Zdaniem Proboszcza

„Nie ma wolności mediów bez oglądalności reklam” – taki tekst pojawia się na portalach internetowych. Owszem reklamy pozwalają na finansowanie mediów, ale czy są one gwarancją ich wolności? I tutaj zaczyna się problem, ponieważ goły okiem widać jak media są uzależnione ideowo. Wielu twierdzi, że publiczne media są w ręku jednej opcji politycznej i mają rację gdyż tak było zawsze, kto miał władzę ten wpływał na ich program. Dlatego dziwię się, że obecnie politycy opozycji płaczą nad mediami a jeden z panów kandydatów na prezydenta mówi o ich likwidacji. Ciekaw jestem co zrobi jeżeli wygra wybory. W przypadku mediów publicznych problem jest nadal nie rozwiązany i należy dążyć do stworzenia rzeczywistej ich niezależności. Media publiczne mają rzetelnie informować, prowadzić publicystykę zrównoważoną, promować to co polskie, ukazywać piękno kultury i języka, uczyć historii i wprowadzać spokój informacyjny. Aby tak było trzeba odpowiedniego ustawodawstwa oraz wysokiej etyki zawodowej dziennikarzy. Z tym bywa bardzo różnie, gdyż dziennikarz jest bardzo zależny finansowo od swojego pracodawcy i musi się liczyć z jego oczekiwaniami. Media prywatne, zazwyczaj bardzo liberalne też uzależniają swoich dziennikarzy i jasno dają im do zrozumienie czego mają unikać a na czym skupić swoją uwagę. Przykładów można podawać mnóstwo, ot chociażby kolejny film o pedofilii duchownych, który na jednym z portali uzyskał cztery miejsca w skrótach informacyjnych a jest ich zwykle około czternastu. Nadmiar tej informacji to nic innego jak tendencyjne nastawienie do Kościoła, o którym wydawca pozwolił sobie napisać w tytule „Kościół już nigdy się nie podniesie”. Pedofilia, o czym już wielokrotnie pisałem jest zbrodnią dokonana na dziecku. Tylko, że tej zbrodni dopuszczają się zboczeńcy nie tylko w sutannach (proporcjonalnie jest ich niewielu) lecz wywodzący się ze wszystkich grup zawodowych i społecznych w tym dziennikarzy, celebrytów i artystów. Tej prawdy jednak wielu dziennikarzy i decydentów medialnych nie chce przyjąć, bo to grozi kosztownymi konsekwencjami. Natomiast duchownego i Kościół można sponiewierać bezkarnie. I jeżeli to ma być treścią wolności mediów to ja z tym się nie zgadzam i nie włączę reklam, a jeszcze potrafię korzystać z rozumu.

Stan epidemii nadal trwa. Władze zdejmują kolejne ograniczenia, ponieważ życie musi się toczyć a zaufanie do obywateli roztropnie się zachowujących raczej wzrasta. Część młodzieży jednak lekceważy wskazania dotyczące noszenia masek i zachowywania odległości. Można zaobserwować małe grupki, zachowujące się tak jakby nic im nie groziło. Próbuję rozumieć młodzieńczy entuzjazm, zwłaszcza wiosną ale apeluję o ostrożność. Smuci mnie bardzo brak młodzieży na Mszach niedzielnych. Owszem dyspensa biskupa od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii nadal obowiązuje, to jednak wasza nieobecność budzi niepokój: czy aby nie jest to wam na rękę - skoro nie muszę to nie idę. Uczestnictwo we Mszy niedzielnej to jest przecież jakieś świadectwo wiary w obecność Chrystusa. Ja idę na spotkanie z Chrystusem – taki jest sens tego wydarzenia. Nasuwa mi się także nieco szerszy problem: ilu ludzi wróci do praktyk po ustaniu epidemii. Już teraz można zaobserwować przykładowo, że z sakramentu pokuty korzystają osoby, które regularnie to czynią w odstępach miesięcznych, dwu lub trzymiesięcznych. Brakuje tych, którzy raz do roku się spowiadają na Wielkanoc. Widocznie uznali, że skoro w tym roku nie musieli stać w kolejkach wielkotygodniowych to może jakoś „wytrwają” następny rok w swoich grzechach. Pytam więc o poczucie winy wobec Boga i troskę o swoją duszę. Tego bardzo wielu katolikom brakuje a wirus bardzo łatwo zwolnił ich od troski o swoje zbawienie. Nieco zdziwiony jestem zbyt powolnym zdejmowaniem ograniczeń w nabożeństwach. Ostatnio premier otworzył bary, kawiarnie i restauracje ze wskazaniem - jedna osoba na cztery metry kwadratowe a w kościołach ten wskaźnik wynosi jedna osoba na dziesięć metrów kwadratowych. Tego nie bardzo mogę pojąć, tym bardziej, że w restauracji trzeba zdjąć maseczkę na cały czas konsumpcji, która może trwać godzinę albo i dwie, pomieszczenia są o małej kubaturze a w kościele o znacznej ilości powietrza trzeba mieć maseczkę i najwyżej ją zsunąć na moment przyjmowania Komunii św.. Takich paradoksów można byłoby wymienić więcej, ale sytuacja jest bardzo zmienna i raczej nie da się wszystkiego dokładnie przeanalizować i stąd zapewne takie dziwne sytuacje. Uważam jednak, że kościół jest szczególnym miejscem duchowego umacniania się człowieka toteż dostęp powinien być łatwiejszy.

