Myśli na niedzielę

Ten Jezus, pokorny i nieznany, który podszedł do Jana, jest tym samym Jezusem cudownie ukrytym w znakach chleba i wina. Jest gotowy przyjść do nas tutaj zgromadzonych. Przyjmijmy Go tymi samymi słowami, jakimi powitał Go Jan Chrzciciel nad wodami Jordanu: Oto baranek Boży, który gładzi grzechy świata.

Niewierzącemu ten świat może wydawać się jedynie „rozsypującym mrowiskiem”, po którym nic nie pozostanie, ale dla nas świat jest miejscem gdzie Słowo „rozbiło swój namiot”, miejscem, które Bóg tak umiłował, że pozwolił, aby Syn Jego Jednorodzony przyszedł do niego.

Dzisiejsze słowo Boże stało się przyczynkiem do refleksji nad bardzo drażliwym tematem. Modlitwa musi być znakiem, że nie chcemy dominować nad innymi, ale jedynie nad złem. Nie będziemy przeto prosić, by zginęli  „ci którzy nastają na życie Dziecięcia”, ale by się nawrócili i żyli.

Jezus na zawsze pozostanie Emanuelem, Bogiem z nami. Jest jednak pewien moment, w którym jest Nim w inny sposób: sakramentalny i realny. Ma to miejsce w czasie Eucharystii.

Nasze oczekiwanie nie jest już oczekiwaniem czegoś nowego, ale oczekiwaniem spraw eschatologicznych, to znaczy ostatecznych. Nowe przyszło razem z Chrystusem. On przynosząc samego siebie, przyniósł na świat wszystko co nowe – pisał św. Ireneusz. Czy to co nowe, jest obecne w naszym życiu?