Zdaniem Proboszcza

Wstydzimy się wiary. Rzadko bowiem  można dostrzec zachowania, które ukazywałyby  związek z wiarą. Publiczne przyznawanie się do wiary staje się (czy już się  stało), jak to młodzi określają – obciachem. Nie tak dawno podróżowałem samolotem i przy starcie mało kto się przeżegnał. W minionym tygodniu byłem zupełnie przypadkowo w domu młodych ludzi i nie zobaczyłem żadnego znaku religijnego, nawet małej figurki aniołka. Kiedyś, w czasach realnego socjalizmu, gdy ruszał autobus prawie wszyscy czynili znak krzyża. Pozdrowienie chrześcijańskie było obecne w większości rodzin a obrazy religijne czy krzyże wisiały na ścianach naszych mieszkań. Ktoś powie, czasy się zmieniły i może ważniejsze jest to, co się ma w swoim sercu niż to co na ścianie. Zgadzam się z tym, ale otoczenie też jest wyrazem czegoś. Powiedzenie pokaż mi swój pokój a powiem ci kim jesteś zawiera jakąś prawdę o człowieku. Przecież na ścianie wieszam to co jest dla mnie ważne, odpowiada moim potrzebom tak estetycznym jak i duchowym. Innym obszarem wstydzenia się wiary są nasze rozmowy, w których prawie nigdy nie poruszamy zagadnień religijnych. Jeżeli już mówimy o wierze, to zazwyczaj o negatywach w życiu duchownych zaczerpniętych z mediów i chętnie przez nas powielanych. Publiczne wyznanie wiary jest naszym obowiązkiem i o tym nie zapominajmy. Europa wstydzi się swoich chrześcijańskich korzeni, ale musimy wiedzieć, że panowanie nad tym światem było, jest i będzie w gestii doczesnych, materialnych interesów. Wiarę uznaje się jako coś zupełnie osobistego i nie mogącego mieć żadnego wpływu na społeczeństwo. Sumienie człowieka nie jest ostoją naturalnego dobra lecz staje się przedmiotem manipulacji – to jest dobrem co stanowi prawo europejskie. I ludzie temu wierzą odsuwając Boga, który w takim rozumieniu dobra po, prostu przeszkadza. A Chrystus wyraźnie powiedział: Do każdego kto przyzna się do mnie przed ludźmi,  przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest  w niebie; a każdego kto się mnie wyprze przed ludźmi, wyprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 32).

Co to jest Komunia Święta? Stawiam to pytanie, zdając sobie sprawę z zaskoczenia wielu moich parafian: jak to proboszcz tego nie wie? Pewno wiem, chociaż wydaje mi się, że ten tajemniczy pokarm dany nam na życie wieczne ciągle ukazuje nowe obszary tego niezwykłego zjednoczenia z Bogiem. I właściwie tutaj jest źródło postawionego pytania: co to jest Komunia Święta? Wielu wierzących posiada świadomość tego wielkiego daru. Z podziwem i uznaniem obserwuję życie eucharystyczne sporej grupy parafian. Niemal codziennie przyjmują Komunię Świętą a czynią to z wielkim namaszczeniem i nie wyobrażają sobie dnia bez takiego spotkania z Chrystusem. Nie wszyscy mają możliwość codziennej obecności w kościele, toteż równie głęboko przeżywają przyjęcie Komunii podczas niedzielnej Eucharystii. Życie eucharystyczne jest drogą wierzącego katolika i ta świadomość powinna być motywacją do częstego przyjmowania Komunii Świętej. Niestety jest spora grupa wierzących, którzy Komunię Świętą traktują bardzo formalnie. Przecież wypada być do Komunii na pogrzebie czy ślubie no i raz do roku bo tak każe Kościół, toteż błyskawiczna spowiedź (podobno jest to potrzebne) i spożycie Komunii Świętej załatwia sprawę. Przyjęcie Komunii to nie spożycie, tak jak spożywamy posiłek, ale jest to moment duchowego zjednoczenia z Chrystusem. Mam mieć świadomość tajemniczej obecności Boga i muszę tę chwilę odpowiednio przeżyć. Tak więc najpierw przygotowanie czyli sprawdzenie stanu duszy, następnie wzbudzenie pragnienia przyjęcia, później powitanie czyli wyzwolenie duchowej radości i wreszcie pójście w codzienne życie umocnieni duchowo, by czynić dobro. Tak powinno wyglądać nasze spotkanie a Chrystusem w Komunii Świętej. Jak to jest w naszej praktyce sami dobrze wiemy i zróbmy wszystko, by poważnie traktować dar Eucharystii, abyśmy kiedyś nie byli winni Ciała i Krwi Pańskiej.

