Zdaniem Proboszcza

Wiara współczesnych chrześcijan w Europie jest bardzo płytka a co za tym idzie niezrozumiała nawet dla nich samych. Ostatnio wraz z grupą naszych pielgrzymów mogliśmy zaobserwować w Santiago de Compostela następujące zachowanie ludzi - raczej wierzących. Otóż, to ważne miejsce pielgrzymowania związane jest ze św. Jakubem Apostołem, którego szczątki czyli relikwie znajdują się w katedrze w krypcie pod głównym ołtarzem. Pielgrzymi mają za cel nawiedzić właśnie grób Apostoła. Tymczasem w katedrze ustawiają się bardzo długie kolejki, w których trzeba odstać nawet ponad pół godziny, do wejścia z wąskimi schodkami prowadzącymi do góry za główny ołtarz, by móc tam dotknąć figury św. Jakuba a konkretniej muszli znajdującej się na plecach figury a wykonanej z metalu. Tymczasem do krypty nie ma żadnej kolejki i zdecydowana większość pielgrzymów i turystów nawet nie zawraca sobie głowy chociażby krótką modlitwą przy relikwiach tak wielkiego świętego. Całe szczęście, że zabroniono fotografowania się z tą figurą, gdyż zapewne odbywałyby się tam długi sesje zdjęciowe no bo jak to nie utrwalić się z takim z takim świętym! I to jest cecha widoczna u wielu współczesnych chrześcijan: dotknąć, zrobić fotkę i tak być dumnym ze swojego chrztu. Podczas wakacyjnych wędrówek zapewne odwiedzamy liczne kościoły czy sanktuaria. Spróbujmy jako katolicy, podziwiać piękno architektury czy wystroju kościoła nie zapominając o pierwszej jego funkcji – miejscu szczególnej obecności Boga. Praktyczne rady: zachowajmy szacunek tak i w zachowaniu jak i w ubiorze, zdobądźmy się na chwilę modlitwy, spróbujmy odnaleźć kaplicę z Najświętszym Sakramentem i tam klęknąć!!! oddając cześć Chrystusowi. To niewiele zajmuje czasu i wysiłku a jest czytelnym znakiem tak dla nas samych jak i współtowarzyszy wakacyjnych wędrówek, dających jasny przekaz - wędrujemy przez życie z Chrystusem.

Od czasu do czasu otrzymuję zapytanie czy koło kościoła lub plebanii są jakieś kamery monitoringu. Odpowiadam, że na zewnątrz nie ma i pytam, a do czego ta wiedza jest potrzebna? Wtedy zazwyczaj słyszę taką opowieść: przyjechałem do kościoła na nabożeństwo, prawidłowo zaparkowałem samochód i poszedłem się modlić. Po zakończonym nabożeństwie przychodzę do samochodu a tu wgnieciona karoseria, dziura w błotniku, rysa przez całą długość auta i nie ma winowajcy. Dodam od siebie; parę miesięcy temu pewna pani w czerwonym samochodzie potrafiła porządnie przyłożyć niewinnej barierce przy schodach znacznie ja wykrzywiając i spokojnie odjechała do domu. Myślę, że problem stłuczek parkingowych jest czymś powszechnym – moment nieuwagi może każdemu się zdarzyć nawet proboszczowi i burmistrzowi. Pozostaje jednak kwestia moralna: wyrządziłem komuś szkodę muszę ją naprawić. Tymczasem sprawcy spokojnie odjeżdżają jakby nic się nie stało. Zdumiewa mnie brak poczucia winy a co za tym idzie prawidłowej wrażliwości sumienia. Pozostawienie karteczki z numerem telefonu i krótkim zdaniem - to ja przyłożyłem – wspaniale załatwiłoby sprawę, bez policji i bez zbędnego szumu. Jest jesz-cze jedna kwestia z tym związana – roszczenia, które często, jak słyszę, przekraczają nie tylko wielkość wyrządzonej szkody, ale również zdrowy rozsądek. Poszkodowany dosyć często próbuje coś zyskać na szkodzie i to również jest niemoralne, jest grzechem a w prawie nazywa się to wyłudzaniem i też jest karalne. Pozostaje jeszcze problem kultury osobistej, niechcąco nadepnąłem komuś na palec to przynajmniej przepraszam a jeżeli palec spuchł to grzecznościowo kupuje kwaśną wodę i tabletkę przeciwbólową. Odnieśmy to do ładnie wypolerowanej karoserii samochodowej i podobnie postępujmy a codzienne poruszanie się jakimkolwiek pojazdem nie będzie dla nas obciążone lękiem a dla drugiej strony - obciążonym sumieniem.

