Zdaniem Proboszcza

Kto z nas nie pamięta swojej pierwszej Komunii Świętej. W moim przypadku wyglądało to bardzo dramatycznie. Otóż w pierwszej klasie katecheza była w szkole a już w następnym roku 1961/1962 religię „wyrzucono ze szkoły” i początkowo nie mieliśmy katechezy, gdyż nie było sal przy parafii. Dopiero na wiosnę proboszcz zebrał nas w kościele, przepytał katechizmu pamięciowego, znajomości modlitwy i umiejętności spowiadania się. Nie było żadnych prób, po jednej stronie przed balaskami (co to takiego?) stali chłopcy po drugiej dziewczynki i pamiętam przy balaskach nakrytych białym obrusem przyjmowałem pierwszy raz Pana Jezus z trudem naciągając szyję aby głowa nieco wystawała nad nimi. Po mszy wróciłem do domu i nie było żadnych przyjęć tylko normalny niedzielny obiad. Przygotowaniem do pierwszej spowiedzi i Komunii św. zajmowali się  rodzice i same dzieci. Pamiętam jak w szkole przechwalaliśmy się, kto lepiej umie formułkę do spowiedzi. Stroje i prezenty nie zajmowały nam głowy a koleżanki wyglądały ślicznie niosąc w ręku białe (sztuczne) lilie zaś chłopcy byli pobrudzeni woskiem ze świeć które im przysługiwały. Dzisiaj zmieniły się nieco zwyczaje i moda, ale Pan Jezus jest ten sam – ukryty pod postacią chleba. Myśmy w to mocno wierzyli mimo dziecięcego wieku gdyż autorytet rodziców i księdza był niepodważalny. Czy dzisiaj jest to możliwe? Myślę, że tak o ile otoczenie pokaże małemu dziecku że Komunia św. jest czymś bardzo ważnym i jest szanowana. Wczesna Komunia św. jest elementem właściwej formacji chrześcijańskiej i nie można deklarować – jak to niektórzy czynią – że jak dziecko dorośnie to samo wybierze swoją drogę. Widok rodzica przystępującego wraz ze swoimi dziećmi do Komunii św. jest świadectwem żywej wiary i realizacji swoich zobowiązań wynikających z sakramentu małżeństwa oraz z sakramentu chrztu. Spróbujmy spojrzeć na życie eucharystyczne naszych rodzin – a wiec niedzielna Msza św., pełne w niej uczestnictwo, częste karminie się Ciałem Pańskim i adoracja.

Nie wiem, ilu ludzi tak naprawdę interesuje się wyborami prezydenckimi. W jakim stopniu znamy kandydatów oraz ich programy? Czy wiemy jakimi wartościami kierują się kandydaci? Wreszcie co wiemy o urzędzie prezydenta? Słuchając bardzo wielu wypowiedzi można wysnuć wniosek, że prezydent Polski ma taką samą władzę jak amerykański czy francuski. Otóż w zasadzie prezydent w naszym kraju nie ma tak wielkiej władzy, gdyż tę posiada sejm i rząd. Jest natomiast gwarantem ciągłości władzy, czuwa nad Konstytucją i jest zwierzchnikiem sił zbrojnych za pośrednictwem ministra obrony. Praktycznie reprezentuje on nasze Państwo i to jest raczej najistotniejsze w jego funkcji. Obietnice składane przez wielu kandydatów to przysłowiowe „gruszki na wierzbie”. Mocny prezydent to ten, kto ma oparcie przede wszystkim w sejmie, gdyż senat nie odgrywa tutaj żadnej roli. Model niezależnego i skutecznego prezydenta jest jedynie pobożnym życzeniem a musimy jednak przyjąć realizm polityczny. I tutaj powstaje pytanie jaki typ człowieka, z jaką osobowością, z jakim talentem i powierzchownością będzie reprezentował nasz naród. Przypomnę, że Polacy to Naród doświadczany, obecnie nieco rozbity i pogubiony, ale pragnący dobra wspólnej Ojczyzny, w której  jest miejsce dla każdego i nikt nie może być wykluczony. Nie może być jednak tak, że każdy chce budować ład tego domu w oparciu o swoje czy jakiejś grupy zapatrywania. Jak na razie większość Polaków uznaje wartości chrześcijańskie i one są fundamentem prawodawstwa państwowego. Chrześcijaństwo nie zabrania nikomu realizowania siebie według swoich kryteriów moralnych. Jako ludzie wierzący musimy zabiegać o to, by „dekalog” był odniesieniem w życiu społecznym a co idzie także w ustawodawstwie dotyczącym życia, rodziny i szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach.

