Zdaniem Proboszcza

Tu i ówdzie, coraz częściej można usłyszeć zdanie, że tak właściwie to do wiary nie jest potrzebny Kościół, wystarczy sama świadomość, że wierzę w Boga. Celują w tym przede wszystkim różnego rodzaju celebryci, którzy nie wiadomo dlaczego poruszają w swych wypowiedziach temat wiary a skądinąd wiemy, że właściwie ich wiara katolicka zakończyła się na bierzmowaniu. Pewno można mieć różną wiarę lecz wiara katolicka wymaga więzi ze wspólnotą ustanowioną przez Chrystusa a jest nią właśnie Kościół. Owszem, wspólnota Kościoła bardzo ewoluowała, lecz w dzisiejszej instytucji jest to samo nauczanie i te same sakramenty co w Kościele pierwszych chrześcijan, tych bezpośrednio pochodzących od Apostołów. Jakiś czas temu, ktoś prosił o chrzest swojego dziecka. Wystąpiły pewne trudności w związku z sytuacją moralną rodziców i wtedy usłyszałem parę zdań na temat Kościoła a jedno zabrzmiało dosyć groźnie: Kościół jest mi tak naprawdę niepotrzebny. Wtedy odpowiedziałem krótko: w takim razie proszę sobie samemu ochrzcić dziecko skoro uważacie, że jest chore – macie takie prawo. Wtedy zaskoczona matka mówi jak to będzie wyglądało, przecież to ksiądz musi ochrzcić. Czyli jednak Kościół jest potrzebny. Jest potrzebny, gdyż nasza wiara byłaby tylko naszą a nie wiarą w Boga, który pragnie zbawić człowieka we wspólnocie Kościoła. Rekolekcje to czas zastanowienia się na swoim zbawieniem – właściwie gdzie ono się toczy - w Kościele czy poza nim?

Faktem jest, że w rekolekcjach wielkopostnych bierze udział tylko 30% parafian. Owszem w niedzielę jest ich ponad 50% ale to wynika z obowiązku udziału w niedzielnej mszy i jeżeli ktoś tłumaczy, że wziął udział w rekolekcjach w niedzielę  to po prostu mija się z prawdą. Udział w rekolekcjach to codzienna porcja Słowa Bożego, udział w nabożeństwie pasyjnym, większa dawka modlitwy i na zakończenie dobra spowiedź. Program rekolekcji jest przykrojony do minimum czasowego, tak aby ułatwić niemal każdemu udział. Niestety, wielu zaproszonych na ucztę wymawia się tak jak w Ewangelii: kupiłem pole, pojąłem żonę … mam pilne sprawy biznesowe. Staram się to zrozumieć, ale musisz pamiętać że najważniejszy biznes twojego całego życia możesz zrobić tylko z Panem Bogiem. Dlatego zapraszam do udziału w najlepszych targach – Targach Zbawienia Ludzkiej Duszy.

W minionym tygodniu podeszła do mnie w kościele starsza pani i z nieskrywaną radością mówi mi o tym, że już ma czterech prawnuków a ostatni będzie wkrótce chrzczony. Nieco zaskoczony pogratulowałem żywotnej prababci i pomyślałem sobie – to jest autentyczna radość, wyrastająca z dobrze rozumianego życia. I przy tej okazji zapytajmy siebie z czego tak naprawdę cieszymy się w naszym życiu?  Dla tej pani życie i to raczej z Bogiem jest wystarczającym powodem do radości. A my gdzie szukamy naszego zadowolenia?

Sacrum to - najkrócej mówiąc - sfera świętości. To pojęcie odnosi się do miejsca świętego jakim jest świątynia, czyli dla nas katolików budynek kościoła. Sacrum wymaga odpowiedniego traktowania i zachowania się w takim miejscu. Tradycja katolicka wypracowała kanon zachowań w kościele, zwłaszcza dlatego, że przechowywany jest tam Najświętszy Sakrament. Tak więc wchodząc do kościoła przestajemy rozmawiać, jeść i pić, wyłączamy komórki, mężczyźni zdejmują nakrycia głowy. Po wejściu klękamy i po prostu przez chwilę modlimy się, niejako witając się z Panem Jezusem. Jeżeli nie ma nabożeństwa to odwiedzając kościół mamy zapewne za cel modlitwę lub pobożne zamyślenia chociażby nad problemami własnego życia. Natomiast oczekując na rozpoczęcie nabożeństwa dobrze jest włączyć jakiś poziom aktywności, by nie być staczem tylko aktywnym uczestnikiem nabożeństwa. Przypomnienia te zrodziły się z obserwacji zachowań wiernych, zwłaszcza ludzi młodych, którzy wchodzą do kościoła jak do sali widowiskowej często żując gumę, radośnie rozmawiając między sobą i spoglądając na ekran smartfona. Uczymy sacrum także dzieci i niewłaściwą postawą rodziców jest przyzwolenie na zabawę dziecka w kościele. Dziecko już musi wiedzieć, że w tym miejscu nie można biegać, jeść czy popijać z buteleczki soczek. Poprzez szacunek do sacrum wyrażamy poziom naszej wiary i uczymy młode pokolenie szacunku dla samych siebie.

