Myśli na niedzielę

Czego możemy się spodziewać po samorealizacji na płaszczyźnie ludzkiej? Może tego, że staniemy się ludźmi wykształconymi, szanowanymi, zamożnymi, całkowicie niezależnymi, którzy może w dobrym zdrowiu dożywają starości. Ale cóż to na koniec daje? Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Musimy umrzeć i stanąć przed Bogiem, nawet ci, którzy nie wierzą.

Dziś Jezus nie zadowala się tym, że wiemy co o nim mówi świat współczesny. Oczekuje odpowiedzi także od nas, którzyśmy uwierzyli w Niego i w Nim złożyli naszą nadzieję. Nie musimy wcale wymyślać nowej odpowiedzi, gdyż wciąż jest aktualna odpowiedź Piotra: Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga Żywego.

Tym co się liczy, nie jest przynależność do danej rasy, narodu, ale wiara w Jezusa. W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy wzruszające słowa Jezusa O niewiasto, wielka jest wiara twoja! A więc to wiara, a nie przestrzeganie prawa – znosi bariery i czyni ze szczeniąt współbiesiadników.

Dotąd odczytywaliśmy dzisiejszą Ewangelię z perspektywy pierwotnego Kościoła. A dziś? Co mówi do nas chrześcijan dwudziestego wieku? Może dokładnie te same rzeczy, które dostrzegali pierwsi chrześcijanie. Tym co się zmieniło, jest otoczenie, wielkość jeziora i barki. Jeziorem jest cała ziemia, a barką Kościół ogarniający cały świat. Ale doświadczenia są te same i te same są wybory do dokonania.

Wobec ogromnego tłumu głodnych, my jesteśmy tymi, którzy mają pięć chlebów i dwie ryby, ale robimy wszystko, by ich nie oddać, by się nimi nie podzielić.