Zdaniem Proboszcza

Problem słabej wiary młodego pokolenia zawsze istniał i mało kto może powiedzieć, że w wieku kilkunastu lat jego wiara była mocna i ugruntowana. Wymogi moralne jakie stawia wiara chrześcijańska są wysokie co rodzi trudności z ich zaakceptowaniem przez młodego człowieka. Natura młodego człowieka jest zazwyczaj buntownicza a pytania dlaczego tak trzeba  a tak nie wolno mnożą się w ich życiu na każdym kroku.  W tej sytuacji rodzina kiedyś była katalizatorem młodzieńczych buntów i jednocześnie jakimś oparciem pozwalającym przetrwać ten trudny czas. Dzisiaj w większości rodzin to nie działa, gdyż rodzice utracili swój autorytet często sami nie mając wiary a dzieciom wolno wszystko i one o tym wiedząc bardzo często szantażują rodziców w przeróżny sposób osiągając swoje cele. Poza tym dzieci i młodzież są otoczone atmosferą nieufności a nawet wrogości wobec Kościoła. Pomijam wszelakiej maści media wyzywające się na pedofilii paru księży i totalną krytyką instytucji Kościoła natomiast mocno mnie niepokoi  środowisko naszych rodzin. Kiedyś sprawy Kościoła i duchowieństwa były otoczone szacunkiem i estymą. Dzisiaj w naszych rodzinnych i towarzyskich rozmowach w dobrym tonie jest dołożenie coś negatywnego księdzu, biskupowi czy Kościołowi. I to czynią członkowie Kościoła tak jakby oni byli święci a inni w tym duchowni to wspólnicy szatana. Zastanówmy się co i jak mówimy o naszym Kościele, który tworzymy. Nie rozwalajmy tej wspólnoty bo pozostaniemy na przysłowiowym lodzie, nie mając właściwej miary moralnej oceny naszego życia.

Politycy raz po raz odsłaniają swoje prawdziwe oblicze wypowiadając szokujące zdania o chociażby o życiu. Były premier zdobył się na coś co mnie osobiście przeraża w kontekście nauki Kościoła o rodzinie a także w pespektywie rozwoju naszego Narodu. Zdanie „urodzenie dziecka, nie mówiąc już o trójce, czwórce, to jest demograficznie fajna rzecz, ale jakże często to jest udręka na najbliższe 20 lat życia”. Kontekst tego zdania mówiący o krajobrazie kulturowym i politycznym gdzie kobieta jest bita, poniewierana, nie ma pracy, ewentualny brak żłobków, szpitali wcale nie usprawiedliwia takiej wypowiedzi. Nigdzie na świecie nie ma takich warunków, by urodzenie i wychowanie dziecka nie było trudem. Trud rodzicielstwa jest wpisany w naturę macierzyństwa i ojcostwa. Były Pan premier zapomniał jako katolik, że dziecko ma matkę i ojca a to jest zapisane w Biblii. Mówiąc o udręce matki pomija cały aspekt trwałej wspólnoty jaką jest małżeństwo i rodzina. Trzeba więc podejmować takie działania, aby ta pierwotna wspólnota cieszyła się totalnym poparciem rządzących i przetrwała wszelkie zamachy czynione przez liberałów, do których, jak mi się wydaje, były premier się zalicza. Krajobraz kulturowy jest taki jaki tworzą ludzie często pogubieni w wartościach, szukający sposobów wyrażenia siebie. Kultura europejska promuje niestety nihilizm (chociażby nagrodzony w Cannes film „Titane”) zaprzeczając osiągnięciom  nauki chociażby w definiowaniu płci, poprzez zacieranie różnicy i skupianiu się na dziwnym pojęciu osoby. Kościół niezmiennie uczy, że każdy człowiek jest osobą niezależnie od płci, która determinuje jego role życiowe. Zakończona olimpiada jakoś nie poszła za liberalnym pojęciem tożsamości tylko były normalne konkurencje dla kobiet i dla mężczyzn. Nie wyobrażam sobie meczu piłkarskiego kobiety-mężczyźni albo boksu męsko-kobiecego w jakiejkolwiek wadze nie mówiąc już o zapasach. Nie przewracajmy świata do góry nogami, zresztą już tacy byli i źle to się skończyło. Natomiast wszystkim rodzinom a także matkom samotnie wychowującym dzieci (drania ojca trzeba ścigać) należy wszechstronnie pomagać. Politycy mając na uwadze jakikolwiek rozwój muszą pamiętać, że zawsze należy to rozważać w kontekście życia rodziny – jej godnych dochodów, pomocy wychowawczej, opieki zdrowotnej czy należytej pomocy prawnej w sytuacjach konfliktowych. Ponadto trzeba walczyć o trwałość  rodzin a to wiąże się też z należytym przygotowaniem do roli matki i ojca. Wzorce jakie serwują ludziom młodym niektórzy twórcy kultury a także liczne media nie sprzyjają normalnej i szczęśliwej rodzinie,  o czym jak mi się zdaje sympatyczny były premier, znany z europejskich salonów świadomie zapomniał.

