Zdaniem Proboszcza

Bardzo często spotykam się, zwłaszcza w mediach, z zabieraniem głosu na temat Kościoła przez osoby, które nie identyfikują się z nim i na ogół nie mają wiedzy o istocie tej wspólnoty jej celach i środkach, którymi ten cel osiąga. Kilka dni temu, ktoś przyniósł mi lokalną darmową gazetę (pierwszy raz ją zobaczyłem) i pokazuje tekst jakiegoś człowieka, który bardzo ironicznie opisuje zawieranie małżeństwa w Kościele; a to nie można śpiewać piosenek, które młodzi lubią, a to jakieś przesłuchanie przed ślubem itd. Pomyślałem sobie: drogi Panie, toć to jest sakrament o którym ty nie masz zielonego pojęcia, msza jak i obrzędy sakramentalne są modlitwą a nie festiwalem ulubionych piosenek, przygotowanie prawne jest ważne i stąd potrzeba postawienia pytań. Finał tych żenujących wywodów to propozycja, by wynająć urzędnika USC i zawrzeć ślub tam gdzie się chce, nawet pod romantyczną wierzbą stojącą nad strumykiem. I w tym temacie się zgadzam; każdy ma prawo zawrzeć małżeństwo w sposób i miejscu, które mu odpowiada. Kościół natomiast jest miejscem zawierania małżeństwa sakramentalnego i jest przeznaczony dla wierzących, rozumiejących czym jest sakrament i jakie to rodzi obowiązki. Dlatego proszę nie zabierać głosu w temacie, w którym kiepsko się poruszamy i proszę o szacunek nawet dla takiej instytucji jaką jest Kościół, z którym prawdopodobnie nie mamy już nic wspólnego.

Ignorancja religijna jest niestety, na porządku dziennym. Coraz bardziej przeraża to, że ludzie uczęszczający przez dwanaście lat na katechezę i bierzmowani nie mają zielonego pojęcia o podstawowych wymogach naszej wiary. I w związku z tym nasza moralność jest dosyć prymitywna, gdyż zazwyczaj odnosi się do naszych „potrzeb” a kapitalnie utrwalił to Sienkiewicz w postawie Kalego w powieści „W pustyni i w puszczy”: „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy to zły uczynek … dobry, to jak Kali zabrać komu krowy”. Oczywiście są i piękne przykłady młodych ludzi, którzy znają bardzo dobrze naszą wiarę i starają się wg niej żyć. Niedawno odwiedziłem sanktuarium w Zawadzie z dwoma dorosłymi młodzieńcami. Byli zainteresowani naszym dębickim sanktuarium maryjnym. Klęcząc w ławce obok chrzcielnicy rzuciłem pytanie: co daje chrzest i natychmiast otrzymałem pełną, niemal katechizmową odpowiedź z uwzględnieniem daru Ducha Świętego. W nagrodę pokazałem im jak to przodkowie sobie plastycznie wyobrażali. Pokrywa chrzcielnicy połączona jest linką przepuszczoną przez bloczek zamocowany pod baldachimem chrzcielnicy, na której wisi symbol Ducha Świętego czyli gołębica. Uniosłem pokrywę do góry odsłaniając wodę chrzcielną a gołębica zniżając się nad wodę wyobraża właśnie zstąpienie Ducha Świętego na nowo chrzczonego. Przepiękne wyobrażenie tego co dzieje się w chwili chrztu. Będąc w Zawadzie zwróćmy na to uwagę. Wracając do tematu – trzeba nam korzystać z wiedzy religijnej, by właściwe i zdrowo kształtować swoją moralność. Sakrament pokuty jest szczególnym darem, który jednak przysparza wielu katolikom sporo problemów. Wynikają one głównie z nieznajomości tego sakramentu, często traktowanego w sposób rutyniarski, bez głębszego zastanowienia się nad jego znaczeniem. Formalne przystępowanie do spowiedzi świętej nie ma sensu, gdyż takie traktowanie pokuty jest nieskuteczne. Nikt nie lubi chorować i leczyć się: kto kocha dentystów? A jednak musimy spotkać się na dentystycznym fotelu, by uśmierzyć ból nawet usuwając zepsutego zęba. Dusza ludzka też choruje i musi mieć dobre lekarstwo odpowiednio podane a jest nim Boże Miłosierdzie okazywane nam w spowiedzi w myśl słów Chrystusa: komu grzechy odpuścicie są im odpuszczone a komu zatrzymacie są im zatrzymane. Warunek jaki musimy spełnić jest właściwie jeden: szczere wyznanie (Pana Boga nie oszukamy) i szczery żal prowadzący do nawrócenia (Chrystus do jawnogrzesznicy – Idź ale od tej chwili już nie grzesz). To powinniśmy wiedzieć z nauki katechizmu i lektury Ewangelii. Tak bardzo troszczymy się o różne dziedziny naszego życia, a ile czasu poświęcamy naszej duszy? Porządek w twojej duszy jest fundamentem twego szczęścia a nie kolejne doznania zmysłowe.

