Rozwody stały się plagą naszych czasów. Rocznie w naszym kraju rozpada się ponad 60 tys. małżeństw co w odniesieniu do liczby zawartych małżeństw stanowi ok. 30%. Czyli co trzecie małżeństwo się rozchodzi. Łatwo usprawiedliwiamy rozwodników – nie dobrali się, a może pomyłka, a mają prawo do prawdziwego szczęścia itd. a zapominamy o dalszych konsekwencjach: kolejne związki niesakramentalne, dzieci zmuszane do adopcji najczęściej kolejnego ojca, bałagan w pojmowaniu rodzeństwa, krzywda wyrządzana dzieciom, które maja prawo do ojca i matki pod jednym dachach. Szukamy rozwiązań, by małżeństwa były trwałe. Amerykańska socjolog Mercedes Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto wyniki: związek tylko cywilny – rozwodzi się jedna para na dwie; ślub kościelny, ale bez praktyk – rozwodzi się jedna para na trzy; ślub kościelny przy coniedzielnej mszy – rozwodzi się jedna para na pięćdziesiąt; Ślub kościelny, coniedzielna msz i wspólna modlitwa – rozpada się jedna para na 1429. Myślę, że te badania są wymowne i kiedy mamy zaniedbania w swojej wierze, to łatwo przekłada się na trwałość małżeństwa. Tak jak statek musi mieć kotwicę, by nie dryfować, tak samo i sakrament małżeństwa jest fundamentem stabilności związku. Młodzi dzisiaj bardzo często gardzą tym sakramentem, m.in. dlatego, że stałość związku uważają za przeżytek a celebryci stali się dla nich wyznacznikiem moralności zastępując Pana Boga.