwamy wakacyjny klimat. Przygotowujemy wyjazdy turystyczne jak i statyczny wypoczynek. Mamy do tego pełne prawo, nawet w Ewangelii możemy przeczytać zachętę Pana Jezusa „odpocznijcie maluczko”. Mamy też obowiązek nie zapominania, że jesteśmy katolikami. W socjalizmie rodzice pisemnie domagali się zapewnienia dzieciom wypoczywającym na tzw. koloniach udziału we mszy. Dzisiaj już się o tym nie pamięta. Skoro są wakacje to obowiązki religijne też zawieszamy na kołku. Niestety do takiej mentalności dochodzimy w blasku wolności i uwielbienia samego siebie. Czy to jest dobre?

Zesłanie Ducha Świętego to wspomnienie mocy jaką otrzymali od Chrystusa pierwsi uczniowie. Wspominać to należy tym bardziej dlatego, że dzisiaj uczniowie są wylęknięci i leniwi. Mówią, że wierzą lecz ich wiary po prostu nie widać. I nie chodzi mi o to, że nie widać ich w kościele, ale bardziej o to co wybierają w swoim życiu moralnym: własne ścieżki oparte o słabość woli czy te trudne oparte o wymagania stawiane przez Boga. I tutaj nie dziwmy się, że Bóg stawia człowiekowi wymagania – szanując swój dar obdarowania człowieka wolnością wyboru stawia jednak swoje stworzenie przez wyborem dobra lub zła. Człowiek musi odpowiedzieć albo zawierzeniem Bogu albo Jego odrzuceniem. Dzisiaj niestety wiara w Boga to wiara polegająca na jakimś bliżej nieokreślonym odczuciu a nie na logice wynikającej tak z rozumu jak i z Objawienia. Moc Ducha Świętego jest tym tchnieniem kierującym nas ku wyborowi tej dobrej, Bożej ścieżki.

Sacrum jest nam potrzebne i tego uczmy się nawzajem. Kiedyś wejście do kościoła oznaczało ciszę i skupienie, by uszanować Boga. Dzisiaj często zachowania ludzi w kościele niczym się nie różnią od zachowań na ulicy. Przykładów jest mnóstwo: dzieci czekają na pierwszą spowiedź a poproszone o ciszę i skupienie zachowują się przyzwoicie, lecz kilka mam co chwilę podchodzi do czekającego dziecka i niemal głośno nawiązuje już zupełnie niepotrzebna rozmowę; wchodzimy do kościoła by się wyspowiadać i zamiast uklęknąć i przywitać Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, Tego, Który odpuszcza mi grzechy szybko dopadamy do konfesjonału, by wyspowiadać się jak najszybciej i móc jak najszybciej wybiec z kościoła; rozmawiamy niepotrzebnie w kościele; plagą stają się dzwoniące telefony, których zwłaszcza starsze osoby nie umieją wyłączyć; przystępując do Komunii św. wciskamy się w jakąś szczelinę potrącając innych, tak jakby za chwilę miało zabraknąć Pana Jezusa. Można mnożyć przykłady, ale nie o to chodzi, tylko o to byśmy pomyśleli wspólnie nad sacrum, moim stylem uszanowania świętości.

W maju rozpoczną się oficjalne uroczystości związane ze 100-leciem objawień Matki Bożej Fatimie. O Fatimie stosunkowo wiemy wiele, lecz czy wykonujemy wskazania Matki Bożej? Matka Boża wielokrotnie prosiła o modlitwę różańcową i stąd pytanie jak często sięgasz po różaniec? Może leży on w szufladce lub „dynda” zawieszony na lusterku w twoim samochodzie a twoje ręce już dawno zapomniały kształtu paciorków różańcowych a i w pamięci mylą się kolejne tajemnice Różańca Świętego. Musimy pamiętać, że objawienia fatimskie są wciąż aktualne i nie można ich traktować jako wydarzenia historycznego, które już osiągnęło swój cel. Matka Boża to Matka ludzi wszystkich czasów tak więc i nas. Szczególną prośbą Matki Bożej było nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca związane z obietnicą łaski zapewniającej zbawienie przy śmierci. Nabożeństwo to może prowadzić każdy wypełniając następujące zadania: spowiedź z intencją wynagradzania Matce Bożej (nie musi być w sobotę może być wcześniej); Komunia św. wynagradzająca w pierwszą sobotę oraz odmówienie jednej części różańca oraz rozważanie tajemnic różańca przynajmniej przez 15 minut. Pomyśl o tym darze Matki Bożej z Fatimy!