Dosyć szybko zmienia się podejście w naszym społeczeństwie do osób starszych, zwłaszcza rodziców, którzy są już emerytami. W tradycji naszego  społeczeństwa starsi rodzice czyli dziadkowie byli autorytetem dla rodziny, doświadczeni przez życie służyli wiedzą i radą a otoczeni troską i miłością odchodzili z tego świata.  Takie podejście już jest coraz rzadsze – starsi są raczej niepotrzebnym balastem, nieprzystosowanym do szybkich zmian a także nie nadążającym za postępem technicznym. Wnuki a nawet dzieci lekceważąco donoszą się do starszych nawet wyśmiewając z powodu nie radzenia sobie ze współczesnymi środkami komunikacji, telefonem czy Internetem. Taka postawa wobec starości rodzi cierpienie i żal a także ucieczkę w samotność i zgorzkniałość. Jeżeli emerytura przydaje się rodzinie to jeszcze znajdzie się jakiś kąt, lecz coraz częściej rodziny  pozbywają się starszych rodziców jako niepotrzebnego balastu, którym – jak twierdzą - nie ma się już kto opiekować. Powstają coraz to nowe placówki dla emerytów pięknie nazywane – domy spokojnej starości, domy złotej jesieni, rezydencje seniora, pensjonaty, ale w potocznym języku nazywa się to dosyć pospolicie: dom starców, przytułek lub zakład opiekuńczy. Owszem są sytuacje, w których trzeba skorzystać z takim instytucji, ale czy czasami nie stajemy się społeczeństwem zbyt wygodnym? Bardzo łatwo czerpiemy pomysły z zachodnich społeczeństw, gdzie są piękne domy dla seniorów, którym organizuje się ciekawe zajęcia, by się nie nudzili. Pytanie czy oni są tam szczęśliwi? Musimy pamiętać, że nawet złoty dom spokojnej starości z pięknym i dobrym personelem nie zastąpi braku miłości ze strony tych, którym tak właściwie poświęcili samych siebie. Brak osób, którym dało się samego siebie jest cierpieniem można powiedzieć największym. Kontakt telefoniczny i kwartalne odwiedziny nigdy nie zastąpią bezpośredniej obecności czy rozmowy połączonej ze spojrzeniem w twarz, w której zmęczeni trudem życia rodzice dostrzegają swoje rysy i przywołują na pamięć najpiękniejsze wspomnienia i to co w życiu człowieka jest najważniejsze – bezinteresowną miłość. W Dekalogu, tuż po przykazaniach odnoszących się do Boga znajduje się przykazanie dotyczące rodziców – „Czcij ojca i matkę swoją” a tradycja dołożyła: „abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”.  Dlaczego Bóg dał to przykazanie? Trudno się nie domyślić: bo człowiek niestety jest skażony egoizmem do tego stopnia, że potrafi zapomnieć nawet o swoich rodzicach. Człowiek potrafi skazać tych, którzy dali mu życie i miłość na powolną śmierć w cierpieniu. Przetaczają się przez media akcje broniące więźniów i jeńców przed torturami. Najgorszą zaś torturą zadawaną drugiemu człowiekowi jest zapomnienie rodziców przez dzieci. To zapomnienie ma różne formy, często wygląda zupełnie niewinnie: zajęcie pracą, nie mamy na nic czasu, życie dzisiaj jest takie trudne itd. To wszystko jest po prostu zwykłym kłamstwem wobec rodziców, którym nie chce się wprost powiedzieć, że są już zupełnie niepotrzebni.