Zdaniem Proboszcza

Niedawno dotarłem do wiadomości, że 109 dyrektorów warszawskich szkół zwróciło się do Kardynała Nycza i Biskupa Kamińskiego o wyrażenie zgody na zmniejszenie tygodniowego wymiaru godzin religii. Powodem jest ponoć brak finansów i sal lekcyjnych. Próbuję to jakoś zrozumieć i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy oprócz jednego: religia a więc i system wartości chrześcijańskich, a więc i wychowanie moralne człowieka nie są potrzebne Państwu. Neoliberalizm lub coś bardzo nieokreślonego ma zastąpić  wszelkie wartości a człowiek ma być wolny od moralnych wymogów, ale za to zniewolony ekonomicznie, poddany presji społecznej, zmuszany do przyjęcia modnych ideologii wymyślonych prze współczesnych luminarzy, poddawany praniu mózgów przez media, wyznający idee biurokratów przebranych w garnitury marki „liberte, egalite, fraternite” i otwierający ręce na przyjęcie imigrantów, by w wysoko rozwiniętych krajach  stanowili tanią siłę roboczą. Europa budowana przez setki lat w oparciu o wartości chrześcijaństwa, dokonuje na naszych oczach samozagłady, gdyż oprócz konsumpcjonizmu nie promuje się żadnych wartości sięgających głębi duszy ludzkiej. Historia pokazała, że narody bez duchowego spoiwa giną. Dlatego bardzo mnie niepokoi trend samorządowy do ograniczania wychowania moralnego i zarazem chrześcijańskiego. Problemy finansowe są jedynie przykrywką dla lekceważenia religii. Jeżeli w Warszawie brakuje pieniędzy na moralność to dlaczego wydaje się, jak wyczytałem, 8 milionów złotych na wspieranie LGBT? Zapewne niektórzy biskupi ulegną i zgodzą się na zredukowanie lekcji religii, by zachować jakieś relacje ze samorządami i nie wywoływać napięć. Tylko czy przypodobanie się gremiom politycznym przystoi biskupowi? Owszem, może należałoby zastanowić się nad problemem katechizacji w całym kraju i może trzeba go nieco  zmodyfikować. Obserwując katechizację mogę stwierdzić, że istnieje pilna potrzeba doboru osób do prowadzenia katechez. Nie każdy ksiądz, nie każda siostra, nie każda osoba świecka  jest dobrym katechetą. Tak jak mamy nietrafionych nauczycieli tak też brakuje prawdziwych katechetów. W diecezjach musi istnieć polityka kadrowa, by należycie zaradzać potrzebom. Różnice w katechizacji, różnice w stawianiu pewnych wymagań chociażby przy udzielaniu sakramentów  powodują, że wierni gubią się i podejrzewają nas zwykłych księży o jakieś manipulacje, za którymi na pewno kryje się kasa. Biskupi, mając na uwadze autonomię diecezji muszą pamiętać o obliczu Kościoła w całym Państwie.

Powoli przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia. Katolik te czas wykorzystuje przede wszystkim dla odnowy ducha. Pamiątka przyjścia na świat Boga w osobie Jezusa (młodym wyjaśniam: Bóg prawdziwie a nie pozornie stał się człowiekiem) jest okazją do spojrzenia na swoją wiarę. Pomocą w tym spojrzeniu jest Sakrament Pokuty, gdyż tam wierzący spotyka się z Bogiem miłosiernym, który umacnia grzesznego i słabego moralnie człowieka. Aby ten sakrament zadziałał trzeba naszej współpracy z Bogiem. Na czym ma ona polegać? Na szczerym wyznaniu swoich grzechów (a nie cudzych), szczerym żalu i postanowieniu poprawy. Wyznanie grzechów coraz częściej sprawia wielu osobom kłopot – doszli do wniosku, że nie mają grzechu, nawet wtedy kiedy ostatnią spowiedź odbyli wiele miesięcy czy nawet lat wcześniej. Otóż, problem leży nie w tym, że człowiek nie ma grzechu nawet lekkiego lecz w tym, że my już nie uznajemy grzechu jako odejścia od wierności Bogu. Kościół wprowadził w tym względzie pomoc w postaci rachunku sumienia, którego nie czynimy. Ilu czyta odpowiedni dla swojego wieku i stanu rachunek w postaci konkretnych pytań? Te pytania to znakomita pomoc w rozeznaniu swojego duchowego stanu. Zanim klękniesz do spowiedzi zrób uczciwy rachunek sumienia!

Tydzień temu świętowano 90–lecie działalności Polskiego Czerwonego Krzyża w Dębicy. Piękna uroczystość z dziękczynieniem Bogu i ludziom skłoniła mnie do pewnych refleksji. Najpierw podbudowała mnie istniejąca jeszcze w społeczeństwie bezinteresowność, gdyż członkowie PCK to wolontariusze, poświęcający swój czas w różnych akcjach niosących pomoc innym ludziom, najczęściej nieznanym. Z podziwem słuchałem też o krwiodawcach oddających dziesiątki litrów życiodajnego płynu, a już z pokorą pochyliłem czoło przed człowiekiem, który oddał ponad 100 litrów krwi! I to wszystko bezinteresownie, krew – na szczęście  - nie może być przedmiotem handlu. Jakież to budujące, że są ludzie potrafiący regularnie oddawać krew, by w ten sposób ratować innym życie. Jest to na wskroś chrześcijańska postawa, którą trzeba pokazywać zwłaszcza ludziom młodym, którzy posiadając wszystko dzięki przepracowanym rodzicom nie zdają sobie sprawy, że mleko daje krowa a nie supermarket  a krwi nie da się wyprodukować tylko musi być oddana przez zdrowego człowieka. Dlatego szanujcie młodzi przyjaciele swoje zdrowie i może spróbujcie dołączyć do grona prawdziwych lecz cichych bohaterów, którzy rozumieją wartość życia i dzielą się tym co mają najcenniejsze w swoim organizmie.

