Dzisiejszy styl życia zmienił podejście do Adwentu. Dawniej okres ten wiązał się właściwie tylko z udziałem w duchowym przygotowaniu do świąt Bożego Narodzenia poprzez rekolekcje adwentowe, dni skupienia czy przez udział w roratach. Wszechobecna komercja zachodnia wdarła się i do tego spokojnego kraju nad Wisłą. Może i dobrze jest, że mamy dostatek towarów świątecznych, że nie musimy polować czy wystawać w kolejkach po lampki na choinkę czy pomarańcze dla dzieci (zdziwionych informuję, że pomarańcze kiedyś były rarytasem). Natomiast niepokoi mnie fakt, powtórzę fakt gubienia istoty Świąt Bożego Narodzenia na rzecz konsumpcji. Zbyt często w skumulowanych dobrach materialnych upatrujemy szczęśliwych i wesołych świąt. Jako chrześcijanie nie możemy zapominać o istocie tego wydarzenia – Bożym wcieleniu. Pozostawmy chociaż na chwile bombki, świecidełka, gadżety, piękne buty, kolorowe szopki i pomyślmy o Bożym Narodzeniu, o rodzeniu się Boga w moim sercu, o miłości nie tylko tej Maleńkiej, ale tej codziennej rodzącej się we mnie wobec każdego napotkanego człowieka. Wtedy Adwent z pewnością będzie Adwentem.