Myśli na niedzielę

Żyjemy beztroscy, nieświadomi tego, co nas czeka, zachowujemy się jak głupcy. Rzeczywiście, tylko głupiec może przypuszczać, iż wyeliminował śmierć tylko dlatego, że wyeliminował wszelkie myśli o niej lub, że Sąd nie odbędzie się, ponieważ on o nim nie myśli.

Nasze zadanie to pozwolić rozbłysnąć światłu Chrystusa z wnętrza Jego świątyni, którą my jesteśmy. Mamy zmniejszyć matowość naszej zepsutej i egoistycznej natury, aby mógł przez nas objawiać się innym i przekazywać im swoje światło i miłość. Mamy pozwolić Jezusowi na bycie nadal światłem i solą ziemi poprzez nas.

W społeczeństwie ludzi warczących na siebie, grożących sobie, nietolerancyjnych, podnoszących głos, nasz Mistrz proponuje coś całkiem innego niż świat. Błogosławieni, błogosławieni, błogosławieni ... !

Czemu my chrześcijanie, nie jesteśmy radośni? Może dlatego, że słowa radości – Ewangelia – nie dotarły jeszcze do naszych serc? Nadal jesteśmy podobni do tych smutnych tłumów, które przygarbione podążały na wygnanie.

Grzesznikami jesteśmy z samej naszej natury, od chwili narodzin. Wszyscy bowiem często upadamy – powiada Biblia. Nie możemy odwracać się od tej rzeczywistości czy uciekać jak Adam. Powinniśmy raczej na wzór syna marnotrawnego powstawać, powrócić do Pana i wyznać „Ojcze zgrzeszyłem”. Dla tak postępujących Jezus jest Barankiem, który gładzi grzechy świata.