Zdaniem Proboszcza

Coraz bardziej narzekamy na rozpadanie się więzi międzyludzkich z powodu obecności w naszym życiu smartfonów, bez których – jak się nam - wydaje nie można już żyć. W rodzinach zanika potrzeba rozmowy, gdyż domownicy zajęci są surfowaniem w sieci i kontaktami z osobami często aminowymi. Ktoś nieznany staje się „bliższy” i ważniejszy niż matka, ojciec czy dziecko. Nawet niedzielny obiad jest konsumowany z oczami wpatrzonymi w maleńki ekran. Również narzeczeni znaczną część okresu poznawania się opierają na „drętwych” komunikatorach a później odkrywają swoje emocjonalne braki, które nie pozwalają im kontynuować życia małżeńskiego. Otóż nic nie zastąpi bezpośredniego spotkania człowieka z człowiekiem. Wtedy jesteśmy w stanie przekazać maksimum informacji, pokazać się takimi jakimi jesteśmy, obdarzyć emocjami, które nam towarzyszą czy wreszcie ukazać swoją kulturę. Martwi mnie to, że pozbywamy się zdolności budowania więzi tak bardzo ważnych dla trwałości małżeństw czy  relacji sąsiedzkich pracowniczych czy społecznych. Poza tym komunikatory zabijają hejtem (jest on grzechem) mało odporne osoby, popadające później w depresje, niskie poczucie wartości czy nawet odbierające sobie życie. Spróbujmy zmienić ten „głupi styl” zachowania; Odłóżmy smarfony podczas rodzinnych posiłków, rozmawiajmy w gronie rodziny o wszystkim co nas cieszy i co nas boli, bierzmy udział w życiu rodziny i nie zamykajmy się przed nią. Swojego człowieczeństwa nie zamykaj w wirtualnej przestrzeni, bo to zabije ciebie.

W ostatni pierwszy piątek miesiąca stycznia jak zwykle przed godz. 16.00 udzielałem Komunii Świętej zgromadzonym wiernym, wśród których była spora grupa młodzieży. Kiedy zakończyłem udzielanie i przeszedłem do końcowej liturgii tego obrzędu połączonego z błogosławieństwem zauważyłem, że tej młodzieży już nie ma w kościele - a odstęp czasowy wynosił może dwie, trzy minuty. Zasmuciło mnie to bardzo, gdyż kolejny raz ujawnia się postawa braku szacunku a może nawet i wiary w obecność Chrystusa w Eucharystii. Młodzi ludzie, prawdopodobnie „zmuszeni” do spowiedzi i Komunii św. traktują te sakramenty jako jedynie zaliczenie, bo trzeba wykazać się przed katechetą. Brakuje tym młodym raczej wiary gdyż za wiarą idzie szacunek dla sakramentu. Podobnie rzecz się ma, niestety z wieloma dorosłymi katolikami: przyjmują Komunię Świętą i nie czekając na zakończenie Mszy wychodzą z kościoła, bo co innego jest ważniejsze. Snuję te refleksję ze smutkiem, gdyż wielu wiernych staje się jedynie „formalistami religijnymi” i nie ma w nich życia duchowego. Komunia Święta jest  najlepszym sprawdzianem naszej duchowości, gdyż zakłada ona czystość serca i rozumienie przebywania Chrystusa w nas. Kiedyś uczono nas podobno dosyć „archaicznie”, że do Komunii należy się przygotować a po przyjęciu przez chwilę adorować i złożyć dziękczynienie. Chciałbym wiedzieć ile osób przyjmujących Komunię stosuje się do tak prostego schematu. Msza św. jest naturalnym i najlepszym czasem przyjmowania Komunii Świętej. Liturgia Mszy przygotowuje nas doskonale do Komunii a także daje czas na osobistą adoracje i wspólnotowe dziękczynienie. Trzeba tylko aktywnie uczestniczyć i  wcześnie nie wychodzić z kościoła: Msza kończy się błogosławieństwem. Te moje refleksje niech posłużą do indywidualnych przemyśleń i jeżeli zachodzi taka potrzeba do korekty swojej postawy. Młodzi zapewne naśladują zachowania starszych i za ich postawę opisaną na początku, jesteśmy odpowiedzialni. Rodzice młodzieży przygotowującej się do bierzmowania powinni dać przykład właściwej postawy eucharystycznej. Może będzie potrzeba przeprowadzenia z młodym katolikiem – synem, córką - rozmowy wyjaśniającej i zachęcającej. Zdaję sobie sprawę z trudności takiego dialogu biorąc pod uwagę potrzebę doznaniowości młodego człowieka, ale przecież ten człowiek nie utracił duszy: on jej może nie rozumieć, może nie radzić sobie z duchowym wymiarem życia i trzeba mu w tym pomóc. I tutaj rodzi się pytanie jak to czynić?  Bardzo prosto: dawać codzienne świadectwo wierności zasadom wiary, ukazywać dobro i jego piękno, kultywować w życiu rodzinnym wartości, mówić o prawie człowieka do pełnej, pięknej i odpowiedzialnej miłości, umieć się pochylić nad „marnotrawnym” zachowaniem dziecka i modlić się o światło Ducha Świętego na co dzień.