Przeżywamy Oktawę Bożego Ciała. Wielokrotnie słyszeliśmy, że Uroczystość Bożego Ciała wraz z procesją ulicami miasta jest manifestacją naszej wiary w obecność Chrystusa pod postaciami Chleba i Wina. Korzenie tego kultu sięgają połowy wieku XIII i soboru laterańskiego IV (1215). Wierni Kościoła domagali się zewnętrznego kultu poświęconego realnej obecności Chrystusa. Do tego dołączyły się objawienia św. Julianny, które ona interpretowała jako brak osobnej uroczystości w Kościele dotyczącej eucharystycznej obecności. Ta uroczystość jest bardzo ważna z punktu widzenia naszej wiary. Jeżeli uznajemy tę tajemniczą obecność Jezusa Chrystusa to naszym obowiązkiem jest ukazywanie tej wiary publicznie. Publicznym wyznaniem wiary jest również pobożne uczestnictwo we Mszy św. i godne przyjęcie Komunii św. Dzisiaj często słyszymy, że wiara to jedynie obręb kościoła (tak słyszałem z ust kandydata na prezydenta), krzyż zakłóca przestrzeń publiczną a Najświętszy Sakrament to religijne kuriozum, którego człowiekowi oświeconemu wypada się wystrzegać. Dlatego publiczne pójście za Najświętszym Sakramentem, oddanie należnej czci i bronienie tej świętości jest obowiązkiem katolika. Jeżeli wstydzisz się wziąć udział w procesji to znaczy, że twoja wiara jest słaba lub jej wcale nie posiadasz. Kościół jest stróżem sakramentów w tym tego największego – Eucharystii. Ostatnio pojawiają się szczególni czciciele Pana Jezusa, którzy próbują wskazywać kapłanom co mają robić z Eucharystycznymi postaciami. Kościół już dawno wypracował szacunek dla Eucharystii i w tej materii nie ma czego szukać. Czasami słyszę jak to bardzo Kościół w Polsce jest zacofany bo nie udziela komunii na rękę. Otóż śpieszę z wyjaśnieniem: są dwie formy przyjmowania Komunii św. – do ust i na rękę. I jedna i druga wymaga pewnej liturgicznej postawy. Pierwsza forma jest mocno zakorzeniona w tradycji, kulturze, praktyczności i dostojeństwie, a w czasie epidemii jest najbardziej higieniczna. Druga forma też jest dobra, ale wymaga więcej uwagi co do sposobu przyjmowania, trudniejsza dla osób starszych i raczej mniej higieniczna ze względu na styczność ręki z wieloma przedmiotami.

Stan epidemii nie został odwołany. Zostały poluzowane pewne rygory, aby ułatwić nam codzienne funkcjonowanie. Władze nadal zalecają zachowanie odległości, noszenie maseczek i częste mycie rąk. Obserwuję zachowania ludzi i widzę jak wiele osób zupełnie nie zważa na to, że epidemia jeszcze trwa. Widać to na ulicy, w sklepach a nawet w kościele gdzie za wszelką cenę wciskamy się do ławki mimo, że już tam jest optymalna liczba osób a obok czy na przodzie są wolne miejsca. Ostatnio w kilku parafiach doszło do zakażeń wirusem i kościoły zostały zamknięte. Podobny los spotkał klasztor w Tuchowie. Tak więc zachowanie bezpieczeństwa epidemicznego będzie jeszcze długo nas obowiązywało. Możliwość uczestniczenia w nabożeństwach zachęciła nas też do korzystania ze sakramentu pokuty. Spowiadamy już normalnie, tylko z prośbą o zdezynfekowanie po swojej spowiedzi kratek konfesjonału. Natomiast wiele osób ma pewien problem moralny z nie uczestniczeniem we mszy niedzielnej w czasie epidemii. Otóż na czas od początku epidemii aż do poprzedniej niedzieli tj. 31 maja, biskup dał dyspensę tzn. że wierni byli zwolnienie z obowiązku uczestnictwa we mszy obowiązkowej w tym czasie i nie ma grzechu. Od dzisiaj ten obowiązek powrócił i musimy go wypełnić zgodnie z przykazaniem Kościoła.

Powracamy w życiu naszej wspólnoty parafialnej do „normalności” chociaż jeszcze pewne ograniczenia pozostaną. Jak obserwowałem wielu parafian włączało się w modlitwę niedzielną poprzez internetowe transmisje i było to spora grupa – ok. 60% uczestniczących w niedzielnej mszy w kościele. Inni korzystali z ogólnopolskich transmisji telewizyjnych czy radiowych. Obecnie musimy ożywić nasze praktyki, gdyż być może wielu przyzwyczaiło do pewnej wygody – mamy dyspensę to pozostajemy w domu i co najwyżej zerkniemy w ekran. Ponowne przyjście na Mszę do kościoła, wymaga też pewnej refleksji: dlaczego udaję się na to spotkanie, czym ono dla mnie jest, co wynoszę z tego spotkania. Po tygodniach absencji trzeba ożywić naszą wiarę w realną obecność Chrystusa w sprawowanej Eucharystii i starać się jak najczęściej przyjmować Komunię św.. Wykorzystajmy również najbliższe dni do przyjęcia tzw. Komunii wielkanocnej.