Zdaniem Proboszcza

Zesłanie Ducha Świętego to wspomnienie mocy jaką otrzymali od Chrystusa pierwsi uczniowie. Wspominać to należy tym bardziej dlatego, że dzisiaj uczniowie są wylęknięci i leniwi. Mówią, że wierzą lecz ich wiary po prostu nie widać. I nie chodzi mi o to, że nie widać ich w kościele, ale bardziej o to co wybierają w swoim życiu moralnym: własne ścieżki oparte o słabość woli czy te trudne oparte o wymagania stawiane przez Boga. I tutaj nie dziwmy się, że Bóg stawia człowiekowi wymagania – szanując swój dar obdarowania człowieka wolnością wyboru stawia jednak swoje stworzenie przez wyborem dobra lub zła. Człowiek musi odpowiedzieć albo zawierzeniem Bogu albo Jego odrzuceniem. Dzisiaj niestety wiara w Boga to wiara polegająca na jakimś bliżej nieokreślonym odczuciu a nie na logice wynikającej tak z rozumu jak i z Objawienia. Moc Ducha Świętego jest tym tchnieniem kierującym nas ku wyborowi tej dobrej, Bożej ścieżki.

Sacrum jest nam potrzebne i tego uczmy się nawzajem. Kiedyś wejście do kościoła oznaczało ciszę i skupienie, by uszanować Boga. Dzisiaj często zachowania ludzi w kościele niczym się nie różnią od zachowań na ulicy. Przykładów jest mnóstwo: dzieci czekają na pierwszą spowiedź a poproszone o ciszę i skupienie zachowują się przyzwoicie, lecz kilka mam co chwilę podchodzi do czekającego dziecka i niemal głośno nawiązuje już zupełnie niepotrzebna rozmowę; wchodzimy do kościoła by się wyspowiadać i zamiast uklęknąć i przywitać Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, Tego, Który odpuszcza mi grzechy szybko dopadamy do konfesjonału, by wyspowiadać się jak najszybciej i móc jak najszybciej wybiec z kościoła; rozmawiamy niepotrzebnie w kościele; plagą stają się dzwoniące telefony, których zwłaszcza starsze osoby nie umieją wyłączyć; przystępując do Komunii św. wciskamy się w jakąś szczelinę potrącając innych, tak jakby za chwilę miało zabraknąć Pana Jezusa. Można mnożyć przykłady, ale nie o to chodzi, tylko o to byśmy pomyśleli wspólnie nad sacrum, moim stylem uszanowania świętości.

Święta Wielkanocne to nie tylko pamiątka Zmartwychwstania. One przypominają nam również o początkach Kościoła jako wspólnoty. Kiedy czytamy dzieje Apostolskie, jesteśmy zachwyceni relacjami międzyludzkimi panującymi we wspólnotach: gromadzili się na Eucharystii, dzielili się z potrzebującymi, wspomagali się wzajemnie, byli pełni radości i życzliwości. Zapewne wiązało się to ze świadomością rychłego powrotu Chrystusa, którego z wielką tęsknotą oczekiwali. Nie rozumieli jednak, że czas Boga nie jest czasem ludzi, toteż jako chrześcijanie nadal oczekujemy powtórnego przyjścia Pana. Określenie Kościoła jako wspólnoty nadal istnieje, lecz wskutek masowości pierwotne relacje nieco się zmieniły. Żyjąc w świecie zinstytucjonalizowanym również taką miarę przykładamy do Kościoła i poczucie wspólnoty jest bardzo słabe. Traktujemy Kościół jako jedną z instytucji współczesnego świata, mającą swoich pracowników. Przekłada się to na bardzo prozaiczne sytuacje: idziemy do kancelarii parafii by to lub tamto załatwić, a kiedy otrzymamy upragniony papier to pytamy ile się należy. Kiedy duszpasterz dotyka jakichś spraw związanych z wiarą czy jej praktykowaniem to się oburzamy, myśląc co go to obchodzi skoro jestem ochrzczony, płacę i mi się należy. Innym przykładem jest troska o pewne dobra natury materialnej, jak kościół, cmentarz czy budynek parafialny, która właściwie spoczywa na barkach proboszcza: za to mu płacą to niech się troszczy, a ja rzucam coś na tacę to niech on już to załatwi. Owszem, doświadczam od wielu parafian poczucia wspólnoty a co za tym idzie pomocy i życzliwości, ale w wymiarze całej parafii jest to naprawdę za mało. Pomyślmy wiec o  odbudowywaniu  relacji wspólnotowych tak jak czynili to pierwsi chrześcijanie mocno wierząc w Chrystusa!

