Myśli na niedzielę

Człowiekiem straszliwie biednym jest ten, kto uważa iż jest bogaty tylko dlatego, że ma dobra materialne, wielu służących, że jest zdrowy, a gdy wychodzi na zewnątrz ludzie ustępują mu z drogi, kłaniają się a nawet zazdroszczą. Do niego odnoszą się słowa Apokalipsy: Ty bowiem mówisz: jestem bogaty i wzbogaciłem się i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy”.

Co mówi nam dziś słowo Boże? Możemy zamknąć to w jednym słowie: powołania. Bóg nie chce działać sam, jak niektórzy wielcy menedżerowie, którzy nikomu nie ufają i w pracy nie potrafią z nikim współpracować. On zaś chce włączyć ludzi do działania na rzecz dotyczącego przecież ich zbawienia; chce współpracowników świadomych i aktywnych.

Ewangelia jest dla ludzkości wciąż żywym i trwającym proroctwem, jest kontestacją wszelkich fałszywych bożków i wszelkiej władzy nie ustanowionej przez Boga.

Kim są prawdziwi ubodzy z Ewangelii? Są nimi ci, którzy są ubogimi wobec Boga, którzy w swym cierpieniu i ubóstwie, pamiętają o Nim i w Nim pokładają swe nadzieję i całe zaufanie, którzy nie polegają na rydwanach i koniach ani nawet na swych sprawiedliwych czynach.

To co się stało podczas wesela w Kanie, jest udziałem wszystkich małżonków. Na początku wszystko jest nacechowane entuzjazmem i radością – wino jest symbolem tej właśnie radości i wzajemnej miłości. Ale miłość i radość – jak wino w Kanie – z upływem dni czy lat zużywają się i zaczyna ich brakować. Każde uczucie ludzkie, właśnie dlatego że ludzkie, jest recesywne, wypala się i kończy. Żeby temu zapobiec trzeba zaprosić Jezusa. On pozwoli uczynić nowe wino, wino lepsze od pierwszego, czyli nowy rodzaj miłości małżeńskiej – głębszej, trwalszej, opartej na zrozumieniu, na głębszej znajomości siebie, skorej do wybaczenia i solidarności.