Zdaniem Proboszcza

Wiele osób, nawet starszych zapatrzona jest bezkrytycznie w rozmaitych idoli filmowych, muzycznych czy sportowych. Wielką furorę robią komunikatory społecznościowe, chociażby takie jak tik-tok; niedawno otworzyłem taka stronę i szybko zamknąłem gdyż „jechało” rynsztokiem. Niestety, prawdą jest, że takie osoby mają bardzo duży wpływ na ludzkie postawy. Ostatnio znany aktor pozwolił sobie na wypowiedzenie bardzo wulgarnego i mijającego się z prawdą zdania o Kościele Katolickim, którzy jego zdaniem „ …… (moje tłum. dzieli) polskie społeczeństwo”. Pomijam jego wulgarność, zresztą znaną powszechnie, ale brak elementarnej wiedzy o Kościele Katolickim źle świadczy o człowieku, który jako aktor powinien wykazać się pewnym poziomem kultury a więc i wiedzy o rzeczywistości w jakiej żyje. Ponadto odwołuje się do swojej wiary w Boga lecz niewiele może o tym swoim Bogu powiedzieć i to jest bardzo żałosne. Takich przykładów można mnożyć wiele a społeczeństwu niestety brakuje swojego zdania i właściwej oceny tego typu postaw.  Jako katolicy musimy odważnie głosić swoją wiarę i zdecydowanie sprzeciwiać się poniżaniu wiary katolickiej przez kogokolwiek. Współcześni liberałowie odrzucając Boga jednocześnie przypisują sobie wszelkie cechy boskie takie jak prawda, miłość, nieomylność, wiedza przyszła. Życie jednak weryfikuje to wszystko i pokazuje w jakim żyli zakłamaniu. Żadne gremia ludzkie nie mogą się równać z Bogiem, chociaż mogą Go odrzucać.

Czasami pytam młodych ludzi na czym opierają swoją moralność i najczęściej widzę zakłopotanie na twarzy i milczenie, które zdaje się mówić:  przecież nikt mnie o to nie pytał. Pytam prościej: skąd wiesz co jest dobre a co złe? I znowu gorączkowe szukanie odpowiedzi, ale z pomocą przyszło życie i odpowiedź brzmi: inni tak postępują, no to i ja podobnie czynię. Poprzestaję na tym pytaniu i zadaję najważniejsze – co jest źródłem moralności dla człowieka? Na pierwszym miejscu jest sumienie, to naturalne, to, które nie ulega naszym zachciankom i słabościom. Takie sumienie ma każdy człowiek i każdy może dobrze postępować słuchając swojego naturalnego sumienia. Doświadczenie ludzkości jednak podpowiada, że sumienie jednak należy kształtować w oparciu o obiektywne normy, ponieważ człowiek z wielkim trudem potrafi kierować się tylko naturalnym sumieniem. W kręgu cywilizacji judeochrześcijańskiej obiektywne normy posiada Dekalog. Dlatego my, chrześcijanie uważamy Dekalog za podstawę naszej moralności. Na ogół jako katolicy z tym się zgadzamy, ale problem istnieje w tym, że dokonujemy wybiórczości a nawet nie znamy Dekalogu. Kiedyś zapytałem młodego człowieka: Jak u ciebie z przykazaniami? A no dobrze. To może spróbujesz je wymienić? Nie teraz proszę księdza, bo musze sobie powtórzyć.  Dialog wydaje się  banalny, ale odwzorowuje rzeczywistość – większość nie zna przykazań, a to oznacza, że w wyborach moralnych ich nie stosuje tylko mają „swoje przykazania” ochraniające ich grzeszne słabości. Taką drogą daleko nie zajdziemy, a na pewno nie do nieba i bądźmy tego świadomi.

Chrześcijanie od czasów Chrystusa cechowali się wielką odwagą w głoszeniu Dobrej Nowiny, tak wielką, że potrafili oddać za tę prawdę swoje życie. Kościół zwraca na to uwagę, przypominając współczesnym wiernym, tych pierwszych męczenników. Dzisiaj niestety brakuje nam odwagi w głoszeniu wiary dlatego, że nasza wiara jest bardzo słaba. Jeżeli ktoś odnosi się w swojej wierze tylko do instytucji czy tylko do jakiejś osoby to rzeczywiście w chwili pojawienia się jakichkolwiek trudności wiara się chwieje a nawet zanika. Wiara musi być moją osobistą wartością, muszę rozumnie przyjąć nawet tajemnice wiary a takie przecież są i wcale nie sprzeciwiają się rozumowi. Ponadto muszę rozumieć czym jest Kościół, którego jestem członkiem. Wielu traktuje kościół jak firmę i patrzy na duchownego jak na jego właściciela. Duchowny to tylko kierujący sprawami Kościoła dla dobra wiernych. I tutaj różne rozumienie dobra często prowadzi do buntu wobec duchownego czy nawet Kościoła. Wielu widzi dobro tylko we własnej perspektywie, zaś obiektywizm zasad wynikających z wiary odrzuca jako wymysł papieża czy biskupa. Pomyśl nieco o swojej wierze, co wiesz i co wybierasz w codziennym życiu.

