Zdaniem Proboszcza

Postawa rodziców a zwłaszcza ojca jest dla dziecka w jego rozwoju wiary czymś niezastąpionym. Przykład modlących się rodziców to najlepsza katecheza. Świadectwa wielkich świętych chociażby św. Jana Pawła II pokazują jak silnie oddziałuje ojciec, którego dziecko widzi jak się modli. Dla wielu młodych ojców modlitwa jest wyrazem jakiejś słabości, inni po prostu nie mają takiej potrzeby gdyż w rozwoju swojej wiary zatrzymali się już dawno. Nie wiem jak ci ojcowie traktują swoją odpowiedzialność przed Bogiem z racji swojego powołania. Przy ślubie i przy chrzcie dziecka zobowiązywali się do dawanie temu dziecku przykładu „żywej wiary”. Co się stało z przyrzeczeniem złożonym Bogu? Trzeba się nad tym problemem zastanowić i zmienić swoją postawę. Dobrym krokiem będzie regularne uczestniczenie z dzieckiem w niedzielnej mszy. Może ty ojcze przejmiesz inicjatywę spędzania niedzieli jako „Dnia Pańskiego” proponując coś więcej niż gadżety i próżność konsumpcyjna.

W minionym tygodniu słuchając Jedynki Polskiego Radia dowiedziałem się nieco o modzie obowiązującej kulturalnego człowieka w dzisiejszych czasach. Okazuje się, że moda stawia dosyć wysokie wymagania. Szanująca się kobieta nie wybierze się do pracy w błyszczących ubraniach a krótkie spodnie u panów są możliwe tylko w przypadku pracy na basenie, plaży itp. W rozmowie nie było nic wspomniane o „modzie kościelnej” toteż trochę zażenowany obserwacjami muszę przypomnieć o jej wymogach. Przede wszystkim musimy mieć w świadomości jakim miejscem jest kościół – świątynia. Jest to miejsce sakralne, poświęcone Bogu, w katolickich kościołach jest obecny Chrystus w Najświętszym Sakramencie. Tak więc wchodząc do kościoła wchodzimy w obszar sacrum a to stawia wymogi ubioru podkreślającego skromność i szacunek. Dotyczy to zarówno pań, które powinny delikatnie osłonić piękno swojego ciała a wyeksponować wspaniałość zadumy swojej duszy jak również i panów osłaniających swoją muskulaturę piękna koszulką i długimi spodniami. Klapki i t-shirt to dobre do wypoczynku, domowych zajęć a nie na niedzielne spotkanie z Bogiem. Ciepła aura skłania nas niestety do bylejakości w ubiorze. Przy odrobinie wysiłku i szacunku dla siebie możemy również kształtować kulturę szacunku dla naszej wiary.

Komórki dzwonią już wszędzie, nawet przy spowiedzi spowiadający się przerywa wyznanie grzechów, gdyż melodyjka wytrąca go ze skupienia przed Bogiem i musi ją wyłączyć a często czyniąc to pośpiesznie za chwilę słyszy znów swój ulubiony dźwięk. Staliśmy się niewolnikami smartfonów i nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Rozumiem to dobrodziejstwo personalnej łączności, ale nie można dać się zniewolić do tego stopnia, że nawet nie możemy się spokojnie wyspowiadać. Ktoś dociekliwy powie – no to przypadek przez zapomnienie. Owszem, może i tak się zdarzyć, ale musimy wypracować w sobie właściwe nawyki. Wchodząc do kościoła wyłączamy lub wyciszamy telefon. Będąc w towarzystwie staramy się nie korzystać z telefonu tylko oddajemy się żywej rozmowie. Uczymy dzieci, że na lekcjach nie ma możliwości a także i potrzeby korzystania z telefonu. Nie rozmawiamy przez telefon bez urządzenia głośnomówiącego prowadząc samochód. Nie zerkamy na smartfona spożywając rodzinny obiad. I można wymieniać jeszcze mnóstwo okoliczności w których telefon powinien być odłożony na bok. Dosyć śmiesznie wyglądają osoby idące ulicą i wpatrujące się w trzymany z wielkim pietyzmem w dłoni smartfon (chyba, że nawigują do kolejnego sklepu z ciuchami). Nie dajmy się zwariować i zniewolić, gdyż przez niewłaściwe korzystanie ze zdobyczy techniki dehumanizujemy się i zatracamy wrażliwość na drugiego człowieka i na kulturę.