Katolik to ten, kto żyje sakramentami. Zazwyczaj kryzys wiary bierze początek w braku rozumienia sakramentów Kościoła a także w pojawiających się trudnościach  w korzystaniu z nich. Ideałem życia katolika jest ciągły stan łaski uświęcającej, czyli  wolność od grzechu ciężkiego. Niestety wielu uważa, że takiego grzechu nie popełnia i w związku z tym nie ma się z czego spowiadać. Staram się zrozumieć taką osobę, ale już nie rozumiem dlaczego więc nie przystępuje do  Komunii św. chociażby tylko w niedzielę. Kiedy pytam o częstszą Komunię św. wtedy zazwyczaj słyszę – no, tak bez spowiedzi to chyba nie można. Jest to smutny obraz katolika, który stał się formalistą i stosuje zasadę jedna spowiedź, jedna Komunia św. i brak poczucia grzechu. Tymczasem życie katolika powinno być oparte o szczególnie o dwa sakramenty: Pokutę i Eucharystię. Pokuta sprawia nam sporo trudności, wielu nie potrafi dobrze się wyspowiadać. Wielu boi się lub wstydzi spowiednika. Wielu nie rozumie czym jest wyznanie grzechów (swoich a nie cudzych). Dlatego nieco przypomnienia. Spowiedź to przede wszystkim stanięcie w prawdzie o własnych grzechach przed Bożym majestatem polegające na szczerym wyznaniu wszystkich grzechów, które się  pamięta , a w szczególności grzechów ciężkich. Aby móc to uczynić nie wystarczy krótki błysk myśli lecz trzeba zrobić dokładny rachunek sumienia – czyli poświęcić przynajmniej 15 min na zastanowienie się na tym, a pomocą mogą służyć pytania do rachunku sumienia. One wiele przypominają i porządkują. I jeszcze jedno – wyznajemy swoje grzechy, nazywając je po imieniu, bez wybielania, zbędnych opisów czy usprawiedliwień.  Spowiednik nie jest sędzią, tylko narzędziem Boga, w którego imię wykonuje znak sakramentalny. To co kapłan mówi jest pouczeniem duszpasterskim i zachętą do nawrócenia. Druga ważna sprawa to nawrócenie. Dokonuje się ono poprzez duchowy wysiłek zmierzający do takiego kształtowania woli, by w sprawach moralnych zawsze dokonywała dobrego wyboru. Czas bezpośrednio po spowiedzi jest temu poświęcony i w codziennym rachunku sumienia powinniśmy stawiać sobie pytanie – jak wypełniamy nasze postanowienie poprawy?  Tak przeżywana spowiedź nie będzie torturą, lecz drogą szczęśliwego życia, chyba, że ktoś szuka szczęścia poza Bogiem, lecz tam trwa ono tylko chwilę.

W jednej z audycji radiowych (ja jeszcze słucham radia) rozmawiano na temat przemocy w szkole. Rozmówczynie wskazały na narastający problem przemocy stosowej przez uczniów. Przemoc ta, to nie tylko fizyczne znęcanie się nad słabszym lecz również dokuczliwe czy wyśmiewające osobę teksty w komunikatorach społecznych. Kilka lat temu – jak sobie przypominam – z tego powodu dziewczynka odebrała sobie życie. Okazuje się również, że to dziewczęta częściej dopuszczają się tego rodzaju zachowań. Oczywiście panie przed mikrofonem próbowały sformułować wnioski przeciwstawiające się tego typu zachowaniom. Wnioski jak wnioski – pełne dobrych propozycji, poparte zdobyczami psychologii rozwojowej i pełne życzeń nie do zrealizowania. Niestety w tejże rozmowie brakło mi zwrócenia uwagi na wychowanie etyczne. Rozumiem trudność tego tematu ponieważ ciągle pozostaje bez odpowiedzi pytanie – na czym opierać wychowanie etyczne i kto ma to czynić? Uważny czytelnik odpowie krótko – katecheci, gdyż wiara daje obiektywny system etyczny, zweryfikowany i co najważniejsze - trwały. Zgadzam się z tym zupełnie, tylko jest jedno „ale”, etyka wyrastająca z wiary musi mieć poparcie – najpierw rodziców a później społeczeństwa. Niestety, porażka wysiłków katechetycznych jest wynikiem lekceważenia Boga i Jego zasad. Dzieci i młodzież doświadczają w domu, życiu szkolnym, środowisku czegoś co jest bardzo dalekie od miłości, którą głosił Chrystus. Ponadto wyzbyliśmy się kar w imię nowoczesnego wychowania i dlatego, m. innymi, dzieci nie bojąc się nikogo podejmują działania, od których jeży nam się włos na głowie.