Myśli na niedzielę

Przychodząc do kościoła przypominamy trochę zgnębionych, zmęczonych i płaczących Żydów. Ale wychodząc, po wysłuchaniu słowa Bożego i przyjęciu Komunii św., powinniśmy przypominać tych, którzy powracają ze żniw wśród radości, niosąc swoje snopy.

Często przyznajemy się do popełniania błędów, ale nie nazywamy już tego grzechem, lecz jedynie kompleksem. Dlatego też, aby oczyścić swoją duszę , wielu nie ucieka się już do Baranka, który gładzi grzechy, ale do uzdrawiaczy dusz, psychoanalityków, którzy usuwają zahamowania i kompleksy. Zapewne psychiatrzy i psychoanalitycy mogą wiele zrobić dla nas, dzieci naszego czasu o chorych i zniszczonych duszach. Ale na pewno ich zadanie nie powinno polegać na przekonywaniu, że nie mamy grzechów. Jeżeli to czynią to oszukują człowieka.

Ten Jezus, pokorny i nieznany, który podszedł do Jana, jest tym samym Jezusem cudownie ukrytym w znakach chleba i wina. Jest gotowy przyjść do nas tutaj zgromadzonych. Przyjmijmy Go tymi samymi słowami, jakimi powitał Go Jan Chrzciciel nad wodami Jordanu: Oto baranek Boży, który gładzi grzechy świata.

Niewierzącemu ten świat może wydawać się jedynie „rozsypującym mrowiskiem”, po którym nic nie pozostanie, ale dla nas świat jest miejscem gdzie Słowo „rozbiło swój namiot”, miejscem, które Bóg tak umiłował, że pozwolił, aby Syn Jego Jednorodzony przyszedł do niego.

Dzisiejsze słowo Boże stało się przyczynkiem do refleksji nad bardzo drażliwym tematem. Modlitwa musi być znakiem, że nie chcemy dominować nad innymi, ale jedynie nad złem. Nie będziemy przeto prosić, by zginęli  „ci którzy nastają na życie Dziecięcia”, ale by się nawrócili i żyli.