Rozpoczęcie roku szkolnego u nas dorosłych wywołuje wspomnienie tego co najpiękniejsze było w naszym życiu. Czasy szkolne to beztroskość oparta o fundament rodziny. To, jak ważną rolę do spełnienia mają rodzice nie podlega dyskusji. Przecież każdy rodzic pragnie dobra swojego dziecka a więc jego rozwoju. Pamiętam jak matka zawsze przypominała o nauce, jakim szacunkiem obdarzała nauczycieli. Nigdy nie usłyszałem żadnego krytycznego zdania pod adresem uczących. Oni zawsze mieli rację, oni byli autorytetem. Jak dzisiaj zmieniły się postawy, to raczej nad tym  nie potrzeba się rozwodzić. Dlatego apeluję do rodziców o współpracę z nauczycielem a czasami gdy zdarzą się trudne sprawy omawiać je bez udziału dziecka. Zaangażowanie rodzica jest wystarczające a dziecko niech pozostanie w poczuciu bezpieczeństwa tak ze strony nauczyciela jak i rodziców. Nie burzmy autorytetów nauczycielskich zaś nauczyciele muszą pamiętać o tym, że na swój autorytet trzeba pracować wszystkim – wiedzą, kulturą, wrażliwością, poczuciem odpowiedzialności i dobrocią. Szkoła ma być wyjątkowym miejscem pokoju i troski o małego obywatela naszego kraju. Rozpoczynając rok szkolny nabożeństwem w kościele odniosłem wrażenie, że większa liczba dzieci i młodzieży wzięła w nim udział. Trudno ocenić w pełni z czego to wynikało, niemniej jednak dobrze gdy rodzice katolicy uświadamiają sobie „że bez Boga ani do proga”. Musicie jednak pamiętać, ze jednorazowy udział we Mszy św. nie załatwi potrzeb duchowych całego roku. Toteż pilnujcie niedzielnego udziału we Eucharystii, pilnujcie systematycznego korzystania ze sakramentu pokuty, pilnujcie też udziału waszych dzieci w katechezie. Mamy już, przypadki (wprawdzie jednostkowe) gdzie młody człowiek, ponoć katolik tuż po bierzmowaniu z beztroską deklaruje, że niestety on już nie będzie uczęszczał na katechezę. Nie wiem czy o tej deklaracji wiedzą rodzice i jak reagują na taki wybór swojego dziecka. Laicyzacja, również w takiej formie wdziera się do serca młodego człowieka siejąc duchowe spustoszenie. Rzeczywistość konsumpcyjna łatwiej przemawia do młodego człowieka niż stosowanie zasad moralnych, którego źródłem jest Bóg.