Zdaniem Proboszcza

W co wierzysz? Czy jeszcze w cokolwiek wierzysz? Jaki jest kierunek twojego życia? Co jest tą istotną wartością w twoim sercu? Postawiłem kilka fundamentalnych pytań ważnych dla każdego z nas. Zazwyczaj w biegu życia nie odpowiadamy na nie, gdyż nie mamy czasu ani nastroju do tego typu przemyśleń. Kościół wyznacza nam w ciągu roku czas liturgiczny zwany Wielkim Postem, by człowiek mógł się nieco pochylić nad sobą i wiele spraw przemyśleć. Niestety niewielu podejmuje trud czterdziestodniowej duchowej wyprawy na pustynię by nieco poukładać swoje  życie wewnętrzne. Dlatego Kościół proponuje znacznie krótszą wyprawę duchową jaką są rekolekcje wielkopostne w każdej parafii. Czym są rekolekcje? Czasem zamyślenia przed Bogiem nad samym sobą, którego owocem ma być pojednanie – z Bogiem, bliźnimi i samym sobą. Lekceważenie rekolekcji to tak jakbym lekceważył swoje zdrowie: coś mi dolega a ja nie idę do lekarza. Choroba duszy – niestety coraz częstsza – jest istotna tak z punktu życia doczesnego jak i z perspektywy wieczności. Spróbuj zdobyć się na terapię duchową. Nie obiecuję ci, że po jednej czy dwóch konferencjach rekolekcyjnych staniesz się mocny, ale na pewno uczynisz dobry krok w leczeniu swoich duchowych schorzeń. Mówisz, że ich nie masz! Przeczytaj na koniec taką anegdotkę. Spotykają się dwie starsze panie, długo się nie widziały i odważniejsza próbuje nawiązać rozmowę pytając: jak tam twoja choroba? Druga pani nawet się nie zastanawiając odpowiada: a która?  Podobnie jest i twoimi chorobami duszy.

Popularny i ciekawy program TVP „Sprawa dla reportera” ukazuje przeróżne ludzkie sytuacje życiowe i dramaty. W ostatni czwartek pokazano jak wyglądają rodzinne relacje gdzie niezrozumiała dla mnie niechęć a może nawet już nienawiść miesza się ze świętością. Mało, ludzie nie wstydzą się prać brudów swojego rodzinnego życia przed całą Polską. Co się stało z intymnością życia rodzinnego i osobistego? Przed Bogiem wstydzimy się przyznać do błędów i dokonać autentycznego wewnętrznego nawrócenia a przed publiką i kamerami czynimy z siebie „gigantów” poprawności moralnej. Wydaje mi się, że jest to pewnego rodzaju pustka oparta na wyniszczającym egoizmie gdzie nie ma miejsca na autentyzm tylko pewnego rodzaju pozór. I to jest łatwo dostrzegalne patrząc chociażby na twarze „bohaterów” niby godzonych przez mecenasa w ostatnim programie Pani Jaworowicz. Takich sytuacji mamy tysiące i dlatego Kościół wzywa nas do opamiętania się i nawrócenia nie w świetle kamer, lecz przed obliczem Boga. Tak łatwo dzisiaj zapominamy o Bogu, po prostu nie tylko się nie wstydzimy przed Nim lecz Go lekceważymy. W niemal każdym sporze motywacja – czy Bóg tego chce – nie istnieje. Co mi tam Bóg mówi wielu ochrzczonych, przyjdzie czas to się z Nim rozliczę. I niestety najczęściej ten czas nie przychodzi, gdyż skała naszych serc już jest tak twarda, że nawet łzy dziecka nie są w stanie jej naruszyć. Pomyślcie o tym skłóceni małżonkowie, rodzice…

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych powinien być czasem refleksji nad tym co przed nami. Przeszłość jest ważna dla przyszłości i dlatego ukazywanie bohaterstwa tamtych ludzi, którzy nie pogodzili się z quasi suwerennością jest ważna dla współczesnych rozstrzygnięć i budowania prawdy historycznej. Chcąc właściwie ocenić tamten czas musimy pamiętać czym jest wojna i związana z nią nieuchronnie przemoc. Wyolbrzymianie niegodnych wręcz bandyckich zachowań jakiejś niewielkiej liczby ówczesnych żołnierzy podziemia, o czym wiemy, nie może zmienić faktu, że postawa walki o zupełnie wolną Polskę była czymś zasadniczym. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku słyszałem i czytałem o uzbrojonych bandach i cudownych chłopcach z KBW. Dorośli zaraz jednak wyprostowali moje myślenie: to nie bandyci tylko polscy partyzanci walczący nadal o wolność, chociaż czasami niektórzy się zapominali krzywdząc swoich rodaków. Pomyślmy jaką prawdę o naszych czasach przekażemy młodemu pokoleniu.

