W ostatni pierwszy piątek miesiąca stycznia jak zwykle przed godz. 16.00 udzielałem Komunii Świętej zgromadzonym wiernym, wśród których była spora grupa młodzieży. Kiedy zakończyłem udzielanie i przeszedłem do końcowej liturgii tego obrzędu połączonego z błogosławieństwem zauważyłem, że tej młodzieży już nie ma w kościele - a odstęp czasowy wynosił może dwie, trzy minuty. Zasmuciło mnie to bardzo, gdyż kolejny raz ujawnia się postawa braku szacunku a może nawet i wiary w obecność Chrystusa w Eucharystii. Młodzi ludzie, prawdopodobnie „zmuszeni” do spowiedzi i Komunii św. traktują te sakramenty jako jedynie zaliczenie, bo trzeba wykazać się przed katechetą. Brakuje tym młodym raczej wiary gdyż za wiarą idzie szacunek dla sakramentu. Podobnie rzecz się ma, niestety z wieloma dorosłymi katolikami: przyjmują Komunię Świętą i nie czekając na zakończenie Mszy wychodzą z kościoła, bo co innego jest ważniejsze. Snuję te refleksję ze smutkiem, gdyż wielu wiernych staje się jedynie „formalistami religijnymi” i nie ma w nich życia duchowego. Komunia Święta jest  najlepszym sprawdzianem naszej duchowości, gdyż zakłada ona czystość serca i rozumienie przebywania Chrystusa w nas. Kiedyś uczono nas podobno dosyć „archaicznie”, że do Komunii należy się przygotować a po przyjęciu przez chwilę adorować i złożyć dziękczynienie. Chciałbym wiedzieć ile osób przyjmujących Komunię stosuje się do tak prostego schematu. Msza św. jest naturalnym i najlepszym czasem przyjmowania Komunii Świętej. Liturgia Mszy przygotowuje nas doskonale do Komunii a także daje czas na osobistą adoracje i wspólnotowe dziękczynienie. Trzeba tylko aktywnie uczestniczyć i  wcześnie nie wychodzić z kościoła: Msza kończy się błogosławieństwem. Te moje refleksje niech posłużą do indywidualnych przemyśleń i jeżeli zachodzi taka potrzeba do korekty swojej postawy. Młodzi zapewne naśladują zachowania starszych i za ich postawę opisaną na początku, jesteśmy odpowiedzialni. Rodzice młodzieży przygotowującej się do bierzmowania powinni dać przykład właściwej postawy eucharystycznej. Może będzie potrzeba przeprowadzenia z młodym katolikiem – synem, córką - rozmowy wyjaśniającej i zachęcającej. Zdaję sobie sprawę z trudności takiego dialogu biorąc pod uwagę potrzebę doznaniowości młodego człowieka, ale przecież ten człowiek nie utracił duszy: on jej może nie rozumieć, może nie radzić sobie z duchowym wymiarem życia i trzeba mu w tym pomóc. I tutaj rodzi się pytanie jak to czynić?  Bardzo prosto: dawać codzienne świadectwo wierności zasadom wiary, ukazywać dobro i jego piękno, kultywować w życiu rodzinnym wartości, mówić o prawie człowieka do pełnej, pięknej i odpowiedzialnej miłości, umieć się pochylić nad „marnotrawnym” zachowaniem dziecka i modlić się o światło Ducha Świętego na co dzień.