Zdaniem Proboszcza

Komórki dzwonią już wszędzie, nawet przy spowiedzi spowiadający się przerywa wyznanie grzechów, gdyż melodyjka wytrąca go ze skupienia przed Bogiem i musi ją wyłączyć a często czyniąc to pośpiesznie za chwilę słyszy znów swój ulubiony dźwięk. Staliśmy się niewolnikami smartfonów i nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Rozumiem to dobrodziejstwo personalnej łączności, ale nie można dać się zniewolić do tego stopnia, że nawet nie możemy się spokojnie wyspowiadać. Ktoś dociekliwy powie – no to przypadek przez zapomnienie. Owszem, może i tak się zdarzyć, ale musimy wypracować w sobie właściwe nawyki. Wchodząc do kościoła wyłączamy lub wyciszamy telefon. Będąc w towarzystwie staramy się nie korzystać z telefonu tylko oddajemy się żywej rozmowie. Uczymy dzieci, że na lekcjach nie ma możliwości a także i potrzeby korzystania z telefonu. Nie rozmawiamy przez telefon bez urządzenia głośnomówiącego prowadząc samochód. Nie zerkamy na smartfona spożywając rodzinny obiad. I można wymieniać jeszcze mnóstwo okoliczności w których telefon powinien być odłożony na bok. Dosyć śmiesznie wyglądają osoby idące ulicą i wpatrujące się w trzymany z wielkim pietyzmem w dłoni smartfon (chyba, że nawigują do kolejnego sklepu z ciuchami). Nie dajmy się zwariować i zniewolić, gdyż przez niewłaściwe korzystanie ze zdobyczy techniki dehumanizujemy się i zatracamy wrażliwość na drugiego człowieka i na kulturę.

Zobowiązania są czymś bardzo powszechnym: mamy zobowiązanie wobec państwa, pracodawców, pracowników, szkoły, rodziny, sąsiadów itd. Na ogół staramy się wywiązywać z tychże zobowiązań, gdyż mogą nam grozić dotkliwe kary czy inne przykrości. Wielu ludzi stosuje zobowiązanie jako pewnego rodzaju wymiar kultury osobistej: wypada elegancko się ubrać gdy udajemy się z wizytą do kogoś, wypada złożyć kondolencje, wypada ukłonić się swojemu nauczycielowi itd. Jak wyglądają więc nasze zobowiązania wobec Boga? Tutaj jako wierzący mamy zapewne wiele do zarzucenia sobie, gdyż nasze obietnice składane Bogu przy różnych okazjach bardzo często lądują w koszu zapomnienia czy nawet stają się lekceważeniem zobowiązań wobec Najwyższej Osoby. W pośpiechu życia zapominamy, że mamy być świadkami wiary, że mamy stosować Boże zasady moralne. Rodzice zapominają, że przy okazji ślubu kościelnego, chrztu dziecka czy pierwszej Komunii św. zobowiązywali się wobec Boga do wychowania dzieci w wierze katolickiej! Często lekceważymy postanowienie poprawy przy okazji spowiedzi św. sprowadzając je jedynie do werbalnej deklaracji. Owszem Pan Bóg jest cierpliwy i zapewne nie porazi nas piorunem z tego powodu, że zlekceważyliśmy zobowiązania wobec Niego. Musimy jednak pamiętać o Bożej sprawiedliwości; przyjdzie czas, kiedy zostaniemy ocenieni i odpowiednio wynagrodzeni, również za lekceważenie naszych zobowiązań wobec Boga.

Bierzmowanie młodzieży gimnazjalnej w dniu 24 kwietnia przebiegło dobrze. Młodzież skupiona (czy może nieco wystraszona) przeżywała to wydarzenie już bardziej świadomie niż poprzednie sakramenty. To co dało się zauważyć, wszyscy byli stosownie i elegancko ubrani a zachowanie było wzorowe. Po uroczystości wszyscy wrócili do domu a nazajutrz poszli do szkoły i co się zmieniło w ich życiu? Czy oni teraz potrafią otworzyć się na działanie Ducha Świętego? Czy ich wiara przez ten fakt stała się  dojrzalsza? Jakimi jawią się teraz w swoim środowisku? To są pytania na które musimy odnajdywać odpowiedzi jeżeli serio traktujemy swoją wiarę i Pana Boga. Patrząc z boku niewiele zmian dostrzegamy u tych młodych ludzi, ale jednak myślę, że bierzmowanie stało się dla tej młodzieży jakimś momentem zastanowienia się nieco nad sobą, swoim postępowaniem czy postawą wobec drugiego człowieka. Próbuję optymistycznie patrzeć na tych, skądinąd miłych ludzi, ale równocześnie mam wiele wątpliwości co do ich zdolności do wyrażania postawy zgodnej z wiarą.  Na pewno wśród nich znajdują się tacy, którzy poważnie traktują to wydarzenie, gdyż środowisko, rodzina im w tym pomaga. W większości przypadków jednak, bierzmowanie jest koleją rzeczy przez, które należy przejść i tyle. Stąd bierze się moja wątpliwość czy w dzisiejszych czasach nie należałoby bierzmować osoby dorosłe, przynajmniej takie, które ukończyły 18 lat?. Młodzież osiemnastoletnia dosyć mocno podkreśla swoją dorosłość czyli umiejętność wyboru. Tak więc wybór przyjęcia pełni Ducha Świętego byłby bardziej świadomy i odpowiedzialny. Kandydaci do bierzmowania byliby przygotowywani poprzez specjalny program formacyjno-modlitewny realizowany na spotkaniach w parafii. Owszem, wiązałoby się to z jakimś trudem i poświęceniem ale jeżeli dla kogoś sakrament jest wartością to nie byłoby problemu. Warto o tym pomyśleć, gdyż przybywa nam katolików formalnych, którzy legitymując się bierzmowaniem twierdzą, że są katolikami pomimo, że uczestniczą w Eucharystii raz do roku a przyjmują Ją przy okazji śmierci babci.

