Myśli na niedzielę

Jeśli będziemy szukać tego co w górze, czyli Jezusa Zmartwychwstałego, przekonamy się, że to nie przeszkodzi nam w szukaniu także chleba powszedniego i wszystkiego innego; a nawet działając spokojniej z nadzieją nieśmiertelności w sercu, z mniejszym egoizmem i mniejszą nerwowością będziemy mogli lepiej realizować rzeczy ziemskie.

Pewien święty, zapytany po wielu godzinach rozmyślań nad „Ojcze nasz”, w jakim jest punkcie, odparł, że nadal rozmyśla jeszcze nad pierwszym słowem. Cała modlitwa chrześcijańska nabiera światła od tego pierwszego słowa. A ty, przy którym jesteś słowie?

Znając Jezusa, Marta powinna była zrozumieć, że Jemu milsze było to, żeby Go słuchała i była z Nim niż wystawny obiad złożony z wielu dań. Dla Niego bowiem pokarmem najbardziej pożądanym było wypełnianie i głoszenie woli Ojca.

Gdy czytaliśmy dzisiejszą przypowieść, może zdenerwowała nas postawa lewity i kapłana, którzy przeszli obok rannego i nawet się nie zatrzymali. Może jednak powinniśmy zmienić cel naszego gniewu. Ileż to razy my byliśmy tym lewitą i kapłanem? Woleliśmy nie ryzykować, by się nie pobrudzić lub nie nabawić się kłopotów.

Wszyscy musimy ponownie odkryć, iż jesteśmy posłani. Trzeba czasu żeby narodziły się właściwe formy ewangelizacji, ale już od teraz trzeba robić wszystko co możliwe, żeby zerwać z obojętnością i biernością. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wiarę, nie tylko kapłani.