Zdaniem Proboszcza

Często spotykam się ze skargą rodzica – moje dziecko nie chce chodzić do kościoła. Czuję wtedy wielkie oczekiwanie, abym coś poradził a najlepiej dał receptę z jedną tabletką na załatwienie sprawy. Otóż nie ma takiej tabletki a sprawa jest bardzo poważna. Mojemu pokoleniu w młodości też nie chciało się chodzić do kościoła, a jeżeli chodziliśmy to zasługa tradycji udziału powszechnego w niedzielnej mszy, to opór wobec komunistów, to wynik stylu życia rodziny, to okazja do spotkań rówieśniczych, to bezpieczne wyrwanie się z domu gdyż nie było w zasadzie żadnych rozrywek. W miarę dorastania rosła i nasza świadomość wiary a pomagały nam w tym autorytety rodziców, nauczycieli i katechetów. Dzisiaj to wszystko prawie zanikło i w zasadzie potrzeba bardzo wyrazistego świadectwa rodziców. Kościół może pomóc, może wskazać ale nie zastąpi środowiska życia dziecka a jest nim rodzina. Jeżeli pojawia się problem niechęci wobec mszy czy innego nabożeństwa nie popadajmy w panikę tylko zastanówmy się nad przyczyną, gdzie ona się znajduje lub dlaczego dziecko nie potrafi właściwie odczytać postawy rodzicielskiej. Nakazowo w tej materii nic nie da się zrobić, gdyż trzeba tutaj solidnej wiedzy i świadectwa. Dlatego pomyśl Drogi Ojcze, Droga Matko – ile w tobie wiedzy religijnej, ile codziennej postawy będącej pochodną Twojej wiary?

Kto jest twoim patronem? Kto patronuje naszemu miastu? Dwa podstawowe pytania ważne dla człowieka, bo w życiu przecież kierujemy się doświadczeniem czy postawą pięknych postaci, próbujemy się z nimi identyfikować. W jakim celu? Aby pięknie i dobrze żyć i nie „wybijać głową nowego otworu w murze”. Patrona osobistego mamy z naszego wyboru natomiast, w przypadku Dębicy, Patronka Św. Jadwiga Śląska została wybrana przez wybrańców mieszkańców czyli szacowną Radę Miasta. Co z tego faktu winno wynikać? Nie tylko świętowanie Dnia Patronki, lecz w pracach na rzecz społeczności radni powinni kierować się postawą patronki. Weźmy na przykład spory miedzy rajcami – one muszą być, przecież każdy z nich jest inny, ma jakieś swoje racje, ale musi być zachowany szacunek, sprawiedliwość, uczciwość, cierpliwość – tego uczy nas św. Jadwiga, która miała niełatwe przejścia chociażby z władcą czyli swoim mężem. Mamy czas wyborczy do samorządów. Cieszą mnie liczne banery ukazujące uśmiechniętych kandydatów, lecz smuci mnie negatywna kampania słowna. Niechże kandydaci mówią co potrafią czy co zamierzają uczynić dla społeczeństwa a nie wytaczają jakieś negatywne strony przeciwników. Spece od reklamy też muszą zachowywać się etycznie i nie wolno podpowiadać rozgorączkowanym wyborami treści, które są krzywdzące dla drugiego człowieka.

Ekscytacja tematami nagłaśnianymi przez media jest w naszym kraju bardzo modna. Brakuje nam niestety nieco głębszego spojrzenia na różne negatywne problemy naszego życia. Proste pytanie – gdzie te problemy mają swoje źródło? Z jednej strony surowo oceniamy pedofilii, kimkolwiek oni są i to jest słuszne, gdyż równa się to zbrodni wobec niewinnego dziecka a równocześnie te same media lansują swobodę seksualną, zanik intymności bombardując nas wszystkich erotyką i stylem dalekim od zasad wynikających z natury człowieka. Człowiek musi wiedzieć co przynależy jego godności a w filmach najczęściej widzimy przemoc, seks, wielożenstwo, egoizm, konsumpcję itp.  Człowiek żyjący w takim otoczeniu, niestety jest narażony na pójście drogą zła: ksiądz pedofil, lekarz pedofil, sędzia pedofil, nauczyciel pedofil, rodzic pedofil to żałosny obraz dzisiejszych czasów. Oczyszczenia potrzebujemy wszyscy, a nie tylko księża chociaż przed wszystkimi. Jeden pedofil wśród duchownych to jeden za dużo! Ale nie pozwólmy się omamić, nawet przy pomocy mediów, że duchowieństwo to sami pedofile! Pomyśl o nauczycielach, księżach, sąsiadach, przyjaciołach – czy oni byli lub są pedofilami? Księża są wzięci z ludu, nie z księżyca. Owszem wymagamy od nich znacznie więcej niż od przeciętnego człowieka, mają być wzorem moralności. Są jednak tylko ludźmi i grzech osobisty jest ich grzechem a nie społeczności, za który odpowiadają przed Bogiem i są bezwzględnie karani przez prawo, jeżeli to wykroczenie jest udowodnione i objęte jasnymi konsekwencjami.