Wiara współczesnych chrześcijan w Europie jest bardzo płytka a co za tym idzie niezrozumiała nawet dla nich samych. Ostatnio wraz z grupą naszych pielgrzymów mogliśmy zaobserwować w Santiago de Compostela następujące zachowanie ludzi - raczej wierzących. Otóż, to ważne miejsce pielgrzymowania związane jest ze św. Jakubem Apostołem, którego szczątki czyli relikwie znajdują się w katedrze w krypcie pod głównym ołtarzem. Pielgrzymi mają za cel nawiedzić właśnie grób Apostoła. Tymczasem w katedrze ustawiają się bardzo długie kolejki, w których trzeba odstać nawet ponad pół godziny, do wejścia z wąskimi schodkami prowadzącymi do góry za główny ołtarz, by móc tam dotknąć figury św. Jakuba a konkretniej muszli znajdującej się na plecach figury a wykonanej z metalu. Tymczasem do krypty nie ma żadnej kolejki i zdecydowana większość pielgrzymów i turystów nawet nie zawraca sobie głowy chociażby krótką modlitwą przy relikwiach tak wielkiego świętego. Całe szczęście, że zabroniono fotografowania się z tą figurą, gdyż zapewne odbywałyby się tam długi sesje zdjęciowe no bo jak to nie utrwalić się z takim z takim świętym! I to jest cecha widoczna u wielu współczesnych chrześcijan: dotknąć, zrobić fotkę i tak być dumnym ze swojego chrztu. Podczas wakacyjnych wędrówek zapewne odwiedzamy liczne kościoły czy sanktuaria. Spróbujmy jako katolicy, podziwiać piękno architektury czy wystroju kościoła nie zapominając o pierwszej jego funkcji – miejscu szczególnej obecności Boga. Praktyczne rady: zachowajmy szacunek tak i w zachowaniu jak i w ubiorze, zdobądźmy się na chwilę modlitwy, spróbujmy odnaleźć kaplicę z Najświętszym Sakramentem i tam klęknąć!!! oddając cześć Chrystusowi. To niewiele zajmuje czasu i wysiłku a jest czytelnym znakiem tak dla nas samych jak i współtowarzyszy wakacyjnych wędrówek, dających jasny przekaz - wędrujemy przez życie z Chrystusem.

Od czasu do czasu otrzymuję zapytanie czy koło kościoła lub plebanii są jakieś kamery monitoringu. Odpowiadam, że na zewnątrz nie ma i pytam, a do czego ta wiedza jest potrzebna? Wtedy zazwyczaj słyszę taką opowieść: przyjechałem do kościoła na nabożeństwo, prawidłowo zaparkowałem samochód i poszedłem się modlić. Po zakończonym nabożeństwie przychodzę do samochodu a tu wgnieciona karoseria, dziura w błotniku, rysa przez całą długość auta i nie ma winowajcy. Dodam od siebie; parę miesięcy temu pewna pani w czerwonym samochodzie potrafiła porządnie przyłożyć niewinnej barierce przy schodach znacznie ja wykrzywiając i spokojnie odjechała do domu. Myślę, że problem stłuczek parkingowych jest czymś powszechnym – moment nieuwagi może każdemu się zdarzyć nawet proboszczowi i burmistrzowi. Pozostaje jednak kwestia moralna: wyrządziłem komuś szkodę muszę ją naprawić. Tymczasem sprawcy spokojnie odjeżdżają jakby nic się nie stało. Zdumiewa mnie brak poczucia winy a co za tym idzie prawidłowej wrażliwości sumienia. Pozostawienie karteczki z numerem telefonu i krótkim zdaniem - to ja przyłożyłem – wspaniale załatwiłoby sprawę, bez policji i bez zbędnego szumu. Jest jesz-cze jedna kwestia z tym związana – roszczenia, które często, jak słyszę, przekraczają nie tylko wielkość wyrządzonej szkody, ale również zdrowy rozsądek. Poszkodowany dosyć często próbuje coś zyskać na szkodzie i to również jest niemoralne, jest grzechem a w prawie nazywa się to wyłudzaniem i też jest karalne. Pozostaje jeszcze problem kultury osobistej, niechcąco nadepnąłem komuś na palec to przynajmniej przepraszam a jeżeli palec spuchł to grzecznościowo kupuje kwaśną wodę i tabletkę przeciwbólową. Odnieśmy to do ładnie wypolerowanej karoserii samochodowej i podobnie postępujmy a codzienne poruszanie się jakimkolwiek pojazdem nie będzie dla nas obciążone lękiem a dla drugiej strony - obciążonym sumieniem.

Dziwnym się wydaje, pomysł Kościoła, by w wakacyjnym miesiącu zachęcać do abstynencji od alkoholu. Różnie można na to spojrzeć, ale wydaje mi się, że ten miesiąc jest wyjątkowy dla ludzi wierzących tak w wymiarze religijnym jak i historycznym. Ponadto musimy sobie uświadomić, wartość wyrzeczenia właśnie wtedy, kiedy zdawałoby się można niemal wszystko, bo są wakacje. Niedawno usłyszałem informację o tym, że najwięcej utonięć to skutek kąpieli po spożyciu alkoholu. Jeżeli dodamy do tego drogowe wypadki spowodowane pod wpływem alkoholu a także łzy matek i dzieci, które w piękne wakacyjne miesiące muszą niemal codziennie znosić widok i zachowanie pijanego męża i ojca to mamy dosyć smutny obraz będący skutkiem spożywania i nadużywania alkoholu. Wszyscy zastanawiamy się co należy uczynić, by to zmienić? Biskup Bronakowski w południowej audycji programu I PR wskazał na problem nachalnej reklamy napojów alkoholowych, która znacząco wpływa na sięganie po alkohol zwłaszcza przez młodzież. Owszem alkohol należy do naszej kultury i dlatego musimy pamiętać o kulturze picia, o możliwych zagrożeniach i również o tym, że można nie pić alkoholu i być normalnym i szczęśliwym człowiekiem. Zamiast podawać alkohol to spróbuj rozmawiać z drugim człowiekiem, bo być może jest on w dołku i potrzebuje sposobu na wyjście z niego: alkohol jest niestety często tym sposobem, gdyż łatwo po niego sięgnąć. Właściwym sposobem jest jednak zainteresowanie się drugim, tak aby odczuł to pochylenie się nad nim i znalazł dobrą radę i oparcie.