Zdaniem Proboszcza

Usłyszałem ostatnio zdanie, że LGBT to nie żadna ideologia tylko walka o uznanie praw dla lesbijek, homoseksualistów, osób biseksualnych i transpłciowych i jak mocno podkreślono – o uznanie ich po prostu za człowieka. Takie postawienie sprawy nieco mnie zaskoczyło i postanowiłem nieco odpocząć, by nabrać sił do myślenia nad tym problemem. Wypoczęty zabrałem się do rozważania – jakich Praw nie mają osoby określające się modnym terminem LGBT. W naszym kochanym kraju mają wszystkie prawa takie same jak ja oprócz możliwości zawierania małżeństwa, które ze względu na rodzenie dzieci cieszy specjalnymi przywilejami. Osoby LGBT w rozumieniu Kościoła są braćmi i siostrami jak dobrze ujął to abp Gądecki. Wielokrotnie pisałem i mówiłem, że mogą być nawet świętymi Kościoła tak jak każdy inny katolik o ile żyją święcie. Pewne środowiska wykorzystują tych ludzi do politycznej gry, by osłabić Kościół i polską tradycję. Wpaja się społeczeństwu, że Kościół używa języka nienawiści, że wyklucza ich ze swej społeczności itd. Nic głupszego nie słyszałem. Kościół sprzeciwia się domaganiu się przez te środowiska praw małżeńskich, promowaniu dziwnych zachowań tychże osób (patrz parada równości) oraz zachowań seksualnych niezgodnych z Dekalogiem. I o ile wiem to samo obowiązuje każdego, katolika bez względu na orientację  seksualną.

Miarą miłości chrześcijańskiej jest nasz stosunek do ludzi chorych i starszych. Coraz częściej słyszę opinie o odcinaniu się ludzi młodych od pomocy chorym i starszym. Zastanawiam się nieraz nad tym zjawiskiem – z czego ono wynika. Przecież rodzice a nieraz dziadkowie dali wszystko co mogli dać wraz z ogromem miłości, poświęcenia a także rezygnacji z własnych planów. Ktoś był dla nich ważniejszy, a tym kimś były zazwyczaj dzieci. Różne nasuwają mi się wnioski, gdyż różne są sytuacje życiowe lecz generalnie - jak mi się wydaje - problem leży w niewłaściwym spojrzeniu na życie. Świat reklam tak mocno kształtujący postawę młodego człowieka pokazuje tylko materialną stronę życia – konsumpcję. Brakuje duchowej strony dotyczącej całokształtu życia człowieka. Wiara przypomina nam o tym obowiązku i w Dekalogu mamy bardzo mocne i jasne wskazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Ten nakaz jest fundamentalny dla postaw wobec ludzi, którzy nie radzą sobie w życiu z powodu starości czy choroby. Kształtowanie właściwej postawy młodych jest naszym obowiązkiem wychowawczym. Jeżeli dziecku nie wpoi się szacunku dla starszych i chorych, to ono w dorosłym życiu nie będzie tego odczuwać i bardzo łatwo skaże ciebie kochany rodzicu na samotność i ciągłe wyglądanie pomocy  Osobną sprawą jest system pomocy społecznej, gdyż są sytuacje w których rodzina nie jest wydolna fizycznie. Potrzeba na to odpowiednich funduszy a także dobrego szkolenia nie tylko medycznego ale także psychologicznego i duchowego. Odchodzenie z tego świata wiąże się bardzo często z niepokojem, z obawami i wtedy należy umieć towarzyszyć takiej osobie w sposób dla niej odpowiedni. W każdy pierwszy piątek my kapłani odwiedzamy ok. 90 osób chorych. Idziemy do nich z posługą sakramentalną – spowiedź, Komunia św. sakrament namaszczenia. Muszę przyznać, że te osoby są bardzo wdzięczne za tę posługę trwającą zaledwie kilka lub kilkanaście minut. Oczekują tej wizyty jako ważnego wsparcia w trudzie cierpienia. Cieszymy się, ze w ten sposób możemy ich wspierać a wszystkim opiekującym się chorymi w naszej parafii składam wyrazy uznania i wdzięczności.

Nie słyszałem, aby sąd zajął się obrazą uczuć religijnych podczas „parad równości” a natomiast  zajął się naklejkami „strefa wolna od LGBT”. Myślę, że uczucia religijne związane z wiarą są o wiele ważniejsze niż naklejki, które sprzeciwiają się promowaniu życia sprzecznego z naturą, promowaniu dziwnych zachowań seksualnych i domagania się przyznania związkom jednopłciowym takich samych praw jakie ma małżeństwo i rodzina. Niedawno ktoś powiedział mi, że nie zgadza się z niektórymi dogmatami Kościoła a na pytanie o jakie mu chodzi, odpowiedział - a o to, że Kościół jest przeciwny LGBT. Kościół jest przeciwny promowaniu grzesznych zachowań, natomiast nakazuje szanować każdego a więc homoseksualistę, lesbijkę, transseksualistę itp. Katolik nie może podważać Objawienia zawartego w Biblii, a tam jest wszystko wyłuszczone, również co do płci człowieka i jego zachowań.

