Coraz bardziej narzekamy na rozpadanie się więzi międzyludzkich z powodu obecności w naszym życiu smartfonów, bez których – jak się nam - wydaje nie można już żyć. W rodzinach zanika potrzeba rozmowy, gdyż domownicy zajęci są surfowaniem w sieci i kontaktami z osobami często aminowymi. Ktoś nieznany staje się „bliższy” i ważniejszy niż matka, ojciec czy dziecko. Nawet niedzielny obiad jest konsumowany z oczami wpatrzonymi w maleńki ekran. Również narzeczeni znaczną część okresu poznawania się opierają na „drętwych” komunikatorach a później odkrywają swoje emocjonalne braki, które nie pozwalają im kontynuować życia małżeńskiego. Otóż nic nie zastąpi bezpośredniego spotkania człowieka z człowiekiem. Wtedy jesteśmy w stanie przekazać maksimum informacji, pokazać się takimi jakimi jesteśmy, obdarzyć emocjami, które nam towarzyszą czy wreszcie ukazać swoją kulturę. Martwi mnie to, że pozbywamy się zdolności budowania więzi tak bardzo ważnych dla trwałości małżeństw czy  relacji sąsiedzkich pracowniczych czy społecznych. Poza tym komunikatory zabijają hejtem (jest on grzechem) mało odporne osoby, popadające później w depresje, niskie poczucie wartości czy nawet odbierające sobie życie. Spróbujmy zmienić ten „głupi styl” zachowania; Odłóżmy smarfony podczas rodzinnych posiłków, rozmawiajmy w gronie rodziny o wszystkim co nas cieszy i co nas boli, bierzmy udział w życiu rodziny i nie zamykajmy się przed nią. Swojego człowieczeństwa nie zamykaj w wirtualnej przestrzeni, bo to zabije ciebie.