Zdaniem Proboszcza

Źródłem naszej wiary jest Biblia. Tak Stary jak i Nowy Testament zawierają przekaz Boga skierowany do człowieka. Analizując dogłębnie treść Biblii łatwo dostrzec jak Bóg powoli formował człowieka – przerażające historie Starego Testamentu są tłem dla wysiłków Boga szanującego wolną wolę człowieka. To człowiek ostatecznie wybiera między dobrem a złem. Bóg ukazuje dobro i zachęca do pójścia za nim, a my poddajemy się temu lub nie. Szczyt miłości ukazał Bóg w Nowym Testamencie ukazując miłość Boga i bliźniego jako podstawową zasadę postępowania każdego, kto idzie za Chrystusem Zbawicielem. Stosowanie tej prostej w wymowie zasady nie jest łatwe i dlatego Kościół nam wyjaśnia jak ją należy rozumieć i jak nią żyć codziennie. Warto postawić pytanie o stosowanie tej zasady w moim życiu. Jakże  dzisiaj często nie mamy poczucia przekroczenia tej zasady. Ilu katolików twierdzi, że nie ma grzechu. Spotykam się i z takimi przypadkami, że ewidentny grzech ciężki nie uznaje się za grzech!  Zamiast moralności Bożej stosujemy w życiu swoją moralność, która najczęściej jest parawanem zakrywającym własne słabości. Jeżeli to wynika z pychy to jeszcze bardziej pogłębia sytuację grzechową człowieka, a jeżeli jest to niewiedza to należy wziąć się za czytanie Biblii lub katechizmu. Mam takie odczucie, że wiedza moralna u bardzo wielu osób jest znikoma i nic nie czynią aby ją posiąść. Wygodnictwo w tej materii skończy się jednak tragedią - zaprzepaszczeniem możliwości zbawienia.  Nie wszyscy będą zbawieni!

Raz po raz pojawiają się głosy jakichś dziwnych polityków mówiące o konieczności rozdziału Kościoła od Państwa, o wyprowadzeniu religii ze szkół, o zaprzestaniu finansowania katechetów i tak dalej. Oczywiście głosy te są głosami wrogów Kościoła (piszę to świadomie), gdyż normalni politycy, nawet niewierzący rozumieją nie tylko historyczną rolę Kościoła w tworzeniu wolnego Państwa  lecz również znaczenie religii w procesie kształtowania obywatela. Wrogowie Kościoła podnoszą bardzo populistyczne argumenty odnoszące się do rzekomych oszczędności, które można przeznaczyć na żłobki, przedszkola, emerytury czy podwyższenie głodowych pensji. Obawiam się, że te „oszczędności” byłyby niezauważone przez potencjalnych beneficjentów. Rzucanie jednak takich haseł dokonuje pewnego spustoszenia w umysłach ludzi, nawet zdawałoby się mocno wierzących. Media z lubością podejmują takie tematy, podgrzewając nieufność do Kościoła katolickiego. Przez to tworzy się również atmosferę wrogości wobec duchowieństwa. Pretensjonalność wobec księży jest coraz bardziej widoczna. Wielu wiernych żąda od duchownego takiego działania, jakie komuś pasuje. Sprzeciw duchownego rodzi agresję i swoistego rodzaju odwet. Owszem, wysokie wymagania moralne stawiane duchowieństwu są potrzebne, styl życia księdza musi być budujący wiarę i autorytet moralny. Można to dosyć łatwo zaobserwować u zdecydowanej większości duchowieństwa. Niestety ewangeliczny „kąkol” też się pojawia i trzeba go w porę usunąć. Pamiętajmy jednak, że wszyscy wierzący stanowią Kościół a duchowni nie spadają z kosmosu tylko wywodzą się z ludu, takiego jakim on jest. Jeżeli jest on zepsuty to i duchowny będzie zepsuty. Wierność Chrystusowi obowiązuje nas wszystkich. Co do katechezy poza szkołą; myślę, że to pociągnęłoby ogromne koszty obciążające wiernych. Uruchomienie sal katechetycznych wg. obecnych wymogów to są ogromne kwoty do których dojdą jeszcze koszty bieżącego utrzymania. A organizacja katechez poza szkolnym grafikiem wymaga dodatkowych dojazdów w bardzo różnych porach popołudniowych, co przy dzisiejszych licznych dodatkowych zajęciach byłoby wręcz niemożliwe. Wrogowie Kościoła wiedzą o tym doskonale i dlatego pod płaszczykiem populizmu pragną jednak zniszczyć tak wiarę jak i Kościół. Kościół przeciwstawia się życiu bez zasad moralnych i dlatego jest atakowany z uśmiechem tęczy.