Sprawa Alfiego Evansa poruszyła niemal całą Europę. Przypomnę – jest to chłopiec u którego wystąpiła, jak podają media, niezdiagnozowana  choroba neurologiczna, która zdaniem brytyjskich lekarzy pozbawiła chłopca zmysłu wzroku, słuchu, czucia i nie ma nadziei na dalszą terapię, gdyż byłaby ona daremna i nieludzka. Sądy brytyjskie wypowiedziały się w tej sprawie przyznając rację lekarzom a pozbawiając rodziców prawa decydowania o dalszym losie ich dziecka. Nie znam się na medycynie, ale zastanawiający jest fakt, że dwie kliniki w Rzymie i Monachium – jak podało Polskie Radio - są gotowe przyjąć małego Alfiego dysponując doświadczeniem w leczeniu tego rodzaju schorzeń. Powstaje więc proste pytanie: czy medycyna brytyjska jest doskonalsza od niemieckiej czy włoskiej? Czy nauki medyczne mają ograniczenie narodowościowe czy państwowe? Raczej nie, gdyż wiedza medyczna, tak jak zresztą inne, w dzisiejszym świecie łatwo przekracza wszelkie granice. W tym przypadku, skoro w grę nie wchodzą jakieś astronomiczne koszty, a jest ktoś gotowy pomóc to co stoi na przeszkodzie by skorzystać z tej pomocy może w finale nieskutecznej, ale czyniącej wszystko co w ludzkiej mocy. Obawiam się, że przypadek Alfiego to krok w kierunku eutanazji. Jeśli ludzkie życie jest zbyt uciążliwe to można je unicestwić. Takie podejście niestety jest nie do przyjęcia, gdyż wskazuje, że to człowiek decyduje o życiu drugiego człowieka. Katolicy wiedzą, że przykazanie „nie zabijaj” zabrania wszelkich działań pozbawiających życia drugiego człowieka. Terapię powinno się prowadzić aż do wyczerpania ludzkich możliwości tak w zakresie wiedzy jak i pieniądza. Ponadto, czymś nieludzkim wydaje się pozbawiania rodziców prawa do ratowania swojego dziecka na wszelki dostępny im sposób. Niestety, „wysoka demokracja” sprawia, że rodzice są jedynie „dostawcami” dzieci nad, którymi władzę sprawują różne organizacje i państwo, które z błahych powodów są w stanie nawet odebrać dzieci rodzicom o czym przekonało się już wiele polskich matek   mieszkających w Norwegii czy Niemczech. Na marginesie tego wydarzenia smutna refleksja: przybywa dzieci z rozmaitymi wadami. Dlaczego tak się dzieje? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że dbanie o własne zdrowie rodziców jest czymś kluczowym w przekazywaniu zdrowego życia nowemu pokoleniu.

Sakrament bierzmowania udzielany młodzieży jeszcze gimnazjalnej wywołuje u mnie sprzeczne uczucia gdyż z jednej strony jest to sakrament z mocą ponieważ  działa w nim sam Duch Święty i to powinno być skuteczną pomocą w opieraniu się złu z drugiej strony widzę beztroskę wielu młodych ludzi, którzy po prostu zaliczają fakt przyjęcia sakramentu, by mieć to w „papierach katolika”, bez głębszego przeżycia i wiary. Kilka lat temu pewna osoba tuż po bierzmowaniu oświadczyła księdzu, że nie wierzy, a na pytanie dlaczego więc przystąpiła do bierzmowania odpowiedziała z uśmiechem no bo może się to kiedyś przydać. Nie dziwie się takiej odpowiedzi, gdyż kalkulacja co się opłaci jest dosyć powszechna. Szkoda tylko, że nie dotyczy uczciwości wobec Boga i patrzeniu w przyszłość gdzie jest wieczność. Bierzmowany to świadek wiary – czy tak będzie po tegorocznym bierzmowaniu?