Często spotykam się ze skargą rodzica – moje dziecko nie chce chodzić do kościoła. Czuję wtedy wielkie oczekiwanie, abym coś poradził a najlepiej dał receptę z jedną tabletką na załatwienie sprawy. Otóż nie ma takiej tabletki a sprawa jest bardzo poważna. Mojemu pokoleniu w młodości też nie chciało się chodzić do kościoła, a jeżeli chodziliśmy to zasługa tradycji udziału powszechnego w niedzielnej mszy, to opór wobec komunistów, to wynik stylu życia rodziny, to okazja do spotkań rówieśniczych, to bezpieczne wyrwanie się z domu gdyż nie było w zasadzie żadnych rozrywek. W miarę dorastania rosła i nasza świadomość wiary a pomagały nam w tym autorytety rodziców, nauczycieli i katechetów. Dzisiaj to wszystko prawie zanikło i w zasadzie potrzeba bardzo wyrazistego świadectwa rodziców. Kościół może pomóc, może wskazać ale nie zastąpi środowiska życia dziecka a jest nim rodzina. Jeżeli pojawia się problem niechęci wobec mszy czy innego nabożeństwa nie popadajmy w panikę tylko zastanówmy się nad przyczyną, gdzie ona się znajduje lub dlaczego dziecko nie potrafi właściwie odczytać postawy rodzicielskiej. Nakazowo w tej materii nic nie da się zrobić, gdyż trzeba tutaj solidnej wiedzy i świadectwa. Dlatego pomyśl Drogi Ojcze, Droga Matko – ile w tobie wiedzy religijnej, ile codziennej postawy będącej pochodną Twojej wiary?