Zdaniem Proboszcza

Kolejne rezolucje unijne dotyczące homoseksualistów tworzą klimat jakoby te osoby były niemal prześladowane w takich krajach jak Polska, Rumunia czy Węgry. Neoliberałowie piszą tam takie bzdury, że zdrowo myślącemu człowiekowi przychodzi do głowy pytanie: co za ludzie tam urzędują i na jakiej podstawie próbują ingerować w ustawodawstwa suwerennych państw. Ciągłe podkreślanie równości każdego człowieka prowadzi do absurdów, których nawet natura nie rozumie. Jeżeli mówią już o równości to dlaczego w Niemczech, które zrujnowały Europę a szczególnie nasz kraj ludzie zarabiają trzykrotnie więcej niż w Polsce przy podobnych kosztach utrzymania i dlaczego ten kraj jest najbogatszy?  Ktoś powie tutaj chodzi o coś zupełnie innego. Otóż świadomie dokonałem takiego zestawienia, gdyż współczesne pojęcie wolności to swoistego rodzaju „terroryzm” mający zniszczyć to co cywilizacja chrześcijańska dała tak Europie jak i Ameryce Północnej. Nie spotkałem się z tym, aby osoby, które inaczej odczuwają swoją seksualność spotykały się z jakimś ostracyzmem (a takie znałem już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku) dopóki nie zaczęły tego afirmować i domagać się takich praw jakie mają małżeństwa kochające się naturalną miłością i rodzące potomstwo. Nauka Kościoła jest jednoznaczna i nie może ulec zmianie co podkreślił Papież Franciszek. Pokazywanie jakichś księży błogosławiących związki homoseksualne powinno łączyć się z rzetelna informacją, że są to duchowni dziwnych związków wyznaniowych lub sekt. Ksiądz katolicki nie może ważnie pobłogosławić takiego związku nawet gdyby mu to nakazał sam papież – tak, to nie pomyłka starego proboszcza. Kościół rozumie małżeństwo jako zgodne z naturą czyli kobiety i mężczyzny bo tylko oni są w stanie stworzyć związek płodny i dać społeczeństwu największy dar jakim jest nowy człowiek. Skończmy z bzdurzeniem o wielkim wkładzie w życie społeczne osób o odmiennej płci. Po pierwsze jest ich bardzo niewiele, chociaż są obecnie głośni sprawiając wrażenie że co druga osoba kocha inaczej; po drugie, szanując ich wolność stworzyć prawne warunki co do dziedziczenia (nie słyszałem o wielkich spadkach u takich par) załatwiania rozmaitych spraw związanych z prawem, wspólne rozliczenia skarbowe itp. Natomiast nie wolno dać takim parom praw jakie przysługują małżonkom jak i prawa adopcji dzieci – nie wyobrażam sobie, by gej dał małej dziewczynce tyle i tak jak daje matka i praktycznie nie wyobrażam sobie, by już dorastającej dziewczynie stającej się kobietą zaradził na wszystkie jej potrzeby. Takie jest życie, i nie można gwałcić natury nawet przy pomocy demoralizującego prawa.