Kolejna niedziela synodalna ma nam uświadomić nie tylko dany problem naszego życia religijnego lecz również i to, że jako wspólnota mamy czuć się odpowiedzialni za kondycję duchową tejże wspólnoty. Bardzo często wspólnotę Kościoła traktujemy jako obce ciało w swoim życiu, a tymczasem już od chwili chrztu zostaliśmy włączeni we wspólnotę Kościoła i mamy budować jej siłę duchową własną duchowością. Powstaje więc pytanie: jaką posiadamy duchowość? Czy rzeczywiście wyrasta ona z wiary w Jezusa Chrystusa jedynego Zbawiciela człowieka? Prace synodalne dają okazję do angażowania się w refleksję nad stanem naszej wspólnoty i wypracowania sposobów głoszenia orędzia o zbawieniu kolejnym pokoleniom.

Synaj w Dębicy to cykliczne spotkanie młodzieży z całej Diecezji Tarnowskiej organizowane w różnych miejscach, w tym roku padło na nasze miasto. Zorganizowanie takiego przedsięwzięcia nie jest łatwe i tym bardziej należy się wdzięczność wszystkim zaangażowanym tak od strony instytucji kościelnych jak i samorządowych -  burmistrz starosta oraz osób prywatnych. Kościół Miłosierdzia Bożego wypełnił się 2500 młodymi ludźmi raczej zainteresowanymi tym co mogli usłyszeć. Obok modlitwy, śpiewów pojawił się Kardynał Tagle z Filipin, ten sam, który miał znakomitą katechezę dla młodych podczas Światowego Dnia Młodych w Krakowie. Z ciekawością poszedłem na spotkanie z tak egzotycznym Gościem i mile zaskoczył mnie ten niewielki wzrostem ale mocny duchem człowiek, który znakomicie nawiązał kontakt z trudnym odbiorcą jaką jest młodzież. Bezustanny dialog, stawiane pytania, bezpośrednie zwroty nie pozwoliły na bierny odbiór, lecz angażowały słuchaczy do  uczestnictwa. Zaskoczyło mnie jedno pytanie, którego nie spodziewałem się w takim gronie. Otóż kardynał zapytał młodych – czy znają kogoś kto myślał o samobójstwie? Podniosło się sporo rąk i to dla mnie było zaskakujące mimo, że spotykam się z tym problemem. Tutaj jednak młodzież, i to ta młodsza doświadczyła czegoś bardzo trudnego. Kardynał raczej spodziewał się takiej sytuacji i zdiagnozował to bardzo krótko – młodzi ludzie coraz częściej czują się samotni. Mimo tylu komunikatorów, łatwości w przemieszczaniu się człowiek jednak czuje się samotny. To jest ty dramatyczna prawda, gdyż mamy coraz mniej czasu dla drugiego a nade wszystko dla Pana Boga! Człowiek zachłyśnięty swoimi zdobyczami nie potrzebuje Boga – sam chce być dla siebie wszystkim, a to jak wiemy z doświadczenia jest niemożliwe. Młodzi ludzie, wchodzący w dorosłe życie bez oparcia o drugiego człowieka (rodzica, nauczyciela) bez Boga z Jego miłością i zasadami gubi się a życie najbardziej hałaśliwe i kolorowe staje się udręką i stąd ucieczka w unicestwienie. Po co żyć skoro nikt mi nie powiedział po co jestem na tym świecie. Jako ludzie wierzący pochylmy się nad tym problemem i zapytajmy co tak naprawdę daję drugiemu człowiekowi, obojętne czy jest nim moje dziecko, czy sąsiad, znajomy lub nieznajomy.