Dobrze, że są wakacje, toteż wielu odcięło się od polityki, która w ostatnich dniach doszła do stopnia wrzenia. Batalia o sądy wygląda z pewnego oddalenie jak wojna o być albo nie być. Tylko czego to dotyczy: Polski jako państwa demokratycznego z dobrymi ludźmi czy raczej starych rozwiązań, które są nadal komuś potrzebne. Nowe rozwiązania, nie wiem czy są dobre czy złe, są podobne do rozwiązań w Niemczech, Belgii i wielu innych krajach demokratycznych. Toteż nie rozumiem dlaczego jest tyle sprzeciwu wobec takich rozwiązań. Jeżeli istniałyby jakiekolwiek struktury pretendujące do bycia państwem w państwie to należy to zmienić. I być może teraz dokonuje się taka zmiana. Używam tutaj świadomie trybu przypuszczającego ponieważ nie mam pełnej wiedzy w tej materii a jedynie odczucie wynikające z doświadczenia lat życia. Natomiast nie podobają mi się parlamentarzyści tak z jednej jak i z drugiej strony, którzy zachowują się po prostu nieprzyzwoicie. A to co mówią, dyskwalifikuje ich jako wybrańców Narodu. W ich wypowiedziach jest wiele przewrotności i kłamstwa oraz braku szacunku dla adwersarza a także używanie określeń typu „faszyzm”. Najbardziej boli mnie to co już w historii przerabialiśmy: wołanie o pomoc z zagranicy. Oczywiście luminarze nowoczesnej Europy chętnie zabierają głoś w naszych sprawach, karcąc „nowicjuszy” i wskazując im jak mają urządzać swój dom. Wstyd, po prostu wstyd, by 38 milionowemu narodowi, ktoś z zewnątrz dyktował jakie mają stanowić prawo, według którego chcą żyć!  Tą sytuację jednak nakręcamy sami, zapominając o Polsce i to niepodległej. Nie dostrzegam nic takiego co łamałoby zasady demokracji. Prawo stanowione demokratycznie należy szanować. Natomiast nie można demokratycznie zmieniać praw moralnych, które wynikających z prawa natury. Radzę, by zamknąć na jakiś czas media i oddać się relaksacyjnej refleksji na łonie natury. Tam jest i zdrowo i spokojnie. To polecam szczególnie politykom, których zapraszam na piesze pielgrzymki gdzie stąpa się po polskiej ziemi wśród dobrych Polaków, a to wyzwala dobre emocje i nawrócenia.

