Zdaniem Proboszcza

Nie wiem jakie są trendy w modzie, nie wiem jakie buty należy nosić w tym sezonie, nie wiem jakie kolory są na topie, ale wiem, że do kościoła należy pójść schludnie i przyzwoicie ubranym. Zapominamy, że świątynia jakiegokolwiek wyznania domaga się szacunku. Świątynie katolickie są wyjątkowe ze względu na obecność Najświętszego Sakramentu i to domaga się odpowiedniego stroju tak człowieka dorosłego jak i dzieci. Tymczasem można zaobserwować częste lekceważenie świętego miejsca dla wierzących przez niby wierzących. To lekceważenie to przede wszystkim strój, odpowiedni na plażę, spotkanie w ogródku działkowym czy na tenisowym korcie, ale zupełnie nie do przyjęcia w kościele. Panie bardzo często o tym zapominają a i panowie w t-schirtach, krótkich spodenkach i klapkach skutecznie im sekundują. Nieraz zastanawiam się dlaczego ci ludzie, nie mają poczucia sacrum; dlaczego bezkrytycznie wchodzą do miejsca świętego bez „właściwej szaty godowej”. Myślę, że jest to wynik zubożenia kulturowego tak chętnie propagowanego przez luzacki styl życia.  Innym negatywnym zjawiskiem jest zachowanie w kościele: wielu wchodzi jak do sali kinowej bez uklęknięcia i zreflektowania czyj to jest dom; wiele osób nie wycisza telefonów a nawet przegląda strony internetowe podczas mszy; rodzice pozwalają dzieciom na zachowania rodem z placu zabaw. Można by tutaj mnożyć spostrzeżenia, ale nie o to chodzi. Zdobądźmy się na właściwy szacunek dla miejsca świętego gdyż to świadczy o naszej wierze i o naszej kulturze.

Jak pokierować myśleniem odbiorcy pokazali redaktorzy niemal wszystkich internetowych serwisów. Otóż ogłoszono wierzącym Polakom, że ich biskupi zostali wezwani na „dywanik” do papieża. Otóż biskupi jadą co pięć lat do Watykanu z tzw. wizytą ad limina apostolorum, która jest normalnym sprawozdaniem z funkcjonowania każdej diecezji na świecie. Od ostatniej minęło już ponad siedem lat i nic dziwnego, że wreszcie zaplanowano wymaganą Prawem Kanonicznym wizytę. Sugerowanie odbiorcom, że jest to niemal karne wezwanie jest zwykłym kłamstwem mającym na celu nic innego jak tylko osłabianie Kościoła. Niestety, nadal uprawia się dziennikarstwo na zamówienie. Pozostaje jedynie pytanie – czyje?

Nie wiem ilu moich parafian weźmie udział w procesji Bożego Ciała. Może wszyscy a może tylko ci, którzy rzeczywiście wierzą w obecność Chrystusa w postaciach Eucharystycznych. Boże Ciało to manifestacja istoty naszej wiary jaką jest Eucharystia. Niestety, wielu nie wierzy Chrystusowi i Jego Ewangelii a Msza Święta, w ich ocenie, jest niepotrzebnym obowiązkiem krępującym prawdziwy weekendowy wypoczynek.  W takim razie jak należy rozumieć słowa Chrystusa z wieczernika To czyńcie na moją pamiątkę oraz kto spożywa ten chleb będzie żył na wieki. Spróbujmy na nowo odkryć moc Eucharystii, by odbudować to co zniszczyło nasze lenistwo przy pomocy koronawirusa i spółki.

Raz po raz można usłyszeć wypowiedzi na temat Kościoła, które mnie zdumiewają z powodu nieznajomości doktryny wiary chociażby na poziomie podstawowym jakim jest katechizm. Ostatnio wyczytałem zdanie przypisywane znanej piosenkarce Majce Jeżowskiej (pamiętam ją śpiewającą w scholach kościelnych w Nowym Sączu) o wykluczeniu niektórych grup z Kościoła - „Już nie wszystkie dzieci nasze są. Wszystkie dzieci powinny być kochane, te homoseksualne też” – zdanie nawiązujące do znanej piosenki „Wszystkie dzieci nasze są”. Otóż w żadnym dogmacie Kościoła, ani w żadnym paragrafie Prawa Kanonicznego nie ma mowy o wykluczeniu z Kościoła osób o odmiennej orientacji seksualnej!  Kościół domaga się jedynie szacunku dla prawa natury i stosowania zasad moralnych, które są takie same dla każdego: tak heteroseksualisty jak i dla homoseksualisty. Natomiast lobby homoseksualne chce aby Kościół zaaprobował ich zachowania, w tym dążenie do uznania ich grzesznych związków jako małżeńskich. Kościół nie może wywrócić natury do góry nogami ani doktryny, która opiera się na Bożym Objawieniu czyli Biblii. Niestety mamy takie czasy, w których człowiek chce zmieniać naturę a co za tym idzie i prawo Boże. Kościół ma pilnować depozytu wiary i nie może poprzez uznaniowość formułować wymogów moralnych. Miedzy demokracją a moralnością nie można stawiać znaku równości ponieważ ta pierwsza na ogół jest omylna. Bóg jedynie jest nieomylny.

Wydaje się, że pandemia powoli cofa się i być może w perspektywie kilku miesięcy powróci normalność do naszego życia. Wszyscy jesteśmy zmęczeni ograniczeniami a także i podziałami co do istnienia wirusa, co do zakresu ograniczeń, co do sposobu walki rządu z epidemią. Nie ma mądrych, którzy w tej kwestii mogliby powiedzieć coś pewnego i ostatecznego. Bronimy się jak możemy i umiemy a fakt działania wirusa jest niepodważalny o czym świadczą liczne zgony a także ozdrowieńcy, którzy byli jedną nogą już po tamtej stronie. Powoli ożywiają się różne sektory życia społecznego i gospodarczego. Powstaje pytanie: co z sektorem życia religijnego? Pandemia spowodowała pewnego rodzaju przesiew. Wielu tzw. letnich chrześcijan, swój dystans do życia religijnego powiększyła o usprawiedliwienie – nie pójdę do kościoła bo są graniczenia, bo tam jest wirus itp.. Oni raczej już nie wrócą, gdyż ich wiara była słaba a powab świata i osobiste lenistwo duchowe zupełnie ją przykrył. Są tacy, którzy stoją w rozkroku: może jeszcze nie trzeba, może jeszcze poczekamy. Oni mają wiarę, ale zależną od pogody sytuacyjnej: mam jakieś usprawiedliwienie a Pan Bóg może jeszcze chwilę poczeka. Są też i tacy, którzy doskonale rozumieją czym jest moc ducha zasilana modlitwą i sakramentami. Potrafili stać w kolejce do kościoła godzinę wcześniej a nawet uczestniczyć na zewnątrz mimo chłodu. Pewno do którejś z tych grup należymy i dlatego apeluję: powróćmy do źródła naszej mocy, powróćmy do Jezusa obecnego w Eucharystii.