„Nie mamy czasu dla Pana Boga” to stwierdzenie niestety ma bardzo wyraziste potwierdzenie. Wprawdzie w procesjach Bożego Ciała w naszym mieście wzięły udział tłumy mieszkańców, to jednak codzienna rzeczywistość jest zdecydowanie inna. Oto przykład: wieczorem w Boże Ciało została odprawiona ostatnia w tym dniu Msza Święta. Połowa uczestników zajęła miejsce poza kościołem. Msza zakończyła się o 19.45 i celebrans poprosił o pozostanie jeszcze na krótkim nabożeństwie ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wszyscy, który znajdowali się poza kościołem odeszli a także kilka osób z kościoła. Smutny obrazek, kiedy wierzący w Chrystusa w Boże Ciało wieczorem nie mogą pozostać jeszcze przez 10 minut na wspólnej modlitwie!  Co takiego wymusza pośpieszne odejście ze wspólnotowej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem i to w dniu kiedy Kościół zachęca nas do publicznego świadectwa wiary w eucharystyczną obecność Chrystusa. Podobnie ma się rzecz z samą mszą, na która spóźnia się wiele i wielu wychodzi przed zakończeniem. Owszem, czasami ktoś musi wyjść z powodu osłabnięcia czy innej obiektywnej potrzeby. Sądzę jednak, że dla tej wychodzącej większości Msza ma wyłącznie formalne znaczenie (tzn. byłem, zaliczyłem) zamiast  przeżycia spotkania z Chrystusem jednak obecnym w Eucharystii. Spróbujmy jednak zbilansować swój czas i szczerze odpowiedzieć na pytanie – mam czy nie mam czasu dla Pana Boga!