Od czasu do czasu słyszę skargi na współżycie sąsiedzkie. Zwykle dotyczą one jakichś pretensji dotyczących wspólnej drogi, jakiegoś skrawka placu, drzew rosnących przy ogrodzeniu czy samego ogrodzenia. Zamieszkujący zaś bloki skarżą się na zaśmiecanie klatach schodowych, zakłócanie ciszy nocnej czy zajmowanie miejsc parkingowych przez „nie uprawnione pojazdy”. Skarżący się proszą o radę w tej sprawie i stawiają mnie w dosyć trudnej sytuacji: skoro policja czy sądy nie potrafią załatwić tychże spraw to co może zrobić ksiądz nie mający żadnych narzędzi dyscyplinujących niesfornych sąsiadów? Mimo to zabieram głos w tych sprawach odwołując się do fundamentalnej zasady chrześcijaństwa – miłość bliźniego. To przykazanie niestety już mocno wyparowało z życia chrześcijan, gdzie zostało zastąpione fałszywym poczuciem wolności – robię to co mi się podoba, bez oglądania się na drugiego człowieka. Tymczasem ten drugi człowiek jest mi potrzebny, gdyż żyjemy dla drugich. Musimy go szanować i tak układać współżycie, by wszystkim żyło się dobrze. Musimy porzucić egoistyczne postawy w myśl prostego zdania – nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Dlatego zastanów się nad swoją relacją z sąsiadem i uporządkuj ją tak abyś nie musiał kiedyś usłyszeć – idź precz, bo nie kochałeś bliźniego.

Tydzień temu odbywała się jakaś muzyczna impreza w Dębicy. Dobrze jeżeli organizowane są dobre koncerty dające radość młodzieży, zwłaszcza podczas wakacji. Natomiast nie są już dobre zachowania młodych po imprezie. Otóż grupa młodzieży przeniosła się w okolice kościoła św. Jadwigi, by ….. imprezować korzystając ze swojej wolności. I nie jest ważne to, że jest środek nocy i raczej obowiązuje cisza, nie jest ważne to, że sowicie raczą się alkoholem w miejscu publicznym i nie jest ważne to, że sypią się wulgaryzmy, których inni muszą wysłuchać i wreszcie nie jest ważne to, że to wszystko dzieje się przy kościele, Domu Boga. Kilka osób postanowiło rozciągnąć imprezę na ulicę między plebanią i kościołem. Dziewczęta bardzo przezorne jak przystało na gospodynie imprezy ustawiały butelki na ulicy i z gracją doświadczonej kelnerki nalewały do kieliszków kolejne porcje alkoholu częstując już  mocno wstawionych chłopców. Przykry obrazek rzeczywistości, ponoć często oglądany w innych częściach naszego miasta. Nie jestem jakimś purytaninem i zamierzchłym dinozaurem ze zwapnionym mózgiem. Takie imprezowanie jednak uważam za przejaw braku wyższych wartości i hedonistyczne podejście do swojego życia. Niskie poczucie wartości często skłania młodego człowieka do takiego stylu zabawy. Gdybym zapytał ich o wiarę z pewnością wielu odpowiedziałoby, że są wierzący a to co czynią przecież nie jest niczym złym. I tutaj mamy podstawowy problem rozumienia swojej moralności, która odrzuca obiektywizm na rzecz subiektywizmu hołdującemu temu co przyjemne, co nie wymaga mojej odpowiedzialności przed nikim, nawet przed samym sobą.

Czy dzisiaj jeszcze istnieje grzech? Stawiam to pytanie znając odpowiedź – grzech istnieje i będzie istniał do końca świata. Słowa Chrystusa „kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony” nie pozostawiają wątpliwości co do istnienia grzechu, gdyż użyte w tym pouczeniu słowo „wytrwanie”  zostało użyte jako przeciwstawienie się złu, którego doświadcza człowiek, przez całe swoje ziemskie życie. Tymczasem bardzo wielu katolików pozbywa się świadomości grzechu. Dla wielu grzechu po prostu nie ma. Rugujemy z naszego życia pojęcie grzechu jako przekroczenia Przykazania Bożego. Przykazania nie są rzeczywistym wymogiem moralnym tylko czymś archaicznym podobnym do Kodeksu Hammurabiego, odnoszącym się do zamierzchłych czasów. Zapominamy o tym, że Dekalog to wymagania moralne dla ludzi każdego czasu. Tak więc każde przykazanie należy przestrzegać i nie ma żadnych „zwolnień” z tego obowiązku. Toteż nie cudzołóż znaczy panuj nad swoją seksualnością i korzystaj z niej w związku zwanym małżeństwem, świętuj dzień święty w łączności z Bogiem, nie kradnij tak gołymi rękami jak i przy pomocy komputera, szanuj rodziców okazując im potrzebną opiekę i uwagę, nie zabijaj siebie i drugiego nie tylko fizycznie ale też i duchowo chociażby przez zły przykład. I można by w ten sposób prześledzić  cały Dekalog. Korzystamy wprawdzie ze sakramentu pokuty, ale nie wyznajemy szczerze naszych grzechów z powodu naszych spekulacji czy coś jest grzechem czy nie i najczęściej redukujemy liczbę grzechów, aby na spowiedzi to dobrze wyglądało. Wielu katolików traktuje spowiedź tylko jako formalność, by uzyskać jakiś podpis. Zapominamy o tym, że Bóg zna nasze grzechy i domaga się uczciwego ich wyznania, żalu za nie i autentycznego nawrócenia. Ten ostatni wymóg jest raczej pomijany w naszym życie, gdyż uważamy, że nie można porzucić czegoś co się lubi a lubi chociażby się kraść, przeklinać, obmawiać, oglądać pornografię, nadużywać alkoholu, oddawać się hazardowi itd. Katolik powinien stanowczo przeciwstawiać się złu i wysiłek jaki ponosi celem poprawy swojego życia moralnego jest normalną postawą człowieka wierzącego. Trzeba się zastanowić nad swoim wysiłkiem w ramach realizacji postanowienia poprawy. Doskonale wiemy, że samo nic się nie zrobi, nawet w dziedzinie moralności. Trzeba nieraz wielkie determinacji, by pokonać zło czy pokusę do grzechu a jej owocem będzie możliwość prawdziwego stwierdzenia: może nie jestem doskonały, ale nie popełniam grzechów ciężkich.