Myśli na niedzielę

Ludzie powtarzają sobie nawzajem: nie bój się, nie lękaj się, odwagi. Ale wiemy, że ludzkie słowa są słabą pociechą. To tak jakby ten, kto sam drży ze strachu, rzekł do stojącego obok niego – dlaczego się boisz? Od takiej pociechy nasz strach wcale się nie zmniejszy. Czy może nie jest podobnie i z zaproszeniem Jezusa, by się już nie lękać?

Darmo dawajcie! Ale co? Wszystko co otrzymaliście, wszystko czym jesteście. Nic nie jest waszym przywilejem; wszystko musi krążyć i rozszerzać się – od Boga do nas a od nas do braci. Odnosi się to przede wszystkim do miłości.

Idziemy przez życie z Trzema Osobami Boskimi, ale często Ich nie rozpoznajemy. Nawet uczniowie nie rozpoznali Chrystusa. Natomiast czynili to święci.

Kościół, który wyszedł z Wieczernika, ciągle jest kuszony, aby wszedł tam z powrotem i ponownie odgrodził się od świata. Zwłaszcza teraz, gdy na zewnątrz wieje wiatr sprzeciwu, wyraźnie widać oznaki strachu.

Wniebowstąpienie jest nie tyle świętem odejścia Jezusa z tego świata, ile świętem Jego obecności wśród nas. „Nasz Pan nie opuścił niebios, gdy stamtąd przyszedł do nas; nie opuścił też i nas, kiedy znowu wstąpił do niebios” (św. Augustyn).