Zdaniem Proboszcza

Rozwody stały się plagą naszych czasów. Rocznie w naszym kraju rozpada się ponad 60 tys. małżeństw co w odniesieniu do liczby zawartych małżeństw stanowi ok. 30%. Czyli co trzecie małżeństwo się rozchodzi. Łatwo usprawiedliwiamy rozwodników – nie dobrali się, a może pomyłka, a mają prawo do prawdziwego szczęścia itd. a zapominamy o dalszych konsekwencjach: kolejne związki niesakramentalne, dzieci zmuszane do adopcji najczęściej kolejnego ojca, bałagan w pojmowaniu rodzeństwa, krzywda wyrządzana dzieciom, które maja prawo do ojca i matki pod jednym dachach. Szukamy rozwiązań, by małżeństwa były trwałe. Amerykańska socjolog Mercedes Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto wyniki: związek tylko cywilny – rozwodzi się jedna para na dwie; ślub kościelny, ale bez praktyk – rozwodzi się jedna para na trzy; ślub kościelny przy coniedzielnej mszy – rozwodzi się jedna para na pięćdziesiąt; Ślub kościelny, coniedzielna msz i wspólna modlitwa – rozpada się jedna para na 1429. Myślę, że te badania są wymowne i kiedy mamy zaniedbania w swojej wierze, to łatwo przekłada się na trwałość małżeństwa. Tak jak statek musi mieć kotwicę, by nie dryfować, tak samo i sakrament małżeństwa jest fundamentem stabilności związku. Młodzi dzisiaj bardzo często gardzą tym sakramentem, m.in. dlatego, że stałość związku uważają za przeżytek a celebryci stali się dla nich wyznacznikiem moralności zastępując Pana Boga.

Dzwony kościelne obudziły dębiczan do sporej dyskusji i to nie natury religijnej tylko z powodu niby zakłócania spokoju – zbyt duże natężenie dźwięku. Dzwony w polskiej tradycji to głos przypominający o modlitwie, bijący na trwogę czyli w zagrożeniach czy towarzyszący ważnym wydarzeniom tak smutnym jak i radosnym. Dzwon nie jest potrzebny księdzu proboszczowi tylko społeczeństwu. Dźwięk dzwonu to nie hałas przemysłowy i uciążliwy ze względu na czas trwania. Dzwony dzwonią – zgodnie z tradycją - trzy razy dziennie po 2-3 minuty. Ponadto jest to dźwięk o charakterze muzycznym i nie da się go jakoś tłumić, gdyż wtedy nie oddaje on piękna swojego stroju. Nie bardzo rozumiem osoby, które w ich dźwięku widzą tylko i wyłącznie zakłócanie spokoju. Tak się złożyło, że niemal całe moje dorosłe życie spędzam tuż przy dzwonach i jakoś nie nabawiłem się choroby, nie jestem znerwicowany i często rano ich nie słyszę mimo, że ciepłą porą mam otwarte okna. Proszę te osoby, którym niby przeszkadzają dzwony o refleksję – szanuję wasze przekonania religijne, ale pomyślcie o tradycji, kolorycie, czy pięknie takich dźwięków. Cieszcie się, że te dzwony mogą dzwonić w wolnej Ojczyźnie. Idąc waszym tokiem myślenia należałoby w takim razie wyciszyć wszystko: pogotowie, policję, koncerty, zawody sportowe, tramwaje, pociągi, psa u sąsiada, itd., itd., itd. Absurd! Natomiast inną sprawą są przepisy, które niestety są jak to zwykle bywa, niedoskonałe i dźwięk dzwonów klasyfikują jako zakłócenia przemysłowe, a biedni urzędnicy traktują je po urzędniczemu – skoro tak pisze, to tak ma być. A to czasami nie jest dobre, bo nie ma prawa doskonałego oprócz Bożego.

Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska poruszyła całą Polskę. Zobaczyliśmy zło dokonane w sposób publiczny i zarazem triumfalny. Pierwsze chwile wypełniły się rozmaitymi doniesieniami, pełnymi oburzenia i emocji. Staram się zrozumieć taką postawę dziennikarzy czy rozmaitych postaci życia publicznego. Ocena zachowania mordercy jest jednoznacznie negatywna. Natomiast wykorzystywanie tej tragedii tak osobistej jak i społecznej do innych dziwnych teorii jest dosyć symptomatyczne dla polskiego klimatu społeczno-politycznego i nie rozumiem do czego to jest potrzebne. Morderca to człowiek tyle, że chory moralnie i jak się okazuje psychicznie. Chciał żyć bez trudu pracy zabierając cudze pieniądze. Kiedy spotkała go zasłużona kara, nie przyjął jej tylko winę zrzucił na władzę – co bardzo często zdarza się u takich przestępców. Uwięziony w wieku 22 lat nie mógł się z tym pogodzić a problemy  z psychiką pogłębiły jego dramat. Sygnały mówiące o dziwnym zachowaniu tego młodego człowieka, niestety nie spotkały się z odpowiednią reakcją. Być może ktoś zbyt pobieżnie ocenił problem lub nie był w stanie dostrzec zagrożenia. To są  przypuszczenia, które raczej nie znajdą prawdziwej odpowiedzi. Jaką więc mamy przyjąć postawę wobec tego dramatycznego wydarzenia? Najpierw szacunek dla zmarłego i rodziny; dalej – refleksja nad moralnym aspektem życia tak osobistego jak i społecznego; wreszcie – okazywanie szacunku każdemu człowiekowi, bez względu na jego poglądy polityczne czy społeczne. Tak uczy Kościół, będąc wierny wskazaniom Chrystusa. To, że nie wypełniamy przykazania miłości Boga i bliźniego jest naszym grzechem i tutaj musi nastąpić diametralny zwrot, gdyż inaczej zginiemy hołdując egoistycznym interesom rodzącym często nienawiść do drugiego człowieka. Nienawiść pokona wszelkie bariery, by czynić zło i nic jej powstrzyma. Zło powstrzyma tylko wierność przykazaniu miłości – temu Bożemu a nie innemu.

Wizyta duszpasterska dla katolika powinna być jednak poważnie traktowanym spotkaniem z księdzem. Na ogół tak jest, ale coraz częściej spotykamy się z lekceważeniem. Brak domowników tłumaczymy banałami, a księdza zabawiamy zwierzątkami i innymi bzdurami. Jeżeli przyjmujemy księdza to zdobądźmy się na powagę i toczmy rozmowę o ważnych sprawach, gdyż po to jest kolęda a jej czas jest krótki.

„Święta, święta i już po” – echo powtarzane przez niemal wszystkich i tych gadających, i tych śpiewających. Nowy Rok rozpoczął się dla wielu rodzin dosyć smutno, gdyż musieli przeżyć ból rozstania z najbliższymi – odeszli do wieczności. Tak się złożyło, że w pierwszym tygodniu niemal codziennie uczestniczyłem w jakimś pogrzebie. Powaga, modlitwa, ofiarowana Komunia Święta to można było doskonale zauważyć. Zauważyłem też i inne sprawy związane z pogrzebem – zbyt mało wysiłku, by zewnętrznie ostatnia posługa zmarłemu wyglądała dobrze. Mam tu na myśli chociażby sam orszak z kaplicy do miejsca pochówku: często jest to bezładna grupa  zagubionych ludzi. Uczestnicy pogrzebu często nie wiedzą co zrobić z wieńcami, a to takie proste: sprawnie bierzemy je do ręki i ustawiamy się tuż za krzyżem, dalej  ksiądz, osoby niosące trumnę, rodzina, pozostali uczestnicy. Rozumiem nieraz tzw. „utratę głowy przez najbliższych”, ale powinien się ktoś znaleźć, by pokierować konduktem. Pracownicy zakładu pogrzebowego jakoś tam sobie radzą chociaż niektórzy też nie przykładają większej wagi do tego wydarzenia. Przykład - nagłośnienie niesione przez tą samą osobę, która niesie krzyż a dźwięk wydobywający się z głośnika pobudza jedynie mrówki cmentarne, gdyż urządzenie jest tak skierowane. Pomyślmy i zróbmy wszystko (tak rodziny jak i zakłady pogrzebowe i my księża), by pogrzeby naszych bliskich, których kochamy wyglądały godnie i elegancko.