Rozpoczyna się kolejny „Tydzień wychowania” będący inicjatywą Kościoła Katolickiego w Polsce. Kościół pragnie zwrócić naszą uwagę na fundament jakim jest wychowanie młodego człowieka. Obok wiedzy rozwijającej umysł młodego człowieka ważne jest jego wychowanie do życia w społeczności a to wymaga wpojenia zasad moralnych będących oparciem w  rozmaitych meandrach życiowych. Pytanie skąd człowiek czerpie zasady moralne? Naturalnym źródłem jest ludzkie sumienie; człowiek może w oparciu o sumienie rozstrzygać co jest dobre a co jest złe. Niestety pojawia się powszechnie dostrzegany problem rozmiękczania sumienia czy też „formowania” go według własnego uznania, a więc własnych słabości, własnych oczekiwań czy własnej filozofii życia. W takich sytuacjach naturalne sumienie jest tłumione i nie może prawidłowa pozwalać nam ocenić nasze moralne wybory. Ponadto człowiek dzisiejszy nie lubi wyrzutów sumienia i na wszelki możliwy sposób je tłumi. Widać to doskonale chociażby u katolików, którzy zrezygnowali z uczestniczenia w Eucharystii i próbują to tłumaczyć jakimś lenistwem czy covidem a zazwyczaj przyczyna jest jedna – udział we mszy to czas wyrzutu sumienia. Drugim źródłem moralności jest  Dekalog czyli prawo Boże. Bóg dal ludzkości wskazania jakich należy się trzymać, aby życie było moralnie dobre. Kiedy sumienie nie radzi sobie z wyzwaniami wtedy Dekalog przychodzi z pomocą i mając taki fundamentalny duet można rozwiązać wszelkie dylematy moralne. Rozumiem jednak, że Dekalog jest bardzo zwięzły i wielu nie potrafi wyciągnąć logicznych wniosków dla swojej sytuacji moralnej. Dlatego mamy urząd nauczycielski Kościoła, który wyjaśnia moralne zawiłości życia. Musimy jednak posiadać elementarną wiedzę z zakresu wymogów moralnych ponieważ wyborów moralnych dokonujemy wiele i nie ma możliwość jakiejś konsultacji. Temu służy wychowanie chrześcijańskie, w którym wiedza katechizmowa jest czymś bardzo pożądanym. Kiedyś w każdym niemal domu obok Biblii był katechizm. Czym jest katechizm? Najkrócej odpowiadając – zbiorem podstawowych prawd dotyczących wiary katolickiej oraz wymogów moralnych. Ponadto opisuje kult Kościoła i nasz w nim udział. Niektórzy uważają, że sama Biblia im wystarczy a ja jednak twierdzę, że katechizm jest kluczem do zrozumienia Biblii, która jest bardzo trudnym tekstem i właśnie katechizm pozwala łatwiej i prawidłowo zrozumieć Objawienie Boże. Spróbujmy zajrzeć do katechizmu a zobaczymy, że wiele spraw będzie dla nas bardziej zrozumiałych a przez to i nasza wiara będzie bardziej ugruntowana. Pytanie do rodziców: czy twoje dziecko ma katechizm?  Czy w domu jest katechizm Kościoła Katolickiego?

Rozpoczął się nowy rok katechetyczny dla dzieci i młodzieży. Patrzę z obawą na korzystanie z tej formy zdobywania wiedzy o wierze katolickiej. Dla wielu uczniów, a co gorzej również dla ich rodziców katecheza jest zupełnie niepotrzebnym zajęciem. Najlepiej to zrezygnować z udziału w lekcjach religii a czas przeznaczyć na inne ważniejsze przedmioty. I niestety rodzice często ulegają swoim dzieciom przekreślając w ten sposób swój obowiązek wychowywania potomstwa w wierze katolickiej zadeklarowany przy swoim ślubie i przy chrzcie dziecka. Jak można być „dobrym katolikiem” skoro brakuje prostej wiedzy o podstawowych zasadach wiary katolickiej. Reformatorów wiary i Kościoła mamy dzisiaj na pęczki lecz są to ślepi ludzie, którzy właściwie nie wiedzą co chcą osiągnąć. Wykrzykują przeróżne hasła, którymi właściwie chcą zakryć swoją duchową nędzę i oczekują jej potwierdzenia przez hierarchię. Kościoła już dawno nie byłoby na tej ziemi gdyby godził się na wprowadzanie ludzkich zachcianek do swojej doktryny. Wprawdzie słowo doktryna brzmi dosyć groźnie to jednak za tym kryje się Chrystusowa prawda o  człowieku, jego powołaniu i celu ostatecznym. Tego nie da się zmienić, gdyż należałoby zaprzeczyć Ewangelii. Inna rzecz to dziwne rozumienie wiary: tak proszę księdza jestem wierzącym, ale ślub czyli sakrament jest mi niepotrzebny, ponadto nie zgadzam się na ze stanowiskiem Kościoła w sprawie aborcji, nie potrzebuję też jakiegoś pośrednika w pojednaniu z Bogiem, a ponadto Kościół nie będzie zaglądał do mojego łóżka i nie będzie wyciągał łapy po moje pieniądze.  Tego typu zdania ciągle słyszymy a wielu popada w zwątpienie w sens wiary i udziału we wspólnocie Kościoła. Z Pisma Świętego wyciągamy tylko takie zdania, które pasują do własnej filozofii życia (tylko po co skoro i tak nie wierzę) a do duszpasterzy najczęściej zwracamy się tylko z pretensjami. Rozmowa na poważne tematy raczej nie wchodzi w grę, ponieważ wielu obawia się obnażenia swojej niewiedzy.  Ten obraz może jeszcze nie jest dominujący, gdyż wielu katolików jest świadoma wartości swojej wiary i praktykuje ją zgodnie z nauczaniem Kościoła. Aby wiara była mocna najpierw trzeba poznać prawdę, przyjąć to za nadrzędną wartość i kierować się nią w swoim życiu. Dlatego kiedy czujemy narastającą słabość naszej wiary to najpierw starajmy się pogłębić naszą wiedzę a temu służy zwykła katechizacja, które omawia to co jest początkiem i fundamentem ludzkiej wiary w Boga. Nie zapomnę katechez przygotowujących dzieci do pierwszej komunii, w których uczestniczyli rodzice. To oni byli najwdzięczniejszymi słuchaczami co wyraziła jedna z matek: te katechezy to przypomnienie tego o czym już zdążyliśmy zapomnieć. Może i ty już zapomniałeś wiele tylko wstydzisz się do tego przyznać, i dzieciom zabraniasz dostępu do Jezusa. Chrystus wyraźnie powiedział: Pozwólcie dziateczkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. To nie jest bajka, to słowa Chrystusa. Apeluję do katolickich rodziców: zróbmy wszystko by dzieci i młodzież korzystały z katechez. Zainteresujmy się treścią katechez, pomóżmy zwłaszcza najmłodszym zrozumieć nieraz trudne kwestie a dialogu z dorastającą młodzieżą nie bójmy się lecz z przekonaniem odpowiadajmy na ich trudności.