Formalizm praktyk religijnych daje się zauważyć u wielu wierzących. Dotyczy on w szczególności sakramentów świętych, które są obwarowane przez Kościół wymogami, aby przyjąć je ważnie i godnie. Młodzi katolicy są na ogół bardzo słabo zorientowani w swoich religijnych obowiązkach i właściwie traktują je bardzo powierzchownie co zwłaszcza przy sakramencie rodzi obawy o jego ważność i skuteczność. Pandemia pogłębiła lenistwo duchowe a może nawet spowodowała znaczne osłabienie wiary a także dobrego korzystania ze sakramentów. Przykładów można mnożyć wiele, ot chociażby pierwszy z brzegu: ktoś rok z okładem nie korzystał ze spowiedzi i obecnie spowiada się z dwóch grzechów – zapomniał paciorka i nie był na mszy z powodu pandemii. Czy taka spowiedź nie rodzi wątpliwości co do szczerości wyznania i rozumienia czym jest grzech. Wielu penitentów jest nieprzygotowanych do dobrej spowiedzi chociażby przez brak rachunku sumienia. Często idziemy do konfesjonału „z biegu” uważając, że coś tam powiem i to wystarczy. Otóż warunkiem odpuszczenia grzechów jest ich pełne i szczere wyznanie przed Bogiem, który przecież zna twoje winy lecz czeka na przyznanie się do nich. Ten akt przyznania się i szczerego wyznania jest kluczowy dla ważności sakramentu pokuty. Zastanówmy się na tym problemem i odbudujmy należyty sposób korzystanie ze sakramentów świętych, aby nie lekceważyć Boga przez grzech świętokradztwa, o którym już wielu zapomniało a on niestety coraz częściej dochodzi do głosu.

Sierpień to miesiąc wielu wydarzeń ważnych z punktu widzenia naszej historii. Kościół katolicki mając to na uwadze, ogłosił sierpień miesiącem trzeźwości jako wyraz troski o kondycję społeczeństwa polskiego tak bardzo doświadczonego w przeszłości. Problem alkoholizmu w Polsce istnieje od setek lat. Piliśmy z radości, fetowaliśmy zwycięstwa militarne, piliśmy z zimna i głodu, piliśmy zgnieceni przez zaborców a kolejni agresorzy też ułatwiali nam picie. Dzisiaj pijemy za dużo i to już z zupełnie innych powodów. Pop kultura tego się domaga a pustka duchowa tej kulturze wtóruje. Apele Kościoła katolickiego spotykają się z brakiem rozumienia czym jest trzeźwość, jaką wartość przedstawia dla życia rodzinnego społecznego. Jedna posłanka z długim stażem parlamentarnym zapytana o apel episkopatu o trzeźwość odpowiedziała: To osobista kwestia każdego człowieka, czy w sierpniu pije i nie pije. Ja bym wolała, żeby episkopat wydał tak jednoznaczny komunikat na temat szczepień. Dziwię się tej pani, że tak podchodzi do tej kwestii i zestawia ją z zupełnie innym problemem. No, cóż tak wygląda elita polityczna, której przykład udziela się wielu ludziom, a kiedy wpadają w problem uzależnienia, wtedy szukają ratunku nie u polityków, ale często w Kościele, aby ich wesprzeć, dać grosza na jedzenie czy pomóc wyjść z alkoholizmu. Nie oglądając się na takich posłów, musimy sami dać dobry przykład trzeźwości. I tutaj apeluję przede wszystkim do ojców rodzin – bądźcie trzeźwymi, nigdy nie pozwólcie, aby wasze dziecko widziało was upojonymi alkoholem. Przykład trzeźwych rodziców jest czymś fundamentalnym w procesie wychowania dzieci i młodzieży. Ponadto apeluję kolejny raz do kierujących pojazdami: nie siadajcie za kierownicą po spożyciu alkoholu. Osoba będąca pod jego wpływem wiezie pewną śmierć sobie i innym. I na końcu apel do młodych: generujcie w sobie radość ale bez alkoholu, bo to nie jest trudne.

Wielkie poruszenie u jednego z dziennikarzy portalowych wywołała decyzja papieża Franciszka zakazującej celebrowania tzw. „mszy trydenckiej” poza pewnymi wyjątkami, co do których decyzję wydają biskupi diecezjalni. To wydarzenie zostało przedstawione tak jakoby Franciszek kasował reformy Benedykta XVI a tym samym przeciwstawiał się swojemu poprzednikowi. Po pierwsze papież Benedykt XVI nic w tej materii nie reformował tylko wydał zgodę na celebrowanie mszy trydenckiej  co było pewny gestem pojednania wobec lefebrystów i trzeba przyznać, że to się za bardzo nie udało. Po drugie: skoro ryt mszy trydenckiej został ustanowiony na Soborze Trydenckim (1545-1563) jako nowa forma zdyscyplinowania sakramentalnego wobec zapędów reformacji to Sobór Watykański II (1962-1965) miał prawo zreformować liturgię tego sakramentu dostosowując ją do obecnych czasów, zwłaszcza przez wprowadzenie języków narodowych, i to uczynił. Od 1965 roku tzw. ryt rzymski obowiązuje w całym Kościele i trwa do dzisiaj o czym przypomniał swoim zakazem papież Franciszek. Stało się to z prostej przyczyny: lefebryści pozostali przy swoim uporze a pojawili się „księża celebryci”, którym nie wystarczała skromna sutanna i solidna praca lecz szukali oryginalności w odkurzaniu starych ornatów i koronkowych alb, by po prostu odróżnić się od zwykłego księdza. Ponadto nie znając łaciny i całego rytu mszy trydenckiej (jest bardzo zawiła) upraszczali jej liturgię wmawiając zdezorientowanym wiernym zdecydowanie większą wartość mszy odprawianej w takich szatach, tyłem do ludzi i bez zrozumienia tekstów. Tego w Kościele być nie może i stąd zdecydowane posunięcie papieża Franciszka. A dziennikarzowi radzę wziąć się za solidność dziennikarską a najlepiej niech porzuci dokładanie Kościołowi. Wszystkim jeszcze czytającym życzę rozwagi i krytycznego podchodzenia do „nowinek” o Kościele, którego musimy bronić.