Myśli na niedzielę

Bóg nie zadowolił się miłością dobroczynną, ale ukochał nas także miłością naznaczoną cierpieniem, dlatego my również musimy starać się postępować podobnie wobec  Boga i bliźnich. Przychodzi bowiem prędzej czy później chwila, kiedy nie wystarcza już dawać, trzeba także przebaczać; moment, kiedy nie wystarcza już dać coś innym, ale trzeba cierpieć dla nich to znaczy dać samego siebie.

W wydarzeniach opisanych w dzisiejszej Ewangelii ukryty jest sens każdego wychowania. Jezus był poddany swoim rodzicom, ponieważ jego rodzice byli poddani Bogu. Poddanie Bogu jest widoczne w modlitwie osobistej i wspólnotowej z które czerpie się mądrość wychowawczą.

W postawie Maryi dostrzegamy fundamentalne słowa gdy staje się przed Bogiem – „Oto jestem”. Zaledwie kilka liter, ale jakże istotnych! Mówimy przez nie: Jestem, jestem tu dla Ciebie, co chcesz abym uczynił?

„Radujcie się” oznacza rozsiewajcie radość. Nie można czekać do momentu, gdy nic nam nie będzie dolegało i będziemy mieli dobry humor, by uśmiechać się do innych. Uśmiech bowiem może być małym ale zarazem wielkim darem, światłem, które się zapala, oknem, które się otwiera. Wrogiem radości nie jest cierpienie. Jest nim egoizm, ukierunkowanie na samego siebie. Taki człowiek przypomina jeża, pokazującego tylko kolce, zamknięty dom, zamek z podniesionymi mostami.

Człowiek skomplikował swoje drogi przez grzech, stwarzając jakby rodzaj labiryntu, w którym się zagubił. Izajasz i Jan Chrzciciel mówią w przenośni o przepaściach, górach, krętych ścieżkach, miejscach trudnych do przebycia. Nazwijmy jednak te rzeczy po imieniu: pycha, uszczypliwość, nadużycia, przemoc, chciwość, kłamstwo, obłuda, nieczystość, powierzchowność, odurzenia wszelkiego rodzaju nawet od własnej urody czy inteligencji czy wreszcie samego siebie. W tej sytuacji uświadamiamy sobie, że to wszytko dotyczy nas i tym bardziej oczekujemy Bożego zbawienia.