Zdaniem Proboszcza

Nowy rok kalendarzowy zazwyczaj nastraja nas dosyć optymistycznie. Snujemy plany jak wykorzystać najlepiej kolejną porcję czasu, by go nie zmarnować, gdyż on się już nie wróci.  Nasze zamierzenia i plany dotyczą różnych dziedzin życia tak rodziny jak i każdego z nas indywidualnie. Z pewności ma to sens, zakładając nawet, że coś może nie wypalić.  Chciałbym, aby w te nasze plany włożyć również troskę o wymiar duchowy naszego życia. Covid spowodował ogromne spustoszenie nie tylko w zewnętrznych praktykach religijnych, ale także również w naszym osobistym życiu religijnym. Pojawiło się mnóstwo wątpliwości dotyczących wiary co potęguje lęki wynikające z zagrożenia epidemicznego. Wobec przedłużającego się czasu epidemii wielu pyta – dokąd Bóg będzie nas tak doświadczał. Na te i podobne pytanie trudno odpowiedzieć, jeżeli Boga traktuje się jak biznesowego partnera. Doświadczenie ludzkości, chociażby ukazane w Biblii mówi o procesach trwających lata, gdyż czas u Boga to nie 365 dni w roku. Doświadczenie trudu jest obecne w Bożej ekonomii i musimy to przyjąć. Naszym zadaniem jest zrozumienie, że mimo wszystko Bóg nas kocha i troszczy się o nasze zabawienie a nie o dzisiejszy dzień. Niech ten nowy rok będzie wykorzystany także na lepsze poznanie Boga i takie uporządkowanie swojego życia.

Aby się ono Bogu a nie ludziom podobało.

Europa, ta szczególnie oświecona sterowanym euro, odnawialną energią (po co więc jej nowa rura?) dwutlenkiem węgla, wyborem płci, narkotyczną i seksualną swobodą zdaje się zaprzeczać naturalnej rodzinie – jej istnieniu, trwałości, prokreacji. Zastanawiam się dokąd Europejczycy będą pozwalać na harce różnej maści liberałom i socjaldemokratom. Kiedy wreszcie skończy się ten niemożliwy już do zniesienie anty naturze i zarazem antychrześcijański jazgot. Ktoś powie, że trzeba mieć swój rozum i umiejętnie wybierać. Dobrze, ale to mogą uczynić ludzie z doświadczeniem a co ma zrobić młode pokolenie, które zostaje odrywane od naturalnych wartości? Młodzi bardzo łatwo ulegają brukselskim powiewom, gdyż ich przyszły sukces sprowadzony jest w zasadzie do pieniądza: będziesz je miał to będziesz szczęśliwy. Skutki deprecjacji rodziny już są widoczne i przyszłość Europy jest zagrożona. Za jakiś czas cywilizacji tego starego kontynentu  po prostu już nie będzie. Kościół wpatrzony w Świętą Rodzinę z Nazaretu niezmiennie powtarza Bożą prawdę o mężczyźnie i kobiecie, o małżeństwie i rodzinie i o prawdziwym szczęściu człowieka.

Zbawiciel się nam narodził! Ta prawda nadaje sens ludzkiej egzystencji, w każdym nawet najtrudniejszym czasie. Przeżywamy chwile niepokoju o życie, zdrowie, pomyślność rodzin, pracę. Święta Bożego Narodzenia to przypomnienie o miłości Boga i nadziei dla ludzkości. Życzymy, aby te święta ożywiły w Was prawdę o Bogu, który jest pośród nas. Odkrywajcie na nowo piękno powołania chrześcijańskiego i bądźcie  dumni z pójścia za Panem. W Waszych rodzinach niech panuje Boża miłość a lęki pokonujcie zaufaniem Zbawicielowi.

                                               Duszpasterze Parafii Św. Jadwigi w Dębicy

Słyszymy w mediach: święta, święta, święta a ja pytam jakie? Laicyzacja w niby katolickim kraju sięgnęła już zenitu. Nie ma Świąt Bożego Narodzenia! Są jakieś święta związane z prezentami, dobrym jedzeniem i bycia razem. Wigilia to jakaś magiczna noc, która nie wiadomo skąd się bierze, na czym polega! Dlatego pytam jakie święta  Ty świętujesz: te wypchane prezentami czy rzeczywiście pamiątkę Narodzenia Syna Bożego, Zbawiciela świata i Ciebie.

Byłem świadkiem dosyć wymownej refleksji osób, które znalazły się w szpitalu z powodu schorzeń i na widok kapelana posługującego chorym z pewnym zaskoczeniem stwierdziły, że nie pomyślały o tym, by przygotować się również duchowo do pobytu w szpitalu. W wielu przypadkach jest to raczej niemożliwe, nagłe zasłabnięcie, wypadek, ale kiedy leczenie jest planowane w warunkach szpitalnych należałoby zadbać również i o stronę duchową – mam tu na myśli przede wszystkim wcześniejsze skorzystanie ze spowiedzi ponieważ w warunkach szpitalnych jest to niezmiernie trudne.
Sytuacja chorego, zwłaszcza osoby starszej przy niepomyślnej diagnozie jest często związana z wielkim niepokojem. Czym wtedy wypełnić pustkę i narastający lęk? Człowiek wierzący nie powinien mieć  z tym trudności, gdyż nawet śmierć ma swój sens ukazany przez Chrystusa. Owszem, człowiekowi towarzyszy lęk taki zwyczajny, ludzki ale osobie wierzącej nie powinien on przesłaniać prawdy o wieczności do której zmierzamy przez cierpienie i przez śmierć naszego ciała. Przygotowanie duchowe  jest bardzo ważne i dlatego trzeba o tym myśleć zawsze a szczególnie w sytuacji poważnego schorzenia.