Myśli na niedzielę

Jezus leczy chorych i zarazem głosi królestwo; rozmnaża chleb materialny i obiecuje chleb z nieba. Mówiąc współczesnym językiem promuje ewangelizując i ewangelizuje promując. Czynić to co czynił Chrystus nie potrafimy, ale idąc Jego wzorem spróbujmy to czynić w swoim środowisku po prostu rzeczywiście żyjąc ewangelicznie.

Czystym w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu – to znaczy człowiekiem o czystym sercu – nikt się nie rodzi, lecz się staje. Tak więc bardzo aktualne jest nieustanne nawracanie się i pojmowanie tego czego domaga się od wierzącego Chrystus.

Małżeństwo jest czymś dobrym, chcianym przez Boga, lecz zarazem prowizorycznym: istnieje i przemija wraz z tym światem. Nieroztropnym jest tworzenie z małżeństw pretekstu by nie prowadzić życia pielgrzymiego to znaczy eschatologicznego. A to się często zdarza. Pamiętamy jedno z usprawiedliwień gości zaproszonych na ucztę królewską, opowiadanym przez Jezusa, które brzmiało: poślubiłem żonę! To się powtarza wiele razy: mam żonę i dzieci! I nie mogę angażować się w niedzielną mszę, rekolekcje, rozwój duchowy itd. Co wtedy z ucztą królewską?

Uczniem Chrystusa jest każdy, kto idzie za Nim i pełni wolę. Także jest nim ten kto świadczy o Chrystusie i mówi światu ki On jest. Czy w takim razie ja jestem uczniem Chrystusa?

Chrzest musi przestać być tylko rytem i powinien stać się tym, czym jest w Nowym Testamencie – stanem życia chrześcijan, ich środowiskiem życiowym, narodzinami, które maja być wzorem dla dalszego wzrostu.