Dziwnym się wydaje, pomysł Kościoła, by w wakacyjnym miesiącu zachęcać do abstynencji od alkoholu. Różnie można na to spojrzeć, ale wydaje mi się, że ten miesiąc jest wyjątkowy dla ludzi wierzących tak w wymiarze religijnym jak i historycznym. Ponadto musimy sobie uświadomić, wartość wyrzeczenia właśnie wtedy, kiedy zdawałoby się można niemal wszystko, bo są wakacje. Niedawno usłyszałem informację o tym, że najwięcej utonięć to skutek kąpieli po spożyciu alkoholu. Jeżeli dodamy do tego drogowe wypadki spowodowane pod wpływem alkoholu a także łzy matek i dzieci, które w piękne wakacyjne miesiące muszą niemal codziennie znosić widok i zachowanie pijanego męża i ojca to mamy dosyć smutny obraz będący skutkiem spożywania i nadużywania alkoholu. Wszyscy zastanawiamy się co należy uczynić, by to zmienić? Biskup Bronakowski w południowej audycji programu I PR wskazał na problem nachalnej reklamy napojów alkoholowych, która znacząco wpływa na sięganie po alkohol zwłaszcza przez młodzież. Owszem alkohol należy do naszej kultury i dlatego musimy pamiętać o kulturze picia, o możliwych zagrożeniach i również o tym, że można nie pić alkoholu i być normalnym i szczęśliwym człowiekiem. Zamiast podawać alkohol to spróbuj rozmawiać z drugim człowiekiem, bo być może jest on w dołku i potrzebuje sposobu na wyjście z niego: alkohol jest niestety często tym sposobem, gdyż łatwo po niego sięgnąć. Właściwym sposobem jest jednak zainteresowanie się drugim, tak aby odczuł to pochylenie się nad nim i znalazł dobrą radę i oparcie.

Emigracja zarobkowa niestety nadal wpisuje się w życiorys naszego Narodu. Pomimo dosyć dobrych wskaźników wzrostu gospodarczego czy spadku bezrobocia wyjazd „za chlebem” jest bardzo kuszący da wielu młodych Polek i Polaków. Argumentacja jest dosyć prosta – tam o wiele szybciej dorobię się jakiegoś majątku pozwalającego mi godnie żyć. Jest to tylko część prawdy, która jest bardziej złożona. Godne życie to nie tylko dach nad głową i pełna miska. To także wymiar duchowy na który składa się poczucie tożsamości, kultura, język, mentalność czy wreszcie religia. Zaspokojenie potrzeb w tych wymiarach jest bardzo trudne w obcym kraju. Młodzi rodzice muszą mieć świadomość, że nie da się wychować dzieci po polsku. Idąc do szkoły przykładowo w Anglii, dzieci bardzo szybko przyswajają sobie nie tylko język lecz także i mentalność tamtego społeczeństwa. Rodzice z przykrością doświadczają odmiennego spojrzenia swoich dzieci na wiele spraw a jakiekolwiek próby przeciwdziałania kończą się fiaskiem. Spotkałem w Anglii starszą już osobę, która wyjechała z Polski tuż po wojnie mając kilkanaście lat. Ze smutkiem powiedziała; nie znam Polski a słowa „usatysfakcjonowana” uczyłam się pół godziny. Źle się dzieje także z wiarą, która wobec odmiennego stylu życia tamtych społeczeństw przegrywa. Szacuje się, że tylko 10% Polaków ma jakiś związek z parafiami katolickimi a co za tym idzie prowadzą jakieś życie duchowe wynikające z wiary. Pozostali żyją niestety jak poganie przypominając sobie o związku z Kościołem katolickim tylko przy okazji odwiedzin ich rodziców (przecież mama chce iści w niedzielę do kościoła)  w Anglii lub gdy przyjeżdżają na święta do Polski. Poranionych duchowo rodaków poza granicami kraju jest coraz więcej i jest to wielkim wyzwaniem dla nas wszystkich. Rządzący muszą czynić wszystko by Polacy wyjeżdżali za granicę tylko na wycieczki lub wypoczynek. Tutaj w kraju muszą być stworzone takie warunki pracy by, młodzi i zdolni nie jechali do Anglii i stali na tzw. „zmywaku” czy byli opiekunami ludzi starszych. Młodzi zaś też muszą się zastanowić: czy dla lepszych warunków materialnych warto poświęcić to, co o wiele ważniejsze – polskość, rodzinę, mentalność czy wiarę.