Rozpoczyna się nowy rok szkolny dla dzieci i młodzieży. Kształcenie młodego człowieka jest jego prawem a także obowiązkiem rodziców. W przypadku dzieci to rodzice nadają procesowi kształcenia właściwą dynamikę i ramy. Współpraca z fachowcami jest jednak konieczna, by nadać temu procesowi właściwy kierunek i treść. Spotykam się często z negowaniem roli nauczyciela przez rodziców. Owszem, nauczycielowi społeczeństwo stawia wysokie wymagania tak merytoryczne jak i moralne. Ale nie może być tak, że rodzic, bez jakiejkolwiek rozeznani problemu neguje wartość danego nauczyciela i nieraz bezceremonialnymi zdaniami wypowiadanymi do „leniwego” dziecka obniża jego autorytet. Taki rodzic nie zdaje sobie sprawy, że tak naprawdę to nie tyle przykłada nauczycielowi (a to jest niestety w modzie) ile krzywdzi swoje dziecko, dla którego ten nauczyciel już nic nie znaczy, a więc i to czego uczy nie ma znaczenia. Kto wtedy więcej traci? Oczywiście biedne dziecko, które ma napuszonych i głupich rodziców. Na tym tle spoglądam trochę z niepokojem na lekcje katechezy. Otóż, nawet w szkole podstawowej katecheza uważana jest przez rodziców za coś ostatniego – a więc można nie uczęszczać, po co katechizm skoro można wydać pieniądze na coś pożyteczniejszego, dlaczego katecheta pyta i sprawdza wiadomości itd. Rodzice przy zawieraniu małżeństwa  a także przy chrzcie dziecka zobowiązywali się do katolickiego wychowania potomstwa. Wobec tego pytam: czy katecheza posiada walor wychowania w wierze czy też nie? Odpowiedź raczej jest jedna a rodziców proszę o pokazanie swoim dzieciom, że są wierzącymi i że Pan Bóg jest dla nich nadrzędną wartością.

Problem słabej wiary młodego pokolenia zawsze istniał i mało kto może powiedzieć, że w wieku kilkunastu lat jego wiara była mocna i ugruntowana. Wymogi moralne jakie stawia wiara chrześcijańska są wysokie co rodzi trudności z ich zaakceptowaniem przez młodego człowieka. Natura młodego człowieka jest zazwyczaj buntownicza a pytania dlaczego tak trzeba  a tak nie wolno mnożą się w ich życiu na każdym kroku.  W tej sytuacji rodzina kiedyś była katalizatorem młodzieńczych buntów i jednocześnie jakimś oparciem pozwalającym przetrwać ten trudny czas. Dzisiaj w większości rodzin to nie działa, gdyż rodzice utracili swój autorytet często sami nie mając wiary a dzieciom wolno wszystko i one o tym wiedząc bardzo często szantażują rodziców w przeróżny sposób osiągając swoje cele. Poza tym dzieci i młodzież są otoczone atmosferą nieufności a nawet wrogości wobec Kościoła. Pomijam wszelakiej maści media wyzywające się na pedofilii paru księży i totalną krytyką instytucji Kościoła natomiast mocno mnie niepokoi  środowisko naszych rodzin. Kiedyś sprawy Kościoła i duchowieństwa były otoczone szacunkiem i estymą. Dzisiaj w naszych rodzinnych i towarzyskich rozmowach w dobrym tonie jest dołożenie coś negatywnego księdzu, biskupowi czy Kościołowi. I to czynią członkowie Kościoła tak jakby oni byli święci a inni w tym duchowni to wspólnicy szatana. Zastanówmy się co i jak mówimy o naszym Kościele, który tworzymy. Nie rozwalajmy tej wspólnoty bo pozostaniemy na przysłowiowym lodzie, nie mając właściwej miary moralnej oceny naszego życia.