Czym jest Kościół? Stawiam to pytanie, ponieważ obecne pokolenie katolików już nie bardzo wie czym jest Kościół i łatwo ulega wpływom rozmaitych ludzi, którzy nie rozumiejąc jego istoty wygłaszają błędne zdania. Pytając dzisiaj młodego człowieka o Kościół to zwykle usłyszymy mniej więcej taką odpowiedź: „aha, Kościół to budynek z wieżą w naszym mieście”; „to papież, i księża”; „aaa, to parafia, gdzie proboszcz wydaje lub nie wydaje jakieś papiery”; „to ciemnogród, gdzie księża wykorzystują seksualnie i materialnie ludzi” a gdybym sięgnął do sieciowych hejtów, byłoby tego sporo. To świadczy o braku zrozumienie Kościoła jako wspólnoty wiary, która ma wymiar duchowy, mimo korzystania ze środków materialnych. Młodzi nie mając właściwego klimatu wzrastania łatwo przenoszą na Kościół instytucjonalne implikacje, które zrównują wspólnotę wiary, nazywaną przez św. Pawła „mistycznym ciałem Chrystusa” z każdą inna instytucją. Owszem, wymiar instytucjonalny jest ważny i widoczny, ale to nie jest istota Kościoła. Kościół nie musi mieć niczego materialnego i będzie istniał, gdyż materią jego zainteresowania jest człowiek w wymiarze duchowym, zmierzający w sensownym życiu do zbawienia czyli szczęśliwego życia w wieczności. Papież Franciszek próbuje to właśnie wyakcentować i zwłaszcza do młodych, gdy kieruje zaproszenie do przeżywania wspólnoty wiary. Światowe Dni Młodzieży pragną pomóc młodym katolikom znaleźć swoje miejsce w Kościele autentycznie Chrystusowym, tym mistycznym, uduchowionym chociaż osadzonym na tej ziemi.

Rozwody stały się plagą naszych czasów. Rocznie w naszym kraju rozpada się ponad 60 tys. małżeństw co w odniesieniu do liczby zawartych małżeństw stanowi ok. 30%. Czyli co trzecie małżeństwo się rozchodzi. Łatwo usprawiedliwiamy rozwodników – nie dobrali się, a może pomyłka, a mają prawo do prawdziwego szczęścia itd. a zapominamy o dalszych konsekwencjach: kolejne związki niesakramentalne, dzieci zmuszane do adopcji najczęściej kolejnego ojca, bałagan w pojmowaniu rodzeństwa, krzywda wyrządzana dzieciom, które maja prawo do ojca i matki pod jednym dachach. Szukamy rozwiązań, by małżeństwa były trwałe. Amerykańska socjolog Mercedes Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto wyniki: związek tylko cywilny – rozwodzi się jedna para na dwie; ślub kościelny, ale bez praktyk – rozwodzi się jedna para na trzy; ślub kościelny przy coniedzielnej mszy – rozwodzi się jedna para na pięćdziesiąt; Ślub kościelny, coniedzielna msz i wspólna modlitwa – rozpada się jedna para na 1429. Myślę, że te badania są wymowne i kiedy mamy zaniedbania w swojej wierze, to łatwo przekłada się na trwałość małżeństwa. Tak jak statek musi mieć kotwicę, by nie dryfować, tak samo i sakrament małżeństwa jest fundamentem stabilności związku. Młodzi dzisiaj bardzo często gardzą tym sakramentem, m.in. dlatego, że stałość związku uważają za przeżytek a celebryci stali się dla nich wyznacznikiem moralności zastępując Pana Boga.

Dzwony kościelne obudziły dębiczan do sporej dyskusji i to nie natury religijnej tylko z powodu niby zakłócania spokoju – zbyt duże natężenie dźwięku. Dzwony w polskiej tradycji to głos przypominający o modlitwie, bijący na trwogę czyli w zagrożeniach czy towarzyszący ważnym wydarzeniom tak smutnym jak i radosnym. Dzwon nie jest potrzebny księdzu proboszczowi tylko społeczeństwu. Dźwięk dzwonu to nie hałas przemysłowy i uciążliwy ze względu na czas trwania. Dzwony dzwonią – zgodnie z tradycją - trzy razy dziennie po 2-3 minuty. Ponadto jest to dźwięk o charakterze muzycznym i nie da się go jakoś tłumić, gdyż wtedy nie oddaje on piękna swojego stroju. Nie bardzo rozumiem osoby, które w ich dźwięku widzą tylko i wyłącznie zakłócanie spokoju. Tak się złożyło, że niemal całe moje dorosłe życie spędzam tuż przy dzwonach i jakoś nie nabawiłem się choroby, nie jestem znerwicowany i często rano ich nie słyszę mimo, że ciepłą porą mam otwarte okna. Proszę te osoby, którym niby przeszkadzają dzwony o refleksję – szanuję wasze przekonania religijne, ale pomyślcie o tradycji, kolorycie, czy pięknie takich dźwięków. Cieszcie się, że te dzwony mogą dzwonić w wolnej Ojczyźnie. Idąc waszym tokiem myślenia należałoby w takim razie wyciszyć wszystko: pogotowie, policję, koncerty, zawody sportowe, tramwaje, pociągi, psa u sąsiada, itd., itd., itd. Absurd! Natomiast inną sprawą są przepisy, które niestety są jak to zwykle bywa, niedoskonałe i dźwięk dzwonów klasyfikują jako zakłócenia przemysłowe, a biedni urzędnicy traktują je po urzędniczemu – skoro tak pisze, to tak ma być. A to czasami nie jest dobre, bo nie ma prawa doskonałego oprócz Bożego.