Zdaniem Proboszcza

Święto Niepodległości zawsze wywołuje we mnie dumę, że jestem Polakiem, ale też i troskę o dzisiaj i o przyszłość naszej wolności. Uroczystości związane z tym świętem organizowane były w całym kraju, nawet w bardzo maleńkich miejscowościach. I raczej zdecydowana większość (a może i wszyscy?) moich rodaków uważa ten dzień jako ważny i jednoczący wszystkich. Tymczasem kilka dni po Święcie Niepodległości polscy eurodeputowani głosują w parlamencie Europejskim przeciwko swojemu krajowi a także wstrzymują się od głosu lub nie biorą udziału w głosowaniu jak uczynili to ulubieńcy jednego z ugrupowań politycznych. Pytam co musi być w głowie i sercu takiego Polaka, żeby głosować przeciwko Polsce, która poniosła wielkie ofiary, by być wolną! Co takiego zagraża suwerenności i praworządności naszego kraju? Nic nie zagraża a sytuacyjna interpretacja standardów europejskich jest listkiem figowym zasłaniającym strach liberałów przed umacnianiem sprawiedliwego prawa odnoszącego się coraz częściej do obiektywnych wartości. Jak można podnieść rękę przeciwko swojemu krajowi, których miliony obywateli oddało życie w imię wolnej Ojczyzny, w której sami Polacy będą mogli urządzać swój dom bez pomocy i wskazówek innych. W historii dosyć już mieliśmy „dobrych” patronów, którzy mieli jeden cel – uczynić nas siłą roboczą i rynkiem zbytu. Skoro naród w demokratycznych wyborach wybrał taką władzę i takie rozwiązania to należy je szanować, nawet nie zgadzając się z nimi, a nie szukać oparcia w strukturach UE, gdzie wpływy mają niestety politycy narodu, który dosyć łatwo kiedyś zaakceptował nazizm a dzisiaj pozwalają sobie na nazywanie nazistami czy rasistami Polaków, chcących żyć godnie u siebie w domu budowanym na swoich korzeniach.

Wiele rozmawiam z młodymi ludźmi, próbując zrozumieć ich sposób myślenia o wierze. Są młodzi rozumiejący co to znaczy być katolikiem i jaki styl życia powinien z tego faktu wynikać. Owszem, nie zawsze im to się udaje, ale popełniwszy błąd pragną szybko zawrócić z niewłaściwej ścieżki. Niestety są i tacy, przybywa ich coraz więcej, którzy wiarę traktują jako dobro konsumpcyjne. Potrzeba mi czegoś, bo to mi się to podoba, to po prostu żądam: chrztu dziecka, bo tak każe nasza tradycja, pogrzebu, bo bez księdza to jakoś jeszcze głupio, ślubu (niestety coraz rzadziej) bo tak ładnie i romantycznie jest w kościele, a do kościoła to jedynie by pośpiewać kolędy i poświęcić z dzieckiem jajka. To jest obraz wielu niby katolików i to młodych ludzi, zawodowo bardzo kreatywnych a w życiu duchowym niestety pustych. Wiara katolicka to życie duchowe, które koncentruje się wokół osoby Chrystusa obecnego w sakramentach. Stąd pierwszy i najważniejszy postulat - życie w łasce uświęcającej czyli bez grzechu ciężkiego! Sakramenty, ustanowione przez Chrystusa, są pomocą w prowadzeniu takiego życia. Jeżeli nimi gardzę to znaczy, że odrzucam pomoc samego Zbawiciela. Ktoś powie, przecież to niemożliwe! Możliwe, jeżeli się naprawdę ma wiarę, ale taką o której naucza Chrystus.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w naszej tradycji poświęcamy pamięci tych, którzy już odeszli z tej ziemi. Myślę, że prawie wszyscy myślimy o jakiejś formie istnienia po śmierci. Dla katolików sprawa jest jasna – Chrystus na nas czeka, gdyż przygotował nam miejsce w domu naszego Ojca. Dla innych jest to zdecydowanie trudniejsze, gdyż tego istnienia nie da się udowodnić „szkiełkiem i okiem”. Tutaj potrzeba wiary, która jest odpowiedzią na potrzebę nieśmiertelności u człowieka. I jeżeli w tych dniach staniesz nad grobem, to pomyśl czy jako katolik wierzysz Chrystusowi czy raczej masz swoje mgliste wyobrażenia o tajemnicy śmierci.

Kolejna walka z symbolami chrześcijańskimi w Europie jest wyrazem nie tyle głupoty prawnej ile chęci zajęcia fotela naszego Boga przez siły chcące panować nad światem. Nie jest to wymysł „fanatycznego” proboszcza lecz prosty wniosek z obserwacji rozwoju demokracji europejskiej, która niestety jest podporządkowana wąskiej grupie interesów. Mamy też przykład traktowania Polski niemal jako „lennego wasala”, mającego tylko słuchać i kupować to co Unia podyktuje.

Aktywność na rzecz wspólnoty parafialnej systematycznie spada. Pokazały to chociażby ostatnie wybory do Rady Duszpasterskiej. Najpierw trudności ze zgłoszeniem odpowiedniej liczby kandydatów – zaledwie 13 na ośmiotysięczną parafię. W wyborach wzięło udział 543 osoby czyli nieco ponad 9% parafian. Przyczyny takiego stanu są różne, ale wydaje mi się, ze powodem tego jest po prostu święty spokój – po co mam chodzić na jakieś spotkania, po co mam nad czymś się zastanawiać, a może czegoś zażądają ode mnie – wolę mieć to z głowy. Rodzi się więc pytanie o moją odpowiedzialność za wspólnotę, którą tworzę i w której zmierzam do zbawienia. Wybory już stały się historią, ale w perspektywie przyszłości zapytajmy o swoje zaangażowanie w parafię.