Zobowiązania są czymś bardzo powszechnym: mamy zobowiązanie wobec państwa, pracodawców, pracowników, szkoły, rodziny, sąsiadów itd. Na ogół staramy się wywiązywać z tychże zobowiązań, gdyż mogą nam grozić dotkliwe kary czy inne przykrości. Wielu ludzi stosuje zobowiązanie jako pewnego rodzaju wymiar kultury osobistej: wypada elegancko się ubrać gdy udajemy się z wizytą do kogoś, wypada złożyć kondolencje, wypada ukłonić się swojemu nauczycielowi itd. Jak wyglądają więc nasze zobowiązania wobec Boga? Tutaj jako wierzący mamy zapewne wiele do zarzucenia sobie, gdyż nasze obietnice składane Bogu przy różnych okazjach bardzo często lądują w koszu zapomnienia czy nawet stają się lekceważeniem zobowiązań wobec Najwyższej Osoby. W pośpiechu życia zapominamy, że mamy być świadkami wiary, że mamy stosować Boże zasady moralne. Rodzice zapominają, że przy okazji ślubu kościelnego, chrztu dziecka czy pierwszej Komunii św. zobowiązywali się wobec Boga do wychowania dzieci w wierze katolickiej! Często lekceważymy postanowienie poprawy przy okazji spowiedzi św. sprowadzając je jedynie do werbalnej deklaracji. Owszem Pan Bóg jest cierpliwy i zapewne nie porazi nas piorunem z tego powodu, że zlekceważyliśmy zobowiązania wobec Niego. Musimy jednak pamiętać o Bożej sprawiedliwości; przyjdzie czas, kiedy zostaniemy ocenieni i odpowiednio wynagrodzeni, również za lekceważenie naszych zobowiązań wobec Boga.

Bierzmowanie młodzieży gimnazjalnej w dniu 24 kwietnia przebiegło dobrze. Młodzież skupiona (czy może nieco wystraszona) przeżywała to wydarzenie już bardziej świadomie niż poprzednie sakramenty. To co dało się zauważyć, wszyscy byli stosownie i elegancko ubrani a zachowanie było wzorowe. Po uroczystości wszyscy wrócili do domu a nazajutrz poszli do szkoły i co się zmieniło w ich życiu? Czy oni teraz potrafią otworzyć się na działanie Ducha Świętego? Czy ich wiara przez ten fakt stała się  dojrzalsza? Jakimi jawią się teraz w swoim środowisku? To są pytania na które musimy odnajdywać odpowiedzi jeżeli serio traktujemy swoją wiarę i Pana Boga. Patrząc z boku niewiele zmian dostrzegamy u tych młodych ludzi, ale jednak myślę, że bierzmowanie stało się dla tej młodzieży jakimś momentem zastanowienia się nieco nad sobą, swoim postępowaniem czy postawą wobec drugiego człowieka. Próbuję optymistycznie patrzeć na tych, skądinąd miłych ludzi, ale równocześnie mam wiele wątpliwości co do ich zdolności do wyrażania postawy zgodnej z wiarą.  Na pewno wśród nich znajdują się tacy, którzy poważnie traktują to wydarzenie, gdyż środowisko, rodzina im w tym pomaga. W większości przypadków jednak, bierzmowanie jest koleją rzeczy przez, które należy przejść i tyle. Stąd bierze się moja wątpliwość czy w dzisiejszych czasach nie należałoby bierzmować osoby dorosłe, przynajmniej takie, które ukończyły 18 lat?. Młodzież osiemnastoletnia dosyć mocno podkreśla swoją dorosłość czyli umiejętność wyboru. Tak więc wybór przyjęcia pełni Ducha Świętego byłby bardziej świadomy i odpowiedzialny. Kandydaci do bierzmowania byliby przygotowywani poprzez specjalny program formacyjno-modlitewny realizowany na spotkaniach w parafii. Owszem, wiązałoby się to z jakimś trudem i poświęceniem ale jeżeli dla kogoś sakrament jest wartością to nie byłoby problemu. Warto o tym pomyśleć, gdyż przybywa nam katolików formalnych, którzy legitymując się bierzmowaniem twierdzą, że są katolikami pomimo, że uczestniczą w Eucharystii raz do roku a przyjmują Ją przy okazji śmierci babci.