Savoir-vivre termin pochodzący z języka francuskiego dosłownie znaczy wiedzieć – żyć a dalej można go określić jako sztuka życia. Dotyczy on dobrych manier potrzebnych każdej grupie ludzkiej. Każda kultura wytworzyła pewien sposób postępowania czy zachowania się w różnych sytuacjach życiowych. Savoir-vivre świadczy o naszej osobistej kulturze. Istnieje katolicki savoir-vivre, zresztą bardzo szeroki. Dzisiaj chciałem zwrócić uwagę na savoir-vivre związany z udziałem w nabożeństwach. Najpierw strój: kościół jest miejscem sakralnym i szacunek dla niego wyrażamy poprzez odpowiednie ubiór. Jeżeli strój około domowy, warsztatowy, plażowy, sportowy używamy przychodząc na nabożeństwa to tym samym wyrażamy brak szacunku dla sacrum. Przebywanie przez kilkadziesiąt minut obok innego człowieka wymusza stosowania dobrej higieny, gdyż jest czymś wielce niestosownym zatruwać atmosferę modlącemu się sąsiadowi. Dolegliwości związane z drogami oddechowymi należy łagodzić przed przyjściem na nabożeństwo lub zrezygnować, by innych nie infekować i nie przeszkadzać raz po raz trąbieniem nosowym dając znać jacy to jesteśmy sponiewierani przez wirusa. Kościół to miejsce modlitwy, która wymaga ciszy i skupienia. Płaczące dzieci, biegające maluszki niestety bardzo wytrącają z modlitwy i wprowadzają pewien dysonans w atmosferze modlitewnego zgromadzenia. Toteż rodzice powinni z płaczącymi dziećmi wyjść na zewnątrz, do zakrystii, by innym nie przeszkadzać albo je nie zabierać ze sobą do kościoła  aż do czasu gdy dzieci te potrafią się opanować. Miejsc siedzących w kościele jest mało toteż obowiązuje zasada, by ustąpić miejsca osobie starszej, schorowanej. Często dzieci siedzą przytulone do babusi a obok stoi 80-letni starzec a babcia ma dobre samopoczucie, gdyż zapewniła miejsce siedzące dla ukochanej wnuczki. Tych kilka przypomnień potrzeba nam, by nasza świątynia była rzeczywiście miejscem modlitwy. Potrzebujemy przecież skupienia i przeżycia sacrum przynajmniej raz w tygodniu. Zadbajmy więc wspólnie o piękny wymiar liturgicznych spotkań a przez to wyrazimy szacunek dla Boga i z pewnością odniesiemy duchowe korzyści.

Nie tak dawno oglądałem transmisję z amerykańskiej Częstochowy - Doylestown i zobaczyłem transparent wspólnoty wdów i wdowców. Okazuje się, że problem osamotnienia po utracie współmałżonka jest wszędzie obecny. Dla mnie czymś naturalnym jest ból i poczucie pustki po śmierci kochanej osoby. I to jest najpiękniejsze świadectwo miłości małżeńskiej, która obolała jednak nadal istnieje. Niestety, wielu nie radzi sobie z taką sytuacją, która swoim ogromem przerasta ludzkie siły. Trzeba wielkiej wewnętrznej mocy, by radzić sobie w takiej sytuacji i nie popaść w rozpacz i bezsens. Tak się w moim życiu złożyło, że doświadczenie wdowieństwa dotknąłem mając pięć lat, gdy zmarł mój ojciec a brat miał zaledwie trzy miesiące. Pamiętam doskonale pogrzeb i łzy matki. Po pogrzebie przyszła twarda rzeczywistość – matka musiała zarabiać pieniądze, nas wychowywać, gotować i sprzątać, modlić się z nami, pokazywać wartości a później nam towarzyszyć w dorosłym już życiu. Nigdy nie dostrzegłem u niej jakiegoś żalu do Pana Boga, za taką sytuację, wręcz odwrotnie, ze zdwojoną siłą realizowała swoje zadanie a dwa dni przed swoją śmiercią wyraziła jedno pragnienie – byśmy mogli jeszcze troszkę porozmawiać sobie. Proszę wybaczyć za ten osobisty wątek, ale on nam pokazuje umiejętność przyjęcia woli Boga i doskonałego radzenia sobie poprzez jasno sprecyzowany sens, którym było dawanie siebie. Śmierć żony czy męża nie powinna zwalać nas z nóg, tylko wyzwalać nowe spojrzenie na siebie i swoje powołanie. Trzeba odkryć nowe wyzwanie i je realizować w przyjaźni z Bogiem a wtedy będzie i spokojnie i dobrze.