Spotykam młodych ludzi, którzy twierdzą, że utracili wiarę. Pytam o przyczynę i tutaj ukazuje mi się zatrważający obraz – ten człowiek nigdy nie miał wiary. Owszem był ochrzczony, przyjął sakramenty i nawet jak był młodszy to chodził do kościoła, ale gdy dorósł to stwierdził (raczej uczciwie), że właściwie to on nic nie ma wspólnego z Bogiem. Takich sytuacji, jak sadzę, jest wiele. Przyczyny są złożone: najpierw rodzice, którzy sami borykając się z własną wiara nie zdołali lub nie umieli przekazać wiary dzieciom a przecież to jest ich obowiązek wynikający ze sakramentu małżeństwa oraz z prośby o chrzest swojego dziecka. Tak więc rodzi się pytanie o naszą wiarę, czy ona jest wystarczająco rozumna, czy mamy odpowiedni dla naszej wiary zasób wiedzy na jej temat. Kościół często obwinia się o zanik wiary u wiernych. Otóż w Kościele mamy depozyt wiary czyli nauczanie o niej oraz sakramenty, które mają za zadanie uświęcanie naszego życia. To wszystko Kościół realizuje; problemem może być jedynie nasza otwartość i posłuszeństwo Urzędowi Nauczycielskiemu, który obecnie często jest konstatowany.

Rodzino! Jaka jesteś? Powiedz coś o sobie! Te słowa cisną mi się do głowy ponieważ obserwuję ogromne zmiany w funkcjonowaniu rodziny. Rodzina w rozumieniu tradycyjnym a zarazem chrześcijańskim rozpada się na naszych oczach. Młodzi zawierając związek małżeński nie bardzo rozumieją czym on ma być. Najczęściej koncentrują się na sobie i to w wymiarze doznaniowym – jest nam dobrze, przecież się kochamy a życie to ciąg przyjemności, na które to musimy mieć dużo kasy. Kiedy po dłuższym okresie cieszenia się sobą pojawia się dziecko wtedy niemal oboje doznają szoku sytuacyjnego: trzeba zająć się dzieckiem, jak to robić, co z pracą, a nasze imprezy, znajomi wyjazdy? Mamy tutaj do czynienia z brakiem ciągłości pokoleniowej. Młodzi układają swoje życie często na opak, bez odnoszenia się do  wypracowanych wzorców, które w przypadku rodziny wcale się nie starzeją. Jakże  często słyszymy o braku elementarnej wiedzy o wychowaniu dziecka u młodych i wykształconych małżonków. Wprawdzie czytają różne podręczniki o wychowaniu, ale stosują tę wiedzę jako instrukcję obsługi dziecka. Takie coś nigdy nie zafunkcjonuje, bo człowiek to nie urządzenie lecz istota, którą trzeba traktować z miłością bezwzględną, całkowitą, ofiarną i czasami bardzo wymagającą. Tego, niestety nie da się pogodzić z miłością konsumpcyjną i dlatego tak ważną sprawą jest duchowość, która potrafi  doskonale odpowiadać na potrzeby tak małżeństwa jak i rodziny. Gdzie się jej uczyć? U Boga, u Świętej Rodziny – ten wzorzec stał się podporą naturalnego małżeństwa i rodziny, stał się wzorcem chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny. Rodzice przekazujecie swoim dzieciom właśnie ten wzorzec a Wy drodzy młodzi małżonkowie – dajcie się porwać takiej miłości jaką daje Wam Chrystus a o której to słyszeliście być może w czasie swojego ślubu słuchając hymn o miłości św. Pawła (1 Kor 12,31-13,8a).

Boże Narodzenie stało się faktem historycznym. Ludzie próbują zrozumieć Bożą logikę jak również Jego wielką pokorę. Święta dla wielu współczesnych chrześcijan są jedynie jakimś emocjonalnym przeżyciem pozbawionym głębszej treści. I nie ma sensu dywagowanie nad datą narodzin Chrystusa czy redukowaniu Jego osoby jedynie do wybitnej dla tamtych czasów jednostki. Dla nas Jezus Chrystus jest oczekiwanym Mesjaszem, który przyszedł w historii, jest obecny w sakramentach Kościoła i przyjdzie na końcu czasów. Aby to wszystko pojąć potrzeba wiedzy i wiary – których to wszystkim w obfitości życzę.


                                               Składając świąteczne życzenia prosimy Zbawcę o dar mocnej wiary dla wszystkich parafian, o umiejętność rozróżniania prawdy od fałszu, o dar wytrwałości wśród zamętu współczesnego świata. Życzymy także umocnienia więzi rodzinnych, dobrego realizowania Waszych zamierzeń i ludzkiej życzliwości a dla trapionych chorobami zdrowia i potrzebnych sił.

Duszpasterze Parafii Św. Jadwigi w Dębicy.