Ostatnio media doniosły o zamieszaniu z Pierwszą  Komunią bodajże w Łodzi - Widzewie, gdzie proboszcz zaproponował podzielenie klas na małe grupy, by zgodnie z przepisami epidemicznymi można było udzielić Pierwszej Komunii. Część rodziców zaprotestowała i biskup wydał nakaz, by to wszystko odbyło się na jesieni. Nie popieram rozwiązania tego księdza, ale przy tej okazji przyszło mi do głowy pytanie: co jest istotą Pierwszej Komunii Świętej? Wielu nie ma wątpliwości i odpowie - przyjęcie Ciała Pana Jezusa! Tak też i ja rozumiem, ale obserwując obecny czas jak i mając ogromne doświadczenie przeszłości muszę ze smutkiem powiedzieć: dla wielu rodziców jest to wydarzenie towarzyskie a nie religijne. Epidemia pokazała to bardzo dobitnie. Zapewne wielu łódzkim rodzicom nie chodziło o duchowe dobro dziecka, które było przygotowywanie do majowej uroczystości tylko o imprezę komunijną, której obecnie nie można zorganizować w restauracjach. Rodzic wierzący i rozumiejący co to znaczy Komunia Święta, w sytuacji epidemii jest w stanie zrezygnować z towarzystwa nawet rodzinnego dla priorytetu dobra duchowego. To Jezus jest najważniejszy w tym wydarzeniu i dziecko, które przyjmuje Go do swego serca na swój dziecięcy sposób. Ten ideał zabiliśmy przemieniając uroczystość w konsumpcje i mnóstwo negatywnych emocji, których tam nigdy być nie powinno. Każda parafia w tym i nasza stanęła wobec koniczności przesuniecie Komunii na późniejsze terminy. Musimy to uczynić troszcząc się o nasze bezpieczeństwo. Epidemia przeminie i Pierwsza Komunia będzie, ale chciałbym by nasze dzieci rzeczywiście przeżyły to wydarzenie jako spotkanie z Jezusem. To zależy od Was drodzy rodzice!

Panująca epidemia, niestety jest też źródłem wyzwalania się agresji u wielu spokojnych dotąd osób. Opowiadano mi jak traktuje się w małych środowiskach osoby pracujące w służbie zdrowia. Spotykają się one z pewnym ostracyzmem – nie przychodź do nas, nie stój w tej kolejce, idź do innego sklepu itd. Zdumiałem się wobec takich postaw wywoływanych lękiem, brakiem wiedzy i czystą ludzką głupotą. Nie może być tak, że ludzie, którzy poświęcają swoje umiejętności, zdrowie a nawet życie są tak traktowani w społeczeństwie i to katolickim! Apeluję o opamiętanie się i zaniechanie tego rodzaju zachowań. Jesteśmy chrześcijanami i naśladujemy Chrystusa, który szedł do wszystkich i nikogo nie wykluczał. Zachowajmy ostrożność ale włączmy też rozsądek. Podobnie my kapłani spotykamy się z agresywnymi zachowaniami; są osoby, które nas obwiniają o małą liczbę osób w kościele, o ograniczenia w posługach sakramentalnych, itp.. Kapłanów obowiązują w czasie epidemii wszelkie rygory podawane przez władze naszego kraju i nie możemy tego lekceważyć. Tutaj składam podziękowanie wszystkim parafianom, którzy rozumieją sytuację i są cierpliwi. Epidemia, być może nieco słabnie i miejmy nadzieję, ze wkrótce powróci sytuacja sprzed jej wystąpienia. Nie wiem czy wybory odbędą się w zaplanowanym terminie i na ten temat nie wyrażam żadnego zdania, aby mnie nie posadzono o koniunkturalizm lecz mogę obserwować kabaret kłamstw, nienawiści, śmieszności i złośliwości. Nie trzeba poświęcać na to zbyt wiele czasu lecz wystarczy posłuchać spotów wyborczych. Mam wrażenie, że większość kandydatów żyje w jakiejś innej rzeczywistości. Traktują oni wyborcę jak przedszkolaka, który nie rozumie idei wyboru demokratycznego. Myślę, że większość naszego społeczeństwa ma rozeznanie co do sytuacji, co do możliwości państwa, co do znaczenia urzędu prezydenta i jego kompetencji. I myślę, że Polakom nie myli się piuska biskupa z urzędem ministra – jak to dzieje się w przypadku jednego z głośnych kandydatów na prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Trochę współczuję maturzystom, którzy szlifowali formę na majowe egzaminy, chociaż wiem, że zawsze brakowało im kilku dni, by doskonale ogarnąć materiał. Może jednak ta sytuacja przyczyni się do jeszcze lepszego przygotowania matury, która wcześniej czy później się odbędzie i jak sądzę z tego tytułu nikt nie będzie poszkodowany. Natomiast rozbawił mnie pomysł jakiegoś aktywisty maturalnego, który zamierzał organizować protest z powodu braku nowego terminu matur. Raczej go nie zorganizował lecz chyba wziął się za naukę. Natomiast zasmuciłem się sytuacją naszych maturzystów, którzy planowali pielgrzymkę do Częstochowy a nawet i do Zawady. Podziękowanie Bogu za dar nauki w szkole średniej jest ze wszech miar godne uznania. Niestety, epidemia pokrzyżowała plany i księża katecheci postanowili odprawić w miniony czwartek dziękczynną Mszę św. o godz. 17.00 w kościele św. Jadwigi. Komunikatorami powiadomili młodzież a do kościoła zaprosili delegacje klas, pozostali zaś zostali zachęceni do włączenia się poprzez transmisję internetową – w sumie mamy 235 maturzystów. Jak to wyglądało w rzeczywistości: w kościele było 13 osób zaś transmisję oglądało w porywie 19 osób. Pytania końcowego nie zadaję; jest to jednak smutny obraz życia religijnego młodzieży z rodzin katolickich, która jeszcze nie potrafiła uwierzyć Jezusowi.



FARA DĘBICKA - wersja do druku