Myśli na niedzielę

Eucharystia jest ucztą tylko wtedy, gdy nawet z niepozornych znaków można odczytać, że króluje  podczas niej radość. Nie ma bowiem niczego bardziej przygnębiającego niż uczestniczenie w przyjęciu, na którym dominuje etykieta, a ludzie przyszli na nie bo tego wymagają konwenanse, ale ignorują jeden drugiego. Jezus nie chce ludzi przychodzących na Jego ucztę wbrew swojej woli i takich, którzy będą na niej bez szaty godowej, bez radości i bez przekonania.

Zgromadzeni na Eucharystii stanowimy to największe Ciało, które Duch Święty tworzy wokół Jezusa; ciało którego kruchość, niedoskonałość i rany dobrze znamy, ale dzięki Duchowi Świętemu jest to ciało „żyjące”. Jesteśmy tym największym chlebem, który został zaczyniony dzięki wodzie i upieczony w ogniu Ducha Świętego.

Eucharystia to Jezus ofiarujący całego siebie Ojcu w ofierze doskonałej, dający się rzeczywiście ludziom: Chrystus samego siebie wydal za nas w ofierze na wdzięczną wonność Bogu. Jest to doskonała i niedoścignione ofiara Chrystusa, ale korzyści z niej czerpią ludzie, którzy zawierzyli Jezusowi.

Owoce Eucharystii są bezmierne; są przeznaczone dla wszystkich. Ten, kto jest obecny przy rozmnożeniu chleba, musi potem dzielić z braćmi siłę i światło otrzymane przy rozmnożeniu; stać chlebem do podziału, czyli eucharystią. Nic nie może zginąć.

Litość Jezusa opisana w dzisiejszej Ewangelii jest widoczna i dzisiaj ponieważ kolejne pokolenie żyje tak jakby nie było pasterza. Jezus ciągle naucza; tamci go posłuchali my zaś coraz częściej Go nie słuchamy i nie chcemy już słuchać.