W maju rozpoczną się oficjalne uroczystości związane ze 100-leciem objawień Matki Bożej Fatimie. O Fatimie stosunkowo wiemy wiele, lecz czy wykonujemy wskazania Matki Bożej? Matka Boża wielokrotnie prosiła o modlitwę różańcową i stąd pytanie jak często sięgasz po różaniec? Może leży on w szufladce lub „dynda” zawieszony na lusterku w twoim samochodzie a twoje ręce już dawno zapomniały kształtu paciorków różańcowych a i w pamięci mylą się kolejne tajemnice Różańca Świętego. Musimy pamiętać, że objawienia fatimskie są wciąż aktualne i nie można ich traktować jako wydarzenia historycznego, które już osiągnęło swój cel. Matka Boża to Matka ludzi wszystkich czasów tak więc i nas. Szczególną prośbą Matki Bożej było nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca związane z obietnicą łaski zapewniającej zbawienie przy śmierci. Nabożeństwo to może prowadzić każdy wypełniając następujące zadania: spowiedź z intencją wynagradzania Matce Bożej (nie musi być w sobotę może być wcześniej); Komunia św. wynagradzająca w pierwszą sobotę oraz odmówienie jednej części różańca oraz rozważanie tajemnic różańca przynajmniej przez 15 minut. Pomyśl o tym darze Matki Bożej z Fatimy!

Kolejne Święta Wielkanocne musimy przeżyć. Świadomie używam tego określenia, ponieważ wydaje mi się, że wiele osób nie ma pomysłu na świętowanie i raczej tęskni do rytmu codzienności – szybkie wstawanie, praca, jakieś zakupy, dom, jakieś zajęcie i odpoczynek i tak wkoło. Wolna sobota i niedziela to nadrabianie domowych zaległości lub po prostu leniuchowanie. A tu mamy święta, podobno największe w chrześcijaństwie i co wtedy mamy robić? Nic nadzwyczajnego, trzeba tylko nieco pomysłu i chęci a wszystko się ułoży. Pierwsza sprawa to świadoma Eucharystia. Osobiście mnie denerwuje określenie – trzeba iść do kościoła. Pytam po co? Oglądnąć znane już malowidła czy żyrandole? Trochę pocisnąć się w tłumie i dać na ofiarę?  A może popatrzyć jak ktoś jest ubrany? Słuchać to właściwie nie ma czego – wciąż ta sama Ewangelia i podobne kazanie. Może już tego wystarczy i dobrze będzie, abym nie mówił idę do kościoła, tylko idę na spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym obecnym w Eucharystii. Idę, by przez chwilę spojrzeć na siebie – jakim tak naprawdę jestem i dokąd zmierzam w swoim działaniu? Trzeba także założyć, że wychodzę umocniony z eucharystycznego spotkania z moim Panem. Jak to odczuć? Bardzo prosto, ze spotkania z Bogiem, jeżeli tak to traktuję, muszę być mocniejszy duchowo gdyż jako słaby człowiek składam wszystko i to co radosne i to co trudne u stóp mojego Pana ufając Jego Opatrzności. Jest to możliwe, jeśli ufasz!