Myśli na niedzielę

Kiedy wierność przestaje być wiernością a zmienia się w opór i bunt przeciwko Bogu? Gdy staje się zasłoną służącą do przykrycia własnego lenistwa; kiedy jest pretekstem, by nie podejmować marszu i tego, co się z nim wiąże: ryzyka opuszczenia i dyspozycyjności wierze.

Nawet u marksistów zaczyna dochodzić do głosu następujące wątpliwość: jaki sens ma wyzwolenie człowieka od wszystkiego – od ucisku ekonomicznego, nędzy, niesprawiedliwości – jeżeli pozostawia się go samego i pozbawionego nadziei wobec śmierci? Chrystus daje nam tę nadzieję, trzeba tylko po nią sięgnąć.

Może jesteśmy w takiej sytuacji jak uczniowie z dzisiejszej Ewangelii. Powinniśmy zbudzić Jezusa śpiącego w naszej łodzi i zawołać do Niego: Panie, nic Cię to nie obchodzi, że tonę! Dlatego powinniśmy zacząć rozmawiać z Nim w modlitwie, szukać Go za wszelką cenę. On i dziś czeka na to wołanie, by wstać i dać nam dar wielkiej ciszy i pewności.

Królestwo Boże już działa. Rzeczą najważniejszą nie jest obserwowanie, jak się  ono rozwija, lecz wejście do niego, by nie zostać z niego wykluczonym. Człowiek bowiem przemija a królestwo pozostaje.

Decydująca bitwa między dwoma królestwami rozegrała się w Chrystusie, lecz wojna jeszcze się nie zakończyła; wąż nieustannie zastawia pułapki na piętę Jego potomstwa, które jest Jego ciałem, Jego członkami, którym my jesteśmy.