Od czasu do czasu słyszę skargi na współżycie sąsiedzkie. Zwykle dotyczą one jakichś pretensji dotyczących wspólnej drogi, jakiegoś skrawka placu, drzew rosnących przy ogrodzeniu czy samego ogrodzenia. Zamieszkujący zaś bloki skarżą się na zaśmiecanie klatach schodowych, zakłócanie ciszy nocnej czy zajmowanie miejsc parkingowych przez „nie uprawnione pojazdy”. Skarżący się proszą o radę w tej sprawie i stawiają mnie w dosyć trudnej sytuacji: skoro policja czy sądy nie potrafią załatwić tychże spraw to co może zrobić ksiądz nie mający żadnych narzędzi dyscyplinujących niesfornych sąsiadów? Mimo to zabieram głos w tych sprawach odwołując się do fundamentalnej zasady chrześcijaństwa – miłość bliźniego. To przykazanie niestety już mocno wyparowało z życia chrześcijan, gdzie zostało zastąpione fałszywym poczuciem wolności – robię to co mi się podoba, bez oglądania się na drugiego człowieka. Tymczasem ten drugi człowiek jest mi potrzebny, gdyż żyjemy dla drugich. Musimy go szanować i tak układać współżycie, by wszystkim żyło się dobrze. Musimy porzucić egoistyczne postawy w myśl prostego zdania – nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Dlatego zastanów się nad swoją relacją z sąsiadem i uporządkuj ją tak abyś nie musiał kiedyś usłyszeć – idź precz, bo nie kochałeś bliźniego.