Spotkałem się z niepokojem dotyczącym rozumienia  oraz przeżywania Wielkiego Postu. Czy – jeżeli to jest Wieki Post – nie muszę znacznie więcej pościć np. dwa trzy dni w tygodniu, albo nawet i przez wszystkie dni. Otóż należy pochwalić ten niepokój co świadczy o wrażliwości ducha i niemal dosłownym rozumieniu, skoro Wielki Post to należy bardzo pościć. Otóż muszę wyjaśnić jak Kościół pojmuje Wielki Post. Najpierw nazwa Wielki Post odnosi się w pierwszym rzędzie do okresu liturgicznego trwającego 40 dni upamiętniającego pobyt Chrystusa na pustyni. Kościół zaleca w tym okresie powściągliwość wobec tych spraw, które są naszą duchową słabością. Rezygnujemy z hucznej rozrywki, odmawiamy sobie słodyczy, alkoholu oraz innych używek, ograniczamy ilość posiłków by bardziej zwrócić się ku duchowi, staramy się więcej pomyśleć o naszej drodze do zbawienia, staramy się panować nad czasem marnotrawionym przy komputerze itp. Wymóg co do postu jakościowego i ilościowego obejmuje tylko piątki oraz Środę Popielcową i Wielki Piątek. Natomiast każdy wierny może sobie dodatkowo nałożyć każdy rodzaj postu związanego z pokarmem. Tak więc w tym okresie nic się nie zmienia co do rodzaju posiłków. Natomiast Zwracajmy uwagę na zalecenia Kościoła przeżywania Wielkiego Postu by rzeczywiście dokonało się w naszym życiu duchowym trwałe nawrócenie.

Pięknie rozpoczęliśmy Wielki Post w minioną Środę Popielcową. Kościoły wypełniły się niemal po brzegi a wydawało się, że także zabraknie popiołu. Na szczęcie niczego nie brakowało dostojnej w tym dniu liturgii i jakiś poboczny obserwator może wysnuć wniosek – no to teraz dopiero będzie się działo jak zaczniemy trzepać nasze sumienia i zdecydowanie wyrzucać zło ze swojego życia. Dobrze, gdyby tak rzeczywiście było, ale wiemy doskonale z pragmatyki naszego życia jaki mamy zapał – po prostu słomiany. Owszem, obserwuję bardzo wiele osób, które serio traktują wezwanie Kościoła do głębokiego przeżycia tych czterdziestu dni w duchu trwałej korekty swojej postawy moralnej: spowiedź na początku, wiele modlitwy, wyciszenie się, by pomyśleć o własnym sumieniu i postanowieniach, no i zwykła codzienna praca i obowiązki. Post kończą udziałem w rekolekcjach i spowiedzią, która jest niby klamra spinająca ten potrzebny człowiekowi czas. Myślę, że ci ludzie doznają wielkiej radości i umocnienia duchowego. Niestety są także i tacy, którzy posypali głowy popiołem, ale uczynili to odruchowo, bez żadnego zaangażowania o czym świadczą chociażby spowiedzi odprawiane z pośpiechem tuż przed świętami, kiedy spowiadający się wymienia dwa grzechy mimo, że rok nie był do spowiedzi, a spowiednik słyszy jeszcze takie pobożne westchnienie penitenta – co, by tu jeszcze dodać!  Na spowiedzi nic się nie dodaje tylko wyznaje grzech, prosto, szczerze i pewnie! To jednak wymaga przygotowania, przemyślenia i przemodlenia. Wielki Post jest takim czasem i możemy powtarzać za św. Pawłem – Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. Myślę, że ważną sprawą jest tworzenie odpowiedniego klimatu wielkopostnego w rodzinie. Nie chodzi o to, by zamienić firanki i narzuty na fioletowe i jeść codziennie bezmięsne potrawy lecz o wyakcentowanie pewnych działań regenerujących tkankę moralną członków rodziny. Oto przykłady: spróbuje kolejny raz poskromić swoje wady, które kogoś denerwują, lepiej wypełnię swoje obowiązki, zrezygnuję z przyjemności i poświęcę czas dla kogoś z rodziny, nie krzyczymy tylko rozmawiamy, większa dbałość o codzienną kulturę, troska by wziąć udział w jakimś nabożeństwie pasyjnym czy rekolekcjach. Może dobrze będzie, jeżeli już dziś zastanowię się nad moim Wielkim Postem.