Ilość zawieranych związków małżeńskich sakramentalnych, niestety systematycznie spada. Wiele par żyjących bez sakramentu nie zamierza go przyjmować a jednocześnie mienią się katolikami. Owszem są katolikami tylko z racji przyjęcia chrztu, natomiast już dawno w nich wygasła wiara w Boga, Jego moc sprawczą czy życie z Bogiem. Ewangeliczne wydarzenie jakim było wesele w Kanie Galilejskiej podkreśla wagę obecności Chrystusa w życiu małżonków od samego początku. Zawierając związek sakramentalny małżonkowie deklarują chęć układania swojego życia w oparciu o Boże zasady, chcą korzystać z łaski sakramentalnej i biorą pełną odpowiedzialność za siebie. Niestety, tej świadomości brakuje wielu młodym ludziom, którzy według „własnej receptury” próbują budować swoje szczęście. Odrzucanie Boga i to świadome zawsze kończy się źle, ponieważ w relacjach małżeńskich, ktoś próbuje zastępować Boga będąc pozbawiony z natury obiektywizmu a także perspektywy przyszłości. Lęk przed odpowiedzialnością, brak dojrzałości psychicznej i emocjonalnej, rozmaite uzależnienia, koncentrowanie się tylko na doznaniach zmysłowych to najczęstsze przyczyny braku sankcjonowania małżeństwa czy to religijnego czy to cywilnego. Pary, żyjące w tzw. wolnych związkach najczęściej się rozpadają raniąc siebie nawzajem a to co najgorsze skazując potomstwo na sieroctwo emocjonalne jak i prawne. Egoizm młodego człowieka, niestety nie pozwala na prawdziwą miłość; liczę się tylko ja i moje „ego”. To, że dziecko w procesie wychowania potrzebuje tak matkę jak i ojca, i to kochających się wzajemnie, nie jest ważne, gdyż moje potrzeby są ważniejsze. Niestety, kochani młodzi – gubiąc Chrystusa, gubicie siebie.

Czasami pytam kogoś młodego o imieniny zwłaszcza kiedy w kalendarzu przypada dzień związany ze znanym powszechnie imieniem: Józef, Piotr, Agnieszka, Łucja, Ewa, Krzysztof itd. Często jestem zaskakiwany odpowiedziami: proszę księdza ja nie obchodzę imienin tylko urodziny i nawet nie wiem kiedy imieniny wypadają. Zastanawia mnie to jak szybko rezygnujemy ze zwyczaju tak mocno zakorzenionego w chrześcijaństwie. Nadanie dziecku imienia wiązało się z przyjęciem Sakramentu Chrztu Świętego i rodzice zazwyczaj dbali o to, by dziecko miało patrona; a więc pierwsze lub drugie imię było związane ze świętą postacią, by dziecko miało duchowy kontakt ze świętym i wzór do naśladowania w życiu chrześcijańskim. Owszem, rozwój tej więzi zależał od atmosfery domowej; czy rzeczywiście rodzina żyła chrześcijaństwem. Nawet jeżeli tego nie było, to sam fakt obchodzenie imienin we wspomnienie świętego trochę przypominał o chrzcie i chrześcijańskich zobowiązaniach. Odejście od obchodzenia imienin ma zazwyczaj dwa powody. Pierwszy to nadawanie dzieciom imion, obcych polskiemu językowi a nawet pogańskich i dziwacznych. Drugi powód to chęć pokazania „nowoczesności” i przyjmowanie wzorców z innych krajów. Europejczyk to już nie chrześcijanin tylko wolny człowiek, który początek swój wziął z faktu ukazania się światu poprzez narodziny i to właściwie stanowi o jego wielkości, nawet jeżeli go ochrzczono. Fakt  chrztu staje mało istotny i właściwie wielu młodych ludzi nie wie po co zostali ochrzczeni, ba, nawet mają pretensje do rodziców, że coś takiego ich spotkało. Obraz smutny, ale prawdziwy. Wstydzimy się chrześcijaństwa a styl życia narzucany nam przez modę lansowaną w mediach przyjmujemy bez zmrużenia okiem. Wprawdzie zbawienie nie zależy od tego czy będziesz obchodził urodziny czy imieniny, ale odchodzenie od tradycji chrześcijańskiej trochę „pachnie” niewiarą i lekceważeniem  ważnego aspektu wychowania chrześcijańskiego. Zapominanie o swoim chrzcie jest coraz powszechniejsze nie tylko co do pamiętania daty chrztu, ale także co do miejsca chrztu czy znajomości rodziców chrzestnych. Tymczasem chrzest to pierwszy i najważniejszy sakrament, dający nam dziecięctwo Boże, bez którego nie można korzystać z innych sakramentów. Daję nam też łaskę uświęcającą poprzez odpuszczenie grzechu pierworodnego i grzechów osobistych w przypadku chrztu człowieka dorosłego. Otrzymujemy moc Ducha Świętego do życia zgodnego z Dekalogiem. Włącza do wspólnoty Kościoła, która z woli Chrystusa ma nas prowadzić do zbawienia w które może jeszcze wierzysz. Zachęcam do refleksji nad Sakramentem Chrztu Świętego, gdyż on jest fundamentem na którym powinniśmy budować naszą wiarę. A jak ona jest? To pytanie powinno nas coraz głębiej nurtować, gdyż wielu się wydaje że są wierzącymi a tak właściwie już nimi przestali być.